Reklama

Miało być ekologicznie, ale ścieki płyną w ziemniaki

Zdaniem szefa zakładu WiK w Żninie, przydomowa oczyszczalnia ścieków dla osiedla w Obronie Leśnej jest wybudowana niezgodnie ze sztuką budowlaną. Nie chodzi tu jednak o to, że obiekt został źle wykonany, ale o to, iż w ogóle nie powinien być taki pomyślany dla tej osady. Konsekwencje tego, że jednak taka oczyszczalnia powstała, odczuwa do dzisiaj jeden z mieszkańców, na którego działkę warzywną w sąsiedztwie obiektu niezmiennie spływają ścieki. Co więcej, może to trwać jeszcze przez 3 lata.

Ścieki gromadzą się w kałużach między trawą i dalej wpływają na pole z ziemniakami, które na zdjęciu znajduje się za plecami Kazimierza Goclika fot. Karol Gapiński

    Obrona Leśna to niewielka osada położona administracyjnie w sołectwie Sobiejuchy. W domach, które powstały przed laty dla pracowników funkcjonującej wtedy Spółdzielni Kółek Rolniczych, mieszka 9 rodzin. Budynki położone są blisko siebie, wzdłuż drogi. Do końca 2011 r. całe osiedle miało wspólne szambo. Następnie gmina Żnin zdecydowała się zainwestować w jedną, wspólną dla całego osiedla Obrona Leśna przydomową oczyszczalnię ścieków. Miało to być rozwiązanie ekologiczne i stosunkowo tanie. W trybie zapytania o cenę wyłoniono wykonawcę tej inwestycji. Była nim firma Eco-Home z Wągrowca. Inwestycja została wykonana pod koniec 2011 r. Kosztowała 48.309 zł i w całości sfinansowała ją gmina Żnin.
     ZAPYCHANIE KANALIZACJI
     Na początku 2012 r. nowa oczyszczalnia przydomowa dla osady Obrona Leśna została oddana do użytku. Od początku funkcjonowanie tego systemu odprowadzania ścieków pozostawiało wiele do życzenia. Regularnie kanalizacja zapychała się i następowały wycieki nieczystości na działkę-warzywniak, który znajduje się w sąsiedztwie obiektu.
     Eksploatacją oczyszczalni zajmowała się firma z Wągrowca, która ten obiekt wcześniej wybudowała. Czyszczenie odbywało się regularnie w wyznaczonych terminach oraz na wezwanie ratusza w Żninie lub bezpośrednio do firmy od mieszkańców Obrony Leśnej. Firma tłumaczyła, że przyczyną zapychania się kanalizacji jest często wrzucanie przez mieszkańców do urządzeń sanitarnych w domach szmat czy innych przedmiotów. Mieszkańcy nie przyznawali się do takich praktyk.
     OCZYSZCZALNIA UŻYCZONA SPÓŁCE KOMUNALNEJ
     Dotychczasowy stan rzeczy uległ zmianie w zeszłym roku. Zarządzeniem burmistrza Żnina gmina użyczyła osiedlową oczyszczalnię ścieków w Obronie Leśnej spółce komunalnej WiK. Ta firma zajmuje się od tego czasu wywozem nieczystości z tej kanalizacji.
     Okazuje się bowiem, że eksploatacja przydomowej oczyszczalni ścieków wymaga nie tylko regularnego serwisowania poprzez dodawanie preparatów bakteryjno-enzymatycznych. Niwelują one uciążliwości zapachowe. Poza tym trzeba okresowo sprawdzać stopień zamulenia, oczyszczać filtr, usuwać i unieszkodliwiać osad. Nadmiar nieczystości trzeba też wywozić do oczyszczalni.
     NIEZGODNIE ZE SZTUKĄ BUDOWLANĄ
     - WiK robi to raz na tydzień, ale nie zmienia to faktu, że z ostatniego komina wylotowego i tak regularnie następuje wyciek nieczystości. Strużka płynie przez trawnik, wokół jednego z małych świerków, które tu są wsadzone i dociera na moją działkę z warzywami. Konkretnie zalewa mi ziemniaki i niszczy te uprawy - mówi Kazimierz Goclik, mieszkaniec Obrony Leśnej, który uprawia warzywniak w sąsiedztwie przydomowej oczyszczalni.
     Mężczyzna odwiedzał w tej sprawie biuro WiK oraz pracowników oczyszczalni ścieków w Jaroszewie. - Usłyszałem, że oni robią, co mogą, ale od początku mówili, że ta oczyszczalnia, którą przed laty gmina postanowiła zbudować, nie zda egzaminu, bo grunt jest nieodpowiedni i nieczystości będą wybijały. Moim zdaniem, jedynym rozwiązaniem jest zrobienie przepompowni i pociągnięcie ścieków z Obrony Leśnej do Brzyskorzystewka i przekierowanie ich do systemu publicznej kanalizacji sanitarnej - uważa Kazimierz Goclik.
     Zwróciliśmy uwagę, że być może koszt takiej inwestycji jest nieopłacalny dla WiK ze względu na to, że Obrona Leśna to tylko kilka domów położonych w stosunkowo dużej odległości od istniejącego systemu kanalizacji publicznej. - Moim zdaniem, to się opłaca. Przecież i tak co tydzień muszą przyjeżdżać i wywozić ścieki, to przez kilka lat im się koszty podłączenia nas do kanalizacji publicznej zwrócą - uważa Kazimierz Goclik. Zaznaczmy, że mieszkańcy Obrony Leśnej podłączeni do przydomowej i mającej być ekologiczną oczyszczalni ścieków, płacą stawki dla WiK takie same, jak inni klienci żnińskiej spółki - ci, którzy korzystają z normalnej, publicznej sieci odprowadzania ścieków sanitarnych.
     Jerzy Mączko, prezes spółki WiK w Żninie, nie boi się mocnych słów. - Ta przydomowa oczyszczalnia ścieków w Obronie Leśnej została wybudowana niezgodnie ze sztuką budowlaną. Ona tam w ogóle nie powinna powstać. Otóż tam jest zbyt wysoki poziom wód gruntowych, aby takie urządzenie mogło prawidłowo spełniać swoje funkcje. Oczywiście my to szambo na bieżąco wywozimy, a w związku z obecnym zgłoszeniem, które pan odebrał od mieszkańca, też tam wyślę pracowników, by sprawdzili sytuację - zapowiedział prezes WiK.
     BĘDZIE POŁĄCZENIE Z KANALIZACJĄ PUBLICZNĄ
     Jerzy Mączko przyznał, że WiK zamierza ostatecznie rozwiązać problem kanalizacji Obrony Leśnej, ale dopiero w 2020 r. Do tego czasu będą regularnie prowadzone obecne działania zakładu w związku z obsługą kanalizacji w Obronie Leśnej, czyli wywożenie i stosowanie biopreparatów. W planie rozwoju urządzeń i sieci kanalizacyjnej i wodociągowej, który niedawno przyjęła dla WiK - choć z dużym wahaniem - Rada Miejska w Żninie, jest m.in. budowa przepompowni z przewodem tłocznym dla Obrony Leśnej i połączenie tej osady z systemem kanalizacji publicznej.
     - Co prawda zakładany dla tego zadania, szacunkowy koszt to około 300.000 zł, ale w praktyce może się okazać mniej. Poza tym w dłuższej perspektywie to faktycznie się zwróci, jakkolwiek przyznam, iż obecnie koszty wywozu i stosowania biopreparatów nie są jakieś znaczące, bo wynoszą 6.000 zł rocznie. Chodzi jednak także o komfort mieszkańców, a wiadomo również, że koszty przesyłania ścieków rurami zawsze będą tańsze niż ich wożenie samochodem na oczyszczalnię - zakończył Jerzy Mączko.
     Film w zakładce Filmy.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1323 (25/2017)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości