Podczas zebrania wiejskiego mieszkańcy mogli wyrazić swój niepokój związany z budową tuczarni, a także wysłuchali zapewnień od inwestora, że inwestycja nie będzie tak uciążliwa, jak przekazują to jej najwięksi przeciwnicy.
11 marca w Stodole w Gminnym Ośrodku Kultury w Gąsawie odbyło się zebranie wiejskie na temat planu budowy dużej chlewni w Marcinkowie Górnym i tego, jakie może przynieść niekorzyści dla mieszkańców w okolicy. Na zebraniu zjawiła się sołtyska Teresa Kawczyńska, wójt gminy Gąsawa Błażej Łabędzki, inwestor Piotr Wierzchosławski, sekretarz gminy Natalia Nowakowska, przewodniczący Rady Gminy Gąsawa Mariusz Kazik, radni: Roman Szczęsny, Jacek Mielcarzewicz, Artur Mrówczyński, Leszek Kranz, Adam Adamowicz oraz prezes Stowarzyszenia Miłośników Przyrody Wierzba Wojciech Szczęsny.
Inwestor Piotr Wierzchosławski przedstawił plan budowy tuczarni, a mieszkańcy mogli zadawać mu pytania. Jedną z kwestii poruszonych przez mieszkańców była dana promesa na dostarczenie wody. Obawiają się, że przez takie działanie zabraknie dla nich wody - zwłaszcza, że w ostatnim czasie coraz więcej osób buduje domy, w okresie letnim pojawia się wielu turystów, którzy również z niej korzystają, a do tego ludzie wykorzystują ją do podlewania ogrodów. Wójt zagwarantował, że wody wystarczy dla każdego. Dodał również, że każdy może prosić o promesę. Piotr Wierzchosławski zauważył, że jeszcze kilka lat temu jego ojciec korzystał z gminnej wody, ale zrobił studnię, z której obecnie korzysta w swoim gospodarstwie. Jeżeli on poprosił o promesę, to tak, jakby się wyrównało.
![]() |
| Wojciech Szczęsny powiedział, że wielkoprzemysłowe gospodarstwa są zagrożeniem dla tych mniejszych fot. Angelika Uścińska |
Według mieszkańców budowa takiej inwestycji nie przyniesie żadnych korzyści dla gminy. Prędzej odstraszy osoby, które nie będą chciały kupować działek z powodu smrodu. Wiele osób rozpoczęło budowę domu i już się obawiają, że ich nieruchomości stracą na wartości. Inwestor skomentował to w ten sposób, że każdy, kto buduje się blisko wsi, gdzie swoją działalność prowadzą rolnicy, musi być nastawiony na pewne niedogodności.
W przypadku odoru zdania były podzielone, ponieważ byli mieszkańcy, którzy skarżyli się, że smród jest nie do zniesienia, natomiast byli i tacy, którzy nie odczuwali żadnych nieprzyjemnych zapachów. Opinie potwierdzili przewodniczący oraz radny Artur Mrówczyński. Dodatkowo Artur Mrówczyński przyznał, że teraz odczuwa odór, ponieważ wywożona jest gnojowica z gospodarstwa prowadzonego przez ojca inwestora. Jednak mieszkańcy są w stanie to zrozumieć, ale nie chcą kolejnej inwestycji, przez którą będzie śmierdziało jeszcze bardziej.
Inwestor zauważył, że gospodarstwo jego ojca nie jest jedynym w okolicy, więc smród może być wynikiem działań innych rolników. Jednak powiedział, że znajdzie sposób na to, aby odór był mniej odczuwalny dla mieszkańców.
Obecnie jedynym możliwym sposobem zatrzymania inwestycji jest podjęcie przez radnych planu zagospodarowania przestrzennego w Marcinkowie Górnym.
Szerzej w papierowym wydaniu Pałuk w czwartek, 17 marca.
Film w zakładce Filmy.
Angelika Uścińska, 12 III 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze