Podobowice, Dom Pomocy Społecznej, pensjonariusze, pomoc
Mieszkańcy oczekują pomocy z zewnątrz
Żeby mieszkaniec domu mógł wymagać, musi mieć odpowiednie uposażenie. Taką zasadę wyznaje Danuta Dalewska - kierownik działu pracowników socjalnych w Domu Pomocy w Podobowicach. Jeśli któryś z uboższych mieszkańców Domu w Podobowicach ma ochotę na coś więcej niż obiad, kolację i śniadanie, ma - zdaniem personelu - rozbudzoną postawę roszczeniową. Kierownictwo jest przekonane, że dobrze wypełnia swą misję pomocy niepełnosprawnym ludziom. Niektórzy pensjonariusze czują się jednak jakby nie na swoim miejscu.
W Domu Pomocy Społecznej mieszkają ludzie starzy, pokrzywdzeni przez los - chorzy, niepełnosprawni, często odrzuceni przez rodziny. Te przyczyny, a także fakt pobytu w Podobowicach sprawił, że znaleźli się poza nawiasem społeczeństwa.
Położony w pewnej odległości od wsi Dom w Podobowicach statutowo przeznaczony jest dla osób niepełnosprawnych fizycznie, w tym także niedowidzących i niewidomych. Dom otoczony jest terenem rekreacyjnym, rosną tu drzewa, jest staw, a nawet małe gospodarstwo - konie, owce.
- Otoczenie jest ładne i sam dom w środku też, ale jak się okazuje, nie wszystko jest tu takie ładne, na jakie wygląda - to słowa byłego pracownika DPS.
Andrzej Gretkowski fot. Marta Złotnicka KŁOPOTLIWY PENSJONARIUSZ
Pan Andrzej Gretkowski zdaje sobie sprawę z faktu, że zapraszając reportera, może sobie przysporzyć jeszcze większych problemów niż ma do tej pory, ale - jak mówi - nie zamierza się poddawać i chce walczyć o swoje prawa, w tym o prawo do swobodnego rozporządzania pieniędzmi przyznanymi mu przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Żninie jako zasiłek stały.
- Pan Gretkowski nie chce się poddać współpracy z personelem. On jest alkoholikiem i dla własnego dobra nie dostawał pieniędzy do ręki - uważa Danuta Dalewska - kierownik działu pracowników socjalnych w Domu Pomocy.
Robert Jarmuda - kierownik MOPS w Żninie - 23 grudnia zeszłego roku zdecydował o przekazaniu pod nadzór i kontrolę pracownika socjalnego pieniędzy, którymi do tej pory pan Andrzej swobodnie dysponował. W takiej sytuacji osoba otrzymująca zasiłek z pomocy społecznej nie dostaje pieniędzy do ręki, a potrzebnych zakupów dokonuje za pośrednictwem pracownika socjalnego zgłaszając mu swoje potrzeby. - On może kupować sobie wszystko, za wyjątkiem alkoholu - mówi Danuta Dalewska.
W połowie lutego, na skutek skargi pokrzywdzonego, Samorządowe Kolegium Odwoławcze wstrzymało decyzję Roberta Jarmudy i skierowało sprawę do ponownego rozpatrzenia. Kolegium dopatrzyło się błędów prawnych w przeprowadzonym przez MOPS postępowaniu (między innymi decyzja kierownika wydana 23 grudnia miała obowiązywać od początku tegoż miesiąca, a prawo nie działa wstecz). Kierownik MOPS, po ponownym rozpatrzeniu sprawy, utrzymał niekorzystną dla Andrzeja Gretkowskiego decyzję, uzasadniając to udokumentowanymi dowodami na nadużywanie alkoholu przez pensjonariusza i jego niestosowaniem się do regulaminu DPS.
NIEPOTRZEBNY ROZGŁOS
Czesław Dalewski, dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Podobowicach wyjaśnia: - Roszczeniowa postawa pana Gretkowskiego, którą wyniósł z pobytu w więzieniu, przysparza nam pewnych problemów. On nam ściągnął na kark wojewodę i NSA, bo nawet tam się odwoływał. Oczywiście, ma takie prawo, ale teraz my musimy pisać pisma wyjaśniające. Dyrektor nie ukrywa, że także mój artykuł byłby kierownictwu nie na rękę z podobnej przyczyny.
Edward Żuryński fot. Marta Złotnicka WIĘZIENIE CZTERECH ŚCIAN
- Gdy chciałem zadzwonić do gazety, nie pozwolono mi na to - mówi niewidomy Edward Żuryński. - Siedzę tutaj, jakbym odsiadywał wyrok, ale nie wiem za co. Jestem człowiekiem i chciałbym żyć jak człowiek.
Niewidomy zwraca uwagę na to, że Dom nie jest przystosowany do potrzeb osób niewidzących, a przez to staje się dla niego więzieniem. Dodatkowo, jego zdaniem, pracownicy jeszcze utrudniają mu życie. - Nie pozwalają mi korzystać z umywalki, która jest w pokoju - skarży się starszy, niepełnosprawny człowiek.
Z ust jednego z pracowników słyszę, że umywalka w pokoju służy tylko do czynności takich jak mycie rąk, a nie do całej toalety, ponieważ rozchlapywana woda mogłaby zniszczyć założoną podłogę szwedzką. Myć należy się w łazience, która jest na korytarzu.
- Mam prawo nawet zdemontować tę umywalkę. Nie mogę przecież dopuścić do niszczenia domu - uważa dyrektor.
Pan Edward na to tłumaczy, że ponieważ nie widzi, ma poważne kłopoty z dojściem do łazienki i korzystaniem z niej.
BIEDNI NIEZADOWOLENI
Problemem pensjonariuszy są również skromne racje żywnościowe. Jedna z pracownic zauważa, że także w tej kwestii istnieje związek pomiędzy postawą roszczeniową a wysokością odpłatności za pobyt w Domu. - Właśnie ci, którzy najmniej płacą, chcieliby najlepiej jeść - mówi.
- W Domu są różni ludzie. Ale tak się składa, że najwięcej pretensji o wszystko mają zawsze ci, którzy najmniej płacą - podsumowuje Danuta Dalewska. Wysokość pobieranej opłaty za pobyt w DPS uzależniona jest od wysokości dochodu danego mieszkańca.
- Żal mi tych ludzi, że są w taki sposób traktowani - mówi były pracownik Domu. - Krzywo się patrzy, gdy jeden po drugim chce zjeść nieruszoną porcję; oni wolą (pracownicy DPS, przyp. mz) , żeby się zmarnowała.
BEZ PIENIĘDZY
Grupka mieszkańców Domu obciążona jest zasądzoną przez sąd spłatą długów. Długi te narosły na skutek długotrwałego niepłacenia przez nich należności mieszkaniowych w czasach, zanim jeszcze znaleźli się w Domu Pomocy w Podobowicach.
Jadwiga Dębicka, która w Domu mieszka rok, nie może zrozumieć, dlaczego w ubiegłym roku po odciągnięciu z jej emerytury kwoty na spłatę zasądzonego przez sąd długu mieszkaniowego i opłaty za pobyt w Domu zostawało jej jeszcze przeszło sto złotych na własne wydatki, a obecnie zostaje dosłownie kilka złotych. - Gdybym wcześniej wiedziała, że tak będzie, to bym nigdy nie przyszła do tego domu - uważa starsza pani. - W końcu jestem człowiekiem i też potrzebuję sobie coś kupić. Leczyć się muszę, jestem schorowana, mam wysokie ciśnienie. Chciałabym jeszcze trochę pożyć, ale nawet nie mam na leki.
- Ta pani przyjmuje leki, choć co prawda mogłaby ich przyjmować więcej - uważa jedna z pracownic i dodaje, że starsza pani niestety pali też papierosy.
- Zwróciliśmy się do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, żeby zwolnili panią Dębicką z części opłatności - informuje Danuta Dalewska.
MEANDRY INTERPRETACJI
Styczniowa zmiana wysokości opłat pobieranych od pani Jadwigi za pobyt w Domu w Podobowicach związana jest ze zmianą interpretacji przepisów.
- Cały problem polegał na rozumieniu pojęcia dochodu osoby - mówi Maria Zwolenkiewicz - dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Żninie. Dyrektor wyjaśnia, że według poprzedniej interpretacji pod terminem dochód rozumiano kwotę, którą dana osoba rzeczywiście otrzymywała, czyli już tę po odjęciu pieniędzy na spłatę długów. Dopiero od tak pojmowanego dochodu odliczano 70% na opłatę za pobyt w Domu. Taka interpretacja pojęcia dochód była korzystna dla pensjonariuszy DPS. Po konsultacjach z prawnikiem okazało się jednak, że nie jest ona właściwa, ponieważ za dochód należy uznać kwotę przed odjęciem należności na spłatę długów i od tej kwoty odliczyć siedemdziesięcioprocentową należność za pobyt w Domu.
UWZGLĘDNIANIE POTRZEB
Dyrektor PCPR uważa, że ustalając wysokość opłat za pobyt w Domu należy brać pod uwagę nie tylko same suche przepisy, ale także sytuację danej osoby. - Człowiek nawet gdy ma zapewnione bardzo dobre warunki, źle się czuje, gdy nie ma żadnych pieniędzy do własnej dyspozycji - ocenia dyrektor. - Problem dotyczy czterech osób, które mieszkają w Podobowicach. Wnioski o zmniejszenie wysokości opłat są już złożone. My będziemy się pozytywnie do tego ustosunkowywać.
ZAMKNIĘTA WINDA
Poruszający się na wózku inwalidzkim Władysław Babral jest kolejną osobą, która opowiada o swoim problemie: - Winda dla wózków inwalidzkich jest zamykana - mówi. Niepełnosprawny skarży się, że w związku z tym nie ma możliwości wyjechania poza dom, kupienia czegoś w sklepie we wsi.
- Tłumaczą, że zamykają windę, bo ludzie chodzą do sklepu chlać - dodaje Andrzej Gretkowski.
- Zakładając windę chcieliśmy pomóc tym niepełnosprawnym, ale niestety, zdarzały się sytuacje, że dzwonił ktoś ze wsi, że w rowie leży pijany człowiek wraz z wózkiem i żeby go zabrać. Kiedyś pan Babral na wózku chciał jechać aż do Żnina. My na pewne rzeczy nie możemy pozwalać - mówi Danuta Dalewska. Tłumaczy też, że kierownictwo Domu musi dbać o bezpieczeństwo jego mieszkańców, bo w razie jakiegoś nieszczęśliwego wypadku przede wszystkim dyrektor pociągnięty zostałby do odpowiedzialności karnej.
O kulisach przetargu na montaż windy w DPS w Podobowicach przed dwoma laty pisał Arkadiusz Majszak: Prace planowane były na 200.000 zł, przetarg wygrał ten, kto zaoferował najtańsze wykonanie, czyli 330.300 zł i już następnego dnia zaczęto podpisywać aneksy, zwiększające koszta. - Gdybym miała jeszcze raz podjąć tę decyzje dotyczącą wybudowania windy dla mieszkańców domu, dla poprawy ich życia, wówczas podjęłabym ją ponownie - powiedziała wówczas Danuta Dalewska (ówcześnie będąca dyrektorem Domu - mz; Pałuki Nr 17, 26.04.2001]
POLICJANCI Z ALKOMATEM
Metody postępowania dyrekcji z mieszkańcami, w przypadku których w przeszłości stwierdzono nadużywanie alkoholu, zaczynają być coraz bardziej radykalne. Oprócz uniemożliwiania niepełnosprawnym na wózkach wyjść do sklepu (bo mogą się upić), szefowa pracowników społecznych porozumiała się z dzielnicowym, że w przypadku interwencji policji, pijanym podopiecznym DPS będzie można udowodnić naruszenie przez nich dyscypliny, gdyż poziom spożytego przez nich alkoholu mierzony będzie alkomatem. - Dzielnicowy okazał zrozumienie dla naszej sytuacji - mówi Danuta Dalewska.
Zbigniew Mroziński fot. Marta Złotnicka LEPSZE ŻYCIE
Niebawem w Domu mają się rozpocząć zajęcia terapeutyczne dla osób chcących wyrwać się ze szponów alkoholizmu. Będzie je prowadziła terapeutka z Bydgoszczy.
- Zmuszanie do leczenia nie ma sensu, oni sami muszą tego chcieć - uważa Danuta Dalewska.
Z walki z nałogiem zwycięsko wyszedł Zbigniew Mroziński. - W Domu jestem już 11 lat. Wcześniej zwiedziłem kilka więzień w Polsce. Kiedyś przepijałem wszystkie pieniądze, piłem wszystko - denaturat, rozpuszczalniki. Byłem na samym dnie - wspomina pan Zbyszek. - To, że trafiłem do tego Domu, uratowało mi życie. W 1995 roku zacząłem uczęszczać do AA w Żninie. Teraz już osiem lat nie piję. Zmieniłem się, jestem innym człowiekiem.
Pan Zbyszek mieszka w ładnym, dwuosobowym pokoju, zbiera Wielką Encyklopedię Polonicę, dużo czyta, opiekuje się też trzymanymi na terenie należącym do DPS zwierzętami - dogląda koni i owiec. Jest zadowolony z życia. - Mam motorower, ja sobie tym "komarkiem" i do Żnina jeżdżę - mówi.
Pan Zbyszek przyznaje jednak, że osobom niepełnosprawnym, na wózkach, czy niewidomym jest o wiele trudniej. Dlatego też stara się im pomagać - robi zakupy, przywozi książki z biblioteki ze Żnina.
- On ma dobry wpływ na innych - uważa Danuta Dalewska.
CZEKANIE NA PSYCHOLOGA
Mieszkańcy Domu mają swoje problemy, o których nie mają z kim porozmawiać.
Andrzej Gretkowski od dłuższego już czasu bezskutecznie czeka na przyjazd psychologa: - Kiedyś przyjeżdżał w każdą środę, teraz od dawna już się nie pojawił - mówi.
Dyrektor Domu przyznaje, że z psychologiem jest pewien problem. Domu nie stać na stworzenie dla niego etatu, dlatego podopieczni korzystają z pomocy osoby dojeżdżającej. Ta, która przyjeżdżała do tej pory (specjalista od spraw uzależnień), obecnie - jak mówi dyrektor - nie ma czasu.
Jak się dowiaduję, z pomocy psychologa mieszkańcy Domu będą mogli skorzystać dopiero w maju.
- Psycholog jest potrzebny w każdym domu pomocy społecznej, podobnie psychiatra - uważa Maria Zwolenkiewicz. Pani dyrektor ubolewa nad faktem, że na ten cel nie ma odrębnego funduszu, a pieniądze trzeba wygospodarowywać z bardzo skromnych środków pochodzących z dotacji, jakie PCPR otrzymuje z województwa na każdego mieszkańca domu. Maria Zwolenkiewicz mówi, że Powiatowe Centrum w miarę potrzeb i możliwości stara się organizować pomoc psychologiczną, choć dotacje z roku na rok są coraz mniejsze.
MAŁOLETNIE WOLONTARIUSZKI
Niewidomemu panu Edwardowi bardzo doskwiera brak osoby, która by go wysłuchała, poczytała książkę, wyprowadziła na spacer. - Gdy byłem w domu w Chorzowie, przychodziły tam studentki - mówi starszy człowiek.
- Jesteśmy na wsi i ciężko byłoby tu o studentki - uważa Danuta Dalewska.
- Rozmawiałem z dyrektor szkoły w Cerekwicy, z którą współpracujemy. Zgłosiły się cztery ochotniczki z szóstej klasy, które będą przychodziły i czytały mieszkańcom książki w świetlicy - informuje dyrektor Czesław Dalewski.
KONTAKTY
Dom otwiera swe podwoje dla ludzi z zewnątrz w soboty, gdy odprawiane są w świetlicy msze święte. Przychodzi na nie wielu mieszkańców wsi. Niepełnosprawni i chorzy pensjonariusze mogą wysłuchać mszy przez radiowęzeł.
Kierownictwo opowiada też o kontaktach z innymi Domami, a także o współpracy z Polskim Związkiem Emerytów i Rencistów w Żninie i organizowanych imprezach integracyjnych. Szefowa pracowników społecznych tłumaczy, że celem takich spotkań jest zmiana postrzegania Domu przez środowisko ludzi starszych.
Niektórzy mieszkańcy nawiązują też kontakty zewnętrzne na własną rękę. Andrzej Gretkowski ma znajomych we wsi, którzy, zdaniem Danuty Dalewskiej, źle na niego wpływają, podjudzając przeciwko dyrekcji. - To oni piszą mu te wszystkie listy - sądzi Danuta Dalewska. Według niej, kieruje nimi zawiść, bo kiedyś byli pracownikami Domu, ale zostali zwolnieni.
CHRONICZNY NADMIAR CZASU
Przed Domami Pomocy Społecznej stoi trudne zadanie - zorganizowanie czasu ludziom, którzy z różnych przyczyn stoją poza nawiasem zwykłego, pośpiesznego życia i mają tego czasu za dużo.
Dom w Podobowicach prowadzi zajęcia terapeutyczne, w czasie których podopieczni, czyli osoby dorosłe, robią na drutach, pod okiem terapeuty wykonują zabawki z gałganków, sznurka czy włóczki, wazoniki z masy papierowej, kompozycje z kawałków skóry i inne.
Tylko części z podopiecznych Domu taka forma aktywności odpowiada.
ZAKOŃCZENIE
Kierownictwo jest przekonane, że dobrze wypełnia swą misję pomocy niepełnosprawnym ludziom. Wielu z nich jednak oczekuje pomocy z zewnątrz, bo mają potrzeby, których w obecnych warunkach zaspokoić nie mogą.
Marta Złotnicka
Pałuki nr 578 (11/2003)
Dom Pomocy w Podobowicach
Echa naszego artykułu
Po artykule o Domu Pomocy Społecznej w Podobowicach opublikowany w Pałukach przed dwoma tygodniami Maria Zwolenkiewicz - dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Żninie (instytucji, której Dom podlega) zainteresowała się sygnalizowanymi w tekście problemami mieszkańców. W zeszły czwartek do Domu Pomocy Społecznej udały się dwie pracownice Powiatowego Centrum. Rozmawiały one z mieszkańcami poszczególnych pokoi o ich problemach i - jak mówi pani dyrektor - nie są to problemy z personelem (podopieczni nie zgłaszali skarg na nieodpowiednie ich traktowanie przez pracowników Domu); wynikają one ze specyfiki miejsca, jakim jest Dom Pomocy Społecznej, w którym w jednym budynku przebywa 80 podopiecznych, oprócz tego są jeszcze pracownicy. W takiej sytuacji, zdaniem pani dyrektor, konflikty są nieuniknione. - Przyczyn takiego stanu jest wiele: brak intymności - pokoje są dwu- i trzyosobowe, różnice charakterów - do domu trafiają osoby w różnym stanie i z różną historią życiową, konieczność podporządkowania się pewnym regułom, w końcu też wielka samotność i tęsknota - uważa Maria Zwolenkiewicz. - Nawet największe starania personelu nie są w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb każdego mieszkańca. Nie ma możliwości dogodzenia każdemu, choćby nawet nie wiem, jak się starać. Nie jest możliwym przydzielenie każdej osobie własnego pokoju, choć tak naprawdę powinno to być normą. Nie jest możliwe bardzo atrakcyjne zagospodarowanie czasu, bo nie ma na to pieniędzy.
Pani dyrektor nie pochwala metody, jaką jest zamykanie drzwi windy dla wózków przed niepełnosprawnym, który np. ma ochotę wyjechać sobie na piwo, jednak zdaje sobie sprawę, że niezwykle trudno pogodzić pragnienie wolności, jakie odczuwa każdy człowiek, z troską o jego zdrowie, do której zobowiązana jest dyrekcja i personel Domu.
Już w kilka dni po publikacji tekstu nasza redakcja otrzymała list podpisany przez pracowników DPS w Podobowicach i przedstawicieli mieszkańców; jego autorzy zarzucali reporterowi nierzetelne i tendencyjne opisanie sytuacji panującej w Domu (publikujemy go poniżej).
Sprawa Domu Pomocy Społecznej w Podobowicach poruszona też została na wtorkowym posiedzeniu komisji zdrowia i opieki społecznej Rady Powiatu, na które zaproszona została dyrektor PCPR Maria Zwolenkiewicz. - Spośród członków wytypowaliśmy dwie osoby do przybliżenia tego problemu, które w przyszłym tygodniu, najprawdopodobniej we wtorek, pojadą do Podobowic porozmawiać z mieszkańcami i dyrekcją - mówi Wanda Usowska - przewodnicząca komisji. - Naszym zadaniem jest wyjaśnienie spraw, o których mowa w artykule, i pomoc mieszkańcom w ich problemach.
Andrzej Gretkowski, który w ostatnich dniach odwiedził naszą redakcję, powiedział, że obecnie każdy z niepełnosprawnych mieszkańców Domu w Podobowicach może swobodnie korzystać z windy dla wózków inwalidzkich i wyjeżdżać na dwór. Mieszkańcy wykorzystują też słoneczną pogodę i dużo czasu spędzają na świeżym powietrzu. - Na razie jest dobrze. Daj Boże, oby tak dalej - mówi pan Andrzej.
Marta Złotnicka
Pałuki nr 580 (13/2003)
Z listów
Każdy może skorzystać z pełnej gamy ofert
Sprostowanie do artykułu z dnia 20.03.2003 r. Mieszkańcy oczekują pomocy z zewnątrz.
W artykule tym ukazało się wiele błędnych informacji, które nie oddają właściwych i rzetelnych informacji związanych z funkcjonowaniem Domu. W myśl ustawy o pomocy społecznej o umieszczenie w Domu Pomocy Społecznej mogą ubiegać się osoby z I i II grupą inwalidzką oraz osoby, które w środowisku nie mają możliwości zabezpieczenia wymaganych usług bez względu na wysokość posiadanego dochodu. Odpłatność ustalana jest zgodnie z art. 35 ust. 1 pkt. 1 ustawy o pomocy społecznej - miesięczną opłatą za pobyt w domu pomocy społecznej dla osoby pełnoletniej posiadającej własny dochód ustala się w wysokości 200% kwoty określonej w art. 4 ust. 1 pkt. 1, jednakże opłata ta nie może przekroczyć 70% dochodu. 200% odpłatności to 922,00 zł, natomiast pozostałą kwotę do kosztów utrzymania mieszkańca dokłada państwo.
Wszyscy mieszkańcy bez względu na wysokość ponoszonych opłat na równi korzystają z zagwarantowanych ustawą usług oraz wyżywienia a wg załączonego jadłospisu łatwo można się zorientować że nie są to skromne racje żywnościowe. Informacje uzyskane od byłego pracownika, który był zatrudniany w tutejszym DPS około 15 lat temu nie oddają obecnej sytuacji. Chcąc uzyskać odpowiednie informacje na temat wyżywienia należało udać się do dietetyka, który z pewnością by ich udzielił. Dom Pomocy Społecznej w Podobowicach jest domem, jak i inne domy tego typu, otwartym, gdzie dostęp ma w każdej chwili osoba odwiedzająca mieszkańca (rodzina, krewni, znajomi oraz instytucje nadzorujące).
Dom nasz zapewnia również pełną gamę ofert z których każdy z mieszkańców może skorzystać. Rehabilitacja i terapia zajęciowa są prowadzone w dni powszednie przed i po południu.
Z przykrością także stwierdzamy, że pisząc o windzie w naszym Domu tak naprawdę nikt z redaktorów nie widział bezpośrednio tak zwanej windy, w związku z czym jak można wydawać opinie o czymś czego się na oczy nie widziało. Dobudowana cześć budynku jest czterokondygnacyjna o kubaturze 1.213 m2 w którym to mieści się duża winda osobowa oraz pomieszczenia z przeznaczeniem na: 3 sale dziennego pobytu, 2 pomieszczenia jako palarnie, sklepik z kawiarnią, gabinet fryzjerski.
Jesteśmy zbulwersowani tak nierzetelnie i tendencyjnie przedstawionym artykułem, ponieważ informacje te uzyskano tylko od trzech osób, natomiast nasz Dom zamieszkuje aż 80 mieszkańców.
Podpisy 22 pracowników oraz Rady Mieszkańców
Pałuki nr 580 (13/2003)
Odpowiedź
Wynikająca z ustawy o pomocy społecznej wysokość opłat za pobyt w DPS i wymieniona kwota 922 zł, stanowiąca pełną odpłatność, jaką może ponosić pensjonariusz (o ile kwota ta nie przekracza 70% jego dochodu), pokrywa się z podanymi przeze mnie w artykule informacjami, niepotrzebne są więc starania o prostowanie tej informacji.
Trudno mówić o prawdziwie otwartym domu, gdy niewidomy człowiek nie może zadzwonić do redakcji gazety, a niepełnosprawny na wózku ma utrudniony dostęp do korzystania z windy dla wózków inwalidzkich, tylko dlatego, że zdarzało mu się w przeszłości nadużywać alkoholu. Zarzut, że piszę o windzie, nie widząc jej na oczy uważam za bezzasadny: moim zamiarem nie był opis wyglądu tego obiektu, lecz możliwość korzystania z niej przez osoby niepełnosprawne. Nie kwestionowałam znaczenia zajęć terapeutycznych i rehabilitacji, lecz jedynie sygnalizowałam problem, że części z mieszkańców proponowane zajęcia z różnych względów nie odpowiadają.
Nie zarzucałam kierownictwu i pracownikom, że nie wypełniają, gwarantowanych podopiecznym Domu przez ustawą o pomocy społecznej, powinności. Pisałam o czym innym: chciałam zwrócić uwagę na potrzeby samotnych, niepełnosprawnych ludzi, które nie ograniczają się tylko do wymiernych spraw materialnych.
W sprostowaniu zarzuca mi się, że rozmawiałam tylko z trzema mieszkańcami i na podstawie ich głosów wysnułam fałszywy obraz tego, co się dzieje w Domu. Tych osób było trochę więcej, ale nawet gdyby były tylko trzy, to myślę, że ich opinii nie można lekceważyć? Nie sądzę, by mój artykuł był tendencyjny, przecież znalazła się w nim też wypowiedź pana Zbyszka, który, jak mówi, bardzo dużo dobrego Domowi zawdzięcza, zamieściłam również wiele wypowiedzi pani Danuty Dalewskiej, która przedstawiła swój punkt widzenia.
Marta Złotnicka
Pałuki nr 580 (13/2003)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze