Ścieki wypływają ze studzienki i płyną przez porośnięty chaszczami teren. Wszystko to dzieje się kilka metrów od bloku nr 9. Mieszkańcy narzekają na smród, i niektórzy w ogóle nie otwierają okien.
fot. Arkadiusz Majszak
Nadborowo, ścieki, smród, mieszkańcy, rów, blok
Mieszkanie jak komora gazowa
Szambo, które przyjmuje ścieki z trzech bloków w Nadborowie, nie jest regularnie opróżniane. Wysoki poziom ścieków spowodował wydostanie się ich ze studzienek kanalizacyjnych pod jednym z bloków. Mieszkańcy wykopali rów, którym ścieki odprowadzane są wprost na pole. Niektórzy przez smród nie mogą otworzyć okien.
Nadborowo to niewielka wieś na krańcach gminy Żnin. Mieszkańcy wsi, chociaż borykają się z problemem, nie chcą o nim mówić z imienia i nazwiska. Łatwiej im się opowiada, kiedy gwarantujemy im anonimowość. Kontakty z prasą, a nie daj Boże zdjęcie w gazecie, mogą być we wsi powodem pośmiewiska, drwin i obciachu. - Na zdjęcie w gazecie się nie zgodzę, bo byłbym we wsi palcami wytykany. To dopiero bym sobie narobił na stare lata - mówi starszy mężczyzna.
TUMIWISIZM
Mieszkańcy bloków w Nadborowie wykupili mieszkania na własność od Agencji Nieruchomości Rolnych w Bydgoszczy. Zanim to się stało, blokami administrowała spółdzielnia mieszkaniowa. Spółdzielnia nadzorowała również wywóz ścieków. Sytuacja zmieniła się, kiedy mieszkańcy wykupili mieszkania.
W bloku nr 9 mieszka osiem rodzin. Jego mieszkańcy tłumaczą nam, że znajdujące się przy ich budynku szambo zostało wykopane dla potrzeb rodzin zamieszkujących wspomniany blok. Kiedy po wykupie lokali mieszkańcy pozostałych dwóch bloków wyposażyli swoje mieszkania w łazienki, podłączyli się do szamba przy dziewiątce. W mieszkaniach zaczęło przybywać rodzin. Trudna sytuacja na rynku pracy i brak mieszkań przyczynił się, że w niektórych mieszkaniach zamieszkują po dwie, a nawet i trzy rodziny. Większa ilość mieszkańców oznacza większą ilość ścieków odprowadzanych do szamba zaplanowanego dla odbioru ścieków z jednego, a nie trzech bloków.
Wywóz szamba kosztuje 86 zł. Mieszkańcy bloku nr 9 twierdzą, że szambo regularnie opróżniali i opróżniają. Jednak dziwią się, że mieszkańcy pozostałych bloków, choć z niego korzystają, nie kwapią się, by płacić za jego opróżnianie. Taka spychologia i tumiwisizm - jak to określiła jedna z naszych rozmówczyń - doprowadziły do sytuacji, że ścieki z przepełnionego i zarośniętego chaszczami szamba zaczęły wydostawać się ze studzienek kanalizacyjnych umiejscowionych tuż przed blokiem nr 9.
NIE ŚPIĄ NA PIENIĄDZACH
Mieszkańcy przekopali od jednej ze studzienek rów, by ścieki mogły nim odpływać w kierunku pola. - Kiedyś był tu porządek, bo spółdzielnia miała swój samochód do wywozu ścieków. Ludziom z dalszych bloków to nie przeszkadza, bo im nie śmierdzi, więc szamba nikt nie wywozi. Szambo i studzienki znajdują się pod naszym blokiem. To my mamy co miesiąc wywozić ścieki, a tamci nie? To szambo się zapełniło, a ścieki płyną rowem - tłumaczy nam jedna z mieszkanek bloku.
Inni mieszkańcy dodają, że studzienki wylały, bo szambo zostało zapchane. Dlatego trzeba było przekopać rów, żeby ścieki odchodziły nim z jednej ze studzienek w kierunku pola, bo w przeciwnym razie zalałoby piwnice. Mężczyźni sami wywozili ścieki taczkami. Rozmówcy wyjaśniają, że nie ma harmonogramu wywozu ścieków. Szambo jest opróżniane z różną częstotliwością. To, że mocno zarosło chaszczami świadczyć może, że dawno nie było tutaj wozu asenizacyjnego. Blokami w Nadborowie nikt nie administruje, ponieważ nie powstały tu wspólnoty mieszkaniowe. Mieszkańcy tłumaczą to tak, że musieliby płacić za licencjonowanego zarządcę nieruchomościami. Stąd odstąpiono od tej idei. Zwracają uwagę, że trudno jest zmobilizować mieszkańców, by pokryć koszty wywozu szamba, a co tu dopiero mówić o składkach na administrację blokami. Nikt tu - jak twierdzą - na pieniądzach nie śpi.
- Tamci mieszkańcy nie są zainteresowani wywozem. To tylko na nas spoczywa problem wywozu szamba. A niby dlaczego? Tylko dlatego, że ono znajduje się pod naszym blokiem. Jak się zdenerwujemy, to wykopiemy rów i odetniemy ich od tego szamba. Szambo jest wywożone jak się ktoś namyśli. To my ciągle mamy wywozić za mieszkańców tamtych bloków? Z drugiej strony to trudno chodzić i prosić mieszkańców, bo ludzie nie mają pieniędzy - tłumaczą nam rozmówcy z bloku nr 9.
NIE WIETRZĄ SMRODEM
Dwa mieszkania w bloku nr 9 mają zapchane odpływy do kanalizacji. Stąd wszelkie potrzeby fizjologiczne trzeba załatwiać do wiaderka i wynosić w okolice szamba. Brudną wodę po umytych naczyniach czy praniu wylewa się przed blokiem. W takiej sytuacji znajduje się między innymi starsza pani z parteru.
- Kanalizacja jest nieczynna i zużytą do mycia wodę, mycia naczyń czy prania trzeba wynosić. Potrzeby fizjologiczne robi się do wiadra i się wynosi - opowiada nam kobieta. I podkreśla, że brak odpływu do kanalizacji to nie jedyny i główny problem. Znacznie bardziej mierzi ją okropny zapach pochodzący z szamba i zapełnionych studzienek. Kobietę bardzo zdenerwowało to, że współmieszkańcy przekopali w sobotę rów, którym odprowadzane są ścieki. Jak spojrzy przez okno, to widzi przykrytą blachą studzienkę i rów, którym płyną w kierunku pola ścieki. Okien nie otwiera, ponieważ fetor wdziera się natychmiast do mieszkania.
- Szambo co jakiś czas jest wywożone. Nie może tak być. Ja dziwię się, że oni to przekopali pod moim oknem. To poniżej ludzkiej godności - mówi z płaczem kobieta. I dodaje: - To mieszkanie jest jak komora gazowa. Jak kopali rów, to nie zdawali sobie sprawy, że nie będę mogła otworzyć okna? Żadnego okna nie idzie otworzyć, bo tu jest smród cały czas. Okna mam cały czas przez to zamknięte. Pan sobie wyobraża, jak tutaj jest, kiedy są 30-stopniowe upały, i jak się śpi przy zamkniętym oknie? Mnie to aż się tu brzydzi przejść.
JAK W ARIZONIE
Mieszkaniec bloku nr 8, z którym rozmawialiśmy, nie zgadza się z opinią mieszkańców bloku nr 9. Uważa, że mieszkańcy jego bloku również płacą za wywozy szamba.
- A może jest odwrotnie? A może tamten blok nie płaci? To nieprawda, że nasz blok nie płaci. Trzeba by rachunki za wywóz szamba sprawdzić. Blok nr 8 płaci za wywóz. Ja również płacę - zapewnia nasz rozmówca.
Część naszych rozmówców przyznaje, że wstydzi się nękającego ich problemu, bałaganu i pewnego rodzaju samowoli panującej wokół bloków. Trochę to wszystko kojarzy im się z obrazem zaniedbanej polskiej wsi przedstawionej w słynnym dokumentalnym obrazie Arizona, gdzie ludzie spożywali bełty o tytułowej nazwie.
Z sołtys Nadborowa Elżbietą Waliszewską nie udało nam się skontaktować. O problemie nękającym mieszkańców Nadborowa poinformowaliśmy straż miejską. Komendant Przemysław Pankowski zapewnił nas, że strażnicy udadzą się na miejsce i zainteresują się sprawą. Dodał, iż spróbuje problemowi zaradzić.
Z dyrektorem Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Żninie Tadeuszem Kosiarą nie udało nam się porozmawiać, ponieważ przebywa na urlopie. Jak się jednak dowiedzieliśmy, problem w Nadborowie może wywołać zagrożenie epidemiologiczne.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1125 (36/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze