Żnin, ul. Gnieźnieńska, kamienica, pożar, PGM, komin
Mogła się spalić kamienica
Cztery lata temu lokatorzy przeżyli koszmar pożaru. W ubiegłym tygodniu koszmar mógł się powtórzyć. Budynek uratowała szybka interwencja strażaków. - Gdyby nie oni, to nie wiem, jakby się to skończyło.
Chodzi o kamienicę przy ul. Gnieźnieńskiej 18. Cztery lata temu, 3 listopada, doszło tam do pożaru, którego przyczyną była nieszczelna instalacja kominowa, a skutkiem spalony dach wieżyczki zabytkowego budynku.
W ubiegłym tygodniu otrzymaliśmy informację od jednego z mieszkańców budynku Romana Marka Grochowalskiego: - Chcielibyśmy podziękować straży pożarnej w Żninie za szybką interwencję przy ulicy Gnieźnieńskiej 18, gdyż obawialiśmy się, że po 4 latach będziemy przeżywać ten sam koszmar, ponieważ też zapalił się komin.
Straż pożarna otrzymała zgłoszenie 13 sierpnia o 18.27, że w budynku przy ul. Gnieźnieńskiej pali się poddasze. Na miejsce zostały skierowane dwa zastępy JRG, a potem trzeci zastęp (podnośnik). Na miejscu okazało się, że zapaliła się sadza w kominie. Jak wyjaśnił aspirant sztabowy Paweł Ciesielski z Komendy Powiatowej PSP, w kominie był nadmiar sadzy, najprawdopodobniej w wyniku braku czyszczenia, i ta sadza się zapaliła. Strażacy zlikwidowali zagrożenie i przekazali instalację kominową mistrzowi kominiarskiemu, aby dopuścił ją do użytkowania.
Roman Marek Grochowalski powiedział, że jego syn szedł ulicą i zobaczył ogień wydobywający się z komina. I to syn zadzwonił do straży pożarnej.
- Gdyby doszło do pożaru, jak cztery lata temu, to ja już bym tu niczego nie naprawiał - przyznał. Przypomnijmy, że w 2009 roku jego rodzina w wyniku pożaru ucierpiała najbardziej. Kilka miesięcy mieszkali w MOS przy ul. Szkolnej. Mieszkanie, również dzięki pomocy PGM (budynek jest komunalny), cały czas jest remontowane. Stąd zdenerwowanie lokatorów i strach przez kolejnym pożarem.
- Jakby poszła iskra, to znów wszystko by się zajęło. Nie w tym samym miejscu, ale było blisko. Drzwiczki od komina były całe powykrzywiane. Było blisko. I rzeczywiście gdyby nie straż, to nie wiem, jakby się to skończyło - przyznał lokator.
Jak to się stało, że po poprzednim pożarze znów komin był niedrożny? Prezes PGM Stanisław Wiciński przyznał, że nie wie, skąd mógł się wziąć nadmiar sadzy, ponieważ przeglądy kominiarskie były wykonywane regularnie, a kominiarz przynosił protokoły kontroli. Dodał, że instalacja jest w tej chwili udrażniania i naprawiana.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1123 (34/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze