Reklama

Mors z Rogowa

Temperatura powietrza - 5 stopni Celsjusza, temperatura wody - 3,6 stopnia Celsjusza

      fot. Tomasz Rogacz

Rogowo, mors, Wojciech Heliasz, sezon
     Mors z Rogowa
    Ilekroć tematem moich rozmów z mieszkańcami Rogowa była pogoda, zimno, pływanie lub jezioro najczęściej przewijało się w nich nazwisko Wojciecha Heliasza. Opowiadający o nim ludzie mówili zawsze lekko podniesionym głosem, co było przejawem podziwu i swoistej dumy. W podobnym tonie mówiło się w naszej miejscowości o zwycięstwach hokeistów LKS nad sąsiadami z Gąsawy.

     Postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o tym legendarnym już człowieku.
     Miejscem naszego spotkania była plaża nad Jeziorem Rogowskim. Udałem się tam w niedzielę, tuż przed rozpoczęciem drugiego konkursu skoków w Trondheim. Kiedy dotarłem na miejsce, zastałem Wojciecha Heliasza w stroju kąpielowym spacerującego nad brzegiem. Był już po pierwszej kąpieli i właśnie przygotowywał się do drugiego wejścia.  
     Wychodząc z domu sprawdziłem temperaturę powietrza. Było ok. plus 5 stopni. Nad jeziorem wiał jednak wiaterek, który potęgował uczucie zimna. Obserwując, z jakim spokojem Wojciech Heliasz zanurzał się wodzie, nie mogłem uwierzyć, że miała 3,6 stopnia Celsjusza. Tyle bowiem wskazywał elektroniczny termometr, którego używa rogowski mors. - "Mam taką zasadę, że przebywam w wodzie tyle minut, ile ma ona stopni. Jeśli są to trzy stopnie, pływam trzy minuty, jeśli dziesięć stopni to dziesięć minut".
     Z wody wyszedł równie niespiesznie, wytarł się i ubrał. - "Najlepsze jest to ciepło, które odczuwam po wyjściu z wody. Zupełnie podobne jak latem" - wyjaśnił pan Wojciech.   
     KRÓTKI SEZON NA PŁYWANIE   
     Przyjaźń z jeziorem zawiązała się, gdy miał 7 lat. - "Wszystko rozpoczęło się od kąpieli. W wieku 14 lat zacząłem traktować pływanie już bardziej wyczynowo. Obecnie w ciągu lata przepływam rogowskie jezioro ok. 100 razy".  
     Sezon rozpoczyna wiosną. Wtedy przemierza toń stylem łagodniejszym. Latem obowiązuje już tylko kraul. Rekordowy dystans, jaki pokonał jednorazowo, to 8 km. Jak każdy ambitny sportowiec, myśli o kolejnych wyzwaniach. - "Chciałbym na setkę uzyskać 1 min 15 s. Sukcesem byłoby 12 min na 800 m. Jednak moim marzeniem jest pokonanie tego dystansu w 10 minut, ale z wiekiem będzie coraz trudniej to osiągnąć".
     20 lat temu stwierdził, że sezon na pływanie jest zbyt krótki i postanowił go nieco przedłużyć. Pływał we wrześniu, potem w październiku i regularnie w kolejnych miesiącach. - "Zimą staram się chodzić na kąpiele dwa razy w tygodniu, a latem oczywiście codziennie".
     Nigdy nie był zrzeszony, a w zlocie morsów brał udział tylko raz w 1987 r. w Kiekrzu.  
     Najniższa temperatura powietrza, jaka panowała podczas jednej z kąpieli pana Wojciecha cztery lata temu wynosiła minus 150C.
     - "Był słoneczny dzień, tak więc nie było najgorzej. Czułem, że skórka zesztywniała, ale trudniej jest przy minus 3, minus 4 stopniach z wiatrem. Wtedy chłód odczuwa się również wewnątrz ciała". Morsowi to jednak nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. - "Najbardziej lubię wiatry wiosenne, kiedy woda się miesza. Jest wtedy zupełnie zimna, ma ok. 1 stopnia. Najlepsze jest też to uczucie, kiedy lód pęka pod nogami. Zimno jest jeszcze większe, gdy zimą nurkuję. To tak jakby, ktoś oblewał zupełnie lodowatą wodą".  
     ZIMNO LECZY
     Krótkotrwałe zimno, które jest dla organizmu szokiem, wywołuje wiele pożądanych reakcji obronnych. Uruchamia się proces termoregulacyjny i przez kilkanaście sekund odczuwalne jest ciepło, co jest skutkiem skurczu naczyń krwionośnych. Potem następuje ich szybkie rozszerzenie i przyspieszenie przepływu krwi. Nasila się też wydzielanie wielu hormonów.
     - "Były takie dni, że po zanurzeniu czułem, jak zaciskają się tętnice. Potem to przechodzi i jest komfort. Temperatura ciała po wyjściu z wody to 32 stopnie C". Trzyma tak parę godzin. Zdarzyło mi się kiedyś przeholować i trochę trzęsło. Mówią, że w tym momencie człowiek się hartuje, kiedy przemarznie i wyjdzie z tego.  
     Zimno nie tylko hartuje, ale także odmładza. Korzystnie wpływa na zdrowie, wzmacnia odporność, przyspiesza przemianę materii i poprawia krążenie. Powoduje polepszenie samopoczucia, relaksację organizmu i przypływ sił witalnych, dlatego w wielu krajach poleca się ją profilaktycznie osobom w starszym wieku. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest to dobre dla wszystkich, szczególnie dla osób z chorym sercem czy układem krążenia, jak również przy nadciśnieniu, chorobie płuc, nerek i skóry, nowotworach, niedoczynności tarczycy lub zaawansowanej miażdżycy.  
     Wojciech Heliasz jest okazem zdrowia. Nigdy nie choruje i może się pochwalić imponującą wydolnością organizmu, której wielu młodych ludzi może mu pozazdrościć. Ponadto jest zawsze pogodny i ujmuje osobowością. - "Coś takiego, jak przeziębienie w ogóle mi się nie zdarza. Tętno mam w granicach 60 uderzeń na minutę, po wysiłku ok. 80. Czasami lepiej się czuję po wyjściu z wody niż po normalnej pracy".  
     Jak podkreślają miłośnicy lodowatych kąpieli, najważniejszy jest hart ducha. Pan Wojciech również się z tym zgadza. - "Wszystko zależy od nastawienia psychicznego. Są takie dni, kiedy wiem, że będę czuł się wspaniale i wszystko będzie w porządku. Bywa jednak, że coś wewnątrz mi podpowiada, że lepiej dzisiaj nie iść".
     INNY ZAPACH WODY
     Wolny czas Wojciech Heliasz poświęca także na rower, który jest jego drugim hobby. Przeważnie łączy dwie pasje, wybierając się dwuśladem nad jakiś ciekawy akwen. - "Często jeżdżę rowerem do Przyjezierza (45 km), a przed obiadem lubię wyskoczyć do Mielna".  
     Prawdziwy sprawdzian wytrzymałości zafundował sobie latem 2000 r. w 50. urodziny. - "Pojechałem rowerem do Ustki. Podróż zajęła mi 12 godzin, a licznik wskazywał 262 km". Jak łatwo policzyć, średnia prędkość musiała wynosić ok. 22 km/h. - "Trochę trzeba było przydepnąć" - powiedział z nieskrywaną dumą pan Wojciech. - "Kiedy tam dojechałem od razu wskoczyłem do morza. Gorzej było na drugi dzień, ponieważ prawie całą drogę wiał silny wiatr".
     Zimą jeździ także po zamarzniętym jeziorze, mierząc odległości, jakie występują w różnych jego miejscach. Wiedzę tę wykorzystuje latem, planując dystans do pokonania. Podczas jednej z takich wycieczek spotkała go przykra niespodzianka. - "Lód zarwał się pod rowerem. Na szczęście było to dość blisko brzegu".  
     Spędzając przez czterdzieści lat tak wiele czasu nad rogowskim jeziorem Wojciech Heliasz może śmiało powiedzieć, że nie ma już ono żadnych przed nim tajemnic. - "Generalnie woda jest czystsza niż 15 lat temu, szczególnie w marcu i październiku. Ma zupełnie inny zapach. Są miejsca, gdzie jest zawsze chłodna i takie, gdzie jest cieplejsza".
     NIE JESTEM JADALNY
     Zaznajomił się także z licznymi mieszkańcami akwenu. - "Raz pacnęła mnie ryba. Musiała to być spora sztuka. Często ptaki zniżają nade mną lot, ale widząc, że nie jestem jadalny, zaraz się wzbijają. Nie zaatakowały mnie jeszcze tylko łabędzie".  
     Nigdy się nie topił, ale zdarzały się też naprawdę dramatyczne chwile. - "Kiedyś zaplątałem się w sieci, z których udało mi się szczęśliwie odwinąć. We wrześniu chwycił mnie skurcz. Jednak najgorsza była solidna burza, która zastała mnie na środku jeziora. Fala mną dosłownie rzucała".  
     Pani Maria Heliasz żona pana Wojciecha i najmłodsza córka Marta pamiętają ten dzień doskonale. - "Zawsze się martwię, kiedy idzie pływać, ale wtedy myślałam, że zawału dostanę. Marta zaczęła płakać. Wrócił do domu, trzymając w rękach rzeczy, które i tak były mokre" - powiedziała pani Maria.
     PRZEKAZANIE PAŁECZKI
     Państwo Heliaszowie mają troje dzieci: Krystiana, Asię i dziesięcioletnią Martę. Wszyscy lubią wodę i świetnie pływają. Marta w tym roku towarzyszyła ojcu w jesiennych kąpielach. - "Jak jest ciepło, to czasami idę z tatą". Zapytana, co dla niej znaczy ciepło odpowiedziała: - "Jak świeci słońce, bo wtedy można się rozebrać". Po powrocie z jednej z kąpieli na początku października stwierdziła rozbrajająco, że woda była ciepła. Nad wodą Marta wykazuje wiele dojrzałego rozsądku, co cieszy pana Wojciecha. - "Jest rozumnym dzieciakiem. Jak mówię jej, że dotąd może wejść, to dalej nie pójdzie". Decyzji o zostaniu morsem jeszcze nie podjęła, ale jej nie wyklucza.

Tomasz Rogacz
Pałuki nr 670 (51/2004)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości