Konsekwencje służbowe i ewidencja
Na budowie zamiast w spółdzielni
Członek Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy w Barcinie w zeszłym tygodniu zgłosił zarządowi, że jeden z pracowników technicznych w czasie pracy dorabia sobie na budowie u innego pracownika spółdzielni. Reakcja zarządu była natychmiastowa.
Jak się dowiedzieliśmy, w zeszłym tygodniu jeden z członków Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy w Barcinie otrzymał od swego znajomego informację, że jeden z pracowników działu technicznego spółdzielni zamiast wykonywać obowiązki na terenie osiedla mieszkaniowego, w godzinach pracy jeździ do Wolic na budowę, gdzie wykonuje prace na rzecz znajomego, również pracownika spółdzielni.
- Mój informator, choć jest członkiem spółdzielni, jak ja, to jednak ze względów osobistych nie mógł o tym powiedzieć zarządowi spółdzielni. Uznaliśmy jednak, że tutaj chodzi o nasze, spółdzielców pieniądze. Jeśli pracownik spółdzielni nie ma urlopu i nie jest po godzinach, to ma obowiązek pracować na rzecz spółdzielni, a nie gdzieś sobie dorabiać, czy też robić komuś przysługę, bo nie wiem, na jakich zasadach ta praca na budowie w Wolicach u innego pracownika spółdzielni się odbywała. W każdym razie ustalenia mojego znajomego były takie, że przez przynajmniej 5 dni jeden z pracowników technicznych podpisywał rano listę obecności i zamiast iść wykonywać zadania remontowe na wyznaczonym bloku, jechał do Wolic. Poszedłem z tym do członka zarządu spółdzielni i opowiedziałem mu o sytuacji. Dla sprawdzenia został wykonany telefon przez członka zarządu. Było to może wpół do dziesiątej. Członek zarządu zadzwonił do tego pracownika i spytał go, gdzie jest.
Tamten odpowiedział, że na jednym z bloków na ul. Lotników w Barcinie wykonuje swoje obowiązki. Członek zarządu przy to rzekł, że podejdzie do niego za 5 minut, bo ma sprawę. Tamten zaczął mówić, że nie, że on sam za 10 minut przyjdzie do spółdzielni. Na to członek zarządu zapytał, to gdzie ów pracownik tak naprawdę się znajduje. Tamten przyznał się, że na Wolicach. Ja prosiłem, by wyciągnęli jakieś konsekwencje i zrobili jako zarząd coś, co zapobiegnie takim praktykom w przyszłości. Żeby po prostu pracownicy opłacani z naszych pieniędzy wykonywali w godzinach pracy swe obowiązki, a nie robili sobie fuchy. Zaznaczałem, że nie chciałbym, aby go zwalniali, bo gdzie ten chłopak znalazłby teraz robotę - mówi członek spółdzielni, który zgłosił sprawę zarządowi Kujaw.
Zarząd spółdzielni nie wiedział wcześniej o praktykach, których dopuścił się pracownik i zareagował natychmiast. - Wobec tego pracownika wyciągnięte zostały konsekwencje służbowe. Nie powiem jednak jakie, gdyż to wewnętrzna sprawa spółdzielni. Również wprowadzone zostały w ślad za tym zdarzeniem nowe przepisy, jeśli chodzi o organizację pracy. Teraz będę wiedział już dokładnie, gdzie i kiedy każdy z pracowników się znajduje. I będę mógł to sprawdzić. Wprowadzony został bowiem po tej interwencji członka spółdzielni obowiązek ewidencjonowania wszelkich wyjść przez pracowników. O szczegółach jednak nie chcę mówić, gdyż - jak powiedziałem - to nasza wewnętrzna sprawa - powiedział prezes spółdzielni Kujawy Henryk Popławski.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1000 (15/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze