Reklama

Na granicy opłacalności

Na rynku bydła
     Na granicy opłacalności
     O granicy opłacalności hodowli byków mówią wszyscy, którzy w ostatnim tygodniu sprzedawali bydło. Zakłady mięsne trudną sytuację na rynku tłumaczą spadkiem popytu i rosnącymi wymaganiami klientów.

Jerzy Świętek czekał na lepszą cenę za bydło opasowe, ale okazało się, że nie dość, że cena nie wzrosła, to jeszcze zmaleje. Dlatego, że jego byczki przekroczyły dwa lata
      fot. Magdalena Kruszka

    - Tak źle jak teraz to dawno nie było - mówi Jerzy Świętek z Łabiszyna Wsi, który w ostatnich tygodniach sprzedał bydło opasowe za cenę niższą, niż się spodziewał. - W punktach skupu proponują nam cenę od 4,20 zł do 5,20 zł za kg, w zależności od mięsności, podczas kiedy jeszcze pół roku temu można było uzyskać cenę nawet 6,50 za kg.
    Rolnik z Łabiszyna Wsi skarży się, że kilka miesięcy temu ceny bydła drastycznie spadły, więc rolnicy czekali, przetrzymywali swoje zwierzęta do czasu, kiedy sytuacja na rynku się poprawi, a ceny wzrosną. Jednak to nie nastąpiło. Wiele zwierząt przekroczyło granicę 24 miesięcy, a od kilku tygodni w punktach skupu jest problem, żeby zwierzę, które ma powyżej dwóch lat sprzedać. Cena za taką starszą sztukę jest niższa o około 0,20-0,30 zł na kilogramie. Rolnicy nie dość, że borykają się z niskimi cenami za bydło, tracą na karmę, którą musi otrzymać takie przetrzymywane zwierzę, to jeszcze ostatecznie i tak zmuszeni są sprzedawać je po niższej cenie.
    - Mi tłumaczono, że teraz jest wymóg, żeby w obawie przed BSE skupować bydło, które nie przekracza 24 miesięcy, ale ja wiem, że obowiązuje ustawa unijna, która nakazuje przeprowadzać badania na obecność BSE dopiero na bydle, które przekroczyło 30 miesięcy - mówi Jerzy Świętek. - A praktycznie na dzień dzisiejszy tej choroby u nas w ogóle nie ma. Te przepisy, do których my musimy się dostosowywać, to ustalają sobie właściciele masarni i handlarze. A to jest śmieszne, tak nie powinno być. Ale jeśli już coś takiego wprowadzają w życie, to powinni nas o tym wcześniej poinformować.
Stanisław Patera z Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie jako obowiązujące podał rozporządzenie parlamentu europejskiego i rady z 22 maja 2001 roku ustanawiające zasady dotyczące zapobiegania, kontroli i zwalczania niektórych przenośnych encefalopatii, w tym między innymi BSE. Określa ono, że monitoruje się zwierzęta poddawane ubojowi w celu spożycia przez ludzi w określonych przypadkach. Jeśli bydło poddawane jest specjalnemu ubojowi z konieczności, wówczas już po 24. miesiącu występuje obowiązek przeprowadzenia badania na obecność BSE, natomiast wszystkie sztuki bydła powyżej 30 miesięcy podlegające normalnemu ubojowi do celów spożycia przez ludzi lub poddane ubojowi w ramach kampanii zwalczania choroby, muszą zostać poddane badaniom na obecność BSE.
    Poza tym obowiązuje Instrukcja Głównego Lekarza Weterynarii z 8 kwietnia  2009 roku w sprawie określenia zasad postępowania z materiałem szczególnego ryzyka w rzeźniach i zakładach rozbioru oraz zasadach pozyskiwania mięśni z głów bydlęcych. Potwierdza ona konieczność pobierania próbek z bydła powyżej 24. miesiąca w przypadku uboju z konieczności i pobieranie próbek z bydła powyżej 30. miesiąca.
    W punktach skupu o nowych przepisach mowy nie ma, natomiast mówi się o tym, że zawsze młodsze mięso było droższe: - W całej Europie tak jest, że bydło powyżej 24. miesiąca było tańsze - tłumaczy Henryk Król z punktu skupu w Krotoszynie. - Później w Polsce, w Belgii i Holandii ten okres został wydłużony do 30 miesięcy, a teraz znów zostało to ujednolicone i te trzy państwa, w których było inaczej, dostosowały się do norm starej Europy.
    O różnicy w cenie bydła starszego i młodszego mówi też Kamila Morawska z firmy skupującej w Grochowiskach Księżych:  - Różnica zawsze była i jest. Jeśli to jest młode bydło rzeźne, to wiadomo, że ono inną cenę będzie miało - wyjaśnia Kamila Morawska i dodaje, że jeśli chodzi o badanie bydła, to przeprowadzane jest ono zgodnie z najnowszym rozporządzeniem głównego lekarza weterynarii, a bydło do wszelkiego badania przedubojowego kwalifikuje lekarz weterynarii współpracujący z firmą.
    - Ja uważam, że to jest po prostu zmowa - twierdzi Jerzy Świętek. - Pół roku temu masarnie obniżyły ceny i wiedziały, że rolnicy będą chcieli bydło przetrzymywać, a teraz jeszcze wprowadzili tę granicę wiekową do 24 miesięcy.
    Jerzy Świętek obecnie ma na stanie 5 byczków, które już powinny być sprzedane i 5 w wieku około 18-19 miesięcy, które jeszcze nie osiągnęły odpowiedniej wagi i są za małe, żeby je sprzedać. Oblicza, że biorąc pod uwagę ceny sprzed roku i te obecne, należy liczyć, że za 1 kg otrzyma się nawet 1 zł mniej, a to powoduje stratę 800-1.000 zł na sztuce. Jeśli dodać do tego dodatkową obniżkę o 0,20-0,30 zł na kilogramie za wiek bydła, to generuje to stratę na poziomie 1.000-1.500 zł.

Marek Trela niedawno sprzedał dwa byki ważące ponad 700 kg. Liczy, że zanim jałóweczka i byczek, które mają około 3 miesięcy dorosną, poprawi się sytuacja na rynku. 
       fot. Magdalena Kruszka

    - Trzeba brać pod uwagę, że to jest zysk rolnika, który ten osiąga przez dwa lata - mówi Jerzy Świętek. - A współpraca rolników z masarniami też wymaga krytyki. Bydło powinno być kontraktowane tak, żeby rolnik, który, ma cielę, wiedział, ile dostanie za zwierzę, kiedy ono dorośnie. A tak, człowiek tyle czasu chowa, a potem oddaje prawie za darmo. Coś tu jest nie tak.
    Straty liczy także Marek Trela z Mamlicza. W zeszłym roku sprzedał swoje dwa pierwsze byczki. W tym roku na sprzedaż były kolejne dwa. Dostał za nie ok. 4,40 zł za kg. Mówi, że zapowiedziano mu, że dostałby więcej, gdyby nie to, że bydło przekroczyło 24 miesiące.
    - Ja nie wiem, kto o tym decyduje, ale przez to, że nie zmieściłem się w terminie 24 miesięcy, straciłem jakieś 150 zł na sztuce - wylicza Marek Trela. - Jak zobaczyłem, co się dzieje, to zacząłem się dowiadywać, jak sytuacja w punktach skupu wygląda. Okazało się, że wszędzie tak jest, a w Szubinie, to nawet wstrzymano przyjmowanie zwierząt. Ceny leciały w dół tak od lutego, ale wtedy moje byki nie miały jeszcze odpowiedniej wagi. W tej chwili odbywa się to po kosztach i korzyść z tego taka, że hałda obornika zostaje do nawożenia pola.
    Marek Trela wspomina też, że gdyby nie to, że hodowla bydła to nie jedyne jego źródło utrzymania, to trudno byłoby z tego teraz wyżyć. Zwraca uwagę, że bardziej opłacalna jest teraz hodowla trzody, ale w jego przypadku, kiedy ma 7 ha ziemi, nie stworzyłby odpowiedniej bazy zboża, żeby je wykarmić.
Tę sytuację na rynku bydła tłumaczy Leszek Jekielski z Grupy Sokołów: - Ceny, jakie obowiązują, są wypadkową rynku, podaży i popytu. Zakłady mięsne są tylko ogniwem, my musimy się do rynku dostosować, więc słuchać też, jakie są preferencje klientów. Mięso poniżej 24. miesiąca ma większą kruchość, lepszą barwę, a na to klienci zwracają uwagę. Myśleliśmy, że mięso do 30. miesiąca będzie przez klientów akceptowane, ale w tej chwili jest nadwyżka żywca wołowego i klient stawia dodatkowe warunki. Decydują tutaj uwarunkowania handlowe, a nie prawne.
    - Tylko dlaczego na półkach sklepowych nie ma tej różnicy, że mięso powyżej 24. miesiąca jest tańsze, a młodsze droższe - zastanawia się Marek Trela.
    Mirosław Spochacz, kierownik biura powiatowego ODR w Żninie zaznaczył, że różnice w cenie bydła młodszego i starszego obowiązywały już dawnej, tylko kiedyś sprawdzało się, czy zwierzęciu wypadły pierwsze zęby. Jeśli tak, to za taką sztukę trzeba było spodziewać się nieco mniejszej kwoty. Podkreślił jednak, że obowiązujące ceny są na granicy opłacalności.
    - Przy cenie 5 zł za kg żywca wołowego, rolnik osiąga zysk na poziomie 600 zł za sztukę, a trzeba pamiętać, że pracuje na to dwa lata, to nie jest duży zysk - mówi Mirosław Spochacz. - Ale prawda jest też taka, że kiedy sytuacja na rynku trzody chlewnej zaczęła się załamywać, to rolnicy masowo rezygnowali z hodowli świń i wchodzili w hodowlę bydła. Być może stąd ta nadwyżka.
    Leszek Jekielski z Grupy Sokołów nie pokusił się o prognozy, jak długo taka sytuacja może trwać. Zwrócił uwagę, że to zależy przede wszystkim od tego, jak będzie kształtował się rynek zbytu.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 961 (28/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości