Zanurzenie ciała w mającej zaledwie kilka stopni powyżej, a czasami też poniżej zera wodzie to dla nich coś więcej niż hartowanie organizmu. Morsowanie daje im ogromne pokłady endorfin, adrenaliny, ale też czystość umysłu. To również niekwestionowany zastrzyk pozytywnej energii. O fenomenie morsowania rozmawiamy z Wiolettą Łożyńską - sekretarz istniejącego od prawie 8 lat Żnińskiego Klubu Morsa.
Żniński Klub Morsa powstał w marcu 2013 roku. Obecnie w skład zarządu wchodzą: Bogusław Nowak – prezes zarządu, Dawid Jankowski – wiceprezes, Maria Posłuszna – skarbnik, Wioletta Łożyńska – sekretarz oraz członkowie - Agnieszka Moritz, Łukasz Pietrzak, Paweł Jamrug i Krzysztof Warszawski.
Justyna Kulpińska: - Od czego wszystko się zaczęło? Jak doszło do powstania Żnińskiego Klubu Morsa?
Wioletta Łożyńska: - Kiedy słyszę pytanie o początki powstania Klubu uśmiecham się szeroko i przed oczyma widzę dwie postacie – pana Leszka Janowskiego i kolegę Marcina Nowaka. Te dwie osoby jednoznacznie kojarzę z krzewieniem kultury morsowania wśród lokalnej i - nie tylko - społeczności. Zdecydowanie pan Leszek Janowski był pomysłodawcą założenia stowarzyszenia. On pierwszy zaczął uprawiać systematycznie zimowe kąpiele w Żnińskim Jeziorze, a do niego dołączali powoli znajomi i nieznajomi - nie wiadomo kiedy grupa składająca się z kilku wchodzących rozrosła się do kilkudziesięciu zapaleńców. W niedzielne przedpołudnia zanurzamy się z radością i „pieśnią” na ustach - tak… często towarzyszą nam wesołe przyśpiewki. Mamy również swój hymn, stworzony przez kolegę Andrzeja Łuczaka, który morsował z nami, jednocześnie przez kilka pierwszych lat funkcjonowania stowarzyszenia, uwieczniał nasze wejścia relacją foto i video-medialną… Duży wkład w prężny rozwój Klubu miał przesympatyczny, bardzo zaangażowany w nasze działania, energetyczny „mózg ŻKM” kolega Marcin Nowak. Serdecznie pozdrawiam chłopaków z tego miejsca.
Systematyczne kąpiele zimowe i (równoznaczne z nimi ) wytwarzanie potężnej dawki endorfin - dzielenie się pozytywną energią to oczywiście priorytety Klubu, ale realizujemy również założenia statutowe, czyli m.in. upowszechniamy kulturę fizyczną i sport, szerzymy wiedzę na temat morsowania, przeciwdziałamy wykluczeniu społecznemu, promujemy region, kulturę, walory i atrakcje Pałuk. Przy okazji różnych imprez wyjazdowych czy tych organizowanych na miejscu staramy się przeprowadzać np. zbiórki funduszy dla potrzebujących osób/instytucji, zachęcać do oddawania krwi czy rozpowszechniać wiedzę związaną z hasłem „Zostań Dawcą Szpiku”.
- Czy pandemia wiele zmieniła w Waszej dotychczasowej działalności?
- Covid-19 zmienił z pewnością działania związane z wszelkimi wyjazdami, które są nieodłącznym elementem życia Klubu. Przyjaźnimy się z wieloma innymi klubami z całej Polski - te kontakty zostały ograniczone, w zasadzi w tym sezonie nie wyjechaliśmy nigdzie. Ubolewamy wszyscy, że nie doszedł do skutku nasz flagowy projekt - wydarzenie morsowe, czyli Ogólnopolski Zlot Morsów pn.: „Mikołaj trzyma formę”. Opracowanie projektu wymagało pracy. Otrzymaliśmy akceptację, podjęliśmy pierwsze założenia podczas zebrania zarządu w październiku, ale niestety obostrzenia epidemiczne spowodowały, iż grudniowa impreza nie ujrzała światła dziennego. Zeszłoroczna VI edycja zlotu odbyła się pod patronatem Burmistrza Żnina i mamy nadzieję, że kolejna będzie równie mile widziana przez władze miasta, a brać morsowa z różnych zakątków kraju zagości nad Jeziorem Żnińskim.
Zgodnie z ograniczeniami narzuconymi przez Prezydenta RP zanurzenia morsowe odbywają się w małych grupach - 5 osobowych, z zachowaniem dystansu.
- Czego w obecnych realiach brakuje Wam więc najbardziej?
- Najbardziej oczywiście brakuje nam spotkań integracyjnych, wspólnego bycia w większym zespole - morsowych tańców, grupowej rozgrzewki, wygłupów. W normalnych warunkach wygłupiamy się, jak dzieci - robimy orzełki na śniegu, smażymy chleb i kiełbaski nad ogniskiem, przywozimy z naszych domostw wypieki, pijemy gorącą kawę po kąpieli, ustalamy spontaniczne wyjazdy weekendowe. Jesteśmy morsową rodziną, więc ta fizyczna bliskość była naturalna między nami, budowaliśmy dzięki temu więź. W obecnych realiach to na pewno trudniejsze.
- Wiele osób nie potrafi zrozumieć fenomenu morsowania. Wizja zanurzenia się w lodowatej wodzie bywa przerażająca... Czym tak naprawdę jest dla Was ta - można by rzec - ekstremalna aktywność?
Każdy z nas pewnie odrobinę inaczej spostrzega morsowanie. Myślę, że jednak najczęściej pojawiają się odpowiedzi, że jest to zastrzyk energii! Dzięki „walce z zimnem” człowiek uodparnia się na przeciwności dnia codziennego, zyskuje poczucie, że „może więcej”, pogodniej, optymistyczniej traktuje sprawy, z którymi mentalnie wcześniej radził sobie gorzej. Morsowanie jest zabawą, frajdą, jest „odskocznią”, nadaje niebanalny rytm dnia – nie bez przyczyny określa się morsujących – „wariatami” . Dla niektórych jest pewnym rodzajem treningu, jeśli organizm nie pozwala na uprawianie innego rodzaju sportu. Kąpiele zimowe to też zawieranie znajomości i przyjaźni, możliwość spotkania się z optymistycznie nastawionymi do życia ludźmi.
- Od czego powinna zacząć osoba, która jeszcze nigdy nie miała okazji morsować, a chciałaby spróbować swoich sił?
- Nie trzeba jakoś specjalnie przygotowywać się wcześniej do pierwszego wejścia. Niektórzy jednak preferują przez kilka tygodni korzystanie z zimnych prysznicy w domu czy wychodzenie w koszulce i spodenkach na balkon, taras, podwórko - po prostu przyzwyczajają organizm do zimna, hartują się. Ja osobiście nie stosowałam żadnej formy przygotowania. Raczej było to bardzo spontaniczne wejście.
Dobrze jest podczas wchodzenia kontrolować oddech i być opanowanym. Niczego się nie spodziewać, tylko wsłuchać w siebie. Można też wejść z tzw. intencją (coraz więcej osób wykorzystuje morsowanie do medytacji; oczywiście w grupie jest to raczej niemożliwe - jest zbyt głośno i wesoło). Zamiast napinać mięśnie, należy się rozluźnić. Dobrze jest po wyjściu przebrać się bez dłuższego zwlekania i jeszcze pobiegać lub wykonać kilka ćwiczeń. Można zabrać ze sobą termos z gorącym napojem. Świetnie, kiedy ktoś mieszka w Żninie i nie ma daleko do domu - wtedy bardzo korzystny dla organizmu jest szybki przemarsz, oczywiście z czapką na głowie i w rękawiczkach, bo dłonie rzeczywiście marzną, tym bardziej, kiedy je zanurzamy. Część morsujących przełamuje się i zanurza do wysokości szyi, łącznie z całymi rękoma - każdy decyduje za siebie. Każdy też sam stwierdza, w jakim momencie wyjść z wody - to jest raczej intuicyjne (zależy z pewnością od samopoczucia fizyczno-psychicznego). Wiadomo, że osoby wchodzące po raz pierwszy będą w tej wodzie krócej. Mamy taką tradycję, że odliczamy im czas 30 sekund.
Zapomniałam wspomnieć o rozgrzewce, choć np. moi koledzy uważają, że nie jest im potrzebna. Dla pierwszaków jednak bym doradzała chociaż kilku minutową przebieżkę.
- Pierwszą kąpiel z pewnością zapamiętuje się na długo. Jakie to uczucie?
- Doskonale pamiętam ten dzień: niedziela, ferie, połowa stycznia 2012 roku, mroźno, pokrywa śnieżna na jeziorze, minus 20 stopni C ...i słowa rodziny – „dostaniesz zapalenia płuc”, „nie można wejść do tak lodowatej wody i wyjść z niej bez, choćby kataru i kaszlu” - a za tydzień miałam lecieć do ciepłych krajów. Ja jednak jestem dość odważną osobą. Żartuję sobie, że drzemie we mnie duch wojownika, więc jak tylko usłyszałam, że w Żninie ktoś morsuje, postanowiłam zanurzyć się razem z pozostałymi śmiałkami. Głównym bodźcem do tego kroku w moim przypadku była po prostu chęć przełamania oporu przed zimą wodą, przecież ja tak kochałam gorące prysznice i kąpiele!
Trudno dziś powiedzieć, czy byłam tak podekscytowana czy tak skostniała, że nie pamiętam, czy było mi zimno. Jak na pierwszy raz spokojnie mój organizm wytrzymał trzy minuty, choć zasadą jest 30 sekundowe zanurzenie. Myślę, że miałam szczęście, iż moje początki z morsowaniem odbywały się tak bajecznej, śnieżnej atmosferze. Praktykujące morsy doskonale wiedzą, o czym mówię – największa frajda to zanurzenia w przeręblu. Uwielbiam, kiedy wychodząc z jeziora śnieg skrzypi pod bosymi stopami - ja uczę się od dwóch sezonów morsowania bez dodatków, czyli butków neoprenowych. Nie ukrywam, że odczuwam duży dyskomfort, ale w myśl zasady – „bez wyjścia ze strefy komfortu, nie ma progresu” – staram się więc za dużo o tym nie rozmyślać - sprawnie, szybko przebieram się w suche ubranie. Zaopatrzona jestem w ciepłe skarpetki ... daję radę, mam jeszcze wszystkie palce u stóp (śmiech). To zresztą jest moja złota rada: aby za dużo nie analizować, nie zastanawiać się tygodniami nad pierwszym wejściem, nie snuć scenariuszy złapania grypy (jestem pewna, że od lodowatej wody nikt nie złapał jeszcze przeziębienia, prędzej to może zdarzyć się w wyniku przegrzania organizmu). Dla wszystkich wątpiących, wahających się, dla moich znajomych, którzy co tydzień powtarzają „wejdę, muszę dziś wejść, spróbuję” itp. przekazuję myśl Mistrza Zen – delikatnie zmodyfikowaną przeze mnie: „Kiedy masz okazję wejść do lodowatej wody – wejdź; nawet, jeśli nie chcesz – po prostu wejdź. To, że wejdziesz, uwolni cię od faktu, że musisz wejść”.
Równocześnie jestem absolutnie za tym, aby każdy decydował o sobie i działał w zgodzie ze sobą, to dotyczy np. długości przebywania w wodzie. Nikt nie powinien narzucać tego czasu. Ja dla przykładu drepczę sobie do 5 minut, dla mnie jest to wystarczające, ale koledzy i niektóre koleżanki dopiero po tym czasie odczuwają największą frajdę, co notabene budzi mój podziw. Bogowie Mórz – tak żartobliwie określam tych najbardziej wytrwałych – potrafią brodzić do kilkunastu minut.
- Wiele mówi się o zaletach morsowania. Oprócz korzyści dla ciała niesie ze sobą też coś dla ducha. Co dokładnie?
- Rzeczywiście, wpływ niskich temperatur na ciało ludzkie ma niewiarygodny, dobroczynny wpływ. Ja ostatnio wyczytałam, że w momencie narażenia organizmu na gwałtowne ochłodzenie brunatna tkanka tłuszczowa (taka istnieje ) musi wyprodukować o wiele więcej ciepła niż zwykle, przez co z podwójną siłą spala białą tkankę tłuszczową, odpowiadającą naszemu złemu samopoczuciu oraz nadprogramowym kilogramom. Jako dietetyk, byłabym ostrożna z tym „odchudzaniem przez morsowanie”, co nie znaczy, że dreszcze nie spalają kalorii, wręcz przeciwnie!
Zdecydowanie na pierwszym miejscu uwzględniłabym „ducha”. Myślę, że to stan umysłu (przynajmniej w 80 procentach) wpływa na fizyczne aspekty funkcjonowania organizmu. A piękny stan umysłu można uzyskać również przez zimowe kąpiele - i jest to trudne do wytłumaczenia dla osób, które panicznie reagują na samo wyobrażenie wejścia do wody mającej 4 stopnie C, ale jest to niesamowity „reset” głowy - mówią niektórzy - wyczyszczenie z niepokojących myśli, wyciszenie. Słyszałam opinie, że „jeśli możesz zanurzyć się w zimnej wodzie, to ze wszystkimi innymi problemami dasz sobie z pewnością radę”. Wszyscy oczywiście mówią o hormonach szczęścia. Automatycznie uśmiechasz się perliście, kiedy wychodzisz z wody, „haj adrenalinowy” gwarantowany.
- Istnieją jakieś przeciwwskazania uniemożliwiające rozpoczęcie tego typu przygody? Kto nie powinien morsować?
- W razie jakichkolwiek wątpliwości przed rozpoczęciem morsowania można udać się po poradę do lekarza, który rozwieje wszystkie wątpliwości. Mówi się, że morsowanie niewskazane jest w przypadku występowania takich chorób, jak padaczka, nadciśnienie tętnicze, problemy z sercem i krążeniem, choroby mózgu czy borelioza. Może ono wówczas prowadzić do zawału, zaburzenia przepływu krwi do mózgu czy zaburzenia rytmu serca. Lekkie przeziębienie nie powinno być przeszkodą przed wykąpaniem się w lodowatej wodzie.
- Na zakończenie proszę jeszcze o wskazówki dla osób, które chciałyby do Was dołączyć. Z kim powinny się kontaktować i czego spodziewać się na początek?
- Najlepiej pojawić się nad brzegiem Jeziora Żnińskiego Małego w niedzielę około godziny 10.30 - wtedy rozpoczynamy rozgrzewkę, każdy we własny ulubiony sposób i formie. Można kontaktować się z nami również przez profil społecznościowy Facebook - Żniński Klub Morsa. I tak jak wspomniałam wcześniej – nie spodziewać się niczego, tylko otworzyć umysł i serce. Zachęcamy wszystkich, szczególnie tych niezdecydowanych.
Z Wiolettą Łożyńską rozmawiała Justyna Kulpińska, 11 I 2020
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze