Reklama

Nabór bez rozmów

Od dziś: Piotr Michalik w wydziale spraw obywatelskich, a w jego miejsce Włodzimierz Dolaciński
    Nabór bez rozmów
    Dwóch kandydatów, którzy ubiegali się o stanowisko strażnika miejskiego w Żninie uważa, że burmistrz Leszek Jakubowski wybrał osobę, która posiadała najsłabsze kwalifikacje. Dziwią się, dlaczego z wybranymi kandydatami nie przeprowadzono rozmów kwalifikacyjnych. Burmistrz Leszek Jakubowski zapewnia,
że gdyby wymogi formalne spełniała jedna z kobiet starających się o stanowisko strażnika, otrzymałaby je z miejsca. Wybrał zaś spośród czterech kandydatów osobę, która jako jedyna posiada wyższe wykształcenie.

     Starosta Zbigniew Jaszczuk, który również ogłasza wiele naborów do pracy w starostwie powiedział nam, że nie ma możliwości zatrudnienia na czas nieokreślony w trybie umowy o pracę, bez przeprowadzonego wcześniej postępowania kwalifikacyjnego. Kryteria naboru do pracy w starostwie zostały określone w formie zarządzenia starosty wydanego na podstawie przepisów ustawy. Jeśli wymogi spełnia więcej niż 5 osób, to kandydaci na urzędnicze stanowisko w starostwie piszą test. Do dalszego etapu przechodzi 5 osób, które najlepiej rozwiązały test. Z wspomnianymi 5 kandydatami komisja przeprowadza rozmowy. Spośród 5 kandydatów typuje się dwie, które najlepiej wypadły w obu częściach. Następnie zapada decyzja o wyborze najlepszego kandydata.
     W przypadku, gdy wymogi formalne spełnia mniej niż 5 osób, wówczas przeprowadzana jest jedynie rozmowa kwalifikacyjna, po której wybrany zostaje najlepszy kandydat.          (am)

    29 grudnia burmistrz Żnina Leszek Jakubowski ogłosił nabór na stanowisko strażnika miejskiego. O pracę mogły się starać osoby, które spełniały 8 wymagań: posiadające obywatelstwo polskie, mające ukończone 21 lat, korzystające z pełni praw publicznych, posiadające co najmniej średnie wykształcenie, cieszące się nienaganną opinią, sprawne fizycznie i psychicznie, nie karane sądownie oraz mające uregulowany stosunek do służby wojskowej.
    Kandydatom postawiono ponadto wymagania dodatkowe: minimum 2 lata ogólnego stażu pracy, umiejętność pracy w zespole, komunikatywność, odporność na stres, umiejętność umożliwiającą wykonywanie zadań na stanowisku, prawo jazdy kategorii B oraz obsługę komputera w stopniu podstawowym.
    Osoby, które ubiegały się o przyjęcie do służby w Straży Miejskiej podlegały również obowiązkowym badaniom lekarskim i psychologicznym w specjalistycznej jednostce służby zdrowia. Termin składania dokumentów upłynął 15 stycznia.
    A GDZIE ROZMOWY?
    18 stycznia lista kandydatów spełniających wymagania formalne we wstępnym etapie rekrutacji została opublikowana na stronie internetowej Urzędu Miejskiego. Znalazło się na niej 4 kandydatów: 2 ze Żnina oraz po 1 z Janowca i Podobowic.
    Przed dwoma tygodniami podaliśmy informację, że z czwórki finalistów do dalszego etapu naboru na stanowisko strażnika miejskiego zakwalifikował się Włodzimierz Dolaciński. Burmistrz uzasadniając wybór stwierdził, iż był najlepszy z czwórki spełniającej wymogi formalne. Dodał, że na strażnika, a w szczególności na komendanta, trzeba mieć predyspozycje: być konsekwentnym i nie być uległym. Trzeba też mieć trochę cech przywódczych.
    Rozstrzygnięcie nie spodobało się dwójce kandydatów starających się o podjęcie pracy w Straży Miejskiej. Piotr Gruszka z Janowca powiedział nam, że drugi kandydat ze Żnina, który również nie został zatrudniony, pracuje w Straży Miejskiej w Bydgoszczy. O posadę w żnińskiej straży starał się, by móc pracować na miejscu.
    - Ja z kolei pracowałem ostatnie dwa lata w firmie "Impel Security Polska" na stanowisku menedżerskim. Kierowałem 200 osobami rozsianymi po całym województwie. Skoro burmistrz wolał wybrać bez rozmowy, to trudno. Powinien się z nami spotkać chociażby pro forma - mówi Piotr Gruszka. Mężczyzna dodaje, że trzeci kandydat pracuje od lat w ochronie. Z kolei Włodzimierz Dolaciński - według niego - był kierowcą w Martinie, jest najstarszy spośród wszystkich kandydatów. Co robił wcześniej, tego nie wie. Jest natomiast pewien, że nie pracował w branży.
    Kandydat z Janowca ma żal do Leszka Jakubowskiego, że nie przeprowadził rozmów z 4 kandydatami, którzy spełnili wymogi formalne. Według niego, mogła to być rozmowa kwalifikacyjna lub test. Wtedy nikt nie miałby do burmistrza pretensji.
    - Żadnych rozmów nie było, a w BIP nie było też żadnej informacji, kto został strażnikiem. Spieszyło mi się z tą pracą, więc - dlatego, że tak długo to trwało - 26 stycznia zadzwoniłem do sekretariatu burmistrza i zapytałem sekretarkę o nabór. Sekretarka powiedziała mi, że strażnik jest już wybrany. Pomyślałem, że nie wie o wielu rzeczach i poprosiłem o rozmowę z panem Żychlińskim (kadrowy w Urzędzie Miejskim - am). On powiedział tak: "Proszę czekać, będzie ogłoszenie". Od tego czasu aż do dziś (7 lutego - am) codziennie sprawdzałem BIP i nic nie ma - mówi Piotr Gruszka.
    PRACY NIE DOSTAŁ KANDYDAT PRACUJĄCY W STRAŻY
    O wyborze strażnika mieszkaniec Janowca dowiedział się 6 lutego od innego kandydata na strażnika Arkadiusza Antczaka, który również był rozżalony, że kandydata wybrano zaocznie. Dodał, że coś trzeba w tej sprawie zrobić.
    Piotr Gruszka podkreśla, że nie zależy mu na stanowisku strażnika. Chce jedynie, by nabory na stanowiska w urzędach odbywały się przy otwartej kurtynie.
    - Ja chcę, żeby normalnie u nas było. Facet jest drugi miesiąc na stanowisku i już się zaczyna kolesiostwo - powiedział Piotr Gruszka.
    Arkadiusz Antczak powiedział nam, że od ludzi na mieście dowiedział się, iż Włodzimierz Dolaciński już od 1 grudnia ub.r. chwalił się, że zostanie komendantem Straży Miejskiej i kazał sobie gratulować.
    - I rzeczywiście został. Żadnych rozmów kwalifikacyjnych nie przeprowadzono. Nie zostałem wezwany na żadną rozmowę kwalifikacyjną. Kiedyś próbowałem tę sprawę wyjaśnić z burmistrzem, ale go wówczas nie było - wspomina.
    Arkadiusz Antczak, który bez przerwy pracuje w firmach ochroniarskich od 12 lat, dziwi się, że burmistrz nie wybrał kandydata, który pracuje w Straży Miejskiej w Bydgoszczy, który posiada aktualne badania lekarskie. Przeszedł również odpowiednie szkolenie. Gmina nie musiałaby ponosić kosztów tych badań i szkolenia.
    - Ja również robię badania lekarskie identyczne co w Straży Miejskiej. Mam ważne badania do 2008 r. Regularnie powtarzamy je co 3 lata, a straż miejska co 5 lat - zapewnia Arkadiusz Antczak.
    Nasz rozmówca zgłosił również problem zatrudnienia strażnika przewodniczącemu Rady Miejskiej Lucjanowi Adamusowi, od którego dowiedział się, że zatrudnienie strażnika to wyłącznie kompetencja burmistrza, a nie Rady Miejskiej.
    WŁASNE PRAWO
    7 lutego Piotr Gruszka przygotował pismo, w którym zwraca się do Leszka Jakubowskiego o wyjaśnienie sposobu wyboru kandydata na stanowisko strażnika miejskiego w Żninie.
    Zaistniałą sytuacją związaną z wyborem kandydata w osobie pana Dolacińskiego jestem głęboko oburzony tym bardziej, że podał pan do prasy nieprawdziwe informacje. Prawidłowym i jedynym sposobem naboru kandydatów do pracy w urzędach administracji samorządowej jest konkurs, który pan w sposób niepodlegający dyskusji ogłosił. Następnym etapem jest tzw. badanie ofert, spośród których wybiera się te, które pod względem formalnym spełniają wymogi. Z wybranymi kandydatami komisja przeprowadza rozmowy, podczas których kandydat do pracy musi wykazać się wiedzą. Komisja w tym czasie ocenia również wygląd, sposób zachowania, poprawność wypowiedzi, sposób bycia, a w konsekwencji przydatność do pracy. Pan niestety sam stanowi swoje prawo, wybierając z czwórki kandydatów jedynego, który nie posiadał stosownych uprawnień. Wykazał się pan głęboką indolencją już po dwóch miesiącach piastowania stołka ojca miasta. Próbowałem też dowiedzieć się od pana Żychlińskiego terminu drugiej tury wyborów dotyczącej rozmów z kandydatami ogłoszonych w BIP. Stwierdzam jednak, że pan ten choć doskonale znał pańską decyzję, kazał wszystkim nam czekać na oficjalne ogłoszenie, które nawiasem mówiąc do chwili obecnej nie ukazało się. Jeśli jest pan w dalszym ciągu przekonany co do słuszności swego wyboru, to jestem niezwykle szczęśliwy, że nie będzie pan moim szefem. [...] Jednocześnie informuję, że wykorzystam wszystkie możliwe środki do podważenia pana decyzji - czytamy w piśmie Piotra Gruszki do burmistrza, które zostało przesłane do wiadomości przewodniczącego Rady Miejskiej i naszego tygodnika. Osobne pismo w sprawie naboru na stanowisko strażnika miejskiego w Żninie Piotr Gruszka wysłał do wojewody.
    NAJLEPSZA OFERTA
    Burmistrz Leszek Jakubowski powiedział nam, że od 15 lutego Włodzimierz Dolaciński będzie pełnił obowiązki komendanta Straży Miejskiej w Żninie. Tego samego dnia obecny komendant Straży Piotr Michalik rozpocznie pracę w wydziale spraw obywatelskich na stanowisku obrona cywilna i zarządzanie kryzysowe.
    - Pan Dolaciński rozpocznie od razu pracę jako p.o. komendant, bo chcę zmienić oblicze Straży. Zrobiłem o nim szeroki wywiad z tymi, którzy go znają i z którymi pracował. I mówili, że jest lojalny i obowiązkowy. Ma też na to stanowisko predyspozycje. Pan Dolaciński ma wykształcenie wyższe. Ukończył szkołę chorążych w Pile. Od 1973 do 1979 r. odbywał zawodową służbę wojskową jako technik samochodowy. Od 1984 do 1999 r. pracował w szpitalu jako inspektor do spraw obrony cywilnej. Od 2002 do 2006 r. pracował w "Martinie" jako kierowca i kierownik techniczny. Pozostali dwaj kandydaci są po technikum mechanicznym w Żninie, a trzeci po liceum ekonomicznym. Pan Dolaciński zdawał egzaminy. Był też na badaniach lekarskich i testach psychologicznych. Przechodził badania, czy się do tej pracy nadaje. Wszystkie żądane badania przywiózł. Powierzę mu obowiązki komendanta straży na 3 miesiące. Jeśli w ciągu tych 3 miesięcy zda egzamin, to przedłużę mu umowę na dłużej - zapewnia burmistrz.
    Leszek Jakubowski wyjaśnił, że nie będzie powoływał komendanta Straży Miejskiej. Co najwyżej pracownicy Straży będą pełnić jego obowiązki.
    Burmistrz przyznał ponadto, że drugi kandydat ze Żnina, który pracuje w Straży Miejskiej w Bydgoszczy, jest umiejscowiony w jego rankingu na drugim miejscu.
    - Widzę go jako strażnika, a nie p.o. komendanta. Straż Miejska w Bydgoszczy ma zupełnie inne zadania. Niemniej ma on szansę pracy w Żninie. Jeśli Straż Miejska w Żninie się sprawdzi i będą robić to co chcę, to wtedy zostanie zatrudniony - obiecuje burmistrz.
    Leszek Jakubowski zaprzeczył, jakoby Włodzimierz Dolaciński był jego kolegą. Przyznał, że zna go z działalności honorowych dawców krwi.
    - Ktoś, kto się nie załapał, to będzie miał zawsze jakieś uwagi. Była też jedna pani. I jak z nią porozmawiałem, to najbardziej mi się podobała, lecz nie spełniała wymogów. Gdyby je spełniała, to bym ją wybrał. Ona mi się pytała, czy może złożyć dokumenty, skoro nie spełnia wymogów - mówi burmistrz. Dodał również, że w ogłoszeniu o naborze nie było informacji o przeprowadzeniu rozmów z kandydatami, dlatego ich nie przeprowadzono.
    DOSKONALE ZNA KANDYDATA
    Leszek Jakubowski odpowiedział już na pismo Piotra Gruszki. Burmistrz wyjaśnia, że ogłosił nabór, a nie - jak sugeruje Piotr Gruszka - konkurs. Zdaniem burmistrza, pojęcia naboru i konkursu nie są w tym przypadku tożsame, a terminu konkursu używa się przy tej okazji tylko umownie. Z ustawy o pracownikach samorządowych wynika, że nie używa się terminu konkurs, lecz nabór na zasadach otwartości i konkurencyjności.
    Co do otwartości naboru, chyba nie ma pan żadnych zastrzeżeń. Gdy chodzi o konkurencyjność, do której ma pan zastrzeżenia, ustawa określa tylko, że o zastosowanych metodach i technikach naboru podaje się informację w protokole przeprowadzonego naboru kandydatów na stanowisko urzędnicze. Jednakże wybór metody i techniki naboru pozostawiony jest w ustawie do samodzielnej decyzji kierownika Urzędu, stąd też ustawa nie wymaga w ścisłym tego słowa znaczeniu konkursu, o który pyta się pan w swoim piśmie. Konkurs w ramach naboru może być, ale nie musi i nie jest to bezwzględny wymóg ustawy. Informuję pana także, że do dnia
    9 lutego (dnia wpływu pana pisma) nie podpisano żadnej umowy o pracę z wyłonionym w trakcie naboru kandydatem. Informację o wyniku naboru upowszechnia się natomiast w terminie 14 dni od dnia zatrudnienia wybranego kandydata. Skoro do dnia dzisiejszego nie dokonano zatrudnienia kandydata nie można było podać o tym fakcie żadnej informacji w Internecie ani na tablicy ogłoszeń w Urzędzie. Informacja taka znajdzie się w Internecie w ciągu najbliższych kilku dni, podobnie jak uzasadnienie dokonanego wyboru. Gdy chodzi natomiast o ocenę kandydatury pana Włodzimierza Dolacińskiego ze Żnina to zapewniam pana, że doskonale znam kandydata i w mojej ocenie jest to najlepsza kandydatura spośród czterech spełniających wymagania formalne w przeprowadzonym naborze do pracy w Straży. Wszystkie oferty dokładnie przeanalizowałem i na podstawie przedłożonych dokumentów aplikacyjnych podjąłem decyzję o wyborze kandydata. Pana oferta w tym naborze znalazła się niestety dopiero na 4 miejscu, stąd wypowiadanie się negatywnie w swoim piśmie o konkurencie uważam za niestosowne - odpowiada burmistrz.
    Przedwczoraj Piotr Gruszka nie znał jeszcze treści odpowiedzi burmistrza. Powiedział nam, że czeka na odpowiedź. Dopiero, kiedy zapozna się z treścią pisma podejmie dalsze kroki.
    STRAŻNIK ODDAJĄCY KREW
    Włodzimierz Dolaciński zaprzecza, by od początku grudnia kazał sobie gratulować, że zostanie strażnikiem miejskim.
    - Pierwsze słyszę. Przeczytałem ogłoszenie w Internecie i na tablicy ogłoszeń i złożyłem ofertę 5 stycznia i czekałem. Było 15 chętnych. Komisja wybrała 4, a później jednego. Przeszedłem wszystkie badania i tak sprawa się potoczyła. A to co ludzie mówią, to dużo mówią. I na Kaczyńskich mówią - wyjaśnia nowy p.o. komendant.
     Włodzimierz Dolaciński zapewnia, że na pracę w Martinie miał podpisaną umowę na czas określony do końca grudnia ub.r. Umowa nie została przedłużona. Jest zarejestrowany jako bezrobotny w Powiatowym Urzędzie Pracy w Żninie. Nowy szef żnińskich municypalnych pracował również przez 6 lat jako zawodowy żołnierz w ówczesnym 62 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Poznaniu m.in. jako dowódca plutonu i kierownik warsztatów samochodowych. Kiedy jednostka została rozwiązana, napisał raport i przeszedł do cywila. Włodzimierz Dolaciński działa również społecznie. Jest prezesem Klubu Krwiodawców w Żninie. Dotychczas oddał 106 litrów krwi. Posiada złoty i srebrny krzyż zasługi.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 783 (7/2007)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości