Reklama

Nadleśnictwo wyjaśnia, przedsiębiorcy nie wierzą

Krzysztof Kraska, Nadleśnictwo Szubin, gospodarka leśna, przetarg
     Nadleśnictwo wyjaśnia, przedsiębiorcy nie wierzą
    Nadleśnictwo Szubin, po rozstrzygnięciu przetargu na wykonywanie usług z zakresu gospodarki leśnej, wyraziło swoje stanowisko wobec tych startujących, którzy przetargi przegrali i mają co do zastosowanej procedury zastrzeżenia.

     Tuż przed świętami Bożego Narodzenia na łamach Pałuk poruszaliśmy temat przetargu na wykonywanie usług z zakresu gospodarki leśnej ogłoszonego przez Nadleśnictwo Szubin. Przypomnijmy, że teren nadleśnictwa dla przeprowadzenia przetargu został podzielony na kilka pakietów. W skład jednego pakietu wchodziło kilka leśnictw. Pakietów było siedem, ale potencjalny wykonawca mógł złożyć ofertę na jeden pakiet. Na pakiety nr 1 i 2 oferty złożyły dwie firmy z terenu Pałuk. Na pakiet pierwszy ofertę złożył Wojciech Przybylski z Pturka, a na drugi Andrzej Wolnik z Kowalewa. Pakiet numer 1 obejmuje teren leśnictw: Załachowo, Gąbin, Łabiszyn i Pszczółczyn, a pakiet nr 2: Kowalewo, Drogosław, Jaktórka, Tur. Obaj przedsiębiorcy przetarg przegrali, głównie przez to, że zaoferowali ceny wyższe od konkurencji. Już po otwarciu ofert 9 grudnia spodziewali się ostatecznej przegranej. Pisemna informacja o wynikach przetargu dotarła do nich w piątek 27 grudnia 2013 r. Przedsiębiorcy cały czas mają zastrzeżenia do formy przetargu, kryteriów i zaproponowanych cen.
     RÓŻNICE W CENACH SĄ NORMALNE
     Zastrzeżenia te opisaliśmy szczegółowo w Pałukach nr 52/2013. Przypomnijmy, iż dotyczyły m.in. zbyt niskich stawek za jeden pakiet. Nadleśnictwo ogłasza pułap cenowy, w którym powinni zmieścić się wnioskodawcy konkurujący ze sobą ceną. Cena stanowi 70-80 procent wartości oceny (w zależności od pakietu). Im niższa, tym szanse na wygranie przetargu większe. Z tym, że - jak informują nas przedsiębiorcy - już nadleśnictwo ogłosiło niski pułap, a do tego, by złożyć ofertę przebijającą konkurencję, jest bardzo trudno. Twierdzą, że po obliczeniu kosztów stałych nie mają już praktycznej możliwości obniżenia swojej oferty. Ich zdaniem stawki są rażąco niskie i po prostu nie mają szans powalczyć z konkurencją.
     - Stawki proponowane przez nadleśnictwo były wyliczone rzetelnie i zawierały rzeczywiste koszty, które możemy ponieść na wykonanie poszczególnych zadań. Wycena poszczególnych pozycji składowych oferty to sprawa wykonawcy i jego możliwości technicznych, sprzętowych, logistycznych, personalnych itp. Nie można tego faktu kwalifikować jako błędu ani określić mianem rażąco niskiej ceny - wyjaśnia nadleśniczy Krzysztof Kraska.
     Dodaje, iż ustawa Prawo Zamówień Publicznych nie określa przedziału, od którego mamy do czynienia z rażąco niską ceną. W ocenie nadleśnictwa jest to wielkość mniejsza niż 60-70 procent wartości kosztorysu czy sumy kosztów wyliczonych przez zamawiającego na realizację danej usługi. Oferty, których wartość jest niższa od wartości kosztorysowej o około 7% (w pakiecie nr 1) i o około 12% (w pakiecie nr 2), komisja przetargowa nie mogła uznać za obarczone zbyt niską ceną, niedającą gwarancji prawidłowego zrealizowania zamówienia. W takim przypadku idea stosowania przetargów na usługi, dostawy i roboty budowlane nie miałaby sensu.
     - W ocenie zamawiającego, różnice w uzyskanych cenach są normalne i występują niemal w każdym postępowaniu konkurencyjnym. Według zamawiającego nie zaszły tym samym przesłanki uzasadniające odrzucenie oferty na podstawie art. 89 ust. 1 pkt 4 ustawy pzp - informuje Krzysztof Kraska.
     Wojciech Przybylski i Andrzej Wolnik twierdzą, że polityka nadleśnictwa związana z cenami za wykonywanie usług leśnych jest krótkowzroczna. Mówią, że może skończyć się ona tak, jak w macierzystym terenie ich konkurentów, a mianowicie w Nadleśnictwie Żołędowo. Tam ceny na jedno leśnictwo ogłoszone przez zamawiającego były wysokie i wahały się od około pół miliona złotych do ponad miliona złotych.
     - Wobec braku innej konkurencji w Żołędowie zgłosili się ci sami, którzy wygrali z nami przetargi tutaj. W większości przypadków nie zmieścili się z ceną, przekroczyli pułap o nawet kilka tysięcy złotych. Wygrali, bo tam konkurencji dla nich nie ma, a nadleśnictwo musiało kogoś wyłonić - mówią.
     SZKOLENIE BYŁO, ALE BHP
     Przedsiębiorcy zastanawiają się też nad faktem wymogu uprawnień od operatorów maszyn wykorzystywanych w gospodarce leśnej. Chodzi o to, że operator wykonujący manipulację maszyną wielooperacyjną musi posiadać podstawowy kurs brakarski. Operator ich maszyny takiego kursu nie miał, a konkurencji zdążył w październiku ów kurs ukończyć. Po ogłoszeniu przetargu Wojciech Przybylski i Andrzej Wolnik mieli zbyt mało czasu, by skierować ludzi na szkolenie. Twierdzą, że konkurenci mogli wiedzieć wcześniej o takich wymaganiach wobec operatorów. Natomiast brak uprawnienia mógł wpłynąć na niekorzystną ocenę ich oferty.
     - Wiadomości na temat stosowania znaczników do znakowania kłód zamontowanych w głowicach i umiejętności, jakie musi posiadać operator maszyn wielooperacyjnych, były wielokrotnie omawiane na spotkaniach i szkoleniach organizowanych przez Nadleśnictwo dla Służby Leśnej i przedsiębiorstw wykonujących prace przy maszynowym pozyskaniu drewna - wyjaśnia nadleśnictwo. - Aby nadążać za rozwojem i postępem technicznym, technologicznym oraz nowymi wymogami stawianymi również przed leśnictwem, nie możemy stać w miejscu. Rozwój wymaga również poszerzania wiedzy i umiejętności przez nas samych, jak i tych, którzy pracują na rzecz Lasów Państwowych.
     - Nie mieliśmy zaproszenia na żadne szkolenie. Jedyne szkolenie, jakie było, dotyczyło bhp - odbijają piłeczkę przedsiębiorcy.
     ODWOŁUJĄ SIĘ
     Andrzej Wolnik i Wojciech Przybylski są zdania, że pakiety zostały łączone z leśnictw łatwych i trudnych. Łatwe to te, na których dominują drzewa iglaste, których pozyskanie jest łatwiejsze i tańsze. W lasach iglastych są słabsze siedliska i mniej roślinności, przez które trzeba się przebijać. Leśnictwa trudniejsze to takie z dużą ilością zarośli, są to lepsze siedliska, lasy są mieszane lub tylko liściaste. Pracując w leśnictwach łatwych za wykonanie określonego zadania po prostu ponosi się mniejsze koszty. Przedstawiciele zakładów usług leśnych z terenu Pałuk twierdzą, że łączenie w jeden pakiet kilku leśnictw skierowane jest przeciwko małym firmom lokalnym, a preferuje większe. Bo większe firmy dostały pakiety łatwe, a pakiety trudne, na które nie było chętnych, firmy lokalne.
     - Leśnictwa pogrupowane w pakiety zostały tylko i wyłącznie na podstawie ich bezpośredniego sąsiedztwa względem siebie - informuje nadleśniczy.
     Od wyników przetargu stronom przysługuje odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej. I przegrani zamierzają z tego skorzystać. W odwołaniu wskazują m.in. na nierówne traktowanie potencjalnych wykonawców, na rażąco niskie ceny, niekompletną dokumentację przetargową. Na działanie nadleśnictwa napisali też skargę do Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie. Spotkali się również z poseł Teresą Piotrowską, która skieruje wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o kontrolę doraźną przetargów na wykonywanie usług z zakresu gospodarki leśnej w 2012, 2013 i 2014 roku.
     Obok Nadleśnictwa Szubin, pytania i prośbę o ustosunkowanie się do informacji Andrzeja Wolnika i Wojciecha Przybylskiego skierowaliśmy pisemnie do konkurencyjnej firmy, która wygrała przetarg. Najpierw dostaliśmy odpowiedź, że do chwili rozstrzygnięcia przetargu wnioskodawca może składać wyjaśnienia zamawiającemu, ale po rozstrzygnięciu do redakcji jeszcze żadna odpowiedź nie dotarła.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1143 (2/2014)

Reklama

 

Więcej na ten temat:

Większe pakiety, większe wadia

Krzysztof Kraska odwołany

Kolejny zakład bez pracy

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości