Władze gminy Szubin wsparły mieszkańców Wrzosów oraz okolicznych wsi i są przeciw budowie bezściółkowej tuczarni świń. W zamian proponują budowę tuczarni ściółkowej. Inwestor podchodzi do tego z dystansem, ponieważ hodowla prowadzona w ten sposób stwarza zagrożenie chorobą dla tuczników.
„Jak gnojowica będzie przewożona, to tego państwo nie poczują“ - zadeklarował Krzysztof Korga fot. Remigiusz Konieczka W połowie listopada ubiegłego roku do szubińskiego ratusza wpłynął wniosek o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla inwestycji polegającej na budowie tuczarni we Wrzosach. Wniosek złożył mieszkaniec Żnina Krzysztof Korga. W tym czasie projekt zdążył uzgodnić Powiatowy Inspektorat Sanitarny w Nakle i Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Bydgoszczy.
CO MA POWSTAĆ
- Organy te wydając postanowienia do naszej decyzji wypowiedziały się co do warunków, jakie inwestor powinien wykonać przy budowie inwestycji. Skierowane są do inwestora i dotyczą realizacji tej inwestycji. Były do wglądu, nie zanotowaliśmy uwag i procedura może być toczona dalej - mówiła Iwona Kubiak, naczelnik wydziału ochrony środowiska i rolnictwa szubińskiego ratusza.
Na tuczarnię składać się ma 6 budynków inwentarskich przeznaczonych do chowu tuczników. Budynki mają być postawione na dwóch działkach o numerach 6/28 i 6/29 we Wrzosach. Do Urzędu Miejskiego w Szubinie wpłynęło wiele petycji. Nie tylko od mieszkańców samych Wrzosów, ale również z Dąbrówki Słupskiej, Retkowa, Ciężkowa, Koraczewka, Królikowa, Wąsosza i Sobiejuch z gminy Żnin. Mieszkańcy w tych petycjach obawiają się przede wszystkim zapachu, jaki będzie za sobą niósł tucz przemysłowy świń. Tucz ma się odbywać metodą bezściółkową, a powstałą w trybie produkcji gnojowicę inwestor będzie musiał zagospodarować. Część gnojowicy trafi na okoliczne pola. To podczas wywozu najbardziej roznosi się nieprzyjemny zapach i tego obawiają się mieszkańcy. Oprócz tego mieszkańcy boją się o swoje zdrowie i to, że wartość stracą ich nieruchomości.
ROZWAŻANIA HIPOTETYCZNE
Przedstawiciel inwestora Bogdan Świercz wyjaśnił, że inwestor wystąpił z wnioskiem o wydanie środowiskowych uwarunkowań dla tego przedsięwzięcia. - Nie ma jeszcze przedsięwzięcia, a my chcemy dowiedzieć się, na jakich zasadach ta inwestycja ma powstać. Takie zasady określił powiatowy inspektor sanitarny. Swoje warunki postawił również regionalny dyrektor ochrony środowiska. Chcemy również usłyszeć od burmistrza Szubina, jakie środowiskowe uwarunkowania musi spełnić inwestor, aby mógł zrealizować to przedsięwzięcie. Dzisiejsze spotkanie ma prawdopodobnie na celu pomóc panu burmistrzowi te warunki określić. My chcemy te warunki usłyszeć. Inwestycji nie ma. Ona ma powstać w przyszłości. Aby mogła powstać, musimy wiedzieć na jakich zasadach. Jesteśmy tu po to, aby dowiedzieć się od państwa, jakie warunki chcielibyście, żeby ta inwestycja spełniała. Z przyjemnością je wysłuchamy, przekażemy je projektantowi i jeśli będą zgodne z prawem, to będzie musiał je wykonać.
Bogdan Świercz dodał, że na tę chwilę, czyli 24 sierpnia, inwestor wiedział tyle, co mieszkańcy. Wie co ma powstać, ale tego na jakich zasadach, jeszcze nie wie. Jak te zasady będą zebrane, inwestor podejmie decyzję, jak ta tuczarnia ma wyglądać. - Dyskutujemy o tym, co hipotetycznie ma powstać, ale kształt nie jest jeszcze określony - stwierdził Bogdan Świercz.
Zdaniem naczelnik Iwony Kubiak, wykonawca we wniosku już szczegółowo określił, co zamierza wybudować, dlatego nie można mówić o tym przedsięwzięciu jako hipotetycznym. Ma powstać 6 budynków inwentarskich.
„Dlaczego mamy wdychać państwa smrody?“ - pytają mieszkańcy Wrzosów fot. Remigiusz Konieczka NIE, BO ŚMIERDZI
Mieszkańcy Wrzosów i okolic już teraz borykają się ze smrodem z wylewanej gnojowicy, która pochodzi z tuczarni zlokalizowanej w Słupach. Na czwartkowym spotkaniu mówili o tym, że dzień wcześniej na polach we Wrzosach była wylewana gnojowica i nie można było nawet otworzyć okiem, a zapach niósł się kilka kilometrów.
- Proponujemy każdej osobie, łącznie z inwestorem, mieszkać u nas przez 24 godziny i wtedy podjąć decyzję. Teraz jest fetor, a co będzie jak zostanie wybudowanych sześć dodatkowych chlewni? - pytali mieszkańcy.
- W Królikowie jest mała świniarnia. Jak to zawieje, to nie idzie wytrzymać, a co dopiero jak powstanie jeszcze jedna. Sobiejuchy, Wąsosz, piękne plaże, a my będziemy mieszkać w dole świńskich odchodów, bo to trzeba rozwieźć. Jestem rolnikiem od 45 lat i wiem jak śmierdzi gnój, gnojówka i wasza gnojowica. Nasze smrody przy waszym, to perfum - mówi sołtys Dąbrówki Słupskiej Tadeusz Ciesielski.
Sołtys Wrzosów Robert Pawlik czeka na przeszczep płuc. Jego żona podkreśliła, że po przeszczepie, jeśli powstanie tuczarnia, będzie miał trudności z oddychaniem, bo zamiast czystego powietrza będzie czuć odór gnojowicy. - Po co ma iść na przeszczep. Jak wróci do domu?
Mieszkańcy mówili, że już teraz gnojowica jest wywożona na pola drogą ze Słupów przez środek Dąbrówki Słupskiej. - Już nas przyzwyczajacie do smrodu? - pytał Tadeusz Ciesielski.
Sołtys Ciężkowa Zbigniew Staszałek przypomniał, że niedaleko znajduje się obszar chroniony Natura 2000. - Dlaczego wybrano Wrzosy? - pytał Janusz Ostoja-Zagórski, związany z Sobiejuchami były rektor bydgoskiego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. - Za komuny była to wieś zniszczona i zaniedbana. Wybrali ten teren, bo wiedzieli, że ludzie są zacofani, że się nie odezwą wcale, ale się nacięli, bo spotkali opór.
Tadeusz Ciesielski jest zdania, iż inwestorzy powinni budować tuczarnie w swoim sąsiedztwie, a nie budować innym pod nosem. - Dlaczego mamy wdychać państwa smrody? - pytają mieszkańcy. Twierdzą, że gnojowica ciągle jest wywożona na pola, nie mieszana z glebą i cuchnie.
Burmistrz Artur Michalak wyjaśnił inwestorom, że to o czym mówią mieszkańcy wynika z doświadczenia związanego z tym, co już istnieje w Słupach w mniejszej skali. - Proszę się nie dziwić, że tą skalą, którą państwo planują, wszyscy jesteśmy przerażeni - powiedział włodarz.
NIE DLA TUCZU BEZŚCIÓŁKOWEGO
Gmina zaproponowała inwestorowi, by prowadził tucz metodą ściółkową. Przy chowie bezściółkowym odchody zwierzęce mają postać ciekłą. Są one mieszaniną kału i moczu lub kału i moczu z dodatkiem wody, potocznie nazywaną gnojowicą. Woda przedostaje się do odchodów ze spłukiwania pomieszczeń w celu utrzymania ich w czystości i porządku. Przez szczeliny podłogi płynne odchody spływają lub są przydeptywane przez zwierzęta do znajdujących się pod podłogą kanałów, w których mogą być przechowywane i którymi wypływają lub z których są wypompowywane do zbiorników poza budynek inwentarski. Gnojowica musi być później usunięta z takiej fermy. Często okoliczni rolnicy podpisują z fermą umowy i zabierają gnojowicę, by potem wylać ją na swoje pola. W chowie ściółkowym dno kojca świni wyłożone jest słomą, a odchody zwierząt w trakcie tuczu mieszają się z nią tworząc obornik. Ten również jest wywożony na pola. Obecni na rozprawie administracyjnej mieszkańcy powiedzieli, że fetor przy rozrzucaniu obornika, w porównaniu z wylewaniem gnojowicy, jest mniejszy i wolą to mniejsze zło, od smrodu pochodzącego z tuczu bezściółkowego.
- Jesteśmy otwarci na propozycje, ale z naszych informacji wynika, że powiatowy inspektor sanitarny nie zgodzi się na metodę ściółkową, bo niesie to za sobą zagrożenia dla środowiska - powiedział Bogdan Świercz.
Burmistrz Szubina: - Mówimy, i to bardzo konkretnie, że jesteśmy przeciwko hodowli bezściółkowej. Tutaj popieramy mieszkańców. Dajemy inwestorowi możliwość hodowli ściółkowej. Tylko i wyłącznie. Pan już z góry twierdzi, że powiatowy inspektor sanitarny się nie zgodzi.
- Zaciągaliśmy języka - kontynuował Bogdan Świercz. - Powiedziano nam w ten sposób, ponieważ panują teraz choroby odzwierzęce, które przenoszone są przez dzikie zwierzęta.
Burmistrz przypomniał, że gmina ma złe doświadczenia z tuczem przemysłowym świń metodą bezściółkową, ale w budynkach już istniejących. Nie można tego powstrzymać, i dlatego jest przeciw kolejnej nowej inwestycji, a gmina zrobi wszystko, by taka inwestycja nie powstała.
- Przyjmujemy to do wiadomości - odpowiedział Bogdan Świercz.
W nakielskim sanepidzie dowiedzieliśmy się, że instytucja ta opiniuje sprawy związane z zabezpieczeniami zbiorników do gnojowicy i odległościami ofermy od budynków mieszkalnych, a nie sposobu tuczu.
SMRÓD I TAK BĘDZIE
Sołtys Sobiejuch Stanisław Goclik zapytał inwestora i jego przedstawiciela, czy rozważali wariant związany z budową biogazowni. - Jeżeli w korespondencji do burmistrza uwzględnicie państwo rozwiązania, które was interesują, to my je rozważymy - zadeklarował Bogdan Świercz. - Gdzie wy się z taką ilością gnojowicy podziejecie? - pytali mieszkańcy.
Krzysztof Korga powiedział, że część gnojowicy (ok. 45%) może być wywieziona do biogazowni. Na razie nie została ustalona biogazownia, do której gnojowica trafi. Najbliższa jest w Bydgoszczy. Inwestor na razie nie planuje budowy biogazowni we Wrzosach. Część gnojowicy wezmą okoliczni rolnicy. Budowa biogazowni jest przedsięwzięciem mogącym znacząco oddziaływać na środowisko i trzeba przeprowadzić podobne, jak w przypadku tuczarni, postępowanie. - Być może taką inwestycję też państwo oprotestujecie - mówił Bogdan Świercz.
Wyjaśnił, iż na wywożenie gnojowicy z przyszłej tuczarni wyraził zgodę powiatowy inspektor sanitarny. To gdzie ta gnojowica będzie wywożona, nie zostało jeszcze ustalone. Inspektor nie wypowiadał się w sprawie hodowli ściółkowej, ale może takiego rozwiązania nie zaakceptować.
Krzysztof Korga dodał, że w tym wypadku chodzi o afrykański pomór świń, którym może zostać zarażona cała ferma. W przypadku zarażenia, całe stado podlega likwidacji.
- Tu nie chodzi o choroby, a o kasiorę - stwierdzili mieszkańcy.
Elżbieta Katafiasz zapytała, czy można gnojowicę aplikować bezpośrednio do gleby. Inwestor powiedział, że jest taka możliwość. Wyjaśnił zebranym, że gnojowica ma być gromadzona w zamkniętych lagunach, nie będzie to miało styczności z powietrzem, gnojowica będzie przepompowywana z budynków na lagunę kanałami i nie będzie wychodziła na zewnątrz, a odbiorca gnojowicy będzie się tylko podłączał i pompa będzie napełniała beczkowóz.
- Jak gnojowica będzie przewożona, to tego państwo nie poczują - zadeklarował Krzysztof Korga.
- Smród z wywożonej gnojowicy na pole będzie zawsze - przestrzegał Bernard Hoppe. - Nie wierzcie z żadne aplikatory.
NIE ZREZYGNUJĄ
Janusz Ostoja-Zagórski zadeklarował pomoc. Powiedział, że skontaktuje się z wojewodą i regionalnym dyrektorem ochrony środowiska. - Znam wojewodę, znam dyrektora. Postaram się to zrobić. Nie ma co rozmawiać z powiatowymi inspektorami, tylko wojewódzkimi. Inaczej się nie załatwi.
Iwona Kubiak zapytała inwestora, czy rozważał inne lokalizacje dla tuczarni. - Gdybyśmy brali, to oznaczałoby, je jesteśmy gotowi na rezygnację z tego, co zaproponowaliśmy, a my nie jesteśmy gotowi na rezygnację z tego miejsca. Zrezygnowalibyśmy, gdybyśmy otrzymali negatywną decyzję burmistrza, a burmistrz wydałby ją na podstawie przepisów prawa - powiedział Bogdan Świercz.
Na życzenie mieszkańców będzie zorganizowane jeszcze jedno spotkanie z przedstawicielami sanepidu, RDOŚ i Lasów Państwowych.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1333 (35/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze