Reklama

Nasze Wilkowyje - Wizy (7)

Przysiadł się do nas pijany Czerepach. Ze szczęścia. To znaczy pijany był normalnie, ale mówił, że to ze szczęścia. Polityczne złoto – piał tym swoim zaropiałym dyszkancikiem. Zadowolony był swołocz, jak Putin w dniu napaści na Ukrainę.

Na początku my go przekonywali, żeby sobie poszedł, bo czasy takie, że siedzieć na jednej ławeczce z premierem Najjaśniejszej to wstyd. Ale jak Japycz zauważył, że Czerepach przynapity w sposób gadatliwy, a nie melancholijny, jak to mu się też zdarza, kazał nam się posunąć, by się rozsiadł wygodnie, jak panisko i jakby ławeczka to jakiś tron był na Wawelu, a potem zapytał:

A czemu ty Czerepach bierzesz takie mendy na listy kandydatów do Sejmu? Bożżże! Jak wy nic nie rozumiecie – potoczył po nas triumfalnie wzrokiem Czerepach, dla lepszego efektu zrobił pauzę, a potem walnął między oczy – Żeby każdy miał poczucie, że u nas ma szansę. Taką, której u innych patałachów w życiu by nie dostał. Bo w polityce – powiada – najważniejsze jest zrozumieć zwykłego człowieka. A ja z wami, ciulami, tyle lat się męczyłem w Wilkowyjach, że mam was rozpracowanych jak kukiełki na sznureczkach.

Reklama

Solejuk chciał mu od razu dać w mordę, ale Japycz pokazał, że spokojnie, że na to będzie jeszcze czas. I przyjaźnie poklepał Czerepacha po ramieniu. Jak to mówią, Panie Premierze – powiada – prawdziwie mądry człowiek, to ten, co potrafi się nauczyć nawet od głupich. Czerepach pokraśniał z dumy, bo taka pochwała z ust Japycza, to nie byle co. Przy czym piękne słowo „pokraśniał” raczej nie bardzo pasuje do tego okropnego czerwonego liszaja, co mu wypełzł na mordę, ale co tam… Niech ma.

Patrzyli my na Japycza jak się do premierka w ząbek czesanego uśmiechał, jak mu dolewał, jak nas uspokajał, gdy ten na darmowy napitek narzekał, że zbyt prostacki na jego podniebienie, jak się puszył i chwalił kolejną działką nad morzem, co to Lodzia właśnie kupiła za gotówkę. W nas się gotowało, a u Japycza nic. Nic a nic go nie ruszało. Potem wyjawił, że to taka strategia była, co się jej w barach portowych na południu Francji naumiał. Dojrzeć chwilę, gdy delikwent gotowy, by mu portfel zabrać nawet bez wyciągania kosy z kieszeni.

Reklama

Jakby ktoś nas widział z boku, to by niezły ubaw miał, bo my stłoczeni na jednym kawałeczku ławeczki, Czerepach rozparty, a Japycz usłużny i cały, jak to potem powiedział, w lansadach, przy czym co to są te lansady nie stwierdza się, pewnie jakaś kolejna sztuczka wyuczona od portowych rzezimieszków. Aż wreszcie Japycz zapytał:

A z czego ty Czerepach najbardziej dumny jesteś, ale nie możesz powiedzieć nawet Koziołowi, choć on jeden naprawdę by docenił, gdyby dawnym Koziołem – Wójtem był, a nie pogubionym cieniasem – Prezydentem, co to mu nagle na opinii innych zależy. Czerepach uśmiechną się marzycielsko, rozejrzał dookoła czy nikt nie podsłuchuje, nawet w telefonie jakąś melodyjkę włączył, jak to mówił, by drony przeciwnika zagłuszyć i wyszeptał: Mur i wizy. Ale Japycz usatysfakcjonowany nie był i twardo mówi, że najbardziej, to może być jedna rzecz, a nie dwie. I wtedy Czerepach popłynął: Ajajaj Japycz! Ty z nich najmądrzejszy, a i tak nic nie kumasz, to nie dwie rzeczy, tylko jedna operacja, choć przyznam, że wielopłaszczyznowa. Perpetułum mobile! – powiada – A robi się to tak:

Reklama

         Budujesz mur – jesteś obrońcą. Wypychasz biednych ludzi w ręce dyktatora – jesteś heroicznym obrońcą, bo dobro Ojczyzny ważniejsze od chorych ze strachu i zimna dzieci. Potem po cichu sprzedajesz im wizy i dobrze zarabiasz na te działki dla Lodzi, a następnie wysyłasz ich na Zachód, mając nadzieję, że któryś narozrabia. Wtedy publikujesz zdjęcie z wypychania tłumaczące dlaczego musiałeś to zrobić, straszysz Unią i jej polityką uległości wobec terrorystów i chodzisz w glorii: zwycięski i do tego bogatszy. Tak się robi politykę, panowie!

Następnego dnia w telewizji Pan Premier występował w ciemnych okularach. Nie, że Jaruzelski, tylko limo miał podbite. Na cztery ręce. A my pierwszy raz w życiu zaczęli obdzwaniać dziennikarzy. Nie wszystkie gazety na szczęście należą do Orlenu.

Reklama

Patryk Pietrek


Drodzy Czytelnicy! Redakcja naszego portalu nawiązała kontakt z Patrykiem Pietrkiem ze wsi Wilkowyje, który zgodził się pisać do nas raz w tygodniu felietony. Pomimo tego, że nie widzimy go na szklanym ekranie, Pietrek żyje, ma się dobrze, prowadzi życie towarzyskie. Namawiać go długo nie było trzeba na pisanie, gdyż nudzi się bez telewizji, a cały czas ma dużo do powiedzenia. Miłej lektury! (dk) 


Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości