Danuta Sztuba prosiła o zaprowadzenie porządku w numeracji posesji w Bielawach na tzw. osiedlu bielawskim
fot. Sylwia Wysocka
Janowiec, osiedle Bielawy, numeracja, posesje
Nazwać ulice, włączyć do miasta
Numeracja posesji porozrzucana jest po całym osiedlu, więc kurierzy błądzą. Prawdziwa tragedia zdarzy się, kiedy na czas nie dojedzie karetka czy radiowóz, bo na osiedlu z ponad 60 posesjami trudno odnaleźć właściwy numer.
Danuta Sztuba mieszkająca w Bielawach, a dokładniej mówiąc w dzielnicy domków jednorodzinnych zwanej potocznie osiedlem Bielawy, graniczącym bezpośrednio z dwóch stron z Janowcem, wystąpiła z wnioskiem o uporządkowanie numeracji posesji, gdyż obecnie sąsiadujące przez płot posesje dzieli nawet 20 numerów. Zwróciła się do burmistrza i Rady Miejskiej, żeby tą sprawą się zajęli.
Burmistrz Maciej Sobczak przyznał, że konieczne jest uregulowanie kwestii numeracji na wspomnianym osiedlu
fot. Sylwia Wysocka
- Nasze osiedle istnieje 24 lata i przez ten czas nie mamy unormowanych kolejności nieruchomości. Jak nabywaliśmy tam działki mówiono nam, że będziemy włączeni do miasta, to upadło i mieszkamy sobie na wsi. Problem powstaje, kiedy ktoś ma do nas trafić - mówiła Danuta Sztuba. Tłumaczyła, że osiedle jest rozbudowane, od głównej drogi odchodzą boczne i przy nich zlokalizowane są kolejne posesje, a numery nadawane były kolejno w zależności od tego, kto się kiedy wybudował, a nie kolejno działka po działce. Jeden sąsiad ma numer posesji 40, a ten zaraz za jego płotem 60.
- Bardzo duży problem jest kiedy dostarczają nam coś kurierzy, jadą przeważnie do wsi Bielawy, tam błądzą. Ostatecznie okazuje się, że takiego numeru tam nie ma i szukają. Żeby chociaż numeracja naszych posesji była kolejno od cmentarza. Podajemy adres, a wszyscy błądzą - mówi mieszkanka osiedla. Podaje przykład dostawców materiałów budowlanych, bo osiedle wciąż się buduje. W uliczki wjeżdżają samochody ciężarowe, zawrócić nie mogą, wycofują, dochodzi do nerwowych sytuacji, zarówno dla dostawcy, jak i odbiorcy towaru. Danuta Sztuba prawdziwej tragedii obawia się jednak, gdy na czas nie dojedzie karetka pogotowia czy policja, bo zamiast podjąć działania, zajęci będą szukaniem potrzebnego numeru.
Mieszkanka proponowała, by osiedle nazwać oficjalnie Osiedlem Bielawy, by nie szukano go w centrum wsi w Bielawach, albo nadać nazwy ulicom na tym osiedlu.
Teraz na tym osiedlu jest już ponad 60 zabudowanych nieruchomości, pozostały jeszcze działki niezabudowane.
- To jak najbardziej słuszna interpelacja. Kilkakrotnie podchodziliśmy do włączenia tzw. osiedla Bielawy w granice miasta, również były propozycje nazewnictwa ulic, mieszkańcy jednak dość sceptycznie podchodzili do tego, bo ci którzy mieli działalność gospodarczą tłumaczyli, że związane jest to z wieloma dokumentami, pozostali mieszkańcy również musieliby wymieniać dokumenty zawierające adresy - mówił burmistrz Maciej Sobczak.
Burmistrz potwierdził również opinię mieszkanki, że nawet ustawienie tablic kierunkowych nic nie da, bo numery są rozstrzelone po całym osiedlu. Uznał, że najbardziej właściwym, jeśli mieszkańcy nie chcą włączyć się w granice miasta, byłoby nadanie ulicom nazw. Przypomniał dawną propozycję nadania ulicom nazw drzew.
- Proponuję, by komisja bezpieczeństwa i porządku publicznego ten temat wzięła pod swoje obrady, zajęła się tym na najbliższym posiedzeniu i wypracowała stanowisko. Myślę, że najmniej boleśnie przeszłaby nazwa ulic, aczkolwiek można też spróbować włączyć osiedle w granice miasta, bo to jest cały czas sprawa otwarta, osiedle praktycznie jest częścią miasta - stwierdził Maciej Sobczak.
- Zadania powinny pójść w kierunku przyłączenia tego osiedla do miasta, bo tak naprawdę jest ono bardziej częścią miasta niż wsi Bielawy. Po nadaniu nazw ulic na osiedlu uważam, że nazwy trzeba by też nadać ulicom we wsi we właściwych Bielawach, tak by chociaż nie dublowały się numery. Moim zdaniem, bardziej właściwe jest włączenie osiedla do miasta i nadanie nazw ulic - mówił radny Leszek Grzeczka.
Radny Michał Werkowski zauważył, że pozostawienie osiedla w granicach sołectwa Bielaw i nadanie nazw ulic i tak spowoduje konieczność wymiany dokumentów.
Burmistrz tłumaczył, że sprzeciwiali się głównie rzemieślnicy, którzy z uwagi na prowadzenie działalności na wsi mieli korzyści przy karcie podatkowej.
Leszek Grzeczka poinformował, że według jego wiedzy różnica we wspomnianej karcie podatkowej wynikałaby dopiero wówczas, gdy miasto Janowiec przekroczyłoby 5.000 mieszkańców, a włączenie tego osiedla nie jest w stanie spowodować takiej zmiany, więc sugestia przedsiębiorców by tu upadła.
Danuta Sztuba w odniesieniu do przedsiębiorców na osiedlu wyliczyła, że rzemieślników z warsztatami jest dwóch - to tapicer i mechanik, oprócz tego jest jeden weterynarz i trzech murarzy. - W sumie sześciu, a posesji jest ponad 60, a wiadomo, że my jako mieszkańcy koszty poniesiemy i tak, czy to będzie nadanie nazwy ulicy, czy włączenie do miasta. Dowody osobiste mamy za darmo, ale prawa jazdy, dowody rejestracyjne to wcześniej czy później nas to czeka, czy to będzie zmiana numeru nieruchomości, czy nadanie nazwy ulicy, czy zmiana z Bielaw na Janowiec. Lepiej byłoby dla nas, gdyby za jednym rzutem było miasto i ulice, wtedy dokumenty wymieniamy raz i raz płacimy - zauważyła Danuta Sztuba.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1108 (19/2013)
Komentarz
Czas na numeryczne porządki
Brak właściwej decyzji sprzed ponad 20 lat, zanim zaczęto sprzedawać działki pod budowę osiedla w Bielawach, spowodował lawinę problemów w przyszłości. Zabrakło wówczas racjonalnej decyzji o nadaniu numerów porządkowych sprzedawanym posesjom. Kto pierwszy ten lepszy - taka istniała tam zasada. Ci, którzy pobudowali się wcześniej otrzymali pierwsze numery posesji, i bez znaczenia czy nieruchomość była przy drodze głównej, czy z prawej czy też z lewej strony terenu dzielonego na działki budowlane. Teraz dochodzi do sytuacji, że sąsiadujący przez płot mają o 20 numerów różne numeracje.
Adres zamieszkania niewiele tu daje, łatwiej dopytać po nazwisku, prawie wszyscy się tu znają. Są jednak sytuacje, kiedy liczy się czas, jak chociażby przyjazd karetki pogotowia. Samo podanie numeru posesji nic tu nie da, bo kolejność rozrzucona jest na całym osiedlu. Można przecież tłumaczyć: druga uliczka w prawo, za pomarańczowym domem w prawo, za takim drewnianym płotem, tam gdzie tuje rosną przed domem... Sposobów jest wiele, tylko czy spamięta to ratownik, czy dojedzie właśnie pod wskazaną posesję.
Mieszkańcy osiedla bielawskiego póki co muszą mieć nadzieję, że się uda. Mogą też wyczekiwać karetki na skrzyżowaniu i dalej ją poprowadzić. Oprócz nadziei, mieszkańcy tego osiedla muszą mieć jeszcze stalowe nerwy, kiedy słyszą złośliwe komentarze kurierów, dostawców towaru i innych, którzy szukają numeru ich posesji po całym osiedlu, jak i w oddalonej wsi Bielawy. Zrozumieć trzeba też tu kuriera, dla niego czas to pieniądz, a za błądzenie po osiedlu w poszukiwaniu numeru nikt mu nie zapłaci.
Czas już najwyższy, by władze miasta naprawiły błąd swych poprzedników, unormowały sytuację na wskazanym osiedlu. Nasuwa się tu jeszcze pytanie, czy to nie winni tego zamieszania powinni teraz zapłacić za wymianę dokumentów mieszkańcom? Przynajmniej ze względów etycznych byłoby to wskazane.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1108 (19/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze