Reklama

Nela 5 lat była sama w kojcu. Animalsi: suczkę dokarmiano ledwie raz na 1-3 tygodnie. Właścicielka: raz na 2-3, ale nie tygodnie, a dni

We wtorek 20 grudnia w Wójcinie w asyście policji interweniowali obrońcy zwierząt z Gniezna. Ktoś im doniósł, że w Wójcinie żyje na opuszczonej posesji suczka, która jest chuda i może cierpieć głód i pragnienie, bo właściciele zbyt rzadko ją dokarmiają. Ci właściciele nie poczuwają się do winy. Odwiedzali suczkę co kilka dni, a Nela jest smukła i widać jej żebra nie dlatego, że głoduje. Zawsze była szczupłym psem.

Na profilu Stowarzyszenia Gnieźnianie Razem dla Zwierząt w mediach społecznościowych opublikowany został post takiej treści:

(...) Kochani, jesteśmy na interwencji w powiecie żnińskim. Właściciele się wyprowadzili około 5 lat temu, sunia została od tego czasu sama. Ponoć raz na tydzień/dwa/trzy tygodnie przyjeżdżają sprawować opiekę! Jeśli sprawowanie opieki ma wyglądać w ten sposób, że sunia ma się odżywiać chlebem, a w okresie zimowym poić się wylizując lód w całkowicie zamarzniętych garnkach wody... to my nie mamy pytań. Wezwaliśmy na miejsce policję z Żnina która, uruchomiła miejscowy PIW. Nie pozwolimy na taki dalszy los suni, zabieramy ją...

Reklama

Sunia jest już pod opieką weterynarza, przeszła badania. BCS 2/9! Znaczny ubytek masy mięśniowej, wyczuwalne i widoczne żebra, w sierści liczne odchody pcheł. Kontaktowaliśmy się z właścicielami, słuchamy coraz to innych tłumaczeń najpierw wizyta raz na tydzień, później co 3/4 dni... kiedy dowiedzieli się, że sunia jest zabierana, nagle u niej byli wczoraj. No cóż, dziś i wczoraj mieliśmy odwilż a miski nadal lód trzyma... Tak to nie będzie dalej wyglądać. (...)

 

Adam Krysiak, sołtys Wójcina podkreśla, że choć posesja od 5 lat nie jest zamieszkała, to właściciele dbają o obejście. Choćby regularnie przycinają trawę. fot. Karol Gapiński

 

NELA ŻYŁA W WÓJCINIE

W czwartek 22 grudnia na tym samym profilu ogłoszona została zbiórka na zakup karmy dla zabranego z powiatu żnińskiego psa. Są zdjęcia i jest opublikowany filmik z tym pieskiem.

Reklama

(...) Sunia jest już bezpieczna, przebywa w naszym DT, niestety utrzymuje się podwyższona temperatura ciała. Jesteśmy po pierwszej wizycie weterynaryjnej wiemy, że to nie koniec. Otworzyliśmy zbiórkę, aby móc realnie zagwarantować jej pomoc weterynaryjną i bytową (...) - poinformowało stowarzyszenie z Gniezna.

Skrót DT oznacza - jak wyjaśnił nam Maciej Staszewski, prezes Stowarzyszenia Gnieźnianie Razem dla Zwierząt - dom tymczasowy. Organizację wspomagają różne osoby, niektóre z nich oferują możliwość pobytu zabranego po interwencji psa u siebie w domu. Właśnie do takiego wolontariusza trafiła ta suczka.

Reklama

Ustaliliśmy, że sunia, o której napisano w wiadomościach na koncie społecznościowym, to kilkunastoletnia suczka, która od zawsze wabi się Nela. Mieszkała w Wójcinie, w gminie Żnin.

 

Sołtys Wójcina Adam Krysiak zaprowadził nas do kojca, w którym mieszkała suczka. Wcześniej właścicielka Iwona Ś. poinstruowała nas telefonicznie, którędy tam się dostać. fot. Karol Gapiński

 

IWONA Ś. NIE POCZUWA SIĘ DO WINY

Mł. asp. Katarzyna Leszczyńska-Krawczyk w zastępstwie oficer prasowej Komendy Powiatowej Policji w Żninie potwierdziła, że policjanci byli w Wójcinie 20 grudnia w związku ze zgłoszeniem, które złożyło wspomniane stowarzyszenie. Policja wszczęła postępowanie sprawdzające pod kątem możliwości popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzętami, które może być ścigane w oparciu o art. 35 paragraf 1a ustawy o ochronie zwierząt. Takie przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności do 3 lat. Co prawda ustawa przewiduje też wyższą karę za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem, ale tutaj już na początku postępowania stwierdzono, że nie wchodziło to w grę.

Reklama

Skontaktowaliśmy się z właścicielką psa, Iwoną Ś. Ona wraz mężem Ryszardem mieszka obecnie w Janikowie. Jest załamana oskarżeniem, które wysunęli gnieźnieńscy animalsi. Nie poczuwa się do jakiegokolwiek znęcania się nad psem. Suczka wabi się Nela. Mieszkała na posesji w Wójcinie już wtedy, gdy i państwo Ś. tam mieszkali. Po śmierci teścia Iwony Ś., małżeństwo wyprowadziło się z Wójcina. Suczka została. Mieszkała w ogrodzonym kojcu, w środku którego miała budę.

Na zdjęciach i filmiku opublikowanym na koncie społecznościowym stowarzyszenia można zobaczyć Nelę. To kundel, ma jakieś 50 cm wysokości w kłębie, więc nie jest to zupełnie mały mieszaniec, raczej pies średniej wielkości. Jest chudy. Animalsi w swoich informacjach to podkreślają. Ich zdaniem suczka wychudła, bo cierpiała głód. W kojcu na zewnątrz budy był pozostawiony suchy chleb dla zwierzęcia. Buda jest wyłożona słomą.

Reklama

Iwona Ś. zupełnie nie zgadza się z tym zarzutem. Zapewnia, że ona wraz z mężem lub sam mąż regularnie jeździli do Wójcina, by opiekować się Nelą. Ryszard Ś. jest zameldowany nadal w Wójcinie, choć tam nie mieszka. Jednak opiekuje się rodzinnym domem i tak samo - jak twierdzi - dba o psa. Animalsi podczas swojej interwencji w asyście policji 20 grudnia we wtorek nie byli wewnątrz domostwa. Iwona Ś. zapewnia, że tam właśnie znajduje się zapas karmy dla Neli. W Wójcinie bywają nie co 1-3 tygodnie, jak stwierdzili animalsi, lecz co 2-3 dni. Kilka razy w tygodniu. Ryszard Ś. był tam według zapewnień swej żony w niedzielę 18 grudnia. Nawet jeszcze planował wizytę w poniedziałek 19 grudnia, ale późnym popołudniem powstrzymała go od tego gołoledź. W każdym razie, jak twierdzi Iwona Ś., suczka nie tylko nie głodowała, ale też była regularnie wypuszczana z kojca podczas ich wizyt. Tak, aby mogła wybiegać się po polu w sąsiedztwie domu.

 

Reklama
Buda, w której żyła Nela fot. Karol Gapiński

 

ODDAJESZ PSA DO SCHRONISKA - ŹLE, NIE ODDAJESZ - TEŻ ŹLE

Dlaczego zatem państwo Ś. nie zabrali ze sobą psa, wyprowadzając się z Wójcina? Nasza rozmówczyni odpowiedziała, że nie mieli warunków. W Janikowie mieszkają w bloku wielorodzinnym. Dwa lata temu, gdy wprowadzili się do tego mieszkania (wcześniej mieszkali pod innym adresem) wzięli Nelę do Janikowa. Okazało się, że suczka wyła z tęsknoty, kręciła się  nerwowo po nowym miejscu i nie była sobą. Odwieźli ją więc na stare śmieci w obawie o jej stan psychiczny.

Reklama

Zapytaliśmy więc Iwonę Ś., dlaczego nie oddali Neli do schroniska? Mieszkanka Janikowa odrzekła, że zastanawiała się z mężem nad takim rozwiązaniem, ale zewsząd słyszy się, jak obrońcy praw zwierząt krytykują ludzi, którzy oddają psy do schroniska. - Jak oddasz psa do schroniska, to jesteś zły człowiek. My nie oddaliśmy i okazuje się, że też jesteśmy źli. To bardzo niesprawiedliwe. Czy my teraz mamy iść do więzienia? Jeździliśmy do Wójcina regularnie. Nie trąbiliśmy wjeżdżając do wioski, że jesteśmy. Ale byliśmy - mówi Iwona Ś.

ZAWSZE BYŁA CHUDA

Reklama

Dodaje, że Nela jest chudym psem po prostu. Nie z głodu, bo nie wiadomo, ile by jadła, to jest po prostu smukłym psem i zawsze takim była.

Posesja w Wójcinie, na której żyła samotna suczka położona jest na uboczu. Nie przy głównej drodze. Za posesją nie ma już żadnej innej. Ale przy tej samej drodze wewnętrznej nieco bliżej drogi, którą porusza się m.in. autobus szkolny (od świetlicy w kierunku drogi leśnej do Annowa), są inne domy. Ledwie dwa domy bliżej mieszka sołtys Wójcina Adam Krysiak.

Włodarz wsi jest zdziwiony tym, że ktoś powiadomił animalsów o trudnym losie Neli. Potwierdził, że Ś. przyjeżdżali do swojego psa ze dwa razy na tydzień, jeśli nie częściej. Zresztą Ryszard Ś. kosi też trawę w swoim domu rodzinnym w Wójcinie. Sołtys zapewnia, że pies był karmiony nie tylko chlebem, ale i karmą. Nie wył po nocach. Podobne spostrzeżenia ma również inna, mieszkająca niedaleko posesji należącej do Ś. mieszkanka Wójcina. Nie chciała, aby publikować jej nazwisko w artykule. Potwierdziła, że Nela była takim smukłym psem zawsze. Nawet wtedy, gdy Ś. mieszkali jeszcze na stałe w Wójcinie. Nasza rozmówczyni nigdy nie widziała, by pies sąsiadów był źle traktowany.

Reklama

Nela została zabrana przez animalsów. Dlatego Iwonę Ś. zapytaliśmy, czy będzie chciała odzyskać psa? Odpowiedziała, że teraz o tym nie myśli. Nie sądzi jednak, by obrońcy zwierząt chcieli jej tego psa oddać. Kobieta boi się, że trafi przed sąd, choć nie ma poczucia, że w czymkolwiek zawiniła. Była z mężem przywiązana do Neli i starali się dbać o nią, jak mogli, mieszkając na co dzień w mieście położonym około 20 km od Wójcina.

 

Obok budy był suchy chleb dla psa fot. Karol Gapiński

 

ZIMĄ CHOĆBY CO 3 DNI, TO ZA MAŁO

Prezesa stowarzyszenia z Gniezna Macieja Staszewskiego zapytaliśmy, dlaczego twierdzą oni, że pies był karmiony i pojony raz na 1-3 tygodni, gdy właścicielka oraz sołtys, a także inna mieszkanka Wójcina mówili nam, ze Iwona i Ryszard S. jeździli po to do Wójcina co kilka dni? Prezes odrzekł, że takie obserwacje miał inny sąsiad, który zgłosił stowarzyszeniu złą sytuację psa. To po pierwsze, a po drugie, prezes nie ma wątpliwości, że właścicielka próbuje umniejszać swoją winę. Jest to oczywiście naturalne, obrońcy zwierząt zawsze słuchają w takich przypadkach podobnych tłumaczeń. Jednak obiektywnym świadectwem tego, czy opieka była wystarczająca, czy też nie, są wyniki badań lekarskich psa, zrobionych po zabraniu go z kojca. Prezes zaznaczył, że mamy tutaj słowa przeciwko słowom i na podstawie tylko tych słów nie ustalimy prawdy.

Reklama

Inna sprawa to taka, że zdaniem prezesa, w warunkach kilkustopniowego mrozu nawet odwiedziny psa co 2-3 dni to zbyt rzadko. Dodał, że przejeżdżając przez Wójcin, gdy przez nawigację szukali wskazanego przez zgłaszającego sąsiada adresu, widzieli inne kojce dla psów w tej miejscowości. Zdaniem Macieja Staszewskiego, sołtys powinien uważniej przypatrzeć się, jak w jego wsi gospodarze trzymają czworonogi. Prezes widział kojce bez budy, a w takich warunkach psy żyć nie mogą zimą. Takie trzymanie psów jest wykroczeniem. Sołtys powinien według prezesa edukować swoich mieszkańców i w tym zakresie. - Niestety, tak ta sytuacja wygląda w większości wsi w całym kraju - martwi się prezes stowarzyszenia z Gniezna.

WAGA W BARCINIE POKAZAŁA 14 KG

Stowarzyszenie Gnieźnianie Razem dla Zwierząt we wtorek oddało najpierw suczkę pod opiekę lekarza weterynarii. Animalsi pojechali z nią do gabinetu weterynaryjnego Nad Notecią w Barcinie. Nawigacja bowiem wskazywała w samochodzie, że to najbliżej położony od Wójcina gabinet, w którym można przeprowadzić badanie.Tutaj lekarz oszacował wiek suczki nie na kilkanaście, lecz na 7 lat. Waga tego mieszańca wynosiła w chwili przyjęcia do lekarza 14 kg. Z opisu badania wynika, że pacjentka w barcińskim gabinecie była wesoła, ufna i prawidłowo reagowała na bodźce. Miała znaczny ubytek masy mięśniowej. Wyczuwalne i widoczne były żebra i wyrostki kolczyste kręgosłupa, włos matowy, słabo osadzony a w sierści liczne odchody pcheł.

 

Nela w kojcu w Wójcinie we wtorkowy ranek 20 grudnia w momencie interwencji fot.Stowarzyszenie Gnieźnianie Razem dla Zwierząt

 

BRAK OBOWIĄZKOWEGO SZCZEPIENIA

Podczas wtorkowej interwencji Maciej Staszewski dzwonił do właścicielki psa. Pytał ją, czy suczka była szczepiona na wściekliznę. - Właścicielka odpowiedziała, że nie, ponieważ pies był zamknięty w kojcu. To, że nie poddano psa obowiązkowemu szczepieniu przeciwko wściekliźnie jest już samo w sobie wykroczeniem, za które grozi mandat. Tych szczepień brakuje w tym przypadku zapewne za okres dłuższy, niż tylko w tym roku. O braku szczepienia na wściekliznę też poinformowaliśmy policję - mówi prezes.

Nela została zabrana do Gniezna w obecności policji. To, jak podkreśla Maciej Staszewski, kolejna przesłanka, że były podstawy do interwencji, bo gdyby pies był w dobrym stanie, to ani weterynarz nie wydałby takiej opinii na podstawie badań, ani policja nie pozwoliłaby dokonać zaboru psa.

Procedury są takie, że stowarzyszenie, jako organizacja non profit, ma obowiązek zgłosić burmistrzowi Żnina (Wójcin to sołectwo na terenie gminy Żnin) zabór psa w wyniku interwencji związanej z podejrzeniem popełnienia przestępstwa ściganego z ustawy o ochronie zwierząt. Animalsi mają na to 14 dni od momentu przeprowadzenia interwencji. Prezes Maciej Staszewski poinformował nas, że 23 grudnia Nela została zawieziona po raz kolejny do gabinetu Nad Notecią w Barcinie, na kontrolę weterynaryjną. Jej wyników jeszcze nie znał.

Policja nie postawiła póki co żadnego zarzutu. Czynności prowadzone są w sprawie, a nie przeciwko. Policjanci będą ustalali, rozmawiając z mieszkańcami, czy suczka miała wystarczającą opiekę. Materiały z badań weterynaryjnych również otrzymają. Obrońcy zwierząt z Gniezna czekają jeszcze również na opinię Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Żninie, który 20 grudnia podczas interwencji w Wójcinie został wezwany przez policję.

Zbiórka na karmę oraz na inne, obecne i przyszłe potrzeby dla suczki z Wójcina, zainicjowana przez stowarzyszenie z Gniezna potrwa do 1 stycznia 2023 r.

Karol Gapiński, 23 XII 2022

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości