Płacą czynsz, dbają o mieszkania
Nie chcą odejść z lepszego na gorsze
Dziś w żnińskim sądzie ma się odbyć pierwsza rozprawa o rozwiązanie umowy najmu i eksmisję Ilony i Waldemara Podgórskich, a także ich sąsiada Tomasza Stypczyńskiego z mieszkań w budynku Muzeum Ziemi Pałuckiej. Gmina zaproponowała lokatorom mieszkania przy Klemensa Janickiego, jednak zainteresowani twierdzą, że nie zapewniono im tam właściwych warunków.
Ilona i Waldemar Podgórscy nie chcą zajmować mieszkania w budynku muzeum. Chcą jedynie zapewnienia przez gminę odpowiednich warunków, takich jakie stworzyli sobie sami w obecnym mieszkaniu. W budynku, który jest siedzibą Muzeum Ziemi Pałuckiej w Żninie, są dwa mieszkania. Na dole wynajmuje je Ilona Podgórska wraz z mężem Waldemarem i 8-letnim synem. Na górze mieszka Tomasz Stypczyński.
Mieszkanie Podgórscy przejęli po rodzicach w 2000 r. - Mieszkam tutaj ponad 30 lat. Tutaj się urodziłam i wychowałam. W 2001 roku „komunalka” oddała te mieszkania pod Muzeum Ziemi Pałuckiej wraz z lokatorami. Od tej pory tutaj płaciliśmy czynsze - wspomina Ilona Podgórska.
ZADBALI O MIESZKANIE
Ówczesnym dyrektorem był Andrzej Rosiak. Nasza rozmówczyni zwraca uwagę, że kiedy zgłosiło mu się jakiś problem, to po 3 dniach został rozwiązany. - Chodzi mi o kanalizację lub położenie papy - mówi Ilona Podgórska.
Były dyrektor rozmawiał z lokatorami i uprzedził, że w przyszłości nie będą mogli w budynku muzeum mieszkać. Zapewnił również, że lokatorzy będą mogli uprawiać ogródki, dopóki będą w muzeum mieszkać.
Podgórscy wymienili w mieszkaniu całą instalację elektryczną, wygipsowali ściany, założyli kafelki oraz szwedzką podłogę. Urządzili sobie również w mieszkaniu ubikację, gdyż wcześniej musieli przechodzić przez podwórko, by skorzystać z publicznej toalety.
Mijały lata, a z propozycją nowego mieszkania nikt nie przychodził.
- Problem zaczął się w 2008 roku. Zaczęły do nas dochodzić pogłoski, że chcą nas stąd wyprowadzić. Z czasem dowiedzieliśmy się, że mają dla nas mieszkania na terenie cukrowni. Przed cukrownią było jeszcze mieszkanie na ulicy Szpitalnej, w tak zwanym belwederze. Przedtem był w tym mieszkaniu sąsiad, ale odmówił, bo był za mały metraż. Poszliśmy z mężem obejrzeć to mieszkanie. Było ono ogólnie wyremontowane, miało wymienione okna. Nie mogłam go jednak przyjąć, ponieważ było ciasne. Był tam mniejszy metraż niż miałam w dotychczasowej umowie. Minęła zima, przyszła wiosna. Zaczęły się prace w ogródku oraz kolejne utrudnienia. Zaczęliśmy kopać ogródek, a tu raptem za godzinę przychodzi pani z muzeum i mówi, że ma złe wiadomości i pismo od dyrektora, że mamy pozabierane ogródki i nie mamy prawa tutaj uprawiać, bo to teren muzeum. Do 28 kwietnia 2009 roku mieliśmy posprzątać wszystko co było w ogródku, ponieważ miały wjechać koparki. W piśmie tym też było, że nie można parkować na podwórku żadnych pojazdów. Ogród ten przez całe życie, jak mieszkali tu moi rodzice, był uprawiany i zadbany, również przeze mnie, a teraz stoi opustoszały od dwóch lat. I jak to wygląda? Gdzie są te koparki co miały wjechać? Odebranie ogrodu to była czysta złośliwość po odmowie przyjęcia belwederu. Teraz to już mi przeszło, bo działkę uprawiam na działce nad jeziorem, ale wtedy mnie to zabolało - opowiada Ilona Podgórska.
27 CM PRZEJŚCIA
Ilona Podgórska wyjaśnia, że mieszkanie w muzeum zajmuje z rodziną na zasadzie umowy najmu z muzeum na czas nieokreślony, zawartej w lipcu 2008 roku. Wszystkie czynsze, opłaty za wodę i śmieci odprowadza do muzeum.
15 grudnia 2009 roku Podgórscy zostali poinformowani listownie o przydziale mieszkania na ulicy Klemensa Janickiego (na terenie po cukrowni). Gmina wykupiła tam kilka mieszkań. W piśmie dyrektor muzeum Michał Woźniak uprzedził Podgórskich, że w przypadku odmowy przyjęcia mieszkania, będzie zmuszony wystąpić o rozwiązanie umowy najmu do sądu. Podgórska udała się do Urzędu Miejskiego, by pracownik pokazał jej mieszkanie. Kiedy jechała obejrzeć mieszkanie, zaczęły nachodzić ją myśli, że to kawał drogi do centrum. 8-letni syn uczy się w Zespole Publicznych Szkół nr 1. Będzie się więc bała samotnie posyłać go do szkoły, bo będzie musiał przejść przez rondo.
- Wjeżdżając na teren cukrowni dobiła mnie jeszcze ta siatka, którą cukrownia ogrodziła teren. W mieszkaniu tym były dwa duże pokoje, łazienka i malutka kuchenka, pomniejszona na koszt łazienki. Od razu powiedziałam temu panu z urzędu, że w kuchni nie zmieszczę moich mebli oraz automatu w łazience. Stał nade mną i myślał, że w ciągu kilku minut dam mu odpowiedź, czy biorę to mieszkanie i żebym je brała, bo nie będziemy się chyba szarpać. Z taką ważną decyzją trzeba się najpierw przespać. Doszliśmy z mężem do wniosku, że mieszkanie nie spełniło naszych wymogów przez tę kuchnię i łazienkę, w której nie mogłam wstawić automatu. Były stare okna i drzwi oraz zamaskowane panelami podłogi, które są zapadnięte - mówi Ilona Podgórska.
Obecny metraż mieszkania Podgórskich w muzeum wynosi 53 m2, a mieszkanie proponowane przez gminę ma 60 m2. Jednak to, że mieszkanie jest większe, nie załatwia całej sprawy: - Po ustawieniu wszystkich mebli w kuchni po jednej i drugiej stronie zostałoby mi 27 cm przejścia, ponadto w kuchni nie było kratki wentylacyjnej, która jest ważna przy podłączeniu gazu. Tutaj, w obecnym mieszkaniu też mamy stare okna, ale lepsze. Tam w ogóle nie można ich zamknąć. Nawet gniazdko było nad wanną, gdzie znajduje się woda. Zaplecze socjalne było tak małe, że nawet nie wszedłby tam rower. A co tu mówić o narzędziach - relacjonuje nasza rozmówczyni.
WEZWANIE DO SĄDU
Dyrektor muzeum wystąpił o rozwiązanie umowy najmu z dniem 31 stycznia br. z jednoczesnym zabezpieczeniem innego mieszkania. Lokatorzy mieli wyprowadzić się do 15 lutego.
12 stycznia br. Ilona Podgórska napisała do Urzędu Miejskiego, że zgadza się na mieszkanie na terenie po byłej cukrowni, ale po spełnieniu jej warunków: powiększenia kuchni, wstawienia kratki wentylacyjnej, doprowadzenia do możliwości wstawienia automatu w łazience oraz wymiany starych okien i drzwi. Kobieta zapowiedziała, że w przypadku niespełnienia tych warunków, nie zgodzi się zamieszkać przy Klemensa Janickiego i będzie oczekiwać innej propozycji wyremontowanego mieszkania. 20 stycznia otrzymała odpowiedź, że mieszkanie przy Klemensa Janickiego spełnia wszystkie wymogi, a urząd jest skłonny wykonać jedynie kratkę wentylacyjną i dostosować łazienkę dla jej potrzeb.
- Okna mi nie wymienią, jedynie w przypadku ujęcia ich w planie na 2011 rok, czyli nigdy. To wszystko powinno być jeszcze przed naszą przeprowadzką, a jeżeli nie, to szukać innego lokalu. - mówi się kobieta.
25 lutego Podgórscy otrzymali pismo od dyrektora muzeum, że w związku z odmową przyjęcia mieszkania przy Klemensa Janickiego musi wystąpić do sądu o rozwiązanie umowy najmu. Czekali, kiedy to nastąpi. Mieli jeszcze nadzieję, że otrzymają mieszkanie przy ulicy Szpitalnej, po byłej przychodni. Prace przy remoncie mieszkań nie zostały jednak jeszcze zakończone. 5 października otrzymali wezwanie do sądu w sprawie o odmowę przyjęcia mieszkania na terenie cukrowni.
- Dziwi nas tylko to, że było w piśmie wszystko napisane - czego od gminy oczekujemy, a oni nam tego nie zrobili i oczekujemy nowej propozycji. To co, mieliśmy wyrzucić meble kuchenne i czekać w nieskończoność, kiedy przyjdą wymienić okna i drzwi? My rozumiemy, że oni potrzebują terenu muzeum i nie chcemy już tam dłużej mieszkać, ale żądamy godnych warunków mieszkaniowych, bo nie jesteśmy zadłużeni. Chodzi im tylko o to, żeby nas się pozbyć i nic w zamian nie zrobić. Ludzie, którzy są zadłużeni, nie są eksmitowani, są nietykalni i mieszkają w godnych warunkach. Niech idą tam w te slumsy, w odludzie i kłótnie. A my pójdziemy w ich miejsce. Prawo stoi po stronie lokatorów, ale ostatecznie niech rozstrzygnie sąd - mówi Ilona Podgórska.
Małżeństwo zamierza walczyć przed sądem o to, by gmina zapewniła im w mieszkaniu przy ulicy Klemensa Janickiego godziwe warunki.
BEZ EKSMISJI SIĘ NIE UDA
Burmistrz Leszek Jakubowski wyjaśnia, że skierowanie sprawy do sądu to ostateczność. Podkreśla, że jeśli gmina nie będzie miała wyroku eksmisyjnego, to nie będzie mogła przenieść rodziny Podgórskich do innego mieszkania. Jeśli sąd wyda postanowienie o eksmisji, wówczas gmina wskazuje mieszkanie i rodzina z wyrokiem eksmisyjnym musi przenieść się do wyznaczonego mieszkania. Burmistrz zaprzecza, by warunki mieszkaniowe w proponowanym mieszkaniu były złe.
- Myśmy zrobili remont tych mieszkań. Poza tym ci państwo mieli zaproponowane też inne mieszkania, ale odmówili - wyjaśnia burmistrz.
Pomieszczenia, które obecnie są zamieszkane, Muzeum Ziemi Pałuckiej chce zagospodarować dla własnych potrzeb. Będą w nich gromadzone ekspozycje.
- Chcemy zrobić porządek i doprowadzić, by budynki publiczne były tylko publicznymi - zapowiada burmistrz.
U SĄSIADA TO SAMO
Tomasz Stypczyński, sąsiad państwa Podgórskich z piętra, drugi z lokatorów mieszkań w muzeum przyznaje, że również gmina wystąpiła przeciwko niemu do sądu. Opowiada, że oglądał mieszkanie zastępcze, również przy ulicy Klemensa Janickiego zaproponowane przez gminę. Podkreśla, że mieszkanie spełnia jego oczekiwania, ale zakwestionował fatalny stan drzwi i okien. Jego zdaniem są one przedwojenne.
- One się nie domykają, a za ogrzewanie trzeba płacić. Gdyby to, o co wnosiłem było naprawione, to bym się tam przeprowadził. Ja te usterki zgłosiłem zaraz po obejrzeniu mieszkania, a nawet na to pismo nie otrzymałem do dziś odpowiedzi, tylko od razu przyszło pismo o wezwaniu do sądu. Mieszkam tu od 35 lat. Każdą wisienkę tutaj sadziłem. Nie jestem zadłużony. Płacę na bieżąco za czynsz - wyjaśnia Tomasz Stypczyński.
Jego sprawa również zostanie rozpoznana dziś.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 976 (43/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze