Reklama

Nie ma kto wybiec na murawę

Adam Białożyński niepokoi się o przyszłość pierwszej drużyny „Pałuczanki”. Wiele wskazuje na to, że nie przystąpi ona do rundy wiosennej i znajdzie się jesienią w ostatniej klasie rozgrywkowej. Pod warunkiem, że w ogóle ktokolwiek z seniorów będzie chciał w tej ostatniej klasie występować.

         fot. Karol Gapiński

Żnin, klub sportowy, Pałuczanka, zawodnicy, problemy, seniorzy
     Nie ma kto wybiec na murawę
     Trener Piotr Rybak od dawna ma problemy z zawodnikami seniorskiej drużyny Pałuczanki. Jednak to, co dzieje się w drużynie na nieco ponad tydzień przed wznowieniem rozgrywek, przelało czarę goryczy. Chęć gry na początku tygodnia deklarowało tylko kilku futbolistów, a potrzeba ich minimum 16. Prezes klubu i legendarni gracze przyznają, że sytuacja jest dramatyczna i 91-letni klub wkrótce zostanie najprawdopodobniej bez drużyny seniorów.

     Od zawsze drużyna seniorów Miejskiego Klubu Sportowego Pałuczanka w Żninie była wizytówką i lokomotywą napędową klubu. Przyznaje to Adam Białożyński, jedna z klubowych legend, który grał w Pałuczance od wieku juniora. Zaczął w 1972 r., a kończył w 1989 r. Później był też trenerem, w tym przed kilkunastoma laty trenerem czwartoligowej drużyny, która potrafiła wówczas grać i wygrywać choćby z Zawiszą Bydgoszcz.
     TRZY RAZY MNIEJ NIŻ ROK TEMU
     Teraz jednak Pałuczanka jest bardzo daleko od czasów swej świetności. W zeszłym roku klub obchodził 90. rocznicę istnienia. Wtedy otrzymał dotację z budżetu gminy w wysokości 120.000 zł. Dotacja gminna jest wydawana przez klub na pokrycie kosztów dojazdów na mecze, na opłaty dla sędziów, dla trenerów, na sprzęt. Nie można jednak z tej puli finansować transferów oraz płacić piłkarzom. - Piłkarzom można postawić obiad, gdy - dajmy na to - wracamy z meczu, a akurat jest sponsor, który chce w ten sposób podziękować chłopakom i opłacić im posiłek - przedstawia prezes klubu Leszek Sudak. W lutym minął rok, odkąd steruje on Pałuczanką. Leszek Sudak zaznacza, że wydatki związane z jubileuszem 90-lecia nie były uwzględnione w kwocie dotacji. Jubileusz był finansowany osobno ze środków gminnych. Jednak zobowiązania Pałuczanki wykraczały poza bieżącą działalność. Trzeba było uzupełnić wyposażenie, bo dotychczasowe było już niewystarczające i zużyte. Zakupione zostały stroje, buty, piłki, uregulowane zostały zaległości z tytułu opłat na rzecz Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Nożnej. Trzeba było płacić choćby za wcześniejsze walkowery. Prezes zapewnia, że 120.000 zł zeszłorocznej dotacji jest szczegółowo rozliczone, podobnie jak koszty jubileuszu. Teraz zaś klub ma inne problemy.
     Burmistrz Leszek Jakubowski kilka tygodni temu rozdysponował pieniądze z tytułu dotacji dla klubów na 2014 r. Pałuczanka ma dostać trzy razy mniej, niż to było rok temu, czyli 40.000 zł. - Oczywiście, że to zbyt mało. Jak ktoś dostał wcześniej 3 razy więcej, to trudno, aby teraz o tyle niższa kwota go mobilizowała. Ale grać trzeba. Na wyjazdy i opłaty sędziowskie, przynajmniej na rundę wiosenną by nam na pewno starczyło - mówi Leszek Sudak.
     KIEDYŚ PŁAKALI, ŻE NIE MA MIEJSCA W SKŁADZIE
     Przez większość zimy Piotr Rybak, trener pierwszej drużyny, czyli seniorów występujących jesienią w V lidze, starał się ekipę przygotować do rundy wiosennej. Problem w tym, że frekwencja na treningach była znikoma. Trener żywił jeszcze nadzieję, że może przed samymi rozgrywkami V ligi - a ta startuje w weekend za tydzień - gdy piłkarze skończą już rozgrywki halowe, to wreszcie przyjdą na trening.
     Nadzieja była płonna. W zeszłym tygodniu na trening przyszło tylko 3 zawodników. Co gorsza, nie było żadnych sygnałów od innych, że chcą wrócić i będą gotowi do gry. - Kadra powinna liczyć przynajmniej 16 zawodników, aby radzić sobie w trakcie sezonu, gdy część graczy wykluczy kontuzja lub będą pauzowali za kartki. Jeśli jest mniej niż 16 graczy, którzy deklarują chęć gry, to trzeba się zastanowić, czy jest sens aby w ogóle zgłaszać się do rozgrywek - mówi Leszek Sudak. Mimo wszystko zarząd klubu próbował jeszcze przekonywać piłkarzy do gry. W ostatni poniedziałek odbyło się pierwsze spotkanie działaczy i osób związanych z klubem z zawodnikami. Przyszło ich tylko kilku. We wtorek prezes miał zapewnienia od 9 zawodników, że chcą grać, choć sekretarz klubu, jedna z legend Pałuczanki Kazimierz Kolasiński nie jest i tak przekonany, że można mieć pewność co do chęci wszystkich tych graczy. Czasami jeden deklaruje grę, gdy jest pytany w obecności kolegów, bo nie chce pokazać, że odpuszcza, ale jak przychodzi do treningu czy gry, to już tak nie jest. - Dla mnie to niepojęte. Grałem od lat pięćdziesiątych w naszym klubie. Dekadę później to było tak, że mogliśmy nawet 2 albo 3 drużyny seniorów wystawić, na co oczywiście nie było pieniędzy. Ale na pewno nie brakowało chłopaków. Niejeden z zawodników, gdy go trener nie uwzględnił w składzie na jakiś mecz, to szedł na bok i płakał po kryjomu z żalu, że nie zagra - opowiada Kazimierz Kolasiński.
     Inny były piłkarz Pałuczanki Grzegorz Berdysz potwierdza, że obecna sytuacja jest czymś niespotykanym w dziejach tego klubu. - Mój tata Edward też tutaj grał. On był rocznik 1913. Grał zatem już przed wojną, w latach trzydziestych. To było tak, że jak zaplanowano mecz w Bydgoszczy, to oni rowerami jechali ze Żnina, by zagrać. Nie ma w ogóle porównania z tym, co się dzieje teraz z młodzieżą - mówi Grzegorz Berdysz. Dodaje, że to nie jest żadnym pocieszeniem, ale obecnie także i inne ośrodki piłkarskie w okolicy, zbliżone potencjałem do Żnina, takie jak np. Sępólno Krajeńskie, mają takie same problemy i rezygnują ze zgłaszania drużyny do rozgrywek.
     Adam Białożyński zwraca uwagę, że problemem jest mentalność i oczekiwania współczesnej młodzieży. O ile w młodszych grupach wiekowych zapał do gry jest jeszcze dość duży i frekwencja zadowalająca, to w wieku 16 czy 17 lat chłopcy zaczynają zmieniać swoje zainteresowania i nie mają ochoty wchodzić w reżim treningowy. - To przykre, bo grać to trzeba przede wszystkim chcieć. Jak nie ma chęci, to nic z tego nie będzie - uważa Adam Białożyński. Dawny futbolista, trener, animator sportu nie ukrywa smutku. Doskonale wie, że kibice przychodzą przede wszystkim oglądać mecze seniorów. To tymi rozgrywkami najbardziej się pasjonują. Futbol w wykonaniu dorosłych mężczyzn może integrować całą lokalną społeczność. W przypadku drużyn młodzieżowych,  zainteresowanie skupia się przede wszystkim na rodzicach zawodników, a mniej rywalizacja juniorów intryguje pozostałych kibiców.
     DZIEWIĘCIU WSPANIAŁYCH
     Tych dziewięciu piłkarzy, którzy na początku tygodnia wyrażali jeszcze chęć gry to: Radosław Kończal, Błażej Kulig, Ryszard Łukomski, Mateusz Stiler, Miron Przybyłowicz, Adrian Nowicki, Szymon Goc, Marek Witucki, Tomasz Kozłowski. Poza nimi chętni byliby jeszcze: młody Mateusz Jamróg oraz Miłosz Staszewski czy Karol Wabich, ale są kontuzjowani i nie wiadomo, kiedy będą mogli wrócić do gry. Zarówno prezes, jak i trener podkreślają, że nawet nie możemy mówić o uzupełnieniu składu juniorami starszymi. Tych już bowiem wcześniej dokooptowano do seniorów, likwidując ich kategorię wiekową w klubie. Są jeszcze w Pałuczance drużyny juniorów młodszych i młodzików, ale to piłkarze zbyt młodzi, aby można ich było wpisywać do protokołu meczowego w rywalizacji seniorów. Nie tylko dla prezesa jest niezrozumiałe, że w 15-tysięcznym mieście nie znajduje się kilkunastu graczy gotowych do rywalizacji w najpopularniejszej w Polsce grze sportowej. Działacze rozumieją, że niektórzy zawodnicy stają przed koniecznością łączenia gry i nauki i wtedy wybierają naukę. Dotyczy to zwłaszcza studentów albo maturzystów. Ale według prezesa, powinni być inni.
     NIECH ODDADZĄ DRESY I BUTY
     - Zwłaszcza, że nikt teraz nie wymaga od chłopaków, żeby byli wirtuozami gry i wspaniale rokowali na przyszłość. Powinien liczyć się honor i umiłowanie barw klubowych. Mnie zaś boli najbardziej to, że niektórzy chłopcy biegają po „orliku” w dresach naszego klubu i pokazują tam niby wielkie umiłowanie barw „Pałuczanki”, ale na trening już nie chcą przyjść - mówi Leszek Sudak. Prezes dodał, że w poprzednich latach niestety, nie było rejestrowania sprzętu, który wydawano piłkarzom. Dopiero od roku taki system rejestrowania jest. Chodzi o to, żeby odzyskać buty, czy dresy od piłkarzy, którzy teraz nie chcą grać w Pałuczance, a takowe zostały im wcześniej wydane.
     Zarówno on, jak i inni działacze podkreślają, że wśród powodów odchodzenia chłopaków z klubów piłkarskich są nie tylko komputery czy inne rozrywki, które kuszą młodzież. Wśród tych powodów są też rozgrywki lig orlika. Jest ich kilka w okolicy, a przepisy mówią, że może w nich grać tylko ograniczona liczba zawodników zrzeszonych w PZPN. Wtedy, żeby w drużynie ligi orlika limit był zachowany, piłkarze wypisują się z klubu grającego pod egidą PZPN. Pałuczanka, w przeciwieństwie do często sponsorowanych przez firmy drużyn orlika, nie jest w stanie futbolistów przyciągnąć do siebie.
     DYLEMAT DZIAŁACZY: ZGŁASZAĆ CZY NIE ZGŁASZAĆ
     Dodajmy, że zawodnicy nie stawili się również na ostatni sparing z Szubinianką. Wczoraj wieczorem miała zatem zapaść decyzja, co dalej. Zarząd klubu stanął przed bardzo ciężkim wyborem. Jeśli zdecyduje się zgłaszać drużynę seniorów do rozgrywek (pierwszy mecz na wiosnę planowany jest w Łabiszynie z tamtejszą Notecią), to wówczas, przy założeniu, że na jeden czy drugi mecz nie skompletuje kadry, otrzyma walkower. Za każdy walkower płaci się kary do Kujawsko-Pomorskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Kara za kolejny walkower jest wyższa. Jesienią jeden takowy już Pałuczanka otrzymała, co kosztowało klub 600 zł. Konsekwencją kolejnych walkowerów będzie wykluczenie.
     Tak samo wykluczenie z V ligi i spadek na samo dno rozgrywek spotka klub w przypadku, gdy nie zgłosi seniorów do rundy rewanżowej. Ale przynajmniej wtedy nie trzeba będzie płacić kar za walkowery.
     Leszek Sudak i inni działacze zdają sobie jednak sprawę, że jakkolwiek się to nie skończy, to degradacja na samo dno jest wielce prawdopodobna. - To oznaczałoby grę na kartofliskach po niewielkich wioskach, gdzie się odbywa rywalizacja w klasie B. Nie sądzę, żeby byli chętni do gry na takim szczeblu, gdy nie ma ich teraz, kiedy drużyna jest jeszcze w V lidze i wynajętym przez klub busem można sobie pojechać rywalizować z jakimiś w miarę atrakcyjnymi przeciwnikami, biorąc rzecz jasna pod uwagę, że to lokalny szczebel. Odbudowa seniorów może zatem trwać lata. Nie mam sobie nic do zarzucenia, bo robiłem wszystko, żeby to funkcjonowało. Starałem się apelować do dawnych graczy, by wznawiali kariery. Niektórych udało się przekonać. Powolny zmierzch tej drużyny, niestety trwał nie tylko w ostatnim roku, ale i wcześniej. Robiliśmy, co tylko można było, ale przecież nie zmusimy młodzieży do gry. Ja mogę zrezygnować, ale czy to coś zmieni - kończy Leszek Sudak.
     - Nieraz padały argumenty ze strony osób rozmawiających o sytuacji w klubie, że starzy działacze powinni już odejść, że powinien przyjść ktoś nowy i wdrożyć własną wizję. Tylko problem w tym, że jak są wybory zarządu, to w większości przychodzą ci klubowi weterani, sympatycy związani z klubem od lat, a młodych nie widać - uważa Adam Białożyński.
     GMINA ZAINWESTOWAŁA, ALE W KOGO?
     Działacze i sympatycy klubu podkreślają, że w ostatnich latach gmina sporo zainwestowała w obiekty na stadionie miejskim. Wyglądają one estetycznie i są funkcjonalne. Jest boisko treningowe, jest budynek z szatniami, sanitariatami, salami konferencyjnymi. Warunki do gry są nieporównywalnie lepsze niż kiedyś. - Niestety, wygląda na to, że te wszystkie inwestycje teraz mogą być nie w pełni wykorzystane. To bardzo przykre - smuci się Adam Białożyński
     Ewentualna likwidacja pierwszej drużyny i niezgłaszanie jej do rundy wiosennej, a nawet bezskuteczna reaktywacja w klasie B, nadal nie będzie jeszcze oznaczała upadku klubu Pałuczanka. Ten bowiem prowadzi jeszcze drużyny juniorów młodszych i trampkarzy, a ci pracy na treningach nie unikają. Poza tym - jak informuje Michał Krzyżaniak z Miejskiego Ośrodka Sportu - obiekty będą wykorzystywane na sparingi LZS Jadowniki, wiosną będą rozgrywane czwartki lekkoatletyczne, trenują i grają na obiekcie również piłkarze Jezioraka Żnin, będą też inne wydarzenia, np. mistrzostwa szkół, więc stadion nie będzie świecił pustkami. Budynek stadionowy wybudowano 6 lat temu.
    Film w zakładce Filmy.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1152 (11/2014)

Reklama

 

 

 

Komentarz

     Gra bez pasji

     Wycofanie drużyny seniorów Pałuczanki uważam za skandal. Nie mieści mi się w głowie, by w mieście będącym stolicą powiatu nie można było zebrać 15-16 zawodników, którzy tworzyliby kadrę. Ale fakty wydają się wskazywać, że taka sytuacja wcale nie musi być irracjonalna. Począwszy od przygotowań do Euro w Polsce i Ukrainie wyczyny naszej narodowej reprezentacji nie napawają optymizmem. Tak źle nasza kadra narodowa już dawno nie grała. Od czasu zwycięstwa z Portugalią pod wodzą Leo Beenhakkera podczas eliminacji do Mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii, nasze orły nie odniosły żadnego spektakularnego zwycięstwa nad rywalem z czołówki. Jeśli już się z drużynami z górnej półki mierzyliśmy, to kończyło się to kompromitacją, jak chociażby 0:6 z Hiszpanią po objęciu kadry przez Franciszka Smudę. I wcale nie ma się co cieszyć z remisów z Niemcami czy Anglią, bo na drugim biegunie mieliśmy remis z Mołdawią czy porażkę z Estonią w debiucie Waldemara Fornalika. Adam Nawałka też chyba cudu nie sprawi, bo ponoć cuda miał czynić Franciszek Smuda. Fatalna gra naszej reprezentacji nie daje młodzieży bodźca, by równać do najlepszych. Bo z małymi wyjątkami w kadrze, do najlepszych w Europie i świecie bardzo dużo nam brakuje.
     Brak dobrych wzorców to jedno. Zwróciłem jeszcze uwagę na inny fakt. Zawsze, kiedy - w ciągu ostatnich lat - oglądam grę naszej reprezentacji, odnoszę wrażenie, że zawodnicy nie dają z siebie maksimum swoich umiejętności. Pewnie, kto by tam chciał się narażać na kontuzje w meczu kadry, po którym nie płaci się takiej forsy jak po meczach w klubie, bo przecież teraz w sporcie najważniejszy jest pieniądz.
     No dobrze, ale co wspólnego ma sport zawodowy ze sportem amatorskim, bo takim niewątpliwie jest gra w V lidze piłki nożnej w Polsce? Okazuje się, że ma. Jeśli w klubie piątoligowym zaczną płacić konkretne pieniądze za grę, to trener będzie miał problem z wyłonieniem 18-osobowej kadry z powodu nadmiaru chętnych do gry. Jeśli kasa klubowa jest pusta, to za dziękuję nie da się zebrać chociażby jedenastki. Dlatego słowa uznania należą się tym zawodnikom, którzy chcieli podjąć grę i dalej bronić barw Pałuczanki, wynikającą z ducha sportowej rywalizacji i miłości do piłki nożnej.
     Źle się stało, że pieniądze wkroczyły do klubów na najniższym poziomie rozgrywkowym. Drużyny grały dobrze, dopóki były pieniądze. Jak się skończyły, nie miał kto grać. Odpowiedzialność za taki stan rzeczy powinni więc ponieść wszyscy ci, którzy rozpieszczali finansowo piłkarzy amatorów. Takie rozpasanie doprowadziło w konsekwencji do tego, że nie ma kto grać.
     Przypominam sobie, jak z okazji jubileuszu 80-lecia Pałuczanki przygotowywaliśmy specjalną wkładkę ze wspomnieniami dawnych zawodników. Mówili, że przed wojną grało się za butelkę oranżady, a na mecz do Janowca cała drużyna jechała rowerami. Robili to, bo gra w piłkę nożną sprawiała im wiele satysfakcji i chcieli reprezentować herb swojego miasta i barwy klubu. Nic więcej. Ale czy dziś ktoś jest w stanie to zrozumieć? Dziś niewielu już gra w piłkę w najniższych klasach rozgrywkowych bez liczenia pieniędzy, z powodu zwykłej pasji.

Reklama

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1152 (11/2014)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości