Jeden pokój i kuchnia, a łazienka wspólna
Nie ma pokoju dla chorej dziewczynki
Mariusz Kos z żoną, synem i córką chorą na nowotwór mieszkają w jednym pokoju. Potrzebują sterylnych warunków dla córki, a to zapewnić może im mieszkanie z dwoma pokojami. Burmistrz, jak zwykle, rozkłada ręce.
Mariusz Kos mieszka wraz z rodziną w Kaczkówku. Jego córka ma 8 lat.
W zeszłym roku zauważyli, że mocno łzawi jej oko. - Poszliśmy do
przychodni i powiedzieli nam, że córka ma uczulenie na koty. Oko zaczęło
jej uciekać. Poszliśmy prywatnie do okulisty i doktor Zwolenkiewicz
powiedziała nam, że córka ma guz w oku - mówi Mariusz Kos.
Najpierw skierowani zostali do szpitala im. Jurasza w Bydgoszczy. Potem
na operację usunięcia oka do Krakowa. Po usunięciu oka 8-latka została
skierowana do Prokocimia na chemioterapię.
- Cały czas był spokój - dodaje Mariusz Kos. - Jeździliśmy na kontrole.
W pewnym momencie córka zaczęła wymiotować. Pojechaliśmy do prof.
Andrzeja Wysockiego. Onkolog dał skierowanie do Jurasza. Stwierdzono
posocznicę prostą. Nerki jej przestały pracować, bo miała zakażenie
bakterią.
Po badaniu rezonansem PET lekarze stwierdzili u małej pogrubienie warstw
w mózgu. Lekarze zalecili biopsję i po zabiegu okazało się, że w mózgu
był ten sam guz co w oku.
- Dostaje teraz najsilniejsze chemie, jakie są. Ma centralne wejście,
które cały czas musi być sterylne, a jak utrzymać sterylność w jednym
pokoju - tłumaczy nasz rozmówca. - Teraz bierze leki. Za 20 dni kolejny
cykl chemii.
Dom dzieli Mariusz Kos między rodzinę swoją i rodzinę brata. Mają swój
pokój i kuchnię, a łazienka jest wspólna. Brat Mariusza Kosa wraz
z rodziną zajmuje górę domu. Nasz rozmówca - dół. - Żona złożyła w
urzędzie wniosek z orzeczeniem o niepełnosprawności i zaświadczeniem, że
córka powinna mieć osobny pokój. Żona chodziła do burmistrza, do
Żurawickiego. Powiedział, że komisja się zbiera. Trwało to 3 miesiące.
Potem powiedział, że komisja zbiera się w poniedziałek, a ja byłem
u niego w czwartek. Poinformował mnie, że mieszkania nie dostanę, bo
komisja mi nie przydzieliła. Wolne mieszkania są i miałem pójść do
burmistrza w tej sprawie. Poszedłem, a on wypchnął mnie z gabinetu. Na
korytarzu mi powiedział, że mam mu znaleźć przepis, który mówi, że on ma
mi dać mieszkanie. Nie chciałem wyjść, to usłyszałem, że mam sobie
narysować to mieszkanie, a potem, że takich przypadków jak mojej córki,
to ma burmistrz w gminie sto. Dziwne, bo pisał kiedyś, że w pierwszej
kolejności przyznaje mieszkania chorym. Co innego mówi, a co innego
pisze. Gdybym miał pieniądze, to nie prosiłbym burmistrza. Połowa pensji
idzie na lekarstwa. Samo utrzymanie sterylności tego centralnego
wejścia, to koszt ok. 100 zł miesięcznie. Z czego mam to mieszkanie
kupić? Córka przechodzi 3 choroby jednocześnie i musi być z nami
w jednym pokoju?
Dlatego Mariusz Kos wdzięczny jest i dziękuje tym wszystkim, którzy mu
pomogli: Elżbiecie Gogoli i szkole w Cerekwicy za nauczanie indywidualne
jego córki, firmie Frigo Logistics oraz Annie i Maciejowi Rucińskim za
okazane wsparcie.
Burmistrz Leszek Jakubowski nie pamięta mieszkańca Kaczkówka. - Cóż mogę
powiedzieć? Mieszkań na razie nie mam. Sam pan wie, że to
najtrudniejsza działka. Trzy mieszkania były pilnie potrzebne
i rozdysponowaliśmy. Jak coś by było, to może udałoby się przydzielić.
Dzisiaj nie potrafię odpowiedzieć, czy coś będzie i kiedy - stwierdził
burmistrz Żnina.
Remigiusz Konieczka, Pałuki nr 1013 (28/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze