- Czujemy się oszukani. Słyszymy, że sąsiednie gminy powiadamiały ludzi o tym, że trzeba było donieść dokumenty. Laptopy przeszły naszym dzieciom koło nosa - nie ukrywa swojej frustracji Tomasz Cieślewicz z Grochowisk Szlacheckich. W sprawie sprzętu komputerowego, który miał trafić do potomków pracowników dawnych PGR z naszą redakcją skontaktowało się do tej pory już kilkanaście osób zamieszkujących gminę Rogowo.
NIE MA DOKUMENTÓW - NIE MA LAPTOPÓW
We wstępie przypomnijmy, że o sprawie związanej z ogólnopolskim programem Centrum Projektów Polska Cyfrowa pod hasłem Wsparcie dzieci z rodzin pegeerowskich w rozwoju cyfrowym - Granty PPGR pisaliśmy i na stronie internetowej i w Pałukach wiele razy. Doprecyzujmy, że jego podstawowym celem jest zapewnienie beneficjentom sprzętu komputerowego na własność - laptopów lub tabletów. W ubiegłym roku ponad 1.600 gmin w całym kraju przyjmowało oświadczenia od mieszkańców. Jedną z nich była gmina Rogowo. W trakcie trwania naboru organizator konkursu nałożył jednak ogólny obowiązek uzyskania od wnioskodawców dokumentów potwierdzających dane zawarte w oświadczeniach. Tylko na tej podstawie mogli pozytywnie przejść weryfikację. W tym momencie zaczęły się przysłowiowe schody.
NIE ZOSTALI POINFORMOWANI
W gminie Rogowo początkowo o sprzęt ubiegało się około 200 osób. Ostatecznie został on przyznany 92 (wartość zakupionych dzięki dofinansowaniu laptopów to 270.452,40 zł). O przenośny komputer dla uczącej się córki ubiegała się m.in. jedna z mieszkanek miejscowości, która twierdzi, że dopiero po fakcie dowiedziała się o tym, że nie dopełniła stosownych formalności. Jak mówi, było to dla niej kompletnym zaskoczeniem. Sądziła, że nabór przebiega zgodnie z planem i już niebawem odbierze telefon z wyczekiwaną, pozytywną wiadomością. - Złożyliśmy wniosek w terminie. Pani go sprawdziła i wszystko się zgadzało. Udokumentowałam, że mój ojciec całe życie pracował w PGR-ach. 8 sierpnia zadzwoniłam do gminy z pytaniem, jak wygląda sprawa laptopów. Pani przekazała, że będą jeszcze w tym tygodniu, ale sprawdzi czy jesteśmy na liście. Okazuje się, że nas nie ma. Poszłam do gminy osobiście i dopiero na miejscu dowiedziałam się, że trzeba było donieść dokumentację, w tym akt urodzenia dziecka, legitymację. W ogóle nie dali nikomu znać. Twierdzą, że informacja pojawiła się na Facebooku. A jeżeli ktoś nie ma Facebooka to jak ma się dowiedzieć? Córka liczyła na tego laptopa. W tych czasach nikomu się nie przelewa. Ceny w sklepach są strasznie wysokie. To trochę dziwne. Mogli przekazać informację w inny sposób. Podawaliśmy numery telefonów, adresy - poinformowała naszą redakcję kolejnego dnia po wizycie w urzędzie.
Następny telefon zadzwonił w tym tygodniu. Przekaz był niemal identyczny. Tomasz Cieślewicz z Grochowisk Szlacheckich uważa, że gmina i jej pracownicy nie potraktowali tematu poważnie. Jego zdaniem tak istotne informacje nie powinny być podawane do publicznej wiadomości głównie za pośrednictwem mediów społecznościowych, lecz telefonicznie lub pisemnie. - Nawet sołtysi mogli wywiesić kartkę na tablicy. Na pewno ktoś by to przeczytał i rozeszłoby się dalej - ocenia. Zaznaczył przy tym, że osób, które czują się poszkodowane jest znacznie więcej.
LAWINA NIEZADOWOLENIA
W miejscu umówionego spotkania czekało na nas nie kilku, ale kilkunastu rozmówców (nie wszystkie twarze znajdują się na załączonym zdjęciu). Byli to mieszkańcy Grochowisk Szlacheckich, Złotnik oraz Rogowa. Niektórzy z nich wnioskowali o sprzęt dla jednego dziecka, inni dla kilkorga (program nie przewiduje w tej kwestii limitów). - Mam trójkę dzieci. Nie dostanę ani jednego - podkreśliła jedna z rozczarowanych osób. - U nas okazało się, że brakowało tylko meldunków i aktów urodzenia. Mają to przecież na miejscu w urzędzie - mówiła kolejna. Następna opowiedziała o przykładzie bratowej, mieszkającej w innym województwie. - Złożyła tylko te dokumenty, które my składaliśmy, a tam w urzędzie wszystkim zajęła się pracownica. Pomagała kompletować papiery, których brakowało. Ja dopiero teraz dowiedziałam się, że moje oświadczenie jest niekompletne, pomimo tego, że zostawiłam swój numer telefonu i miałam czekać na informację o ewentualnych brakach. Nie było żadnej.
Wszystkie pozostałe wypowiedzi brzmiały bardzo podobnie, a ich wydźwięk można podsumować jednym zdaniem - ludzie czują się rozczarowani i niedoinformowani. Tomasz Cieślewicz chce dotrzeć do jak największej liczby osób, po to aby wspólnie stworzyć oficjalną skargę, która skierowana zostanie do Urzędu Gminy w Rogowie, a jej kopia i odrębne pismo do organizatora czyli Centrum Projektów Polska Cyfrowa.
PRACOWALI NA ŻYWYM ORGANIZMIE
Przypomnijmy w tym miejscu, że już po pierwszym sygnale od czytelniczki skontaktowaliśmy się z Anitą Woźniak - inspektor ds. funduszy europejskich i krajowych oraz wdrażania projektów w Urzędzie Gminy w Rogowie, która zobrazowała nam przebieg procedury naboru. 14 października ubiegłego roku gmina poinformowała mieszkańców o możliwości składania oświadczeń w ramach Grantów PPGR. Informacja została zamieszczona na stronie internetowej gminy, jej gminnym Facebooku, a także widniała na plakacie w urzędzie. 2 grudnia natomiast za pośrednictwem tych samych środków przekazu gmina zawiadomiła o konieczności złożenia uzupełnień do wcześniej przyjętych oświadczeń. - Konieczność złożenia dodatkowych dokumentów przez mieszkańców została doprecyzowana gminom przez organizatora konkursu tj. Centrum Projektów Polska Cyfrowa - wyjaśniła Anita Woźniak. Czekano na nie do 10 grudnia. W przypadku nie złożenia wszystkich wymaganych dokumentów, oświadczenia były weryfikowane na podstawie wcześniej dostarczonych dokumentów. Inspektor przyznała ponadto, że urzędnicy na bieżąco reagowali na wszystkie narzucone im zmiany. - Nie były one zależne od nas i na pewno wywoływały frustrację zarówno po jednej stronie, czyli wśród wnioskujących, jak i u nas, ponieważ dokumenty wymagały ponownej weryfikacji. Pracowaliśmy na żywym organizmie - tłumaczyła.
WÓJT MYŚLI NAD ROZWIĄZANIEM
- To nie jest tak, że pracownica, która zajmuje się środkami unijnymi ma dostęp do systemu podatkowego, ewidencji ludności itp. Nie może mieć. To są dane wrażliwe. Każdy wnioskujący musiał sam na podstawie oświadczenia określać pewne rzeczy - mówił wójt Tomasz Michalczak, odnosząc się przy okazji do zarzutów, które usłyszał osobiście podczas rozmowy z jedną z niezadowolonych mieszkanek. Dodał ponadto, że nie było fizycznej możliwości, aby pracownica w tak krótkim czasie mogła obdzwonić aż 200 osób, a stosowne komunikaty pojawiły się w miejscach, które wymieniamy powyżej. Niemniej jednak zdradził, że gmina rozpoczęła prace nad próbą rozwiązania sytuacji. - Jest kilka wniosków, w których pojawiły się drobne błędy, np. brakowało podpisu - przyznaje. Oszczędności, które pozostały z przeprowadzonego przetargu na laptopy mogłyby posłużyć na zakup kolejnych komputerów lub tańszych tabletów. Mowa prawdopodobnie o około 20.000 zł. Wstępne plany zakładają stworzenie listy osób, które miały najmniej braków w wymaganej dokumentacji lub popełniły mało znaczące błędy. Kolejny pomysł to przekazanie dzieciom sprzętu, który w ubiegłym roku otrzymały szkoły i wypożyczały go uczniom w celu realizacji nauki zdalnej w domach.
NIEKTÓRZY SĄSIEDZI DZWONILI
Postanowiliśmy skontaktować się z sąsiednimi gminami, aby sprawdzić w jaki sposób prowadziły nabory, ile osób nie przeszło pozytywnie weryfikacji, a także jak wyglądał przepływ najważniejszych informacji. W Urzędzie Miejskim w Janowcu Wielkopolskim Grantami PPGR zajmuje się Adrianna Wrzesińska - inspektor do spraw oświaty, kultury, zdrowia i opieki społecznej. Przekazała Pałukom, że początkowo mieszkańcy gminy złożyli 366 oświadczeń, natomiast ostatecznie po dostarczeniu wymaganych dokumentów do programu zakwalifikowało się o 79 osób mniej. - W pierwszym momencie był boom na składanie oświadczeń i tak naprawdę żadnej informacji, że trzeba udokumentować wszystkie fakty, w tym prace w PGR. Dopiero później wymagane było zaświadczenie ze szkoły, zaświadczenie o miejscu zamieszkania, akty urodzenia. Dokumentów trzeba było załączyć mnóstwo - wymienia Adrianna Wrzesińska. O tym, że uzupełnienia są niezbędne urząd informował za pośrednictwem swojej strony www, Facebooka, wysyłał informację do szkół z prośbą o przekazanie jej rodzicom uczniów poprzez dziennik elektroniczny. Do osób, które mimo ogólnych komunikatów nie pojawiły się w urzędzie wykonywano telefony. - Nie wszyscy je odbierali. Próbowaliśmy dodzwonić się do każdego kilka razy - uściśliła inspektor. Sprzęt jest sukcesywnie wydawany beneficjentom i wszystko wskazuje na to, że do zakończenia wakacji otrzymają go wszyscy uprawnieni mieszkańcy gminy Janowiec Wielkopolski.
Rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Żninie Aleksander Kranc poinformował natomiast, że w obrębie gminy Żnin sprzęt komputerowy otrzyma 274 potomków pracowników dawnych Państwowych Gospodarstw Rolnych. Liczba oświadczeń, które wpłynęły do ratusza w ubiegłym roku była jednak znacznie wyższa - 486. - O konieczności uzupełnienia dokumentów informowały komunikaty na naszej stronie internetowej oraz na gminnym Facebooku. Oprócz tego z każdą osobą były podejmowane próby kontaktu telefonicznego, celem poinformowania o konieczności uzupełnień - wyjaśnił rzecznik.
Urząd Gminy w Gąsawie przyjął początkowo 213 oświadczeń. W wyniku nieuzupełnienia dokumentów odpadły 44 z nich. Marlena Jułga, inspektor ds. pozyskiwania funduszy pozabudżetowych oznajmiła, że o tej konieczności urząd informował za pośrednictwem strony internetowej, na profilu facebookowym, a także wysyłając maile lub dzwoniąc do rodziców uczniów szkół średnich. - Czas na uzupełnienie był bardzo krótki. Raptem tydzień. Nie mieliśmy możliwości, żeby pisać pisma do wszystkich. Zrobiliśmy to co w naszej mocy - podkreśliła Marlena Jułga.
Do sprawy laptopów powrócimy wkrótce.
Justyna Kulpińska, 18 VIII 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze