Dojeżdżając ulicą Dworcową do ulicy Mickiewicza spójrzmy prosto. W ogrodzie przed budynkiem, znajdującym się dokładnie naprzeciwko wjazdu na obwodnicę, przy zbiegu ulic Mickiewicza i Ogrodowej, znajduje się krzyż na granitowym postumencie. Jego niezwykła historia sięga II połowy XIX w. i jest nierozerwalnie związana z ludźmi tam mieszkającymi. Na przestrzeni lat stał się on nie tylko symbolem wiary, ale też tożsamości narodowej.
Historia krzyża rozpoczęła się w 1874 roku, kiedy to Żnin znajdował się pod zaborem pruskim, w granicach Prowincji Poznańskiej, wchodzącej w skład Królestwa Prus, w rejencji bydgoskiej (Regierungsbezirk Bromberg). Były to czasy Kulturkampfu - nasilonej germanizacji i walki z Kościołem Katolickim, prowadzonej agresywną polityką kanclerza Otto von Bismarcka. Ograniczano język polski, kontrolowano parafie, a życie religijne stało się jednym z ostatnich bastionów tożsamości. W tych realiach 25 kwietnia 1874 roku, na posesji przy dzisiejszej ulicy Mickiewicza 29, stanął krzyż ufundowany przez człowieka zapisanego na tablicy jako J. Sempowski. Litery wyryto stylem przypominającym szwabachę polską lub dawną pisownię polską, co dodatkowo podkreśla historyczny charakter inskrypcji.
Do naszej redakcji zgłosiła się, mieszkająca obecnie na terenie posesji, przy której znajduje się krzyż, Izabela Nowak. Chciała podzielić się z Czytelnikami poruszającą historią rodzinną dotyczącą owego znaku wiary, który stał się w jakże trudnych okresach historii miasta znakiem odwagi i niezłomności J. Sempowskiego, jak i jej prababki Zuzanny Przybylskiej.
WOTUM WDZIĘCZNOŚCI - CZY TYLKO?
Według przekazu Antoniego Przybylskiego, młodszego syna Zuzanny, krzyż postawiono jako wotum dziękczynne za cudowne ocalenie matki fundatora, czyli owego J. Sempowskiego. Kobieta wracała z pola, siedząc na wozie z sianem, którym powoził jej syn. Wóz zjeżdżał z dzisiejszej Ogrodowej lub dawnego początku ul. Dąbrowskiego w obecną ul. Mickiewicza, gdy koń spłoszył się i poniósł. W efekcie tego kobieta spadła na ziemię lecz, o dziwo, nic jej się nie stało. Antoni Przybylski opowiadał, że wydarzenie to traktowano jako znak i że właśnie w akcie wdzięczności za ocalenie życia matki, Sempowski w 1874 r. postawił krzyż w okolicy skrzyżowania dróg, przed stojącą wtedy stodołą.
Ponadto właśnie w tamtym roku wprowadzono także istotną zmianę administracyjną - z dniem 1 października 1874 r. powołano do życia Urzędy Stanu Cywilnego. Na mocy ustawy z 9 marca 1874 r. przejęły one od parafii obowiązek rejestrowania urodzeń, małżeństw i zgonów. W praktyce oznaczało to, że sakramenty kościelne przestały wystarczać jako dokument prawny, a przywileje Kościoła zostały ograniczone przez zaborcę. Nie sposób wykluczyć, że wprowadzenie obowiązkowych rejestrów w USC w 1874 r. było jednym z impulsów do utrwalenia Polskości także w formie religijnego znaku - krzyża z inskrypcją fundatora. W czasach, gdy władza państwowa przejmowała kontrolę nad życiem rodzinnym i obrzędowością, wystawienie krzyża mogło być nie tylko aktem wdzięczności, ale i cichym gestem sprzeciwu wobec germanizacji - przypomnieniem, że polska wiara i pamięć przetrwają nawet pod pruskim urzędowym stemplem.
OKUPACJA
Historia tego krzyża ma jednak dalszy, dramatyczny ciąg. Prawdopodobnie w 1921 roku dziadkowie Izabeli, Józefa i Jan Przybylscy, kupili ziemię wraz ze stodołą i krzyżem. Na fundamentach dawnego budynku zbudowali dom, który stoi do dziś. Minęło zaledwie 18 lat, do Żnina wkroczyły wojska niemieckie. Z relacji Janiny - wnuczki Zuzanny - władze okupacyjne zarządziły zbiórkę wszystkich metalowych elementów na potrzeby wojska. Z racji tego, że krzyż był z metalu, niebawem pod domem Przybylskich zjawił się oficer niemiecki wraz z polskimi robotnikami, którzy zdemontowali krzyż z granitowego cokołu. Na szczęście pozwolili zdjąć pasyjkę. Przybylscy otrzymali nakaz, by nazajutrz zawieźć go do zakładu metalurgicznego znajdującego się w miejscu dzisiejszego marketu Netto przy ul. Mickiewicza. Zuzanna Przybylska, która pamiętała jeszcze surowe czasy zaborów, miała wtedy powiedzieć, że Szwabom krzyża nie odda. Jeszcze tej samej nocy, razem z sąsiadem, wsadzili krzyż na taczkę i wywieźli na torfowisko. Znajdowało się ono za Gąsawką, przed byłym ogrodnictwem Marciniaków. Zuzanna zaznaczyła sobie miejsce, gdzie ukryła krzyż. Liczyła, że po wojnie uda się go odzyskać i zamontować w pierwotnym miejscu. Postument natomiast schowała w zaroślach.
Dzięki dużej ilości złomu, dostarczanego wtedy do fabryki, Niemcy na szczęście nie zorientowali się, że krzyża nie dostarczono. A może jakiś dobry człowiek nie doniósł o tym? Teraz już się tego nie dowiemy. Jakkolwiek postawa Zuzanny była jednak bardzo ryzykowna. W każdej chwili mogła zginąć za ten czyn. Jej wiara była jednak tak silna, że kobieta nie myślała o konsekwencjach swego postępowania. Nie zawahała się i dokonała bohaterskiego czynu. Nie przypuszczała zapewne, że będzie przykładem do naśladowania dla kolejnych pokoleń swojej rodziny, a jej czyn zapisze się na kartach historii rodzinnej. Józefa Przybylska, synowa Zuzanny, oraz wnuczka Janina Nowak, z domu Przybylska, przekazywały tę historię w rodzinie. Dodatkowo Henryk Lewandowski, który jako dziecko mieszkał w tym domu, również zapamiętał opowieści rodziców o niemieckim nakazie oddania metalu
i o odwadze Zuzanny, która nie podporządkowała się rozkazowi.
PO WOJNIE
Po zakończeniu wojny Zuzanna podejmowała wielokrotnie próby odszukania krzyża, niestety nieudane. Prawdopodobnie zapadł się w torfowisko i jest tam do dziś. Starszy syn Zuzanny - Jan Przybylski - po powrocie z niemieckich robót przymusowych postanowił postawić nowy krzyż, wzorowany na dawnym, ale wykonany z modnego wtedy lastryka. Oryginalną pasyjkę, którą szczęśliwie przechowano w domu, przymocował do nowego krzyża i w takiej formie stoi on tam do dziś.
Janina Nowak, wnuczka Zuzanny (matka Izabeli) opowiada, że pod krzyżem gromadzili się mieszkańcy i odmawiali różaniec, ponieważ był on jedynym miejscem kultu religijnego w okolicy.
Izabela Nowak opowiada, że Jan zakopał pod krzyżem butelkę z informacjami, prawdopodobnie tuż obok tej, należącej do pierwotnego fundatora J. Sempowskiego. Taki był w tamtym czasie zwyczaj. Nie wiadomo jednak, czy te swoiste kapsuły czasu przetrwały w ziemi.
Krzyż przy Mickiewicza 29 nie jest zatem tylko znakiem religijnym, ale świadectwem wiary, wdzięczności i odwagi. To także wyraz rodzinnej pamięci i ciągłości międzypokoleniowej. Przetrwał przełomy dziejowe - zabory, wojny i powojenne zmiany - a jego historia wciąż żyje w opowieściach mieszkańców domu i ich bliskich, a teraz także pozostanie w pamięci naszych Czytelników.
Dorota Kapłońska
Pałuki 40/2025 [1755]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze