Reklama

Nikt poza Polakami nie kwapił się wsiąść za kółko malucha

 Z kierowcą wyścigowym Rajmundem Wiśniewskim, żninianinem o wyścigach i nie tylko
    Nikt poza Polakami nie kwapił się wsiąść za kółko malucha

    Rajmund Wiśniewski - rodowity żninianin, absolwent Politechniki Poznańskiej, z zawodu inżynier-mechanik prowadzący zakład usług szlifierskich w zakresie mechaniki pojazdowej przy ul. Pocztowej w Żninie, z zamiłowania kierowca wyścigowy. Przez cztery sezony brał udział w Wyścigowych Samochodowych Międzynarodowych Mistrzostwach Polski w klasie turystycznej "fiat 126p".

    - Czy rzeczywiście, jak nazwa wskazuje, brali w niej udział kierowcy zagraniczni?
    - Niestety nie, to klasa typowo narodowa. Nikt poza Polakami nie kwapił się wsiąść za kółko "malucha". W innych klasach startowali Rosjanie, Czesi, Niemcy.  
    - Skąd wzięło się u pana zainteresowanie wyścigami samochodowymi?
    - W 1978 r. wybudowano tor samochodowy "Poznań" na poznańskiej Ławicy. Rok później pierwszy raz zobaczyłem samochód wyścigowy. Jako że studiowałem w Poznaniu miałem możność odwiedzania mego wuja Wojciecha Wiśniewskiego, który był mechanikiem u jednego z miejscowych zawodników. Tak zaczęła się fascynacja tym sportem.
    - Jak długo był pan czynnym kierowcą wyścigowym?
    - Zanim zostałem kierowcą, musiałem zdobyć odpowiedni status materialny. To kosztowny sport, wymagający pracy przy naprawach bądź podnoszeniu parametrów pojazdu, a co się z tym wiąże dużych nakładów finansowych. Ścigałem się przez cztery sezony w latach 1991-1994. Łącznie wziąłem udział w 22 wyścigach.
    - Jak się panu wiodło jako kierowcy wyścigowemu?
    - Zależy, jak na to spojrzeć. Nie udało mi się nigdy wygrać żadnego z nich. Przeważnie kończyłem w środku stawki - koniec pierwszej - początek drugiej dziesiątki. Muszę tutaj wyjaśnić, że w zawodach brało udział do trzydziestu samochodów. Miałem jednak wysoki współczynnik ukończenia wyścigów - ponad 85%. I to mnie bardzo cieszy, bowiem z reguły wyścig kończyło maksymalnie 60% startujących. Muszę powiedzieć, że sport ten, który zawsze traktowałem jako hobby, dał mi pewne rozeznanie co do techniki jazdy samochodem. Te kilka lat startów wzbogaciły mnie o nowe, cenne doświadczenia. Ze smutkiem stwierdzam, że wielu kierowców poruszających się swymi pojazdami po drogach publicznych nie umie poprawnie jeździć, popełnia podstawowe błędy. A szczególnie przeraża mnie brawura i lekkomyślność młodych motocyklistów.  
    - Wróćmy jednak do pańskich startów. Proszę opowiedzieć o samochodzie, na którym pan startował.
    - Zanim odpowiem, dokończę odpowiedź na poprzednie pytanie. Jak wspomniałem, nigdy nie wygrałem wyścigów. Były jednak takie, w których miałem szanse na "pudło". Gdy już zacząłem doganiać prowadzących i wydawało się, że wszystko pójdzie gładko - dachowałem. Teraz, z perspektywy czasu wiem, że w takich momentach emocje wywołane możliwością wygranej brały górę nad umiejętnościami i kończyło się to wypadnięciem z trasy. A samochód? Od początku do końca swoich startów jeździłem jednym i tym samym "fiatem 126p". Kupiłem go od Pawła Piotrowskiego z Poznania, który już na nim startował, sam poddałem go jednak dalszym modyfikacjom. Startując w zawodach przeżyłem pięć kompletnych demolek - mówiąc żargonem kierowców wyścigowych - wybuchów silnika. Na przykład rozleciał się tłok, czy urwał się korbowód lub zawór. W ogóle żywotność takiego silnika jest bardzo krótka - maksymalnie do 700 kilometrów. Jego eksploatacja podczas jazdy jest ogromna. Może podam niektóre parametry, posiadacze zwykłych "maluchów" mogą sobie porównać. Moc silnika 55 KM przy 7200 obr./min, zużycie paliwa około 14 l/100 km, przyśpieszenie 0-100 km/h około 12 sekund. Prędkość maksymalna do 150 km/h - w zależności od zastosowanej skrzyni biegów. Jak widać, duży "fiat" czy "polonez" nie miałby większych szans.
    - Proszę powiedzieć, gdzie odbywały się zawody i jaki był ich przebieg?
    - Ścigaliśmy się na czterech torach: w Poznaniu, Kielcach, Toruniu i wybudowanym w ubiegłym roku torze w Kamieniu pod Opolem. W dniu poprzedzającym wyścig odbywały się oficjalne treningi, dokonywano pomiaru czasu. Osiągnięty wynik warunkował miejsce, które zajmował zawodnik na linii startu. Sam wyścig obejmował 15 okrążeń toru, to jest około 60 km, a na cały cykl mistrzostw składało się 6 wyścigów. Jednak zanim doszło do startu należało samochód do niego przygotować, sprawdzić jego stan techniczny. A przygotowanie samego silnika zajmuje około 100 godzin. Byłem "samoistnym" sponsorem przy niewielkim udziale Automobilklubu Wielkopolskiego, którego członkiem jestem do dziś. Wszelkie prace starałem się wykonać sam. Jednak były osoby, które pomagały mi jak mogły. I tą drogą chciałbym im podziękować. Byli to panowie: Mirosław Spochacz z Rogowa, Paweł Kurek i Artur Frasz ze Żnina oraz wujek Wojciech Wiśniewski.
    - W ubiegłym roku zrezygnował pan ze startów. Dlaczego?
    - Ze względu na kończącą się klasę "fiata 126p". "Fiat 126p" jest wypierany przez "cinquecento". No i finanse. Jak już wspomniałem, to kosztowny sport. Jednak cały czas myślę o powrocie. Startowałbym na "cinquecento". By jednak to marzenie spełniło się, muszę uzbierać pewien kapitał, który pozwoli mi realnie o tym pomyśleć. Na razie prowadzę zakład szlifierski. Buduję silniki dwóm kolegom z Krotoszyna i Wałbrzycha, którzy startują nadal. Krotoszynianin w tym roku ma szansę na zajęcie trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej klasy turystycznej. Tak więc nie wziąłem całkowitego rozbratu ze sportem. Te cztery lata startów, oprócz nabrania nowych doświadczeń dały mi ogromną satysfakcję pod względem pracy. Lubię grzebać w samochodzie. I dziś wiem, że aby dojść do takiej wprawy i precyzji w składaniu silników jak mi się udało, potrzeba przynajmniej kilku lat pracy. No i trzeba to zajęcie polubić.
    - Dziękuję za rozmowę i życzę szybkiego powrotu na wyścigowe tory.

Sławomir Kujawa
Pałuki nr 189 (40/1995)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości