W nocy 18 grudnia w domu mieszkalnym w Brzyskorzystwi wybuchł pożar, który odciął domownikom przebywającym na piętrze budynku drogę ewakuacji.
Dom był piętrowy, a wewnątrz znajdowały się dwa mieszkania, przy czym nie rozlokowane na parterze i piętrze, lecz w dwóch skrzydłach budynku.

fot. z archiwum Andrzeja Dawidowicza
Kpt. Łukasz Adamowski, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Żninie przekazał nam, że dyżurny otrzymał zgłoszenie o pożarze części dwuskrzydłowego domu w Brzyskorzystwi o 3.15. Na miejsce zadysponowane zostały 3 zastępy JRG ze Żnina i po 1 zastępie OSP z Brzyskorzystewka, Białożewina, Żnina i Cerekwicy.

fot. z archiwum Andrzeja Dawidowicza
Po przybyciu do Brzyskorzystwi we wskazaną lokalizację strażacy stwierdzili, że rzeczywiście ogień objął do tego momentu tylko połowę łączonego budynku. Poza tym trawiona przez ten ogień była przede wszystkim dolna kondygnacja, a na piętrze kłębiło się coraz więcej dymu. Domownicy ewakuowali się sami. Zajął się nimi zespół ratownictwa medycznego, który też został zadysponowany do Brzyskorzystwi.

fot. z archiwum Andrzeja Dawidowicza
Prądy wody zostały podane przez strażaków na parter mieszkania. Wnętrz i wyposażenia nie udało się uratować. Drugie skrzydło budynku ocalało. Ten fakt pozwolił też później znaleźć rodzinie Andrzeja Dawidowicza dach nad głową u jego mamy. W tym zakresie mogli się więc obyć bez pomocy sąsiadów, czy gminy Żnin.

fot. z archiwum Andrzeja Dawidowicza
Rodzina jest cała i zdrowa, nie licząc drobniejszych urazów Kamila i jego dziewczyny. Niemniej jednak stracili meble i urządzenia AGD oraz elektronikę, które były na dole mieszkania i u góry. Odzież na górze w szafach nie spłonęła, ale jest zadymiona. Teraz ich bliscy pomagają im to prać, udostępniając własne pralki. Wśród spalonych sprzętów AGD są bowiem: pralka, kuchenka, telewizory i szereg mniejszych urządzeń. Dom czeka odbudowa. Pan Andrzej przypuszcza, że w jakichś 90% trzeba będzie odtworzyć ten budynek. Trzeba będzie zrobić nowe podłogi i ściany, kupić całe wyposażenie oraz wyremontować instalacje. Także grzewczą.

fot. z archiwum Andrzeja Dawidowicza
Wiarę rodziny w to, że sobie poradzą i jakoś wszystko się ułoży umacnia pomoc, której doświadczyli od momentu wybuchu pożaru aż do teraz. Ta pomoc bowiem nie była jedynie impulsem zaraz po pożarze, ale jest kontynuowana. Wyjaśnijmy, że ruszyły różne zbiórki, w tym internetowe zorganizowane na zrzutka.pl oraz pomagam.pl, a także przez Zespół Szkół Niepublicznych w Gąsawie, którego uczniem jest Jakub Dawidowicz (młodszy syn), przez firmę Frigo Logistics, w której pracuje Kamil (starszy syn). Ponadto władze sołeckie prowadzą zbiórkę do puszki na odbudowę po pożarze. Tych środków więc przybywa.

fot. z archiwum Andrzeja Dawidowicza
- Bardzo dziękuję za tę pomoc, którą od razu otrzymaliśmy od wielu mieszkańców nie tylko naszej wsi oraz od przedsiębiorców lokalnych, sołectwa i gminy, od naszych współpracowników i członków rodziny. No i przede wszystkie dziękuję strażakom, bo ich szybkie i ofiarne działanie pozwoliło w ogóle uratować rodzinny dom. To nam teraz dodaje wiary - mówi Andrzej Dawidowicz.

fot. z archiwum Andrzeja Dawidowicza
Jest więc nadzieja na przyszłość, ale Andrzej Dawidowicz nie przeczy, że zbliżające się święta będą smutne.
Więcej - także o tym, jak bracia uratowali rodzinę - w papierowym wydaniu Tygodnika Pałuki w czwartek.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze