Ewakuacja dobytku
Noteć najwyższa od 30 lat
W Pakości zbudowano kilka odcinków wałów przeciwpowodziowych z worków z piaskiem. Worki są też przygotowane w Barcinie. Ogrody i piwnice domostw w starorzeczu i w okolicach obecnego koryta rzeki już są częściowo zalane. Po odwilży może przyjść powódź.
Piotr Drozdowski ma zalaną piwnicę pod domem mieszkalnym. Na szczęście zdążył przenieść w inne miejsce przechowywane tam rzeczy. Już przed świętami w Pakości zaczęto formować wały z worków z piaskiem wzdłuż Noteci, aby osłonić 8 domów mieszkalnych bezpośrednio zagrożonych powodzią, znajdujących się na odcinku starej części Pakości po obydwu stronach mostu przy drodze wojewódzkiej. Wówczas temperatura powietrza oscylowała wokół zera. W Pakości do budowy prowizorycznych wałów wykorzystano 8.000 worków z piaskiem.
Tymczasem w Barcinie w piwnicach niektórych domów też pojawiła się wówczas woda. Gmina, a konkretnie sztab kryzysowy, który reaguje w przypadku zagrożeń, otrzymywała sygnały o zalanych piwnicach i wodzie pojawiającej się w ogrodach przydomowych w starej części miasta. Nie dotyczyło to jedynie posesji bezpośrednio nad Notecią, ale także w okolicy starorzecza Noteci, czyli na południe od lewego brzegu - między ul. Wyzwolenia i 4 Stycznia. Woda zaczęła się również zbliżać do posesji przy ul. Żnińskiej i Mostowej oraz Wyzwolenia, po stronie nad rzeką, placu 1 Maja, a także ul. Kościelnej.
21 grudnia wojewoda kujawsko-pomorski Ewa Mys skierowała do burmistrza Barcina pismo, na podstawie którego zastępca burmistrza Sławomir Różański zwrócił uwagę mieszkańców za pomocą ogłoszeń na słupach ogłoszeniowych, bramach posesji i oknach wystawowych sklepów starego miasta, aby zastanowili się nad zabezpieczeniem swojego majątku, który może być zagrożony podtopieniami. Pani wojewoda zwracała uwagę, by służby gminne dokonały przeglądu procedur w sytuacji zagrożenia powodziowego i zapewniły dojazdy do wałów przeciwpowodziowych oraz obiektów hydrotechnicznych. Takich na terenie gminy Barcin wzdłuż Noteci jednak nie ma. Pismo wojewody trafiło także m.in. do komendantów straży pożarnej i policji.
Michał Dreżewski mieszka kilkaset metrów od ujścia rowu melioracyjnego do Noteci. Noteć w kierunku południowym, czyli łąk starorzecza, wylała na szerokość ponad 100 metrów. Gmina Barcin dysponowała 2.000 worków do budowania zabezpieczeń przed wysoką wodą. W sytuacji zagrożenia powodziowego gmina Barcin otrzymała z wydziału bezpieczeństwa zarządzania kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy 200 worków. Na placu przed ciepłownią w Wodbarze został przygotowany piasek, który w razie potrzeby będzie służyć do wypełniania worków. Worki nie są wypełniane do końca, a jedynie tak, by było w nich 40 kg piasku. Dzięki temu można je przenosić i układać w wale. Wał uszczelniany jest przy pomocy folii. Jeśli wszystko dobrze się skończy, to worki dostarczone przez Urząd Wojewódzki zostaną w Barcinie jako zabezpieczenie podczas ewentualnych sytuacji powodziowych w przyszłości, natomiast piasek posłuży np. do wykonania napraw na drogach.
Jak podkreśla zastępca burmistrza Barcina, zagrożenie powodziowe istnieje nie tylko bezpośrednio od koryta Noteci, ale też od wód gruntowych. Rzeka w obecnym korycie tworzy bowiem system hydrologiczny z terenami starorzecza Noteci w Barcinie. Wcześniej rzeka na tym odcinku miała więcej meandrów i płynęła tam, gdzie teraz znajdują się duże obszary łąk i trzcinowisk od Barcina do Jeziora Wolickiego.
Ludgarda Iłowska z Zarządu Zlewni Noteci w Bydgoszczy przy Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Poznaniu przypomina, że obecny bieg Noteci istnieje od 1882 r., kiedy to Niemcy zakończyli prace melioracyjne związane z regulacją rzeki. Powstało wtedy 8 stopni piętrzących w Dolinie Noteci.
Dlatego powódź może dotyczyć całego starego Barcina, od użytku ekologicznego i obwodnicy aż po ul. Żnińską, a także wsi - takich jak Knieja, Wolice Dolne albo Dąbrówka Barcińska. Woda na tereny posesji przy ulicach oddalonych od rzeki może dostać się przez grunt. Mijający rok był zaś obfity w opady i grunt jest nasiąknięty. Wiosną, choć woda w korycie rzeki była również wysoka, nie dochodziło do zalewania piwnic oraz przydomowych ogródków, bo wówczas woda mogła być wchłaniana przez grunt. Teraz już tak nie jest.
Michał Dreżewski mieszka w ostatnim budynku lewobrzeżnej części starego miasta na zachodzie, czyli u wylotu ul. Wyzwolenia. Za domem z kilkoma mieszkaniami są ogródki działkowe i szopki gospodarcze. Mieszkańcy często gromadzą tam drewno na opał i różne sprzęty. To wszystko teraz jest zagrożone, gdyż woda od kończącego swój bieg rowu, który wpływa do Noteci, praktycznie już połączyła się z wodą gruntową. Stworzył się lód, a na nim jest śnieg. Lód, który po odwilży zamieni się w powódź, sięga teraz do połowy przydomowych ogródków. To oznacza najwyższy poziom wody od 30 lat.
Wówczas miała miejsce powódź, która zalała obwodnicę Barcina, podwórza i ogrody oraz piwnice bardzo wielu posesji. Było to późną wiosną, spowodowane nie tylko wcześniejszymi roztopami w całym kraju po tzw. zimie stulecia, ale prawdopodobnie także błędami w regulowaniu przepływu wód w systemie tam i jazów. W obecnym stuleciu jedynie wczesną wiosną 2002 roku miały miejsce wylewy wód na łąkach przy rzece. Teraz woda sięga nawet 100 metrów w głąb łąk od koryta rzeki (w kierunku Wolic). Michał Dreżewski głowi się więc, gdzie przenieść drewno opałowe, które zagrożone jest zalaniem w momencie nawet kilkudniowej odwilży.
Rafał Dreżewski pamięta powódź w Barcinie przed trzydziestoma laty. Jego syn Kuba wysoką wodę w rzece, nad którą mieszka, widzi po raz pierwszy w życiu. Rafał Dreżewski przeniósł już większość sprzętów, które przechowywał w budynku gospodarczym w ogrodzie, kilka metrów od koryta rzeki - bliżej podwórka domu. Jego brat Rafał mieszka w posesji położonej kilkadziesiąt metrów od Noteci. Bliżej rzeki ma ogród oraz budynek gospodarczy i szklarnię. Tam pojawiła się już woda i dlatego cenniejsze sprzęty, przede wszystkim silniki do łodzi, Rafał Dreżewski przeniósł bliżej podwórka. Także ten z braci nie widział na Noteci podobnie wysokiego poziomu wody od 30 lat. - Kiedy wiosną były w Polsce powodzie, a i u nas stan Noteci się podnosił, ale nie stanowił jeszcze zagrożenia, wbiłem miarę w wodzie przy pomoście. Okazało się, że latem 30 cm spadło wody, a jesienią już wzrosło. Teraz już wzrosło na tyle, że miarę mi przykryło i wody jest o dobry metr więcej niż normalnie. Dodatkowo jeszcze zapowiadają śnieg. Kiedy przyjdzie odwilż, czy to teraz, jeszcze zimą kilkudniowa, czy już na stałe wiosną, to może być groźnie.
Ogród będę miał zalany. Również wodę będę miał w budynku gospodarczym, a być może w szklarni. W każdym razie od Wigilii na podstawie stopni schodków przy pomoście obserwuję, że tutaj poziom wody wzrósł o jakieś 30 cm - mówi Rafał Dreżewski. Dodaje, że w tej chwili woda wylewa się na odcinku między mostem garbatym a ujściem rowu, czyli w kierunku stanicy żeglarskiej.
W piwnicy Piotra Drozdowskiego, który mieszka na drugim brzegu rzeki, przy ul. Żnińskiej woda pojawiła się przed świętami. Prosił więc o interwencję w gminie. Urzędnicy, którzy odwiedzili jego posesję, radzą zabezpieczyć dobytek z zagrożonych obiektów. Piotr Drozdowski opróżnił już piwnicę ze słoików z zaprawami, starych pieców i innych sprzętów. Na szczęście od pewnego czasu ogrzewa mieszkanie elektrycznie. Gdyby nadal miał kotłownię c.o. w piwnicy, to woda, która się gromadzi, uniemożliwiłaby ogrzewanie domu. - Ja współczuję, jeśli ktoś jest starszą osobą i mieszka sam, jak ma przenosić dobytek. Przecież większość kotłowni znajduje się właśnie w piwnicach. Osobiście nie wypompowuję teraz wody z piwnicy, ani nie wzywam strażaków. Nie ma sensu, bo teraz ta woda i tak wróciłaby do pomieszczeń piwnicznych po kilku godzinach od pompowania. Obawiam się, że ta woda w piwnicy będzie rosła i wpłynie to też na stan mieszkania, które niedawno gruntownie remontowaliśmy. Wiadomo, że z wilgocią w piwnicy może się później wiązać grzyb na ścianach w mieszkaniu. Uważam, że powinni spuścić wodę na tych trzech śluzach w Łabiszynie. Mówię trzech, bo jakiś czas temu powstała tam też mała elektrownia wodna. Tam woda schodzi zbyt wolno i to jest problemem dla Barcina - mówi Piotr Drozdowski. Tuż obok jego domu znajdują się obiekty młyna Wojciech. Jego szef Marek Drozdowski powiedział, że jeśli woda wedrze się do piwnic, to w zakładzie będzie trzeba wstrzymać proces produkcyjny.
Ludgarda Iłowska mówi, że retencjonowanie wód odbywa się prawidłowo, a zagrożeniem dla Barcina - konkretnie dla rejonu starorzecza - jest ujście rzeki do Jeziora Wolickiego. Otóż jest to rozległy akwen, na terenie którego - według Ludgardy Iłowskiej - Noteć ma słabą pływalność i następuje cofanie wody w rzece nawet na kilka kilometrów wstecz, czyli do Barcina (około 3 km od ujścia do jeziora).
Zastępca burmistrza mówi, że system jezior aż po Jezioro Ostrowieckie powinien teoretycznie służyć jako zlewnia nadmiaru wód z rzeki. Jednak problemem jest to, że woda wydostaje się z gruntu. Kilka dni temu w Lubostroniu był zator na rzece spowodowany spiętrzaniem się na niezamarzniętej wodzie śniegu. Śnieg już nie roztapiał się, bo woda była zbyt zimna i płynął, piętrząc się we fragmentach koryta. Teraz już tego problemu nie ma, a silny mróz wskazuje, że w najbliższych godzinach rzeka zamarznie na całej szerokości.
We wtorek w Urzędzie Miejskim w Pakości odbyło się spotkanie przedstawicieli RZGW w Poznaniu i Zarządu Zlewni Noteci w Bydgoszczy z samorządowcami Pakości i Barcina. Przybyła na nie także pani wojewoda. Nie podjęto decyzji o zwiększaniu przepływu wód dzięki regulowaniu śluz. Stan alarmowy na Noteci w Pakości, gdzie Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ma swój punkt pomiarowy, wynosi 2,8 m. We wtorek stan był przekroczony o 42 cm. Przez czoło tamy na wyjściu rzeki z Jeziora Pakoskiego notowany jest teraz przepływ wody w ilości 28 m3/s. To zdaniem Andrzeja Idziaszka, inspektora do spraw obronnych i zabezpieczenia przeciwpożarowego w ratuszu w Pakości, zbyt dużo, aby przyjęło to i odprowadziło dalej koryto rzeki na odcinku przez Jezioro Mielno, Jezioro Sadłogoskie i Jezioro Wolickie.
Ludgarda Iłowska twierdzi jednak, że przepływ, który podaje na swojej stronie internetowej IMiGW na poziomie 28 m3, nie jest tak duży. Wynosi według Ludgardy 18 m3/s. Andrzej Idziaszek powątpiewa jednak w to, że przedstawicielka RZGW, a konkretnie Zarządu Zlewni Noteci, ma dane bardziej wiarygodne, niż instytut, skoro to on ma stację pomiarową w Pakości. W każdym razie Noteć w Pakości zbiera wielkie ilości wody ze zbiornika, jakim jest ciągnące się ponad 20 km w kierunku Strzelna Jezioro Pakoskie i z Kanału Noteckiego od Ślesina.
Dlatego nie tylko zdaniem Andrzeja Idziaszka, ale także na przykład Piotra Drozdowskiego, zagrożenie powodziowe spowodowane jest zaniedbaniami ze strony administratorów tych wód, czyli RZGW. - Noteć nie była bagrowana kilkadziesiąt lat. Wiem, że to ogromne koszty, ale z tymi drogami wodnymi jest jak z polską koleją. Nie wiadomo, kto za co odpowiada. Za coś odpowiada RZGW, za coś samorząd gminy, za coś innego pewnie Urząd Marszałkowski albo wojewoda. W efekcie nawet jeśli byłaby możliwość ubiegania się o środki europejskie na pogłębienie rzeki i oczyszczenie brzegów, to nie ma pewnie jednej instytucji, która potrafiłaby wniosek do Brukseli w tej sprawie złożyć - uważa Piotr Drozdowski.
Zdaniem Michała Dreżewskiego, powódź w Barcinie, choć na razie w postaci lodu i śniegu, już jest faktem. Pociesza się tylko tym, że ma ubezpieczony dom. Nie wszyscy jednak mają taki komfort, a już zwłaszcza jeśli chodzi o ruchome dobra zgromadzone w domach i na posesjach.
Karol Gapiński
Pałuki nr 985 (52/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze