Chłód, brak opału, piece kaflowe nadające się do naprawy, brak wody w kranie, komornik i co za tym wszystkim idzie problemy z utrzymaniem właściwego porządku czy higieny powodują, że mieszkaniec Janowca obawia się o swoje życie i byt. Boi się zimy i konsekwencji, jakie ona niesie.
Łukasz Ciemnoczołowski ma 73 lata, mieszka w Janowcu w rodzinnym domu swych dziadków. Obawia się, że może nie dożyć do wiosny. Chłód i brak opału może spowodować wychłodzenie organizmu, które zakończy się tragicznie.
Kiedy go odwiedziliśmy, w mieszkaniu miał zaledwie 3 stopnie ciepła. Jego sposobem na to, by nie doszło do wychłodzenia organizmu, jest noszenie kilku warstw odzieży. Choć, jak mówi, ma z tym problem z uwagi na fakt, że do szczupłych nie należy i trudno mu pozyskać ciepłe ubrania w swoim rozmiarze. - Jeszcze nie jest źle, miałem już i 9 stopni poniżej zera w mieszkaniu, wówczas jedna poduszka na plecy, druga z przodu i jakoś się przeżyło - mówi Łukasz Ciemnoczołowski. Zapewnia, że ma jeszcze trochę węgla, ale to oszczędza na mrozy, bo niewiele go zostało.
Opowiada, że spędzał już zimowe trudne dni w Gościeszynie i w Kołaczkowie w schronisku i do Kołaczkowa nie chciałby już więcej trafić. - Bardzo przykro wspominam tamten czas, tam ani lekarz, ani ksiądz nie zajrzy, jedzenie jest straszne, warunki trudne. Do tego trzeba mieć oczy i uszu szeroko otwarte, bo panuje wyzysk między mieszkańcami. Wróciłem stamtąd z 40 stopniami gorączki i zapaleniem oskrzeli. W Gościeszynie warunki są znacznie lepsze, ale tu mam swój dom rodzinny, z tego domu wyszło wielu zacnych członków mojej rodziny i chcę tu pozostać - mówi mieszkaniec Janowca. Zapewnia, że w grę nie wchodzi też przeprowadzka do bloku, tu ma swoje miejsce na ziemi, swój kawałek ogrodu, tu chce zostać do końca swego żywota.
Jak zapewnia, od 16 lat w mieszkaniu nie ma bieżącej wody. Kiedy był na rencie, nie był w stanie płacić rachunków za prąd i konsekwencją tego było odcięcie energii elektrycznej do posesji, którą zamieszkuje, wtedy też zamarzła mu woda, rozsadziło rury w mieszkaniu, a na modernizację go nie stać. Po wodę schodzi do piwnicy, tuż za wodomierzem prosto z rury napuszcza ją do wiadra i po stromych, sfatygowanych schodach w wiadrach dźwiga ją do mieszkania. - Nawet nie dowiadywałem się, ile by kosztowała naprawa tej sieci wodociągowej w domu, bo i tak mnie na to nie stać, a awaria jest na prywatnej posesji, więc nie mogę liczyć na pomoc pracowników Zakładu Usług Miejskich jako dostawcy wody - przyznaje Łukasz Ciemnoczołowski.
Ta sytuacja niesie za sobą wiele kolejnych zdarzeń. Brak wody w kranie i konieczność dźwigania jej z piwnicy sprawiła, że od kilku miesięcy nie pierze, bo musiałby nanosić wody i zagrzać ją, a cena gazu nie jest niska. Dalej zapewnia, że zwłaszcza zimą nie widzi możliwości kąpieli, bo w mieszkaniu jest tak zimno, że rozebranie się do kąpieli byłoby narażeniem zdrowia. Duże miasta mają łaźnie, gdzie można się wykąpać w ciepłej wodzie. - Nie stać mnie jednak na to, żeby jechać do Bydgoszczy po to, by się tam wykąpać - mówi Łukasz Ciemnoczołowski.

Łukasz Ciemnoczołowski wodę nosi w wiadrach z piwnicy, 16 lat temu zimą woda zamarzła mu w rurach i je rozsadziła, od tego czasu w mieszkaniu wody nie ma, trzeba ją nalewać z kranu znajdującego się w piwnicy tuż za licznikiem fot. Sylwia Wysocka
Swoje niepowodzenia wiąże ze zmianą ustroju i ludzką nienawiścią. Wcześniej pracował w służbie rolnej, miał dobry kontakt z rolnikami jako zootechnik, dwukrotnie zakładał rolniczą Solidarność, jednak w mieście były osoby, które - tak jak jego rodziców - chciały zniszczyć i jego. Tak długo jego przeciwnicy walczyli, aż został zwolniony i wówczas rozpoczęło się pasmo jego niepowodzeń. Przyznaje, że i dziś obawia się o własne życie. - Postrzegany jestem jako osoba chora psychicznie, ale wybitna specjalistka, która robi karierę medyczną w Ameryce, po badaniach poznała się na mojej chorobie i uznała zaburzenia emocjonalne w stopniu umiarkowanym, dlatego czasami mijając się z kimś na chodniku ruszam ustami czy mam dziwny wyraz oczu. Nie jestem uciążliwy, czy szkodliwy, więc gdyby ktoś chciał mi zapewnić dach nad głową na okres zimy, bym nie pogardził - mówi zmarznięty mieszkaniec Janowca. Jak opowiada, to właśnie lekarz zapewnił go, że trudno mu będzie odnaleźć się w obecnym systemie politycznym, dlatego w kubańskiej ambasadzie starał się o azyl na Kubie, jednak go nie dostał. O pomoc zwracał się do posłów, mediów, władz samorządowych, ale nikt mu nie pomaga.
Otrzymuje ponad 800 zł emerytury, ale - jak zapewnia - blisko połowa idzie na opłaty. Pozostałą część przeznacza na życie. Teraz doszedł jeszcze komornik, który chce mu potrącać około 400 zł za pościel, jaką kupił na promocyjnym spotkaniu. - Spłaciłem 2/3 wartości, dałem się naciągnąć, uwierzyłem w te zapewnienia, że jest taka dobra, na wszystko działa zdrowotnie, a jak się okazało, w ogóle tak nie jest, a jej sprzedawcy to zwykli naciągacze i oszuści - mówi Łukasz Ciemnoczołowski.
Docenia pomoc z Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, który przekazuje mu żywność, siostra zapewniła mu ciepłe obiady w opiece społecznej, opieka sfinansowała mu też przestawienie pieca kaflowego. - Nie wiem, czy opieka sama z siebie, czy zadziałał tu poseł Kłopotek, ale piec mi naprawiono - mówi Łukasz Ciemnoczołowski. Naprawiony przez opiekę piec to jedyny sprawny piec w całym domu, ale żeby w nim napalić, potrzebny jest opał.
Na systematyczną pomoc z opieki społecznej nie może liczyć, bo przekracza próg dochodowy 542 zł ustalony dla osób samotnie prowadzących gospodarstwo domowe.
Zarówno starszy pracownik socjalny Maria Siejkowska, jak i kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej Joanna Malak zapewniają, że doskonale znana jest im sytuacja Łukasza Ciemnoczołowskiego. - Jak kilka dni go nie widzę, to kontrolnie, mimo że nie jest on podopiecznym, zaglądam do niego. Mieszka sam, ma już swój wiek, wolę mieć pewność, że nic złego się nie dzieje - mówi Maria Siejkowska.
- Przekazujemy mu pomoc żywnościową z darów unijnych i Wielkopolskiego Banku Żywności. By polepszyć jego sytuację, sfinansowano mu przestawienie pieca kaflowego. Nie zapominamy o nim zimą i, albo dopłacamy znaczną część za schronisko, albo też kupujemy węgiel. Opiekujemy się nim od 1998 roku, miał też opiekunkę środowiskową, ale zrezygnował z jej usług - zapewnia kierownik M-GOPS. W ośrodku pomocy usłyszeliśmy, że nie ma też zdarzeń losowych, które mogłyby wywołać prawną możliwość pomocy, takich jak np. choroba, bo mieszkaniec ten się nie leczy. - Ma on dochód znacznie przekraczający próg, co go eliminuje z otrzymywania świadczeń, niemniej jednak trzymam rękę na pulsie i mimo wszystko monitoruję sytuację. Póki co na posesji ma pewien zapas drewna, który przy obecnych temperaturach zabezpieczyłby mu ciepło - mówi Maria Siejkowska. W opiece zapewniono też, że otrzymuje ciepłe obiady, które sfinansowała mu rodzina.
- Dziś potrzebuję węgla, potrzebuję ciepłej odzieży, bielizny, marzy mi się woda w kranie i ciepło w mieszkaniu, chciałbym żyć godnie, wierzę, że znajdzie się ktoś, komu mój los nie będzie obojętny, inaczej obawiam się, że w takich warunkach, przy nadchodzącej zimie, do wiosny nie dożyję - mówi Łukasz Ciemnoczołowski.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1085 (48/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze