Początkowo było sielsko, anielsko. Nawet sąsiad był miły i pytał czy może pohałasować motocyklem enduro. Potem była cisza, a jak wrócił, to zaczęły się obozy motocrossowe - hałas, smród spalin, kurz i interwencje policji. Działo się to wszystko na samowoli budowlanej, która do dzisiaj nie została rozebrana.
Spotkaliśmy się z mieszkańcami Wolic, którzy od kilku lat zmagają się z uciążliwym sąsiedztwem toru motocrossowego, na którym trenował i trenuje motocrossowiec Artur Puzio, i na którym organizowane są obozy dla młodych adeptów jazdy na rowerach i motocyklach.
Marzena Kruszyńska z mężem Wojciechem mieszkają bezpośrednio przy torze motocrossowym. Początkowo Artur Puzio pytał, czy może jeździć pod ich oknami. Potem tych jazd było coraz więcej, aż zaczęły być organizowane obozy szkoleniowe. I nawet wtedy, jak był jeden obóz w roku, to sąsiedzi podchodzili do tego ze zrozumieniem. Działo się to około 9-10 lat temu. Potem Artur Puzio przeniósł się na inny tor. Nasi rozmówcy nie wiedzieli gdzie on był zlokalizowany. Najprawdopodobniej pod Bydgoszczą. Kilka lat była cisza, a potem jak wrócił, to już się sąsiadów nie pytał. Jak zwracali uwagę, to był - jak twierdzą sąsiedzi - opryskliwy i niemiły. Później jak zaczęły się obozy motocrossowe, to jednocześnie na torze mogło być nawet około 30 motocyklistów. I tak przez całe wakacje. Hałas, to jedna rzecz. W ostatnich latach, kiedy robi się coraz bardziej sucho, mieszkańcy Wolic zmagają się z kurzem wznoszonym przez koła maszyn motocrossowych. Był przypadek, że sąsiedzi zapomnieli zamknąć okno, to w domu mieli pełno piachu. Nasi rozmówcy mówią wprost, że jak na torze są kursanci, to u nich na posesji jest gorzej, niż przy autostradzie. Strzelanie i wycie silników, a także kurz skutecznie uprzykrzają im życie. Do tego dochodzą obawy przed nowym torem. A to dlatego, że ma być zamontowane oświetlenie. Dla nich to niepojęte, żeby w sąsiedztwie domów jednorodzinnych planować lokalizację takiego toru.
Małgorzata i Dariusz Drzewieccy działkę pod zabudowę jednorodzinną kupowali kilkanaście lat temu. Skusił ich m.in. sielski krajobraz. W sąsiedztwie działki, którą nabyli była łąka, na której pasły się konie. W pobliżu była zabudowa jednorodzinna. Stosunki sąsiedzkie były w ocenie Małgorzaty Drzewieckiej przyjazne. Pewnego dnia do domu państwa Drzewieckich przyszedł Tomasz Puzio, ojciec młodego motocrossowca. Wówczas Artur Puzio był na początku swojej kariery sportowej. Jego tata zapytał Małgorzatę Drzewiecką, czy nie będzie problemem, jeśli od czasu do czasu, w niektóre weekendy syn pojeździ w ramach treningu na łączce w sąsiedztwie. Był to teren należący do państwa Puzio, ale mimo to w ramach sąsiedzkiej uprzejmości takie zapytanie skierowali oni do sąsiadów. Małgorzata Drzewiecka wówczas ze zrozumieniem podeszła do tematu. Chodziło pasję młodego chłopaka, który zaczyna osiągać pierwsze sukcesy w wybranym przez siebie sporcie. Deklaracje zaś były takie, że to nie będzie uciążliwe. Może godzina jazdy rano, godzina wieczorem. Pani Małgorzata nawet pytała jego rodziców z troski o młodego zawodnika, czy jest to dla chłopaka bezpieczne, czy się nie przewróci, nie zrobi sobie krzywdy. Została uspokojona.
Początkowe przejażdżki treningowe motocrossowca zaczęły stawać się coraz częstsze. Ścieżka dla motocykli była udoskonalana. Łączka przeobrażała się powoli w tor. Był on nie tylko co raz bardziej urozmaicony, ale i coraz dłuższy. Zaczęli w nich uczestniczyć inni adepci motocrossu. Wszystkiemu zaczął towarzyszyć nie tylko hałas, ale także kurz. Małgorzata Drzewiecka przypomina sobie, że przed kolejnym sezonem, gdy Artur Puzio przyszedł do niej z informacją, że zamierza jeździć po tym torze, ona powiedziała, że nie chciałaby, ażeby jazdy się tutaj odbywały. Nie przyjął tego do wiadomości; treningi były kontynuowane.
Co prawda otwarcie sezonów motocyklowych przeniesiono w okolice parku w Barcinie. Usypane tam zostały muldy i przy okazji całej imprezy odbywały się pokazy motocrossowe. Osoba Artura Puzio przyciągała zawodników i kibiców, bo zawodnik miał na swoim koncie coraz więcej sukcesów. Stawał się idolem dla dzieci, które zainteresowały się motocrossem. Wkrótce pojawiły się krytyczne uwagi, że impreza w parku w Barcinie odbywa się zbyt blisko użytku ekologicznego. Gmina Barcin zrezygnowała z tego przedsięwzięcia. Obecnie w tamtym miejscu znajdują się profesjonalne, bezpieczne place zabaw i pumptrack.
Tymczasem na torze w Wolicach, który - jak podkreśla Małgorzata Drzewiecka - nie został nigdy zalegalizowany; realizowane były w okresach letnich kolejne obozy treningowe dla młodziutkich adeptów motocrossu. Nawet takich kilkuletnich. Hałasu, kurzu było coraz więcej. Mieszkańcy sąsiadujący z torem, także Małgorzata Drzewiecka zgłaszali zakłócanie spokoju na policję. Dochodziło również do wypadków na torze. Interweniowało m.in. pogotowie lotnicze. Natomiast policjanci nie zawsze byli wpuszczani na teren posesji, na której był tor, gdy zgłaszano im zakłócanie spokoju. Mieszkańcy są zdziwieni, że mimo udziału w tych zdarzeniach młodych uczestników obozów, ich rodzice nie zgłaszali problemów. Przynajmniej mieszkańcy nic o tym nie wiedzą.
Później przez kilka lat uciążliwość nielegalnego toru przestała być odczuwalna, gdyż mistrz motocrossu ożenił się i wyprowadził z Wolic. Motocrossowe jazdy uprawiane były gdzie indziej, prawdopodobnie na dzierżawionym polu w okolicach Białych Błot. Nie trwało to długo, wkrótce obozy motocrossowe wróciły do Wolic. Organizowane były również turnusy dla rowerzystów. Te ostatnie nie były co prawda tak uciążliwe dla sąsiadów, i oni się z nimi jakoś godzili. Inaczej, niż w przypadku turnusów motocrossowych.
Hałas, kurz, zagrożenie wypadkami - to była codzienność przez kilka wakacyjnych tygodni. Motocykle widywano nie tylko zresztą na samym torze, bo i na gruntowej drodze publicznej z Wolic Dolnych do nowej zabudowy jednorodzinnej w Wolicach Górnych. Widziano m.in., jak nierozpoznany motocyklista w kasku z maską, na motocrossowej maszynie bez tablicy rejestracyjnej uciekał przed policją drogą publiczną niedaleko toru. Funkcjonariuszom nie udało się go zatrzymać. Zapytaliśmy o takie zdarzenie podkomisarz Wioletę Burzych, oficerkę prasową w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie. Poinformowała w odpowiedzi, że w rejestrze interwencji policji nie znalazła notatki o takim zdarzeniu.
![]() |
| Print screen strony internetowej motogang.eu z terminami obozów |
Małgorzata Drzewiecka podkreśla też, że nielegalny tor jest zlokalizowany na zboczu wzgórza, na gliniastym terenie. Gdy pada ulewny deszcz, to gliniasta gleba w postaci błota spływa z muld i rozjeżdżonych ścieżek na dół. Zalewa w ten sposób podwórko posesji należącej do państwa Drzewieckich. Jest przez to dużo sprzątania.
Wszelkie uciążliwości generowane przez użytkowanie nielegalnego toru wpływały na codzienne życie sąsiadów. Nie było mowy o spokojnym relaksie wieczorem na własnym podwórku. Zdaniem Małgorzaty Drzewieckiej ta sytuacja znacząco wpływa na atrakcyjność działek budowlanych. W Wolicach intensywnie rozwija się budownictwo mieszkaniowe. Faktyczna wartość domów i działek w związku z użytkowaniem jeszcze w zeszłym roku toru motocrossowego, zapewne mocno spadnie. Trudno będzie nawet sprzedać w atrakcyjnej cenie domy, by mieć za co kupić swój nowy dach nad głową gdzie indziej. Pomijając już to, że mało komu w smak jest szukanie nowego miejsca na ziemi, gdy kilka lat wcześniej to Wolice miały być tym wymarzonym, sielskim zakątkiem.
Grzegorz Naszko zamieszkał w Wolicach w czasach, w których Artur Puzio być może nawet nie śnił, że będzie kiedyś mistrzem motocrossu. Pięć lub sześć lat temu, kiedy były już organizowane obozy, w pobliżu toru lądował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Organizatorzy tudzież właściciele terenu mówili, że dziecko przewróciło się na rowerze. Dziecko zabrał śmigłowiec do szpitala. Momentalnie na torze zrobiło się pusto. Potem było kilka lat spokoju, bo mistrz jeździł w gminie Białe Błota. Dwa lata temu wrócił do Wolic i zaczęły się obozy szkoleniowe dla dzieci i młodzieży, po kilkanaście osób na torze, jeżdżenie, robienie ludziom na przekór. szczególnie tym, którzy wzywali policję.
- My się przeprowadzaliśmy na wieś. Liczyliśmy się z tym, że tu może obornik śmierdzieć, że ciągniki mogą jeździć, ale nikt nie mówił, że będzie tu tor motocrossowy. Zresztą nielegalny - mówił mieszkaniec Wolic. Osoby mieszkające w Wolicach dziwią się kuratorium, że niejako na słowo dało wiarę organizatorom obozów, że do żadnego wypadku nie doszło i pozwalała na organizację obozów. W ubiegłym roku nasz rozmówca przebywał w domu i usłyszał sygnały pojazdów uprzywilejowanych. Zauważył w oknie straż pożarną. Dowiedział się, że najprawdopodobniej jeden z uczestników obozu motocrossowego podczas nagrywania przez panią Puzio skoku uderzył w nią. Tego dziecka nie było. Tylko pani Puzio leżała. Pogotowie przyjechało. Sąsiedzi wezwali policję i zgłosili wypadek na nielegalnym torze. Nasz rozmówca twierdzi, że policja nie została wpuszczona na posesję właścicieli terenu. Organizatorkę zabrało pogotowie. Prawdopodobnie 14-latek, który uczestniczył w wypadku miał też znaleźć się w szpitalu.
Wypadek przelał czarę goryczy, która wypełniała się od lat frustracjami mieszkańców.: hałasem od rana do wieczora w okresie letnim, zapylenie, ograniczoną możliwością wyjścia z domów i korzystania z ogrodów. - W tym roku też mają się odbywać obozy. Nie wiem czy to na tym nielegalnym torze, który zagraża bezpieczeństwu? - pytał Grzegorz Naszko. - Niech on to sobie organizuje, ale niech kupi ziemię dwa kilometry za wioską i niech jeździe 24 godziny na dobę. Nikomu to nie będzie przeszkadzało. Nie może mi jeździć pod płotem. Wprowadziliśmy się, to staraliśmy się żyć w zgodzie, ale potem już nie mogliśmy odpuścić. Jak chce, niech kupi ziemię z dale od osiedla i niech sobie jeździ.
Początkowo pytał czy może coś zrobić. W ostatnich latach nikt nie wyrażał zgody. Policja była wzywana, ale nie jest wpuszczana na obiekt. Obserwują z sąsiednich działek. Nasz rozmówca nie rozumie do końca tego, że policja nie może interweniować tylko dlatego, że furtka jest zamknięta.
Stosunki dobrosąsiedzkie to jedno, ale nasi rozmówcy martwią się o stan środowiska naturalnego. Mieszkańcy zastanawiają się nad ekologią, bo z jednej strony są konie i agroturystyka, a z drugiej głośna jazda na motocyklach.
Oficerka prasowa Komendanta Powiatowego Policji w Żninie podkom. Wioleta Burzych powiedziała nam, że na przestrzeni ostatnich czterech lat policja odnotowała dziewięć interwencji policji dotyczących toru motocrossowego. W 2019 roku były dwa zgłoszenia, w 2020 - jedna interwencja, w 2021 - pięć, a w tym roku policja odnotowała jedno zgłoszenie. Zgłaszający informowali policję o nadmiernym zapyleniu, hałasie, a także zapachu jaki unosił się od spalin. W dwóch przypadkach zgłoszenia dotyczyły uszkodzenia ciała uczestników obozu na torze motocrossowym. W jednym przypadku chodziło o zgłoszenie dotyczące potrącenia właścicielki obiektu przez nieletniego kierowcę. Były też zgłoszenia dotyczące poruszania się maszynami motocrossowymi po terenie przyległym do toru i posesji sąsiadów, ale policji nie udało się tego potwierdzić.
- Po interwencji w 2021 została sporządzona notatka dotycząca zakłócania spokoju. Została przekazana do funkcjonariuszy z zespołu ds. wykroczeń w Komisariacie Policji w Barcinie. Funkcjonariusze po przeprowadzeniu czynności wyjaśniających, skierowali wniosek do Sądu Rejonowego w Szubinie. Sąd uznał obwinionego winnym i wymierzył mu karę grzywny w kwocie 1.000 zł - poinformowała nas podkom. Wioleta Burzych.
Funkcjonariuszka poinformowała nas o tym, że teren posesji w Wolicach jest ogrodzony, jest tam zamknięta brama i interwencje funkcjonariuszy są utrudnione. - Zdarzało się, że interwencje zgłaszane był przez właścicieli, to wtedy policjanci byli wpuszczani na teren posesji, natomiast w przypadku innych zgłoszeń. np. dotyczących zakłócania spokoju, to niestety policjanci nie mogli się na ten teren dostać - dodała podkom. Wioleta Burzych.
W bydgoskim kuratorium oświaty dowiedzieliśmy się, że organizatorka obozów szkoleniowych nie zgłosiła jeszcze tego faktu. Powinna to zrobić na 21 dni przed rozpoczęciem turnusu. Zgłoszeń nie ma ani na obozy rowerowe (pierwszy zaczyna się 27 czerwca), ani motocrossowe (te odbędą się w sierpniu). Kuratorium posiada informację od Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Żninie o tym, że tor w Wolicach jest samowolą budowlaną i wydając zgodę na organizację obozów, szczególnie motocrossowych, będzie miał ten fakt na uwadze.
Niepokój mieszkańców sąsiadujących z torem budzi też fakt, że mimo decyzji nadzoru budowlanego, że jest on nielegalny, w internecie jest terminarz i otwarte zapisy na kolejne obozy rowerowe i motocrossowe. Czy motocykliści znów wjadą na nielegalny tor? Co prawda była mowa o tym, że planowany jest nowy tor motocrossowy, a nawet przemysłowy chów drobiu na posesji państwa Puziów, ale jeśli chodzi o kurniki to jeszcze daleka droga do tego.
Natomiast w sprawie nowego toru, starosta żniński Zbigniew Jaszczuk powiedział nam, że żadnego wniosku o wydanie pozwolenia na budowę takiego obiektu w Wolicach nie było. Zapytaliśmy starostę, jakie jest jego własne zdanie na temat takich przedsięwzięć, jak tor motocrossowy, czy kurniki. Odrzekł, że o kurnikach nie będzie się wypowiadał, bo ten temat nie wpłynął do starostwa w ogóle. Jeśli zaś chodzi o tor motocrossowy to zdaniem Zbigniewa Jaszczuka w Wolicach nie ma miejsca na takie przedsięwzięcie, biorąc pod uwagę rozwój budownictwa mieszkaniowego w tej miejscowości.
- Jeszcze nigdy prawdy nie napisaliście - mówi Teresa Puzio. - Nie widzę powodu, żebym mogła z wami rozmawiać. Ja już kiedyś coś tam mówiłam i syn mówił, i to są zdania sklejone według własnego uznania osoby, która pisze tekst wyjęty z kontekstu połączone razem. Niestety ja nie widzę nic złego w tym, że rolnik na swojej posesji chce sobie wybudować kurniki. Przykro mi bardzo, nie wypowiem się więcej.
Karol Gapiński, Remigiusz Konieczka, 24 V 2022
Pałuki nr 1578 (19/2022)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze