...stąd trudno się wydostać, tylko przez chorobę można być zwolnionym... wieczorem i w niedzielę to czytam sobie historię świata po niemiecku, to się trochę więcej nauczę mówić... My tu bardzo wyglądamy liścików, bo to jest nasze wszystko, co tylko mamy - pisał w 1941 roku z niewoli niemieckiej Leonard Marciniak do żony w Gałęzewku.
Przypominamy archiwalny artykuł opublikowany w tygodniku Pałuki nr 1403 (1/2019).
Powracam kolejny raz do losów Pałuczanina, mieszkańca Gałęzewka, w gminie Rogowo, żołnierza Wojska Polskiego, Leonarda Marciniaka, wziętego 19 września 1939 roku w Wilnie do niewoli sowieckiej i osadzonego w obozie jenieckim w Kozielsku na terenie ZSRR. Przekazany Niemcom, dotarł w wagonie towarowym 10 listopada 1939 roku do Stalagu XIII A w Norymberdze - centrum ideologii nazistowskiej, miasta hitlerowskich zjazdów i pokazów niemieckiej potęgi. Jego pobyt w stalagu opisałem z kart pocztowych do żony i córki Marii w tekście Kartki z Norymbergi (Pałuki z 22 grudnia 2016).
Wysyłanie coraz więcej Niemców na front wschodni II wojny światowej spowodowało znaczący ubytek siły roboczej. Gospodarka niemiecka stała się zależna od dopływu dodatkowych jej zasobów. Niezbędni stali się więc przymusowi robotnicy. Zamieniano na nich jeńców wojennych, przenoszonych ze stalagów. Leonard Marciniak 8 lipca 1940 roku został skierowany do przymusowej pracy w majątku ziemskim w Bawarii, w miejscowości Enzlar. Pierwszy rok niewolniczej pracy w Bawarii (1940) przedstawiłem na podstawie jego listów w kolejnym tekście: „ ...jaki też ten nasz los jest okrutny“ (Pałuki z 13 kwietnia 2017).
Ten, trzeci już tekst, opisujący 1941 rok przymusowej pracy w Enzlar, oparty jest również na listach Leonarda Marciniaka do żony i córki. Mimo że były cenzurowane (musiał je oddawać zawsze otwarte listonoszowi), to zdołał przekazać w nich szereg ważnych informacji o swoim życiu w niewoli. Nie mógł pisać wszystkiego co wiedział i o czym myślał, bo w najlepszym wypadku mógłby zostać pozbawiony możliwości korespondencji z rodziną. Byłaby to dla niego wręcz tragedia. Nie wiem, czy bez tych listownych kontaktów z rodziną przetrwałby ten nieludzki rozdział swojego życia. Sięgam więc do kolejnych listów, aby przedstawić zawarte w nich najważniejsze treści.
Przy wyborze poszczególnych fragmentów listów kierowałem się zasadą komplementarności: co działo się z polskim żołnierzem, jeńcem wojennym od września 1939 roku, prawie do końca 1941 roku, okresu opisanego w zachowanych listach. W tych ramach czasowych mieszczą się miesiące pobytu w stalagu w Norymberdze i lata pracy przymusowej w Bawarii. Nie poprawiałem tekstu i formy zapisu, są autentyczne, nienaruszone redakcyjną ingerencją.
ENZLAR 5.1.41
Ten list, podobnie jak prawie wszystkie rozpoczyna od słów tęsknoty za rodziną i oczekiwania na listy. Żali się, że nie może otrzymać urlopu na przyjazd do domu. Mimo starań, zarówno on, jak i pracujący z nim trzej Polacy, nie otrzymują zgody na urlop. Cieszy się z informacji od żony, że radzi sobie w gospodarstwie. Dalej pisze, że w pokoju, w którym mieszka jest bardzo zimno: ...ręce mi marzną, ale muszę pisać, bo bardzo kocham Ciebie i Marylkę... Zamierza wysłać żonie pieniądze, aby mogła kupić węgiel do ogrzania domu w Gałęzewku.
Wspomina warunki, jakie panowały w stalagu. Brak chleba powodował, że można było za niego wszystko kupić. Organizowano wymianę chleba na inne towary, najczęściej tytoń: ...był taki targ, jak tylko chleb wydali, jedni sprzedawali chleb, drudzy kupowali tytoń... woleli nie jeść, byle zapalić i... za kawałek chleba można było dużo kupić... Dostawaliśmy też raz po raz takie małe kiełbaski, to też parę razy sprzedałem, abym miał za co kupić liścik lub kartkę..., liścik kosztował 5 fenigów, a kartka 2 fenigi.
Przytacza urywek wiersza, jaki napisał w stalagu jeden z jeńców o mijającym czasie, bez żadnej o sobie wiadomości:
Już drugi miesiąc minął
Żona myśli żem zginął
Zawsze smutna, co dzień płacze
Myśli, że mnie nie zobaczy
A więc nie płacz nie smuć się
Przyjdzie czas, że wrócę się
Żyję lecz jestem w niewoli
Czuję jak cię serce boli
A więc nie płacz nie rozpaczaj
Dalej pisze: ...to cośmy wszystko przechodzili, to się nie da opisać, bo to bardzo dużo, najpierw wzięli nas Rosjanie, potem oddali nas w ręce tych oprawców, którzy trzymają swoje ofiary i boją się ich rozpuścić.
ENZLAR 19.1.41
Pisze, że był chory, dwa dni leżał w łóżku. Gospodyni poleciła swemu synowi, by napalił w piecu, w izbie budynku gospodarczego w podwórzu i kazali mu wymyślić drabinki do owiec z drewna. Podobały się i dlatego teraz chcą, aby zrobił również korytka do świń. Wykonuje też barczyki. Jest mu zimno. Narzeka, że nie może dostać urlopu na przyjazd do domu. Odmawiają, ponieważ zaraz zaczną się prace polowe. Nie był dzisiaj w kościele, bo nie miał ciepłego ubrania. Przyjdzie lato, to będziemy znów chodzili...
Dzisiaj zrobiłem atrament z ołówka i tak... liścik piszę. Dalej żali się: ...my tu tak musimy siedzieć i czekać zmiłowania Bożego i nie wiadomo, kiedy to nastąpi. Zdaje mi się, że ci co nie byli przez Rosjan zabrani, to są w domu, a nas z Rosji przywieźli i tak trzymają i nie myślą puścić... czekamy... to jest naprawdę okropne.
![]() |
| Koperta listu Leonarda Marciniaka z Enzlar do żony mieszkającej w Gałęzewku fot. z archiwum Damiana Zielińskiego |
ENZLAR 25.1.41
Jest zaskoczony wiadomością od żony, że Michał Zabłocki, z którym przez długi okres pobytu w niewoli byli razem, jest już w domu: ...byliśmy sobie tak jak bracia i później nas rozłączyli... Piszesz mi... że tak miał o mnie opowiadać, że mi ma dużo do zawdzięczenia.
Dalej pisze: ...stąd trudno się wydostać, tylko przez chorobę można być zwolnionym... wieczorem i w niedzielę to czytam sobie historię świata po niemiecku, to się trochę więcej nauczę mówić... My tu bardzo wyglądamy liścików, bo to jest nasze wszystko, co tylko mamy ...Tutaj to chociaż... można nie jedno dostać kupić, a w tej Rosji to już nic nie można było dostać, ale że ludzie w Rosji byli lepsi jak tu i życzliwsi, ale to przecież raz musi się skończyć, bo stale tak nie będzie, tylko, że to pewno jeszcze różnie będziemy musieli przechodzić.
ENZLAR 6.2.41
Martwi się o żonę i córkę, że im jest ciężko. Dowiaduje się z listu od nich, że nie mają pieniędzy na opał. Przyrzeka, że zaraz wyśle pieniądze, które oszczędzał na drogę do domu. Informuje, że z niewoli zwolnili jednego z przymusowych robotników, bo był chory: ...chorych tu nie potrzebują. Narzeka, że za pracę dostaje parę groszy i ubolewa, że nie może właściwie wesprzeć materialnie rodziny. Żali się, że krewni do niego nie piszą. Spieszy się z pisaniem listu: ...bo też trzeba się kłaść spać, bo jutro znów będzie dzień. Rano nas budzą o 7-mej. Pracuję do 18.30, jeszcze do 19.30 opszęt w stajni, potem jesteśmy już w pokoju przy piecyku i mamy ciepło. Bogu dzięki, że tak chociaż możemy się teraz ogrzać, to zaraz inaczej... Kończy list słowami: ...abyśmy się doczekali końca wojny i powrotu do domków.
ENZLAR 17.2.41
List, podobnie jak poprzednie, na początku zawiera podziękowanie, że żona do niego pisze, na co zawsze niecierpliwie oczekuje. Donosi, że pisały do niego siostry i bratanica żony. Martwi się wiadomością, że jest jej coraz trudniej na gospodarstwie, i że nie może ją wspierać finansowo, bo bardzo mało zarabia. Jego koledzy pracujący w innych gospodarstwach zarabiają więcej - 30 marek. Zapewnia, że przesyła wszystkie pieniądze, bo on ich nie potrzebuje: ...bo co mi tu potrzeba, jeść mam co i boso też nie chodzę, a moje dybki to sobie w zeszłą niedzielę naprawiłem, to znów mogę jakiś czas chodzić, pod podeszwy to sobie podbiłem gumy, to całą niewolę będę w nich chodzić. Zaczęli wykonywać orki w polu, ...ale ziemia jeszcze pod spodem zmarznięta... Kiedy my się doczekamy lepszych czasów, tu nasi gospodarze mówią, że w tym roku, ale my mówimy im, że my w to nie wierzymy...
ENZLAR, BEZ DATY
Koledzy, z którymi pracuję w gospodarstwie, poszli grać w karty ze szwajcarem. A ja nie chcę z nimi iść, bo ja nie mam pieniędzy na karty. Wolę się położyć i myśleć o żonie mojej kochanej i o malutkiej Marylce, co okienkiem wygląda tatusia... Już taki długi czas się musisz poniewierać... i pocóż człowiek żyje na tym świecie, tylko na umęczenie. Dalej pisze: ...kiedy też ten czas przyjdzie, że znów wrócę... bo mi bardzo tęskno... może to Bóg da nam, że to zło przetrwamy... i może doczekamy się czasów lepszych. Już drugi rok tej poniewierki, nie wiadomo, co będzie za rok.
ENZLAR 16.3.41
...wszystko dla nas zamknięte, tylko jedna praca od rana do wieczora i nic więcej. Wspomina brata żony Edmunda Zielińskiego, właściciela piekarni w Żninie, który mimo starań musiał ją opuścić. Przywołuje również innych krewnych. Pisze, że wysłał małą paczkę dla córki Marylki. Martwi się, czy przesłane dla niej ubranka będą pasować. Narzeka na ból zębów, o których długo nie wiedziałem. Dalej donosi, że teraz jest mu lepiej, bo zaczął pracować w swoim zawodzie kowala: mnie to teraz tu jest trochę lepiej, bo jak przedtem, to robiłem różne rzeczy z drzewa, a teraz postarał się gospodarz o polową kuźnię, to robię dużo w kuźni, to jednak lepiej jak w polu latać, gdy deszcz pada... to już mam robotę na zawsze pod dachem... Zapytuje, czy kozy, które chowa żona na mleko dla córki, już je dają. Chciałby wrócić do domu, bo tęskni za żoną i córką, ...bo cóż to takie życie, teraz mizerne znaczy... Nie wiadomo czy to się dla nas też coś zmieni wkrótce, czy też jeszcze będziemy musieli długo czekać... jakby to było dobrze, żebym mógł do was wrócić... ja się muszę tu tak marnować, a Wy znowu tam..., ciężkie, strasznie ciężkie nasze życie.
ENZLAR 14.4.41
Tęskni i donosi, że istnieje możliwość powrotu do domu, jeśli inna osoba zastąpi pracującego przymusowo w Niemczech. Pisze, że ...tu z miasteczka, to już dwóch tak pojechało... Wczoraj, w pierwsze święto było u nas nieładne powietrze, padał deszcz, w kościele też wczoraj byłem, a dziś już nie pojechałem, bo dla nas osobno się teraz nie odprawia (mszy), razem iść nam nie wolno. Zapytuje co robią znajomi: Gdzie teraz są starzy Gocowie z Lubcza i Kanclerze z Rogowa, ...gdzie się teraz obracają... Co tam robi pani Kowalska, czy jej mąż też jeszcze w niewoli, pewnie ciężko jej teraz idzie. A ten Niestatek z Gałęzewa czy został w domu, czy dostał tam jaką pracę, czy też musiał z powrotem jechać... Wczoraj to sobie gotowaliśmy jajka na kurjerku, bo tu kury niosą wszędzie po stodołach, to możemy sobie w dzień gotować. Planuje wysłać po świętach żonie rower, którego przesłanie będzie kosztowało 240 marek. Martwi się o nią, czy ma dostateczną ilość paszy dla chowanych świń. Zapowiada, że ...w święta też parę słów napiszę.
ENZLAR 27.4.41
Pisze ten list w niedziele i ma żal, że nikt o nim nie pamięta. Zapytuje, czy żona nie jest chora, bo od niej nie otrzymał listu. Prosi: ...napisz mi kilka słówek, bo bardzo listu wyglądam, bo może się Ci coś złego stało... U nas tak wszystko po staremu, nasz szwajcar teraz, w tym tygodniu odchodzi już do wojska, to będzie dla nas gorzej, bo będzie więcej roboty... teraz jest dosyć ładne powietrze, kukułka już z lasu kuka, a my tak wciąż w kółko się obracamy i to nie wiadomo jak to jeszcze długo tak potrwa ta nasza niewola... W środę już minął rok jak jestem w Enzlerze i nie wiem kiedy się to już wreszcie skończy, bo mi się już strasznie dłuży. Dziś też byłem na stacji i wysłałem rowerek z małym siedzonkiem dla Marylki, tylko nie wiem, kiedy tam zajedzie do Seebrück, pewnie ze dwa tygodnie pojedzie... Tylko, że go nie opłaciłem, będziesz to musiała na miejscu załatwić... mi powiedzieli, że nie mogę tu opłacić, bo nie wiedzą ile.
ENZLAR 18.5.41
Informuje, że musi sobie kupić trzewiki i jakieś ubranie do roboty. Wspomina córkę Marylkę i cieszy się, że dzięki niej żona nie jest sama i jest weselej. Teraz ma więcej roboty, bo od 2 maja ich szwajcar został powołany do wojska i musi za niego karmić krowy i je oprzątać. Nie ma z tego powodu już wolnej od pracy niedzieli. Przy oprzęcie krów pomaga mu kolega Franek. ...w dzień powszedni to robię na stajni od rana do południa i od pół czwartej do siódmej. Nie pracuje już w polu, tylko przy oprzęcie krów. U nas już żabki kumkają i kukułka z lasu kuka, ale nas już to nie cieszy.
Zachowały się jeszcze listy pisane od czerwca do końca listopada 1941 roku. Ich najważniejsze fragmenty zamierzam opublikować w następnym tekście.
Treść jego listów nasycona jest wielkim uczuciem, którym darzył żonę i córkę. W każdym z nich zapewniał o swojej do nich miłości i tęsknocie. Z tą tęsknotą żył przez cały okres niewoli. Jednocześnie martwił się, że żyją same w trudnych okupacyjnych warunkach. Rzadko użalał się nad sobą, swoim losem, nie chcąc martwić bliskich. Pewnie również dlatego, że listy były cenzurowane i nie chciał, aby dotknął go zakaz ich pisania. To byłaby dla niego tragedia.
ŹRÓDŁA
Listy pisane w 1941 roku do żony i córki Marii przez Leonarda Marciniaka z przymusowych robót w Niemczech, w Bawarii, z miejscowości Enzlar, ze zbiorów autora.
Damian Zieliński
Pałuki nr 1403 (1/2019)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze