Żnin, szpital, związki zawodowe, pieniądze, odprawy
Odprawy i obawy
Przedstawiciele związków zawodowych ze żnińskiego szpitala obawiają się, że nie dostaną zaległych pieniędzy za pracę. Boją się, że jeśli nie zrezygnują z roszczeń wobec lecznicy i nie zgodzą się zamianę ich na udziały w spółce, nie zostaną zatrudnieni. Dyrektor Kmiećkowiak: - "Zgoda na zamianę długu na udziały nie będzie miała żadnego wpływu na podpisywanie umów o pracę". Likwidator Edward Wolnik: - Pieniędzy nie mam, proponuje konwersję długu szpitala wobec pracowników na udziały w nowej spółce".
Wszyscy pracownicy żnińskiego szpitala otrzymali wypowiedzenie umów o pracę. 95% załogi jest objęta 3-miesięcznym okresem wypowiedzenia. Z pracą pożegna się około 40 osób.
- "Jesteśmy zobowiązani rozliczyć pracowników. Bez względu na to, czy będzie dalej zatrudniony w nowej jednostce, czy nie, to odprawa mu się należy, bo odszkodowanie przysługuje za utratę miejsca pracy" - wyjaśnia likwidator żnińskiego szpitala Edward Wolnik.
Na wypłatę odpraw szpital potrzebuje 2 mln zł, jednak lecznica takich pieniędzy nie posiada. Edward Wolnik nie ukrywa swojego współczucia wobec zwolnionych pracowników.
- "To nie są osoby, które mogłyby otworzyć działalność gospodarczą i opłacać składki, by przejść na zasiłek przedemerytalny, bo sobie nie poradzą. Jak odejdą i skończy im się 650 zł czy 850 zł na miesiąc, to będzie to dla nich tragedia. I ja ich rozumiem, lecz szpital niestety na to pieniędzy nie ma" - martwi się likwidator.
Roszczenia wynikające z tytułu odpraw to nie jedyne zaległości szpitala wobec pracowników. Pozostają jeszcze roszczenia z lat poprzednich. Zaległości wobec pracowników wynikające z tytułu ustawy 203 na 21 sierpnia stanowiły 1.500.000 zł. Kwota ta się zmniejsza, gdyż komornik w pierwszej kolejności zabezpiecza interes pracowników.
Zaległości wynikające z niewypłaconych od 3 lat trzynastych pensji sięgają 3 mln zł. Kolejne roszczenia wyniknęły podczas kontroli Państwowej Inspekcji Pracy, a dotyczą niewypłacania dodatków za pracę w godzinach nadliczbowych. To będzie kosztować szpital kolejne 650.000 zł. Ponadto na swoje należności czekają też ordynatorzy, którym nieprawnie obniżono pensje. To - jak mówi likwidator - nie jest duża kwota. Do tego należy jeszcze policzyć roszczenia z tytułu odsetek i kosztów sądowych związanych z odzyskaniem przez pracowników pieniędzy.
Edward Wolnik podzielił zobowiązania na 3 grupy: wobec pracowników, dostawców i budżetu. Szpital posiada najwyższe zobowiązania wobec budżetu państwa, na który między innymi składają się składki ZUS i do Urzędu Skarbowego. Należności te wynoszą 8 mln zł. Edward Wolnik uważa, że z czasem pojawi się szansa aby wystąpić o umorzenie tych należności. Zobowiązania wobec pracowników to 7 mln zł, a wobec dostawców 6 mln zł.
- "Jeżeli chodzi o pracowników, to nie wiem, czy będzie szansa porozumienia się, ażeby ich należności zamienić na udziały w spółce. To jest jedna z form. Ci, którzy nie będą dalej pracować, będą mogli te udziały sprzedać tym, którzy będą pracować. Wierzyciele są najtrudniejsi. Jak nie będzie z czego prowadzić egzekucji, to wierzyciele nic nie zrobią. Po zakończeniu likwidacji (31 grudnia 2006 - am) zobowiązania przejdą na starostwo" - dodał likwidator.
O projekcie zamiany należności na udziały w spółce Edward Wolnik mówił również podczas poniedziałkowego posiedzenia Rady Społecznej Szpitala.
Członek Rady Społecznej Włodzimierz Woźniak podał w wątpliwość ten pomysł. Jego zdaniem jeśli społeczeństwo jest biedne, nie zgodzi się na udziały.
Edward Wolnik powiedział, że dochodzą do niego pojedyncze sygnały od pracowników zainteresowanych przejęciem udziałów.
Przewodniczący związku zawodowego radiologów Jan Śliwiński uważa, że za chwilę wobec pracowników szpitala będzie stosowany mobbing.
- "Bierz udziały, bo inaczej nie będziesz pracować. Tego boją się usłyszeć pracownicy" - uważa Jan Śliwiński. Związkowcy dziwią się ponadto, że starostwo zagwarantowało pieniądze na zakup sprzętu, a nie zabezpieczyło wypłaty odpraw, mając na to czas od czerwca.
- "Zostanę wezwana w cztery oczy i powie mi się, że mam pracować w zamian za udziały. A w rozmowie będę uczestniczyć tylko ja, pan dyrektor i pan likwidator. I kto mi później uwierzy?" - mówiła rozgoryczona Bożena Wachowiak, przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych.
Dyrektor Aleksander Kmiećkowiak powiedział nam, że w przyszłym tygodniu będą podpisywane umowy ze wszystkimi pracownikami. - "To, czy ktoś zgodzi się teraz czy w przyszłości na zamianę długu na udziały w spółce nie będzie miało żadnego znaczenia przy podpisywaniu umów o pracę. Nie będę nikogo o to pytał". - rozwiewa obawy dyrektor.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 670 (51/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze