Takie porcje są przygotowywane dla mieszkańców ośrodka „Judym” w Kołaczkowie, o czym zapewnia nas dyrektor przysyłając to zdjęcie
fot. Zbigniew Sarabon
Kołaczkowo, odzew, ośrodek, Judym
Odzew z wewnątrz
Jeden z mieszkańców ośrodka Judym potwierdził informacje przekazane nam przez byłą mieszkankę. Postanowił podzielić się z czytelnikami swoimi spostrzeżeniami. - Robimy co w naszej mocy, aby pomóc tym ludziom. Wszystko to jednak uzależnione jest od możliwości finansowych ośrodka, które niestety w wielu kwestiach są ograniczone - uważa Katarzyna Jaskólska, dyrektor ośrodka.
Nie chce ujawniać swojego nazwiska, by nie podzielić losu pani, o której pisaliśmy przed dwoma tygodniami, która w Kołaczkowie w ośrodku Judym już nie mieszka.
- Chciałbym dorzucić kilka słów do artykułu, który ukazał się w „Pałukach” o ośrodku „Judym” - mówi mężczyzna. - Jestem mieszkańcem tego ośrodka. To co opowiedziała była podopieczna tego ośrodka, to w większości prawda. Może jedynie nieprawdą jest to, że na co dzień jest dżem, bo dwa razy w tygodniu.
Nasz rozmówca najpierw opisał, co dostaje do jedzenia. - Na śniadanie zupa. Kilka łyżek czegoś, co przy dobrych chęciach można nazwać zupą. I cztery kawałki chleba. Na obiad też, ale więcej, bo pół talerza. Zupa, bo zupa, ale 4 kawałki chleba są. Na kolację bywa różnie, bo zdarza się, że są dwie łyżki kaszanki lub smażonej cebuli, bądź dwa centymetry pasztetowej, trzy kawałki salcesonu, bądź wspomniany dżem. I obowiązkowo 4 kawałki chleba. Jest też czasami zimny filet z ryby. Jeśli chodzi jeszcze o obiady, to mięso w tym ośrodku jest rarytasem. Jedynie w środy i w niedziele są ziemniaki i ciut ciut wątróbki albo 3 pulpeciki średnicy około dwóch centymetrów.
Mieszkaniec powiedział, że w kuchni i w stołówce - owszem - kontrole sanepidu były, ale co z tego, skoro większość zaplanowanych. - A może szanowni państwo kontrolerzy zamiast najpierw iść do biura od razu na kuchnię by poszli? Bo osoby przygotowujące posiłki, kierownik lubią sobie na kuchni zapalić. Białe fartuchy zakładają, jak jest kontrola.
Dodał, że po artykułach prasowych o Judymie są prysznice. W tzw. starym pawilonie położono kafelki, zamontowano prysznic, ale podłączono tylko zimną wodę. W nowym pawilonie montowana jest kabina z hydromasażem. - Ciekawe, czy ktoś z tego będzie korzystał? Pani dyrektor w artykule mówiła, że ludzi trzeba zmuszać do kąpieli. To dlaczego, że prawie zawsze brakuje ciepłej wody. Rozumiem, że niektórzy idą i tylko puszczają ciepłą wodę nie myjąc się. To fakt, ale większość ludzi chce się kąpać. Tutaj kąpiel jest luksusem dwa razy w tygodniu. Chociaż po artykułach puszczają nam ciepłą wodę od 1700 do 1900. Przynajmniej pranie, oczywiście ręcznie, mogę zrobić.
Opowiedział, że na Boże Narodzenie mieszkańcy otrzymali paczki, a były w nich: bombonierka, żel pod prysznic, odżywka do włosów, mleczko do ciała. - Fajnie, tylko że jedynie czekoladki były do zjedzenia, kosmetyki na śmietnik, bo data ważności to 2008, 2009 rok - powiedział. - Wstyd, lepiej nic nie dać niż tak się ośmieszać.
Odniósł się też do informacji o terapii zajęciowej: - Coś co dumnie nazywa się terapią zajęciową, jak to wygląda? Ano tnij podkłady kolejowe - stwierdził. - Co taka terapia da? Kto to wymyślił? Jeśli ma być jakaś terapia, to dlaczego nie ma spotkań z psychologiem, z kimś z urzędu pracy, z kimś z AA.
Na koniec mieszkaniec wspomniał o krzyku, ponagleniach w stosunku do mieszkańców. - Bo za mało ludzi odśnieża, za mało ludzi tnie podkłady, bo to, bo tamto. Tylko szefostwo zapomina, że gdyby nie ci ludzie, ich renty i emerytury, lub środki z Opieki Społecznej na pokrycie kosztów pobytu, to by tego ośrodka nie było. I nie byłoby dla nich pensji. Dlaczego nagle po artykule kazali remontować pokój, w którym była ta pani? Bo wcześniej to pokój ten był czarny od grzyba i pleśni. A teraz jak ktoś przyjdzie, to pokazane będzie, jaki piękny pokój miała.
- Wszystko, co miałam do powiedzenia w sprawie ośrodka, powiedziałam podczas rozmowy z panem redaktorem. Miał pan pełną możliwość zapoznania się z warunkami panującymi w ośrodku, lecz z tej możliwości nie skorzystał. Tak naprawdę nie chciał pan niczego zobaczyć, ani pokoi, pryszniców, kuchni, zamrażarek z żywnością, bądź porozmawiać z podopiecznymi. Bzdurą jest informacja, że w ośrodku nie ma mięsa. Miał pan także możliwość zapoznania się z ilością zapasów, z czego także pan nie skorzystał. Jadłospis uzależniony jest od możliwości finansowych ośrodka i staramy się, aby był jak najlepszy. Nie naszą winą jest, że producent pulpecików wyprodukował je w takich wymiarach. W pokoju, w którym przebywała podopieczna, rzeczywiście pojawiła się wilgoć, lecz w chwili obecnej problem ten został usunięty, natychmiast po jego ujawnieniu przez personel. Nieprawdą jest, że prysznice były remontowane po artykułach. Węzły sanitarne są sprawą priorytetową i budowane są na bieżąco w miarę możliwości finansowych ośrodka, którego nikt nie finansuje. Od początku 2012 r. intensywnie i gruntownie remontujemy cały ośrodek i w dalszym ciągu prowadzone są prace remontowo-modernizacyjne. Również zdjęć przed remontem i po remoncie nie chciał pan zobaczyć, a szkoda, bo zdjęcia nie kłamią. Miałby pan możliwość ocenienia rzetelnego ogromu poczynionych prac remontowych wykonanych dla ośrodka dla polepszenia warunków mieszkaniowych podopiecznych. Niestety ośrodek nie dysponuje środkami na zatrudnienie etatowego psychologa, ale rozważamy możliwość zwrócenia się w tej kwestii do M-GOPS w Szubinie. Na razie nikt z podopiecznych nie zwrócił się do nas z prośbą o zapewnienie takiej pomocy. Także Opieka Społeczna nie zwracała się do nas z taką prośbą, choć na bieżąco monitoruje sytuację podopiecznych ośrodka. Podopieczni rzeczywiście zajmują się cięciem podkładów z uwagi na to, że panuje okres zimowy i nie stać nas na zatrudnienie etatowych drwali, którzy potną drewno na opał. Niestety personel ośrodka składa się w przeważającej części z kobiet, które nie poradzą sobie z cieciem drewna na opał. Na podopiecznych spoczywa zatem konieczność zapewnienia ośrodkowi pomocy w tym zakresie w ramach terapii zajęciowej. Myślę, że żadne moje argumenty nie zmienią pana nastawienia do ośrodka, gdyż - jak pan to określił w jednym z artykułów - kierownictwo ośrodka mówi jedno, a podopieczni drugie, a rację według pana ma osoba, która nie będąc w ośrodku ma patent na wszystko. W chwili obecnej przebywa w ośrodku 80 osób, z czego ok. 50 osób to są stali podopieczni, którzy mieszkają w ośrodku również latem i bardzo sobie chwalą. Część z tych osób ma własne dochody i gdyby nie pasowały im warunki mieszkaniowo-bytowe z pewnością znaleźliby inne miejsce zamieszkania. To wszystko, co chciałabym wyjaśnić w tej sprawie. Mam nadzieję, że wyjaśniłam panu interesujące pana kwestie. Jednocześnie chciałabym panu przybliżyć temat funkcjonowania ośrodka, który niestety w wielu kwestiach i problemach musi radzić sobie samodzielnie. Robimy co w naszej mocy, aby pomóc tym ludziom. Wszystko to jednak uzależnione jest od możliwości finansowych ośrodka, które niestety w wielu kwestiach są ograniczone. Sukcesywnie staramy się polepszać warunki bytowe na terenie ośrodka, ale niestety będzie to rozłożone w czasie i uzależnione od uzyskanych środków. Sądzę, że warunki panujące w „Judymie” są - obojętnie w jak negatywnym świetle pan je przedstawi - i tak diametralnie lepsze od tych, w jakich podopieczni przebywali przed przybyciem do ośrodka. I wielu z czytelników państwa tygodnika ma tego świadomość - odpowiedziała Katarzyna Jaskólska, dyrektor ośrodka Judym w Kołaczkowie.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1095 (6/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze