Justyna Galińska tuż przed świętami została bez dachu nad głową. Boi się, że po tym, jak wywołała pożar w dotychczasowym mieszkaniu, nikt jej już nie będzie chciał wynająć żadnego lokum.
fot. Magdalena Kruszka
Łabiszyn, mieszkanie, ogień, wynajem
Ogień miał ogrzać - spalił mieszkanie
- Za tydzień święta, a ja nie mam gdzie teraz mieszkać - mówi ze łzami w oczach Justyna Galińska. - Myślałam, że na dłużej tu zostanę, chciałam centralne ogrzewanie zakładać, a przed świętami zostałam z niczym, i jeszcze boję się, że mąż mi dziecko zabierze. Klaudia płacze, bo jej się wszystkie lalki popaliły.
W Niedzielę Palmową mieszkanie wynajmowane przez Justynę Galińską w Łabiszynie spłonęło niemal doszczętnie. Kobieta została bez dachu nad głową z dwójką dzieci w wieku szkolnym. Choć pomoc przyszła z różnych stron, pozostaje najtrudniejsze pytanie, na które nie ma odpowiedzi: gdzie mieszkać?
Wystarczyło pół godziny
Justyna Galińska pochodzi z Brodnicy. Do gminy Łabiszyn trafiła, kiedy poznała męża. W tym czasie miała już syna z pierwszego związku. Kiedy wyszła za mąż, urodziła córkę. Teraz Michał ma 10 lat, a Klaudia 7 lat. Od dwóch lat nie jest razem z mężem. Trwa postępowanie rozwodowe przed sądem. Od sierpnia ubiegłego roku Justyna Galińska wynajmowała mieszkanie przy rynku w Łabiszynie, w jednej z kamienic. 24 marca przed południem wzięła syna i poszła do koleżanki, żeby tam odrobić z nim lekcje. Zapewnia, że nie było jej 20, może 30 minut. Kiedy przebywała u koleżanki, syn wyszedł na spacer z psem, a potem chciał wrócić do domu, żeby pograć w grę komputerową z kolegą. Otworzył drzwi, zobaczył ogień i pobiegł zawiadomić mamę.
- Pobiegłam po sąsiada, widać było od razu, że się wszystko pali - wspomina Justyna Galińska. - Wszystko momentalnie się spaliło. Jedno pomieszczenie spaliło się doszczętnie, drugie jest zakopcone. To, co spłonęło, jest już wyrzucone, okno pękło od temperatury.
Straty najemcy, straty właściciela
- Pani specjalnie to zrobiła, niech pani teraz nie odgrywa aktorki, dobrze to pani obmyśliła - zarzucał Justynie Galińskiej rozemocjonowany współwłaściciel kamienicy Stanisław Wiktorowicz, który we wtorek przebywał w mieszkaniu i zabezpieczał szczeliny, żeby smród spalenizny nie dostawał się do sklepu, który też wynajmuje. Kamienica należy do niego i jego siostry. Oprócz jednego mieszkania i pomieszczenia na sklep, nie wynajmują nic innego. Teraz Stanisław Wiktorowicz zapowiada, że po tym, co się stało, już nie będzie wynajmował mieszkania. Widać, że jest mocno zdenerwowany sytuacją, nie może wybaczyć lokatorce, że doprowadziła do wybuchu pożaru i takich strat. Przyznaje, że odkąd wybuchł pożar, musi wspomagać się lekami uspokajającymi, nie może spać w nocy.
Spalane śmieci źródłem problemów
- Ja mam duży kredyt, w mieszkanie władowałem kupę pieniędzy, wstawiłem plastikowe okna, szkoda gadać - skarży się Stanisław Wiktorowicz i zarzuca Justynie Galińskiej, że paliła w piecykach sztucznym tworzywem, które dostawała od koleżanki. Zresztą lekko nadpalone worki z tym tworzywem nadal znajdują się w mieszkaniu. Stanisław Wiktorowicz cieszy się, że ogień nie zdążył ich strawić, bo cała kamienica poszłaby z dymem.
- Ja nie mówię, żeby tym nie palić, ale żeby palić z głową - mówi współwłaściciel kamienicy. - Włożyć trochę drewna, trochę tego, a nie naładować tego i iść do koleżanki. Naładowała tego tyle, że aż cała chałupa drżała. Tak się robi? Głupota nie zna granic. Wszystko trzeba przewidzieć. Mają szczęście, że się to w nocy nie stało, bo i oni by się zaczadzili i my byśmy się zaczadzili. Jak ja tu wszedłem z gaśnicą i tu sufit by mi tu na łeb spadł, bo się poodparzało wszystko. Chciałem korki powykręcać, bo strażacy lali wodę na instalację, strażacy mnie wygonili, więc poleciałem do góry wyłączyć korki. Później już strażacy nie chcieli mnie wpuścić.
Justyna Galińska tłumaczy, że ogrzewała mieszkanie drewnem. Kupiła specjalnie dwa piecyki, w sumie za około 1.500 zł. Gąbkami jedynie rozpalała w piecyku, kiedy kartony nie dawały rady. Wyjaśnia, że nie wkładała całych kęp do piecyka, lecz owijała nimi drewno i w ten sposób nieciła ogień. Feralnego dnia zrobiła tak samo. Rozpaliła w piecyku, bo miała świeżo zrobione pranie i wyszła. Pożar usłyszał w piwnicy Stanisław Wiktorowicz. Tłumaczy, że z dołu słychać było wielki huk. Jest przekonany, że tak wielki ogień mógł powstać jedynie wówczas, kiedy nałożyłoby się do piecyka bardzo dużo gąbek.
Ogień strawił dobytek
Jedno pomieszczenie zostało doszczętnie zniszczone, kolejne zostały okopcone. W sumie pożar dotknął mieszkania na powierzchni około 25 m2. Zgłoszenie do straży pożarnej dotarło o 11:10. Na miejscu natychmiast zjawiły się cztery jednostki: Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza ze Żnina oraz OSP z Łabiszyna, Barcina i Białożewina.
- Cała akcja trwała dwie godziny i sześć minut - relacjonuje Marek Krygier, rzecznik prasowy KP PSP w Żninie. - Szacunkowo straty wyceniono na 50.000 zł, a szacunkowa wartość uratowanego mieszkania to 450.000 zł. Pożar prawdopodobnie pochodził od piecyka grzewczego na paliwo stałe.
Justyna Galińska obecnie pracuje w Barcinie, dzieci uczą się w szkole w Lubostroniu. Wylicza, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy na własny koszt remontowała mieszkanie, kupiła rigipsy, okna, tynki położyła, wymalowała, drzwi wstawiła, zrobiła ścianę działową, pozmieniała panele. Remont kosztował ją około 3.500 zł. Spłonęły też dywany, fotele i ubrania. Ocalał telewizor, komputer, kuchenka gazowa, lodówka, kuchenka mikrofalowa, garnki, pralka i klatka po chomiku. Chomik też ocalał. Po pożarze biegał po mieszkaniu. Nie spaliła się torebka z dokumentami. Ocalałe sprzęty zostały ulokowane u znajomych.
Praca, szkoła, rozwód, brak mieszkania
- Pracuję, starczy mi tylko, żeby było na opłaty, na jedzenie, na ubranie dla dzieci - mówi Justyna Galińska. Zastanawia się, co teraz zrobić, bo jej sytuacja jest skomplikowana nie tylko ze względu na pożar. W tej chwili dzieci przebywają u męża, z którym się rozwodzi. Ona sama rodzinę ma w Brodnicy. Nie chce się tam przenosić, bo straciłaby pracę. Poza tym nie chce narażać dzieci na zmianę szkoły. Boi się też ponad wszystko, że mąż wykorzysta, że została bez dachu nad głową i zabierze jej córkę. Nie wyobraża sobie, że musiałaby przyjeżdżać do niej pod Łabiszyn aż spod Brodnicy. Na samą myśl o tym zalewa się łzami.
- Dwa lata udowadniałam, że jestem w stanie zapewnić dzieciom warunki - podkreśla Justyna Galińska. - Mówię tak, jak jest, żeby mnie nikt nie oczerniał, że ja sama coś zrobiłam. Podjęłam to ryzyko, żeby wyremontować to mieszkanie, bo myślałam, że dłużej tu pomieszkam. Na wiosnę chciałam centralne ogrzewanie robić, bo palić w piecykach to jest nie robota. O wiele więcej drzewa idzie. W centralnym wrzuciłabym drewno i grzejniki byłyby wszędzie, byłoby ciepło. I nie poszło. A tu niedługo święta.I jeszcze ten pan mówi, że ja specjalnie to zrobiłam. To po co bym mieszkanie wcześniej remontowała?
- Rozpaliła pani w piecu, wyszła do koleżanki, a potem wróciła, jak się paliło. Ja żeby tu coś uratować, to w ogień właziłem, a pani poszła na kawę do koleżanki - żali się Stanisław Wiktorowicz.
- Sama byłam zszokowana, załamana - tłumaczy kobieta. - Co ja miałam zrobić? Ja się cała trzęsłam, jak zobaczyłam co się dzieje. Ledwo wyszłam, przeszłam przez miasto, a ludzie mówili, że chyba byłam pijana, a ja byłam załamana, bałam się, zobaczyłam masę dymu nad budynkami. Ja już nic nie mam, tylko samochód.
Nie ma meldunku, nie będzie pomocy
Burmistrz Łabiszyna Jacek Idzi Kaczmarek poinformował, że nie ma żadnych możliwości, żeby pomóc Justynie Galińskiej, chociażby z tego względu, że formalnie to nie jest mieszkanka gminy Łabiszyn, bo nie ma w tym mieście żadnego zameldowania.
- Przebywa nie wiem, na jakich zasadach - powiedział burmistrz.
- Jej dzieci mają ojca, który ma dom w Oporówku i w każdej chwili może zabezpieczyć im odpowiednią opiekę. To co się stało, według współwłaściciela kamienicy, to nie była losowa sytuacja, a ja jestem w stanie się do tego przychylić, ale za dużo nie mogę powiedzieć.
Burmistrz Łabiszyna poinformował również, że przekazał informację do Ośrodka Opieki Społecznej i do kierownika Miejskiego Zespołu Oświaty, żeby poprzez szkoły bardziej przyjrzeć się wypełnianiu roli matki.
- Ja zaczynam mieć duże wątpliwości, mam przeróżne sygnały z miasta, ale nie mogę się wypowiedzieć - stwierdził burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek. - Państwo polskie i tak przesadza z pewnymi podejściami w stosunku do ludzi, którzy lekceważą wszelkie obowiązki. W tym tygodniu wypłaciliśmy ponad 400.000 zł samych świadczeń socjalnych i to idzie w nieskończoność. Ktoś działa nieświadomie albo mniej odpowiedzialnie, doprowadza do sytuacji, w jakiej znalazła się ta pani i gmina ma dać lokal. Nie. Rozumiem, gdzie ktoś faktycznie dba o siebie, o dzieci i faktycznie coś się przytrafi, to ja jestem w stanie pomóc. To tylko Łabiszyn, my się orientujemy, nasza rola polega też na głębokiej analizie środowiska i jest świadomość tego, co kto i jak realizuje. Jeśli ktoś nie wypełnia obowiązku meldunkowego, to jest pierwsza przesłanka do tego, jaki jest to poziom odpowiedzialności. Jeżeli tam przy porządkowaniu pożarowym wynosi się ubraną choinkę, a święta trzy miesiące temu minęły. To jest odpowiedź na to, jaki jest tam poziom odpowiedzialności.
Jest pomoc, jest mieszkanie
Justyna Galińska z Miejsko-Gminnego Ośrodka Opieki Społecznej otrzymała 200 zł wsparcia. Tam zapewniono ją także, że może liczyć na zwrot kosztów wynajmowania mieszkania za pierwszy miesiąc. Problem polega jednak na tym, że kobieta nie może znaleźć nic do wynajęcia. Boi się, że teraz zła sława po pożarze będzie za nią wędrować i potencjalni właściciele będą się bali wynająć jej mieszkanie.
- Nawet gdybym miała możliwość w Barcinie mieszkać, chociaż w jakiejś wsi, to byłabym zadowolona - mówi kobieta. - Teraz każdy się będzie bał wynająć mi mieszkanie. Jest zima. Nie wiem, co ja mam zrobić.
Pomoc przyszła także ze strony Zespołu Szkół w Lubostroniu. Tam pedagog Ewa Witucka oraz wychowawczynie klas, w których uczą się dzieci Justyny Galińskiej, czyli Mirela Szumacher-Piaskowska i Monika Nowak, zorganizowały akcję wśród nauczycieli i rodziców. Już we wtorek udało się zebrać ubrania, zabawki, słodycze i ręczniki.
- Ogłosiłyśmy zbiórkę niezbędnych rzeczy, jakie mogą przydać się rodzinie w takiej sytuacji - mówi Ewa Witucka. - Poza tym jesteśmy cały czas w trakcie rozmów z panią Galińską. Cały czas ukierunkowujemy ją co do sposobu dalszego postępowania.
Wczoraj Justyna Galińska znalazła mieszkanie do wynajęcia w Barcinie. - Opieka społeczna przeznaczy 450 zł dla tej pani na mieszkanie, bo tyle kosztuje pierwszy miesiąc wynajmu. Tak się ta sprawa zakończyła. Może inni wyciągną z tej sytuacji odpowiednie wnioski - powiedział burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1102 (13/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze