W Kołaczkowie jest najgorzej
Ogromna pompa i kilka kilometrów węży
Nie mamy gdzie z piwnicy wylewać tej wody. Lejemy na ulicę. Nie ma żadnej studzienki i ta woda spływa z powrotem do nas. I tak na okrągło. Nie mamy siły już na to wszystko. W piwnicach w Kołaczkowie woda stoi od jesieni. Mieszkańcy mają zalany węgiel, drewno na opał i kotły grzewcze. Żyją w zimnie i są już zmęczeni. Teraz ogromna pompa pompuje z kałuży w Kołaczkowie wodę, która przez kilka kilometrów strażackich węży, przetaczana jest na drugą stronę pagórka i wylewana do lasu.
Zalany skład palet w Kołaczkowie tuż przy krajowej „piątce”
Tak zalana była ulica Słoneczna w Kołaczkowie niedaleko skrzyżowania z ul. Powstańców Wielkopolskich Tuż za ostatnimi zabudowaniami, na 1,5 ha gruntów ornych stoi woda. W blasku zachodzącego słońca wygląda to nawet malowniczo. Jak nad jeziorem. Ale mieszkańcy ochoty na podziwianie zachodów słońca nie mają. Nie radzą sobie z wodą, która zalewa ich podwórka i piwnice.
W piwnicach woda stała już od kilku miesięcy. Jak zalewała piwnice, ludzie pompowali. Ale - choć na krótko - można się było jej pozbyć. Teraz po odwilży, kiedy pojawiła się ta ogromna kałuża, można nawet powiedzieć staw w Kołaczkowie, wody jest więcej i więcej. I nie można sobie już z nią poradzić.
JAK NASIĄKNIE, PIEC JEST ZIMNY
W domu matki Adama Kaisera woda w piwnicy zbiera się od jesieni. Zalała wszystko, co znajdowało się w piwnicy. Jak wypompują wodę, palą w kotle centralnego ogrzewania. Jak woda z powrotem nasiąknie, to piec jest zimny. Do piwnicy w ogóle trudno wejść. Adam Kaiser zanurzył kij, aby pokazać, ile wody ma w piwnicy jego matka. Jest tam około pół metra wody. Do piwnicy faktycznie wejść nie można, chyba, że w wysokich butach gumowych.
Takie wysokie buty rybackie zakładać musi Teresa Pietraszak, która mieszka przy ul. św. Wojciecha w Kołaczkowie. Mieszka sama. Niedawno zmarł jej najstarszy syn. Opowiada z rozżaleniem, że jeszcze jej wszystko zrobił, że był przysłowiową złotą rączką, że płot zdążył pomalować. Teraz od czasu do czasu wpada na noc jej drugi syn... Ale to już inna historia. Są bieżące sprawy.
Woda w piwnicy Teresy Pietraszak sięga pasa. Żeby wejść i rozpalić w piecu, musi ubrać rybackie buty gumowe. Bierze laskę, którą się podpiera i wychodzi. - Czasami biorę też miotłę i tym się też podpieram, bo ja mam sztywne nogi. Kiedyś, to w tej wodzie się obaliłam. Czasami usiądę i płaczę. Nie chce się żyć - mówi.
Worki z piaskiem mają zatrzymać wodę spływającą z pola na drogę w pobliżu ośrodka dla bezdomnych w Kołaczkowie
Strażacy wypompowywali wodę przy użyciu sporych rozmiarów motopompy Straż dwa razy wypompowywała wodę z jej piwnicy. Na niewiele się to zdało. Woda cały czas nachodzi. Mieszkanka Kołaczkowa mówi, że 20 lat nie było u niej w piwnicy takiej ilości wody, a mieszka tam 36 lat.Woda stoi dwa i pół miesiąca i jej nie ubywa.
Zbigniew Serówka, który prowadzi warsztat samochodowy w Kołaczkowie, też boryka się z nadmiarem wody. Zalało mu kanały na zewnątrz i wewnątrz warsztatu, części samochodowe, przyczepę kempingową.
U Haliny Sałek woda stoi w bramie wjazdowej, w garażu, w piwnicy i na podwórku. Boi się, że bawiące się dzieci mogą do jednej z wielkich kałuż wpaść. - Była tu telewizja, dziennikarze z gazety, filmowali, pisali i nic nie pomogli. Nie wiemy, kto nam może pomóc - mówi.
Jej sytuacja też nie jest do pozazdroszczenia. Piwnica dosłownie pływa. Węgiel i drewno zalane. Kocioł również. W jej domu także jest zimno. - Woda na schodach. Ani wyjść, ani wejść. Nie wiadomo skąd się bierze. Prawie dwie tony węgla i przyczepa drewna w wodzie. Jak to zacznie schnąć, to będzie śmierdziało - opowiada mieszkanka Kołaczkowa. - Nie mamy gdzie z piwnicy wylewać tej wody. Lejemy na ulicę. Nie ma żadnej studzienki i ta woda spływa z powrotem do nas. I tak na okrągło. Nie mamy siły już na to wszystko. Płakać się nawet nie chce.
OGROMNA POMPA I KILKA KILOMETRÓW WĘŻY
Zalane podwórko i przyczepa kempingowa u Zbigniewa Serówki Mieszkańcy ul. Słonecznej mówią, że powinna być zrobiona kanalizacja deszczowa, aby można było gdzieś tę wodę z piwnic przepompować. Dodają, że studzienki w innej części wsi są zapchane i woda nie ma gdzie spływać. - Są kratki na wylotach, a czemu nie ma na środku ulicy? Jak tylko powstała ulica, to nic nie zostało zrobione. Prosimy, piszemy, chodzimy. Od 35 lat nic nie można załatwić. A tu z roku na rok jest coraz gorzej. Z urzędu przyjadą, zdjęcia tylko zrobią i to wszystko. Obiecali, że na wiosnę coś zrobią. Liczę na to, że zrobią.
Ogromna kałuża rozciąga się na polu Waldemara Kijowskiego. Zalane jest 1,5 ha. Na polu mokro było już jesienią. Zasiany był rzepak ozimy. Rolnik szacuje, że w związku z zalaniem pola jego straty wyniosą około 10.000 zł. - Nic z tego nie będzie - rozkłada bezradnie ręce mieszkaniec Kołaczkowa, kiedy pytam o rokowania dotyczące zbiorów.
Noteć i pola w Turze 9 stycznia Teraz woda nie ma gdzie wsiąkać. Od niedzieli w Kołaczkowie działają strażacy z jednostki w Szubinie oraz z Ochotniczej Straży Pożarnej. Ogromna pompa, która wiosną ubiegłego roku ratowała powodzian na południu Polski, wypompowuje wodę z kałuży w Kołaczkowie. Wzdłuż ulicy Powstańców Wielkopolskich rozciągnięto kilka kilometrów strażackich węży, przez które woda z pola przetaczana jest na drugą stroną pagórka i wylewana do lasu. Sołtys Kołaczkowa Irena Wojciechowska jest wdzięczna strażakom za pomoc. Mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że jeśli woda z pola zniknie, to z piwnic również.
W KOŁACZKOWIE JEST NAJGORZEJ
Od ubiegłego piątku do wtorku straż pożarna w Szubinie interweniowała 28 razy w dwóch gminach: Szubin i Kcynia. Strażacy jeździli pompować wodę do Kołaczkowa, Królikowa i Kcyni. Kładli worki, aby uchronić przed dalszym zalewaniem posesję w Chobielinie (dawny młyn przy jazie).
Obraz zalanego pola w Kołaczkowie Wiceburmistrz Szubina Mariusz Piotrkowski przyznał, że w Kołaczkowie jest najgorzej. Poza tym woda zbierała się w Zamościu, Królikowie, Ciężkowie i w samym Szubinie.
- W Kołaczkowie woda z pól spływa w jedno, niżej położone miejsce i stamtąd zalewa ul. Powstańców i Słoneczną. W Szubinie zalało ulicę Poziomkową - relacjonuje wiceburmistrz. - W każdej miejscowości ludzie mają wodę. W Turze Noteć wylała, ale na okoliczne pola. Woda wypompowywana była z terenu huty szkła. Zalane zostało też przejście pod mostem w Zamościu. Przez krajową piątkę zostało specjalnie oznaczone przejście dla uczniów, którzy tamtędy przechodzą do szkoły.
Woda z Kołaczkowa pompowana była dwoma wężami strażackimi kilka kilometrów dalej Odnosząc się do uwag mieszkańców Kołaczkowa, Mariusz Piotrkowski powiedział, że na razie na budowę sieci deszczowej we wsi nie ma szans. To co funkcjonuje teraz, jest czymś pomiędzy drenażem a kanalizacją. Powiedział też, że przez najbliższe lata takie rozwiązanie musi wystarczyć, bo normalna kanalizacja powstanie nie prędzej jak za dwa albo nawet trzy lata. Wiceburmistrz zapowiedział budowę dwóch nowych studzienek na ul. Słonecznej w Kołaczkowie po to, aby woda szybciej spływała z ulic i nie zalewała posesji. Mieszkańcy mogą liczyć na ewentualne odszkodowania w wyniku zalania piwnic i opału, ale na takich samych zasadach jak inni. Decydować ma kryterium związane z dochodami na jednego mieszkańca.
- Nie jest to stan klęski, że domy są zalane po sufit. Jest ciężko, ale nie na tyle, aby uruchamiać dodatkowe środki i super traktować mieszkańców. Jeżeli sytuacja dochodowa będzie zła, to wtedy gmina będzie starała się takiej osobie czy takiej rodzinie pomóc - stwierdził wiceburmistrz.
Adam Kaiser pokazuje wodę w piwnicy domu swojej matki Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 988 (3/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze