Prawie 1,8 mln zł strat za 2022 r. Prognoza na 2023 r: to dalsze 2,5 mln zł strat. Prezes tłumaczy, że problemem jest inflacja. Szef związku zawodowego uważa inaczej - problemem jest styl zarządzania spółką. Oznajmił, że 47 pracowników podpisuje się pod pozwem do sądu i zaapelował do radnych i burmistrza, aby natychmiast zmienić władze spółki. Nie tylko zarząd, być może również radę nadzorczą.
Te obrady miały być trudne. Spodziewali się tego radni i z koalicji i opozycji, a także burmistrz Żnina Robert Luchowski, który już wcześniej, wydając stosowne zarządzenie powołał zespół roboczy ds. analizy kondycji finansowej Zakładu Wodociągów i Kanalizacji "WiK" Sp. z o.o., pod kierownictwem Aleksandry Szpek, skarbniczki gminy. Z pewnością spodziewało się tego również dwoje ważnych członków tego zespołu, a mianowicie Robert Marcińczyk, prezes spółki WiK i Iwona Pomykajczyk, dyrektorka ekonomiczno-finansowa w tejże. Jednak oni stawili się na tej sesji, by stawić czoła trudnym sprawom, które miały być poruszone. W przeciwieństwie do członków rady nadzorczej spółki komunalnej WIK, z których nie przyjechał do Żnina na sesję żaden. Mimo wysłanych zaproszeń.
Przypomnijmy skład rady nadzorczej WIK-u: Maciej Dalka - przewodniczący, Dariusz Fundator (pracujący na stanowisku wójta gminy Białe Błota) i Renata Jesionowska-Zawieja (sekretarz miasta i gminy Mrocza) – członkowie.
Sytuacja ekonomiczna w WIK-u jest trudna, więc i obrady miały być trudne. Nikt z nich jednak raczej nie przypuszczał, że będą nie tylko trudne, ale wręcz przejmujące i bolesne. Okazało się bowiem, że WIK boryka się nie tylko z problemami finansowymi. Tam źle się dzieje również jeśli chodzi o atmosferę pracy, a zwłaszcza stosunki między prezesem a brygadą pracującą w oczyszczalni ścieków. Choć nie tylko, bo Piotr Dąbrowski, szef żnińskiego oddziału związku zawodowego branży wodno-kanalizacyjnej, poinformował na tej sesji, że pozew sądowy przeciwko zarządowi spółki podpisało aż 47 osób, czyli nie tylko z oczyszczalni ścieków.
Robert Marcińczyk poinformował, że za 2022 r. spółka WIK ma stratę ponad 1.794.000 zł. Dla porównania jeszcze za 2021 r. spółka jeszcze nie miała straty, a osiągnęła stosunkowo nieduży zysk, niecałe 100.000 zł.Co gorsza, prognozy są takie, że za rok 2023 strata wyniesie dalsze 2,5 mln zł.
Prezes tłumaczył trudną sytuację spółki galopująca inflacją. W porównaniu do 2021 r. koszty w 2022 r. wzrosły WIK-owi ponad 18%. Dodatkowo wzrosły podatki i daniny publiczne np. podatek od nieruchomości o ponad 180.000 zł więcej, niż w 2021 r. Wzrosły koszty spłaty kredytu z prognozowanych 2% na ponad 7%. WIK zaciągnął zobowiązania na modernizację oczyszczalni ścieków w Jaroszewie. Znaczne pogorszenie się wyniku finansowego spółki wynika również z tego, że stawki taryf za dostarczanie wody i odprowadzanie ścieków są wskutek zmian ustawowych kalkulowane i zatwierdzane z trzyletnim wyprzedzeniem. Zatem kalkulowano je wcześniej w oparciu o znacznie niższe wskaźniki inflacji, niż te, które teraz mamy w rzeczywistości. I te stawki wprowadza od 2018 r. państwowy organ Wody Polskie. Rady gmin nie mają już wpływu na wysokość taryf za wodę i ścieki. Obecne stawki w Żninie nie kompensują WIK-owi wszystkich kosztów. Robert Marcińczyk poinformował, że po tym, gdy został wybrany na prezesa spółki zaprzestał praktykowania dodatkowej gratyfikacji dla pracowników, która wynosiła około 7% pensji zasadniczej. Taka praktyka wynagradzania była realizowana w WIK-u w czasach poprzedniego zarządu. Ta dodatkowa kwota nie była uzależniona od czegokolwiek. Od początku 2023 r. już tak się nie dzieje, a prezes zaznacza, że czynnikiem mobilizującym załogę jest możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy przy osiągnięciu dodatkowych wpływów. Te może WIK osiągać realizując usługi dodatkowe. Nie są to wpływy uzyskiwane z usług objętych taryfikatorem podstawowym. Duży potencjał jest zaś w wykonywaniu przyłączy wodno-kanalizacyjnych. Prezes chciałby, aby WIK był w Żninie i okolicach wiodącym wykonawcom w tym zakresie.
Rada Miejska w Żninie w obliczu problemów spółki, której w 100% właścicielem jest gmina może stanąć w obliczu konieczności dokapitalizowania spółki WIK. Stąd temat podjęto na sesji, a burmistrz powołał zespół kryzysowy. Przewodniczący Rady Dariusz Kaźmierczak uważa, że burmistrz powinien natychmiast wymienić radę nadzorczą spółki, skoro są to osoby z zewnątrz, które nie pofatygowały się nawet na sesję merytorycznie poświęconą prawie w całości problemowi WIK-u. Przewodniczący podkreśla, że według przepisów prawa handlowego gmina może wspomóc swoją spółkę albo przez podniesienie udziałów, sprzedaż udziałów, albo udzielając spółce pożyczki. Zdaniem Dariusz Kaźmierczaka tylko to może jeszcze teraz wchodzić w grę. Rok temu bowiem Rada Miejska postawiona pod ścianą (przebudowa ul. Browarowej, która nie mogła być kontynuowana bez koniecznej inwestycji w sieć wod-kan oraz podobna sytuacja z remontem drogi w Jaroszewie), dokapitalizowała spółkę WIK, ale okazuje się, że to ciągle mało. Dariusz Kaźmierczak krytykuje fakt płacenia dużych pieniędzy osobom dojeżdżającym do pracy w WIK na stanowiskach kierowniczych z Bydgoszczy. Ponadto wskazuje jako kolejne potwierdzenie tego, że WIK to studnia bez dna, fakt umorzenie jej przez burmistrza podatku od nieruchomości za pierwsze dwa miesiące roku 270.000 zł. To nic innego, jak kolejne wsparcie dla spółki od gminy. Według Dariusza Kaźmierczaka pomaganie powinno być uzależnione od przeprowadzenia restrukturyzacji w firmie. Pracuje w niej według jego informacji 58 pracowników i potrzebne są cięcia. Ale nie wśród pracowników fizycznych, którzy robią najwięcej, lecz wśród kadry kierowniczej.
Prezes Robert Marcińczyk zdaje sobie sprawę, że sprawa obcięcia pensji o 7% musiała spotkać się z niezadowoleniem. Koszty życia przecież rosną przy takiej inflacji, a nagle pracodawca odebrał te dotychczasowe 7% więcej do wynagrodzenia zasadniczego. Liczył jednak na zrozumienie załogi. Tymczasem największe niezadowolenie według prezesa płynie od załogi oczyszczalni ścieków, gdzie w jego ocenie pracownicy podchodzili do jego pomysłów, jak do fanaberii. Robert Marcińczyk uważa, że panom z załogi oczyszczalni ścieków wydaje się, iż żyjemy jeszcze w czasach słusznie minionych, Tylko, że system, który w tamtej epoce funkcjonował, upadł. I to właśnie z powodów finansowych.
Problem zarządzania spółką przez osoby spoza Żnina poruszył wspomniany Piotr Dąbrowski. Jego długa wypowiedź mocno poruszyła nie tylko radnymi, którzy zostali na sesji (niektórzy wyszli zanim dyskusja o WIK-u w ogóle się rozpoczęła). Przewodniczący związku zawodowego jest jednocześnie członkiem załogi oczyszczalni ścieków. Mówił wiele minut i były to słowa pełne goryczy. Przede wszystkim Piotr Dąbrowski zaznaczył, że atmosfera w pracy bardzo się pogorszyła w czasach aktualnego zarządu. Winą za to obarczył przede wszystkim prezesa i dyrektorkę finansową. Dodał, że szczególnie źle traktowana jest załoga oczyszczalni ścieków, ale nie tylko. Będąc w biurze on widzi, że również tam atmosfera pracy jest przygnębiająca, pracownicy są smutni, zmartwieni, pozbawieni energii do działania.
Załoga posiłkuje się pomocą prawnika i pozew będzie złożony. Piotr Dąbrowski powiedział, że zabranie składnika wynagrodzenia w wysokości 7% było w ocenie prawnika niezgodne z przepisami. Szef związku zawodowego dal do zrozumienia, ze zaległości wobec pracowników są dlatego duże i będą rosły. Piotr Dąbrowski przyznał, że najwięcej przykrości i złe, niesprawiedliwe traktowanie spotyka osoby doświadczone, oddane WIK-owi od wielu lat. Jest nagonka na pracowników oczyszczalni. Wyznał, że kierownik oczyszczalni ścieków znajdował się na skraju wyczerpania nerwowego będąc pod presją prezesa. Zarząd próbował wmówić kierownikowi, że z oczyszczalni wynoszone są jakieś dokumenty. Ponoć był jakiś donos w tej sprawie. Kierownik tego nie wytrzymywał. Wrócił z przesłuchania w siedzibie WIK na oczyszczalnie i zaczął źle się czuć. Była interwencja pogotowia. Piotr Dąbrowski zaznaczył, że kierownik pozwolił mu o tym mówić, a mianowicie, że musiał się ów kierownik leczyć u lekarza psychiatry. To samo dotyczy zastępcy kierownika, a wcześniej pani, która była współautorką projektu składanego do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Obecnie ona już nie pracuje w WIK.
Piotr Dąbrowski zarzucił też prezesowi, że gdy przed świętami znalazły się na koncie pieniądze zarobione na wykonywaniu przyłączy, to premie wypłacono brygadzie która to wykonuje i pracownikom biurowym, a tych z oczyszczalni pominięto. To strasznie boli tych pracowników, ponieważ chcieli być traktowani równo.
Piotr Dąbrowski zaapelował do burmistrza i radnych, aby podjęte zostały natychmiastowe decyzje personalne. Przewodniczący związku zawodowego uważa, że potrzebne są zmiany władzy w spółce, być może również dotyczące rady nadzorczej. Pracownicy WIK-u w większości chcą odwołania obecnego zarządu spółki. Zarządzanie spółką wymaga nie tylko fachowości ale też serca dla niej. Przewodniczący związku apeluje również o przeprowadzenie zewnętrznego audytu w spółce WIK.
Przewodniczący Rady Dariusz Kaźmierczak po wystąpieniu Piotra Dąbrowskiego postanowił zakończyć obrady. Burmistrz, ale też szefowie klubów go popierających w Radzie Miejskiej, byli oburzeni. Ich zdaniem prezes Robert Marcińczyk powinien otrzymać możliwość ustosunkowania się do zarzutów przedstawionych przez przewodniczącego związku zawodowego. Robert Luchowski prorokował, że słowa, które padły publicznie o leczeniu pracowników u psychiatry, mogą skończyć się pozwami. Jednak Dariusz Kaźmierczak nie zmienił zdania i zamknął sesję.
W kuluarach zapytaliśmy prezesa WIK-u Roberta Marcińczyka, czy zwłaszcza wobec braku możliwości odniesienia się do zarzutów przewodniczącego związku zawodowego na sesji Rady Miejskiej, odniesie się do nich chociaż dla naszej gazety? Prezes odrzekł, że na pewno nie w tej chwili. Poprosił o zostawienie mu naszego adresu mailowego i po przemyśleniu dalszych swoich poczynań, albo się odniesie do tej sprawy w mailu do nas, albo nie będzie już komentował tego, co powiedział Piotr Dąbrowski.
Karol Gapiński