Reklama

Ona go kochała, on ją zmuszał do nierządu

Poznali się w szkole w Mogilnie
    Ona go kochała, on ją zmuszał do nierządu
    Prawdopodobnie przez ponad 2 lata mieszkaniec Mogilna zmuszał młodą kobietę z Bydgoszczy do uprawiania prostytucji. Od czerwca zeszłego roku musiała to czynić na drodze pomiędzy Barcinem a Piechcinem. W tej ostatniej miejscowości zamieszkiwała w altance na ogródkach działkowych. Sprawę postanowiła przerwać matka podejrzanego o zmuszanie kobiety do prostytucji mogilnianina. Sąd Rejonowy w Szubinie zastosował wobec podejrzanego tymczasowy areszt.

    Leszek S. ma 24 lata. Mieszkał w Mogilnie, wychowywał się u dziadków. Przed kilkoma laty poznał w szkole specjalnej w Mogilnie koleżankę z Bydgoszczy. Dziewczyna zakochała się w młodym mogilnianinie. Wkrótce zostali parą.
    NA DZIAŁCE W PIECHCINIE
    W czerwcu zeszłego roku Leszek S. i jego dziewczyna kupili domek działkowy w kompleksie Pracowniczych Ogródków Działkowych Kalina w Piechcinie. Większość czasu w tym domku spędzała dziewczyna samotnie, gdyż Leszek zwykle nadal mieszkał w Mogilnie.
    Sytuacja dziewczyny zaczynała powoli interesować mieszkańców Piechcina, gdyż wielokrotnie była widywana na drodze wojewódzkiej pomiędzy Barcinem i Piechcinem. Stała tam w charakterze tzw. tirówki, czyli osoby oferującej wykonywanie czynności seksualnych za korzyści majątkowe.

    PRZY DRODZE Z BARCINA
    Zwykle zresztą stała tam również druga dziewczyna zajmująca się najstarszym zawodem świata. Ta jednak nie miała nic wspólnego z Leszkiem S. Kobiety najczęściej spotkać można było w okolicy lasu w Krotoszynie, przed kompleksem cementowni Lafarge i Wapiennem. Kobiety wykonywały płatne czynności seksualne z reguły dla zainteresowanych tym przypadkowych kierowców bądź dla specjalnie tutaj podjeżdżających klientów.
    Przeważnie czyniły to na miejscu. Obecnie można skorzystać z oferty tylko jednej kobiety, gdyż związana z Leszkiem S. po wydarzeniach w ub. tygodniu zdecydowała się powrócić do rodziny w Bydgoszczy. Oczywiście w mroźne dni raczej i druga z dziewczyn rezygnuje ze stania przy drodze.
    Na policji dowiedziałem się, że prostytucja nawet wzdłuż drogi nie jest karalna, chyba, że czekanie na klientów odbywa się w sposób zagrażający bezpieczeństwu na drodze. Ponadto wykonywanie czynności seksualnych nie może się odbywać na widoku publicznym. Stąd często wykorzystywany był do tego przydrożny las, gdzie można się było schować wśród drzew. Czasami prostytutki wsiadały do samochodów klientów.
    ONA PRACOWAŁA, ON CZERPAŁ ZYSK
    Karze podlega jednak czerpanie korzyści majątkowych z cudzego nierządu oraz zmuszanie innej osoby do wykonywania płatnych czynności seksualnych. W skrócie rzecz ujmując, gdyby bydgoszczanka nie była przez Leszka S zmuszana do prostytuowania się oraz mogilnianin nie zabierał jej w ten sposób zarobionych pieniędzy, to prawo nie zostałoby złamane.
    Pomimo, że mieszkańcy Piechcina mogli się domyślać, co się dzieje w altance w Kalinie oraz na drodze w kierunku Barcina, to nie interweniowali. Wreszcie postanowiła coś z tym zrobić matka Leszka S., mieszkająca w Piechcinie.
    OBOJE BYLI DOROŚLI
    - Ludzie widzieli, co się dzieje, wytykali mnie palcami, wytykali tamtą kobietę, wytykali Leszka, kiedy tu przyjeżdżał. Ale co ja mogłam zrobić? Syn nie był wychowywany przeze mnie, a przez swoich dziadków w Mogilnie. Ja nie miałam wpływu na takie zdemoralizowanie. Ale jak się coś takiego dzieje, to chociaż jestem matką, to nie mogę do tego dopuścić. I tylko nie chciałam, żeby na to patrzyły moje kolejne, młodsze dzieci, które się tutaj przecież wychowują. Co ja mogłam zrobić? On chłop dorosły, niedługo 25 lat będzie miał, ona też dorosła. Mówiła, że go kocha. Byli razem. Na działkę w "Kalinie" przeprowadzili się w czerwcu zeszłego roku. Tamta dziewczyna nie radziła sobie. Ona tam mieszkała z psem, z którym też sobie nie radziła i czasami do mnie z takimi problemami przychodziła. Leszek też mnie odwiedzał, krzyczałam na niego, że takie rzeczy robią, ale co mogłam poradzić? Oni są dorośli a ja się skupiam tylko na naszych sprawach, bo przecież muszę dzieci wychować. Taki jest mój obowiązek skoro je mam i ze mną mieszkają. I jak te dzieci miały na to wszystko patrzeć? - mówi matka Leszka S.
    MATKA ZAPOBIEGA TRAGEDII
    Sytuacja w ostatnich dniach całkowicie przekonała matkę Leszka S., że trzeba coś zrobić. Upośledzona dziewczyna nie paliła, być może po prostu nie potrafiła nawet napalić w piecu w działkowym budynku. - Piec był nowy, działka opłacona do końca roku, ale ona by tam jeszcze zamarzła, bo jak jest 15 stopni mrozu na dworze, to w tym domku nie wiele przecież cieplej, jeśli nie było ogrzewane. Musiałam ją ratować - mówi matka podejrzanego.
    BYĆ MOŻE ZAPOBIEGŁA TRAGEDII
    Sprawą w ten sposób została zainteresowana policja barcińska. Czynności dochodzeniowe doprowadziły do ujawnienia kolejnych faktów. Bydgoszczanka, rzeczywiście upośledzona w pewnym stopniu zeznała, że kochała Leszka S. Niestety on jej zależność emocjonalną wykorzystał. Dziewczyna w głębi serca nie chciała wychodzić na drogę i oferować swe ciało za pieniądze. Ale Leszek S. nie tylko związał ją ze sobą uczuciowo.
    Moje źródła informacyjne w policji wskazują, że rzeczywiście w dłuższej perspektywie matka Leszka S. być może uratowała zakochanej w nim dziewczynie życie. Ta bowiem mogła zamarznąć w działkowym budynku.
    ZWIĄZANA EMOCJONALNIE I STERRORYZOWANA
    - Stosował groźby, bił tę kobietę, zmuszając do nierządu za pieniądze, które sam potem zabierał. Grozić może mu nawet kilka lat więzienia - powiedział o sprawie mieszkańca Mogilna podkomisarz Krzysztof Jaźwiński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Żninie.
    Od pana podkomisarza dowiedziałem się jednak również, że mogilnianin podejrzewany jest o zmuszanie do nierządu bydgoszczanki nie tylko od czerwca zeszłego roku, ale od stycznia 2003 r.
    - Nie wiem, o co chodzi. Ja nic nie wiem o takich rzeczach. Kobietę zobaczyłam pierwszy raz w czerwcu zeszłego roku, kiedy kupili działkę. Chyba sobie policja chce przypisywać jakieś sukcesy - dziwiła się matka Leszka S.
    NAJPIERW SZKOŁA, MIŁOŚĆ, STRYSZEK
    Okazuje się jednak, że nie, gdyż istnieją przesłanki zebrane podczas dochodzenia, ze rzeczywiście Leszek S taki proceder uprawiał w stosunku do zakochanej w nim dziewczyny nawet od stycznia 2003 r. Przypomnijmy, ze znają się oni już długo, ze szkoły.
    Z bardzo wiarygodnych źródeł związanych z barcińską policją dowiedziałem się, że Leszek S. najprawdopodobniej od ponad 2 lat zmuszać mógł dziewczynę do prostytucji przy użyciu gróźb i przemocy bądź też równolegle jej zależności uczuciowej, przy czym początkowo kobieta musiała oferować swe usługi - według ustaleń policji -przy drodze w podbydgoskim Stryszku.
    DOLA NA PRZEŻYCIE NA DZIAŁCE
    Dowiedziałem się również z tych samych źródeł, że dziewczyna utrzymywała się w Piechcinie przy życiu dzięki pewnej kwocie pieniędzy zostawianej jej przez Leszka S. - On jej dziennie zostawiał kilka, czasami 10 zł. Miała za to żyć. Sam przeważnie nie nocował w Piechcinie na tej działce. Resztę kasy, którą kobieta wypracowała, zabierał - mówi mój informator.
    Należy też domniemywać, iż fakt nie przekazywania większej gotówki dziewczynie mógł powodować, że nie miała ona środków na ucieczkę do rodziny w Bydgoszczy. Nawet gdyby się niespodziewanie zdecydowała wyrwać z tej sytuacji, w którą się wplątała.
    Na wniosek prokuratury Sąd Rejonowy w Szubinie zastosował wobec Leszka S. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące i podejrzany czeka w zakładzie karnym, aż zostanie postawiony w stan oskarżenia. Dotychczas nie był karany. Dziewczyna, którą wykorzystywał, rzeczywiście powróciła do rodziny w Bydgoszczy.

Reklama
Karol Gapiński

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości