Obraz Jezusa Miłosiernego na ścianie stołówki przypomina o tym, że ludzie są przez Boga obdarzeni miłością, to czasem, kiedy człowiek znajdzie się na dnie w takim miejscu jak ośrodek „Judym” wydaje mu się, że Bóg go opuścił
fot. Remigiusz Konieczka
Kołaczkowo, Judym, ośrodek, bezdomni
Oni
Światy ludzi bez domu i tych, którzy codziennie po pracy wracają do swoich mieszkań, przenikają się, ale jest między nimi niewidzialny mur, który dla obu stron jest trudny do przeskoczenia.
14 kwietnia, Ośrodek dla Osób Bezdomnych Judym w Kołaczkowie. Kierownictwo zaprasza gości na nieformalny dzień bezdomnego. Zaproszeni są też szubińscy radni. Podczas przerwy w świątecznym spotkaniu mieszkańcy ośrodka i radni wychodzą na zewnątrz stołówki. Rozmawiają i wymieniają kontakty. Mieszkańcy dostają wizytówki z numerami telefonów. Po kilkunastu dniach kilka osób żali się radnym, że z końcem kwietnia przyjdzie im opuścić ośrodek, że nie będą mieli gdzie się podziać, że ani dnia dłużej nie mogą pozostać. Termin ich pobytu minął 30 kwietnia. Wiedzą już, że 1 maja w ośrodku już nie powinni mieszkać. Ich sytuacja chwyta radnych za serce. Jadą porozmawiać z prezesem stowarzyszenia Judym Ryszardem Torbą.
30 kwietnia, Ośrodek dla Osób Bezdomnych Judym w Kołaczkowie. W biurze siedzą: prezes stowarzyszenia Ryszard Torba, radni Rady Miejskiej w Szubinie Roman Danielewski, Beata Woźniak i radna Rady Powiatu w Nakle Beata Danielewska-Szymczak. Trwa ożywiona dyskusja na temat opuszczenia przez cześć mieszkańców (dokładniej cztery osoby) ośrodka.
Radnych interesuje, dlaczego ośrodek mają opuścić osoby, które szukały pomocy na zewnątrz, które się pożaliły. Chcą wiedzieć, czy to przypadek. Dlaczego te osoby muszą odejść i co mogą zrobić, aby mogły zostać na jakiś czas, dopóki nie znajdzie się dla nich inne lokum.
- Gdzie ci ludzie się podzieją, gdzie pójdą? - argumentują radni.
Prezes Ryszard Torba uważa, że to przypadek, że osoby, które kontaktowały się z radnymi muszą opuścić ośrodek. Decyzje na ich pobyt w Kołaczkowie wygasają 30 kwietnia, a ośrodki pomocy społecznej, w tym Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Szubinie, nie prosiły o przedłużenie ich pobytu.
Prezes zauważa, że do września musi zostać wyremontowany jeden z budynków. Na czas remontu mieszkańcy będą przeniesieni do innych pomieszczeń. Nie da się przenieść wszystkich, więc im mniej osób będzie przebywało w ośrodku, tym łatwiej będzie je rozlokować. Najlepiej, gdyby było ich pięćdziesiąt. Zimą mieszkało tam ponad osiemdziesiąt osób. Jednak nie wszyscy, którym mijał termin pobytu, mieli opuścić ośrodek. Prezes pozostawił tych ludzi, którzy przydatni mu będą do pomocy przy remoncie, bo wszystkie remonty ośrodek wykonuje sam i korzysta z pomocy podopiecznych.
Dwie osoby, które 30 kwietnia miały rozstać się z ośrodkiem, łamały regulamin i dlatego dłużej nie mogły zostać. Kolejna z osób już wcześniej sama wyjechała.
Poza tym szef ośrodka w jak najgorszym świetle przedstawia współpracę z M-GOPS w Szubinie. Twierdzi, że ze wszystkimi ośrodkami współpracuje się dobrze, tylko z Szubinem źle. Prezes wylicza przewinienia szubińskiej opieki: pracownik socjalny przyjeżdżał, chodził po terenie, rozmawiał z ludźmi, a do biura nie wchodził; mieszkańcy podpisywali dokumenty in blanco; kiedyś o północy M-GOPS przysłał osobę, która kwalifikowała się do szpitala, a nie do ośrodka, zrobili to wiedząc, że tutaj nie ma fachowej opieki lekarskiej.
6 maja, biuro kierownika M-GOPS w Szubinie Renaty Michalak. Rozmawiamy na temat współpracy ośrodka z Judymem, a dokładniej o kulejącej współpracy. Szubiński ośrodek wykonywał wywiady środowiskowe podopiecznych, które stanowiły podstawę do skierowania takiej osoby do ośrodka Judym i do finansowania jego pobytu w Kołaczkowie.
12 kwietnia do M-GOPS w Szubinie z Judyma przyszło pismo z prośbą o zmianę pracownika socjalnego, który tych wywiadów dokonywał. Ośrodek w Kołaczkowie argumentował to tym, że stracił zaufanie do tej osoby, która z Szubina przyjeżdżała, że dokumenty podpisywane były przez podopiecznych in blanco, że wywiady nie docierały do innych ośrodków pomocy społecznej na czas.
- Wystąpiliśmy do ośrodków pomocy społecznej z innych gmin z zapytaniem, czy wywiady, jakie im wysyłaliśmy, były kompletne, czy „Judym” w tych wywiadach przedstawiany był w złym świetle i czy docierały one do ośrodków pomocy społecznej na czas. Nie dostaliśmy jeszcze wszystkich odpowiedzi, ale z pism które już wpłynęły wynika, że wszystko było z naszej strony przygotowane prawidłowo i ośrodki nie mają zastrzeżeń - mówi Renata Michalak.
Kierownik wyjaśnia, że formularz sporządzany był rzeczywiście po wywiadzie i uzupełniany później, ale wynika to z tego, że jest wypisywany ręcznie. Pracownik nie mógł chodzić sobie po ośrodku Judym i nie wejść do biura, bo wszelkie rozmowy z podopiecznymi przeprowadzane były właśnie w biurze. Formularz był wypełniany w części przy podopiecznym, który go podpisywał, a część opisowa sporządzana była na czysto w oparciu o notatki pracownika socjalnego.
- Do ośrodka na wywiady jeździło już kilku naszych pracowników. Z naszej strony nie mieliśmy do nich zastrzeżeń. Teraz już nikt nie wyraził chęci do tego, by tam jeździć. W związku z tym zasugerowałam, by postarali się o pracownika socjalnego do przeprowadzania wywiadów środowiskowych - dodaje Renata Michalak.
8 maja, rozmowa telefoniczna. - Nie mieliśmy żadnych problemów w kontaktach z ośrodkiem „Judym”. Pracownicy dzwonili, pytali czy jest miejsce i nieraz zawozili tam ludzi, by mieć pewność, że tam będą. Do wywiadów sporządzanych przez ośrodek w Szubinie również zastrzeżeń nie mamy - mówi Maria Bursztyńska, kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żninie. - Praca z takimi osobami, jakie mieszkają w „Judymie”, jest trudna. Dobrze, że jest możliwość kierowania tam osób. Ważne jest to, że mają dach nad głową i posiłek. Trzeba jednak pamiętać, że będąc tam mają szanse się zmienić, mogą stanąć na nogi, bo o to w tym chodzi. Nie jest to miejsce stałego pobytu. Zawsze znajdzie się ktoś, komu nie będzie coś odpowiadać. Ale niestety taki ośrodek jak w Kołaczkowie musi być. Powstał i niech będzie, bo zawsze znajdą się ludzie, których trzeba będzie tam skierować.
Od 1 maja Judym ma własnego pracownika socjalnego. Osoby, które miały opuścić ośrodek, na jakiś czas mogły zostać i nadal tam przebywają.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1109 (20/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze