Wanda Różańska pomaga Monice Gąsior w codziennych obowiązkach, takich jak pranie czy sprzątanie. Panie dobrze się ze sobą czują. Obie są zadowolone z rozwiązania zaproponowanego przez M-GOPS.
fot. Magdalena Kruszka
Buszkowo, Monika Gąsior, opieka, M-GOOS, Łabiszyn
Opiekuje się jak własną matką
Monika Gąsior ma 89 lat. Mieszka sama w Buszkowie, na uboczu wsi. Zimą zgłaszała, że potrzebuje pomocy przy codziennych obowiązkach. Lada moment minie pół roku, odkąd otrzymała ona pomoc z Miejsko-Gminnego Ośrodka Opieki Społecznej w Łabiszynie.
Pani Monika Gąsior stara się radzić sobie sama. Sama gotuje, choć przyznaje, że wszystko musi mieć blisko, pod ręką. Hoduje też trzy kurki i koguta. Dba o koty podwórkowe. Ale przyznaje, że jest jej coraz ciężej. Nawet na zbyt długi spacer nie może sobie pozwolić. Zimą codzienne obowiązki ją przerosły i zwróciła się z prośbą o pomoc do Miejsko-Gminnego Ośrodka Opieki Społecznej w Łabiszynie. Tam nikt wątpliwości nie miał i przydzielono jej opiekunkę.
- Opiekunka odwiedzała panią Gąsiorową od stycznia do końca marca, potem zachorowała i poszła na zwolnienie, trzeba było poszukać innego rozwiązania - mówi Beata Januszkiewicz, kierownik M-GOPS w Łabiszynie.
Postanowiono więc zorganizować inną formę pomocy. Od kwietnia jest to typowa pomoc sąsiedzka, na którą M-GOPS w Łabiszynie przeznacza dodatek celowy. Dwa razy w tygodniu na dwie godziny Monikę Gąsior odwiedza Wanda Różańska, sąsiadka mieszkająca około półtora kilometra od niej. Panie przyznają, że dobrze się stało, że w ten sposób sytuacja została rozwiązana. Znają się od lat, czują się ze sobą dobrze i mają do siebie zaufanie.
- Ja się opiekowałam moją chorą matką, więc dla mnie to nie nowość - mówi Wanda Różańska. - A panią Gąsiorową znam od dawna. Jak chodziła jako kucharka po weselach, to ja byłam jej pomocą i tak już zostało, że teraz też jej pomagam. Nie mam oporów, żeby ją wykąpać czy oprać. Ja się takiej opieki nie boję i zajmuję się nią jak własną matką.
Monika Gąsior także przyznaje, że jest jej lżej, choć doskwiera jej brak sił.
- Chodzę już tylko o kuli i jak za dużo rękami robię, to też zaraz mnie boli, a jeszcze niedawno rowerem jeździłam - mówi Monika Gąsior.
Ludzie chętnie ją odwiedzają. Sąsiad Mirosław Mierkiewicz robi zakupy, listonosz chętnie przyjeżdża. Wszyscy przyznają, że dobrze się tam czują.
- Ludzie czują się tu jak u siebie w domu - mówi Mirosław Mierkiewicz. - Każdy wie, gdzie jest herbata, kawa, mleko i sam sobie robi. Tutaj panuje domowa atmosfera.
Beata Januszkiewicz przyznaje, że Monice Gąsior nie potrzeba wykwalifikowanej opiekunki, wystarczy pomoc sąsiedzka i twierdzi, że gdyby była ona leżąca i potrzebowała podawania leków, to sytuacja byłaby inna. Latem na pewno będzie się nią opiekowała sąsiadka, a kiedy opiekunka M-GOPS wróci ze zwolnienia, to rozpatrzone zostanie, czy nie trzeba będzie przydzielić pani Gąsiorowej specjalistycznej opieki.
- Teraz zostały nam tylko dwie opiekunki i sytuacja na wsiach jest trudna, tam najlepsze jest takie rozwiązanie jak w Buszkowie, czyli postaranie się o pomoc sąsiedzką, na którą my przyznajemy dotację - powiedziała Beata Januszkiewicz.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1115 (26/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze