Reklama

Opuszczenie Szubina

Pamiętam jak dziś, był to jesienny poranek, który zmienił życie i przyszłość wielu rodzin szubińskich. Byłem w restauracji mego ojca przy ul. Św. Marcina 1, pustej w tym momencie. Naraz drzwi się otwierają i wchodzi zgraja bandytów w czarnych i brązowych mundurach z trupimi główkami i opaskami z "hackenkreutzem".

 

Mieszkańcy Szubina czekają w Domu Polskim na wywiezienie do Mielca

     Strach mnie  ogarnął na ich widok, zamieniłem się w słup soli. Słyszę "Raus im 5 minuten!" i ten krzyk mam jeszcze do dziś dnia w uszach. Pobiegłem jak szalony przez pokoje restauracyjne do kuchni, gdzie mama przygotowywała obiad. Krzyknąłem: "Mama, oni nas wyrzucają!" Ojciec i siostra słysząc ten krzyk przybiegli do kuchni. W tym momencie ta zgraja opryszków weszła do kuchni krzycząc: "Raus, raus".
    Przerażeni wyszliśmy z kuchni nic nie zabierając z sobą. Ojciec powiesił swoje długie buty na plecy, matka w gumowym fartuchu, a ja i siostra Maria tak jak staliśmy, opuściliśmy nasz dom. Biedne psy myśliwskie pędziły za nami.
    Byliśmy pierwszą rodziną w Szubinie, która została pozbawiona swego mienia i domu. To straszne przeżycie. Zabrano nas do obozu zorganizowanego w Domu Polskim, skąd pojechaliśmy transportem do Mielca.
    Na reprodukowanym tu historycznym zdjęciu, które zrobił Jakub Szubertowski (cała jego rodzina też została wysiedlona) na pierwszym planie widać p. Bałkową z wnuczką Danusią Szubertowską (obecnie Siewkowska). Powyżej moja siostra Maria Alwin, Dypczyńska - żona Karola, moja matka - Katarzyna Alwin i Franciszek Alwin, moi rodzice. Z boku Klaudia Śledzikowska, Stefania Szubertowska, Januszewski z dzieckiem, Piechulkowa, Bałra z córką i żoną. Moja kuzynka Kasia Bilska, Karol Dypczyński i reszta, których jest trudno rozpoznać.
    Dom nasz przy ul. św. Marcina zajął volksdeutsch Schneider, gorzelany z Łachowa. Pamiętam jego osobę, gdyż był obecny (jedyny cywil) przy tym, jak nas wyrzucano. Kara boska go zresztą nie ominęła. Za zagrabienie cudzej własności, ciężko przez mojego ojca zapracowanej, został powołany na front wschodni, z którego to powrócił bez dwóch ramion tak, że jak opuszczał Szubin nic ze sobą nie mógł zabrać i był całkowicie zdany na opatrzność swojej żony.

Reklama

 Edmund Alwin
Pałuki nr 76 (28/1993)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/08/2024 17:04
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości