75-letni ojciec Agaty Wróblewskiej ze Strzelna - pan Jan - choruje przewlekle od ponad 20 lat. Trafił do mogileńskiego szpitala z powodu duszności i silnego bólu brzucha. Na miejscu zadecydowano, że mężczyzna nie wymaga hospitalizacji. Po uzgodnieniu z rodziną miał wrócić do domu karetką. Nie wrócił. Nikt w szpitalu nie wiedział, co stało się z panem Janem i gdzie przebywa. Ostatecznie zdezorientowaną rodzinę poinformowano, że chorego przetransportowano do szpitala w Inowrocławiu.
Sytuację tę nagłośnił radny Paweł Jankowski, który 7 maja podczas sesji Rady Powiatu, w porozumieniu z córką pana Jana, złożył na ręce dyrekcji SPZOZ skargę opisującą przebieg zdarzenia. - Dlaczego rodzina nie została w ogóle zawiadomiona, że ten pacjent znalazł się w zupełnie innym szpitalu? - pytał radny. W odpowiedzi szefowa szpitala Ewa Bonk-Woźniakiewicz zaznaczyła, że o skardze powinna dowiedzieć się jako pierwsza, jednak do tej pory nikt nie zgłosił jej zaistniałego problemu. - W sposób naturalny powinna wpłynąć najpierw do dyrektora szpitala, żebym w ogóle rozpoznała sytuację i miała jakieś argumenty. Dzisiaj słyszę o tym problemie pierwszy raz, w związku z tym odbiorę od pana tę skargę i się nią zajmę w trybie typowym. Dopiero wtedy mogę złożyć wyjaśnienia - oznajmiła w miniony piątek.
Udało nam się nawiązać kontakt z córką 75-latka Agata Wróblewską, która pomimo upływu 3 tygodni od zdarzenia, jeszcze długo nie będzie potrafiła o nim zapomnieć. Jej ojciec zmaga się z problemami zdrowotnymi już od wielu lat. Cierpi na cukrzycę, miażdżycę naczyń mózgowych, niedowład połowiczny prawy kończyny górnej i dolnej, dusznicę bolesną i nadciśnienie tętnicze. Przeszedł dwa udary i dwa zawały serca. Wszczepiono mu rozrusznik. Kiedy 22 kwietnia rodzina zauważyła, że stan mężczyzny gwałtownie się pogorszył, postanowiono wezwać pogotowie. - Tata narzekał, że ciężko mu się oddycha i boli go w brzuchu. Jęczał z bólu. Przyjechało pogotowie z Mogilna, zbadali tatę na miejscu i wzięli do szpitala do Mogilna około 15.30 - opowiada pani Agata. O 19.00 zadzwoniła do SPZOZ zapytać o stan zdrowia ojca. Usłyszała, że nie otrzymał skierowania na oddział, a z powodu braku wolnej karetki rodzina powinna odebrać go osobiście. Córka poinformowała pielęgniarkę, że nie jest w stanie zorganizować transportu na własną rękę. - Pani oburzona odpowiedziała, że w takim razie mamy czekać do 4.00 rano zanim go przywiozą. Zgodziłam się - wspomina Agata Wróblewska.
Żona pana Jana z niecierpliwością i rosnącą z minuty na minutę niepewnością wyczekiwała męża do 6.00. Nie pojawił się. Około 10.00 córka zadzwoniła więc ponownie do szpitala, pytając o ojca. Była przekonana, że w nocy jego stan się pogorszył i zdecydowano się zatrzymać go na oddziale. - Pielęgniarka odpowiedziała mi, że tata został odwieziony w nocy do domu - usłyszała. Rodzina przeżyła szok. Pana Jana nie było już w Strzelnie od ponad 20 godzin. Córkę połączono następnie z jednym z lekarzy, który po przeanalizowaniu dokumentacji stwierdził, że mężczyzna rzeczywiście nie przebywa na oddziale, ponieważ ma przed sobą jego wypis. - Doktor kazał mi zadzwonić na ogólny. Zadzwoniłam tam i okazało się, że takiego pacjenta w ogóle nie było. Później kazał mi zadzwonić jeszcze na kardiologię. Tam okazało się również, że taki pacjent nie istnieje - opowiadała, nie kryjąc emocji, Agata Wróblewska.
Razem z matką zaczęły zastanawiać się, czy w tej sytuacji nie powinny powiadomić o sprawie policji. Wcześniej jednak córka skontaktowała się ze szpitalem po raz kolejny, zadając stanowcze pytanie: - Gdzie jest mój tata? - Pielęgniarka zaczęła się śmiać i powiedziała do mnie, że może tata sam wyszedł, więc z bezsilności zaczęłam już krzyczeć, że mój tata sam nie jest w stanie chodzić i potrzebuje do tego dwóch osób obok siebie, więc jak sam by poszedł do Strzelna... - mówiła. Panią Agatę skontaktowano następnie z lekarzem, który również nie potrafił odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie. - Kiedy powiedziałam, że zawiadomię policję i telewizję, to po 15 minutach okazało się, że tata jest w Inowrocławiu.
Mężczyzna opuścił szpital w sąsiednim powiecie po upływie 7 dni. U pana Jana zdiagnozowano tam duszność, obrzęki kończyn dolnych, duży zastój nad płucami oraz narastające osłabienie. Wdrożono m.in. 24-godzinny dożylny wlew leków, przeprowadzono badania ekg, badanie serca i płuc, wykonano prześwietlenie klatki piersiowej. Aktualnie mężczyzna przebywa w domu i czuje się dobrze. Nie pamięta jednak, co wydarzyło się w szpitalu w Mogilnie. - To dla nas cały czas tajemnica. Pytaliśmy, lecz nie był w stanie nic powiedzieć. To jest karygodne, że rodzina przechodzi traumę, a szpital nie potrafi poinformować, gdzie znajduje się chory - ocenia córka.
O wytłumaczenie i skomentowanie sprawy poprosiliśmy dyrekcję SPZOZ. Po otrzymaniu odpowiedzi powrócimy do tematu . - Skarga złożona przez radnego Pawła Jankowskiego jest w trakcie wyjaśniania. Powyższą skargę przekazałam dyrektorowi do spraw lecznictwa, który zlecił pisemne wyjaśnienie do każdej z osób, której ta skarga dotyczy. Po zakończeniu sprawy wyjaśniającej poinformuję w osobnym mailu - napisała Ewa Bonk-Woźniakiewicz.
Justyna Kulpińska, 14 V 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze