Reklama

Paddy czyli amerykański sen Ignacego Jana Paderewskiego

MAJ22

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Żninie godz: 17:00

22 maja 2024 r. w żnińskiej Bibliotece publicznej odbyła się prelekcja Bogdana Goca pt. „Ignacy Paderewski oczami współczesności”.

Dyrektorka książnicy Beata Czaczyk witając gości i prelegenta powiedziała, że wprawdzie pan Bogdan wyemigrował do Stanów Zjednoczonych w 1990 roku, jednak do Żnina i na Pałuki zawsze chętnie powraca. Tym razem z tematem poświęconym Ignacowi Janowi Paderewskiemu, o którym w Ameryce mówi się Paddy i wszyscy wiedzą o kogo chodzi. – Polski pianista, kompozytor, polityk, mąż stanu, premier odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej i co najważniejsze – dzięki niemu, o tym powie na pewno pan Bogdan, odzyskaliśmy suwerenność. Ja myślę, że to jest tak znamienita postać i z tego co z panem Bogdanem rozmawialiśmy, bardziej znana i hołubiona w Stanach Zjednoczonych, jak w Polsce, może z tego powodu, że tutaj mniej wątków z jego życia takiego osobistego i z pola zawodowego jest znanych – powiedziała Beata Czaczyk.

Prezentacja przygotowana przez prelegenta pt. „Życie z celem” to opowieść o człowieku, któremu właściwie nie powinno wyjść. – Człowiek znikąd, a poprzez swoje decyzje i umiejętność wykorzystania otwierających się drzwi, co jest bardzo ważne, doszedł do tego do czego doszedł i jak ja to mówię, był przekaźnikiem, to znaczy ta fortuna i te pieniądze nie były dla niego tak istotne jak ludzkie dobro – powiedział o Paderewskim Bogdan Goc, przybliżając jego drogę życiową od narodzin w 1860 r. w Kuryłówce na Ukrainie aż do śmierci w 1941 r. w Nowym Jorku.

Reklama

Polskość była głęboko zakorzeniona w rodzinie Paderewskich. Ojciec Ignacego, jak większość drobnej szlachty, zaangażował się w Powstanie Styczniowe. – Może nie bezpośrednią walką, ale wspomagał logistycznie, co było może nawet ważniejsze czyli prowadził magazyny żywnościowe i jakiejś tam broni. To było chyba gorsze, bo zapewniało operacje wojskowe czyli z punktu widzenia wojskowego trudniejsze do zlokalizowania i ważniejsze, bo przedłuża tą możliwość walki. I za to został osądzony i skazany – usłyszano. Matka Ignacego zmarła kilka miesięcy po jego narodzinach, a po powstaniu na kilka lat młody Paderewski został też pozbawiony ojca, który wywieziony został na Syberię. Miało to niewątpliwie znaczący wpływ na jego dalsze życie. Rodzina nie posiadając własnego majątku, już po powrocie ojca z zesłania, tułała się po innych majątkach szlacheckich, gdzie Jan Paderewski był zarządcą. – Oni przemieszczali się wraz z ojcem właściwie przez całe życie – powiedział pan Bogdan i dodał, że Ignacy Jan Paderewski już jako dziecko miał w sobie wewnętrzną siłę, która nie pozwalała mu na opętanie złą myślą. – Może dlatego, że od początku nie miał tego dobrobytu. Od najmłodszych lat wspomagał rodzinę drobnymi koncertami po szlacheckich dworkach – usłyszano.

Wykształcenie muzyczne Paderewski zdobył w warszawskim Instytucie Muzycznym, do którego na początku został przyjęty na zasadzie wolnego słuchacza, gdyż nie do końca wierzono, że człowiek znikąd może odnieść sukces. Jednak egzamin udowodnił, że w nim coś jest. – Paderewski był trudnym dzieckiem, nie był pokornym. Nawet raz by go już wyrzucili z tej szkoły, ale miał protektorów, którzy go lubili i wiedzieli, że to byłaby nie taka strata dla konserwatorium, jak dla muzyki. Coś ludzie w nim wiedzieli, że ma w sobie coś takiego ciepłego i przyciągał ludzi do siebie już tak naprawdę od samej młodości – powiedział pan Bogdan i dodał, że on najbardziej lubi życie tych wielkich ludzi do trzydziestego roku życia. – Bo to kształtuje następne trzydzieści lat. Jeśli nie masz ukształtowanego charakteru w pierwszej trzydziestce, to właściwie w drugiej trzydziestce trzeba się naprawdę napracować i jednostki mogą z tego wyjść – usłyszano.

Reklama

Z pierwszą żoną Antoniną Korsakówną łączył go duch artystyczny. Jednak w kilka tygodni po narodzinach syna Alfreda (niepełnosprawnego), Antonina zmarła, zaś Paderewski wspierany przez rodzinę, która zajęła się jego synem, wyjechał do Berlina, by się dalej kształcić. - Bo wiedzieli, że ma szansę zaistnieć, nie tylko jako pianista, ale jako i kompozytor – powiedział Bogdan Goc i dodał, że on dobrze czuł się na scenie, nie bał się jej. - Nie bał się publiki, nie miał tego strachu w sobie. On z tą swoją filozofią parcia do przodu i wiarą, że następny dzień może przynieść coś lepszego, przeciwstawiał się niedogodnościom spotykanym na życiowej drodze. Wykorzystał dobrze swoją szansę i przeszedł przez drzwi, a potem robił już to, co potrafił najlepiej czyli grał.

Znaczący wpływ na jego życie miało spotkanie z polską aktorką Heleną Modrzejewską. Dwadzieścia lat od niego starsza artystka, zafascynowana jego talentem, podarowała mu pieniądze, które wykorzystał na kontynuowanie nauki w Wiedniu. Dzięki temu miał możliwość koncertowania w liczących się europejskich miejscach, a nawet przed samą królową Wiktorią. Na tournée po Stanach Zjednoczonych (w latach 1891-1892) Paderewskiego namówiła właśnie Helena Modrzejewska, która tam widziała możliwości dla artystów. – Ona już była po tej wielkiej karierze w Ameryce i wiedziała czym jest Ameryka i co można tam osiągnąć. I tak naprawdę to ona mu dała ten impuls, że tam jest wielka możliwość. Paderewski początkowo do tej Ameryki się nie rwał, bo tu już w Europie miał komfort takiego bycia w swojej kulturze, w której się wyrasta i w której się jest. Ale Modrzejewska widziała w nim potencjał i trochę przypominał on ją, taką walczącą, też kobietę znikąd, wiec namawiała go, by tam pojechał. Ale to zajęło sporo czasu, żeby on zrozumiał, że jednak trzeba spróbować, że może coś trzeba z tym zrobić – usłyszano.

Reklama

Pojechał i odniósł sukces, zdecydował się zamieszkać w Stanach. Ta pierwsza trasa koncertowa Paderewskiego była bardzo ważna, stąd Ameryce do dziś odbywają się w Kalifornii Festiwale im. Ignacego Jana Paderewskiego. – Ten pierwszy wyjazd do Ameryki i ta decyzja, że jednak pojadę zaważyła na wszystkim, otworzyła te drzwi, które nigdy więcej się już nie zamknęły. Był najlepiej opłacanym pianistą świata i nawet dziś nikt go nie pobił. Po prostu było coś, że ludzie lubili go słuchać. Ameryka go potrzebowała, ale on umiał to też wykorzystać i to jest najważniejsze, bo można mieć w Ameryce możliwości, a można ciągle stać w tym samym miejscu. Także to jest cecha ludzi, którzy umieją skorzystać z pewnych rzeczy, które są im dane, ale te rzeczy są też dane w tak zwanym pewnym czasie. Jeśli się ich nie wykorzysta w danym czasie to przepada – usłyszano.

Pomimo osiągniętego sukcesu Paderewski nie zapominał o swoich dobroczyńcach z przeszłości, którzy mu pomogli w karierze. - To jest mentalność ludzi wielkich. To samo jest ze Skłodowską, to samo było z Kościuszko – usłyszano. Dlatego też kompozytor mając duszę artysty wspierał też innych polskich artystów. – Sam zakładał fundacje dla młodych, początkujących artystów, pianistów głównie, bo on z nimi czuł się bardziej związany i wiedział, że to wymaga sprzętu, nauki. To taki jego zaczątek filantropii.

Reklama

W 1899 r. kompozytor ożenił się po raz drugi z Heleną Marią Górską z domu Rosen. Małżonka stała się takim jego menedżerem i zajmowała się odtąd finansami artysty. – Ona nie jest za bardzo lubiana w Europie i nawet w Ameryce, bo blokowała dostęp do niego. Ona przyblokowała ten wypływ pieniędzy czyli ona zaczyna zarządzać majątkiem – powiedział prelegent dodając, że dla Paderewskiego zawsze na pierwszym miejscu byli ludzie, a nie biznes czy pieniądze. – On uwagę zwracał nie na przekazanie swojej nieśmiertelności, tylko na przekazanie ludzkich możliwości działania ludzi, którzy byli przed nim, albo są równo z nim. Ale to jest ta inność tego myślenia i ta wspaniałość tego człowieka – stwierdził prelegent.

Na stałe Paderewscy zamieszkali w Szwajcarii. Z przerwami spędzili tam ponad czterdzieści lat. W latach 1912-1914 zakupili w Stanach dwa kawałki ziemi, a do zarządzania uprawą wynajęli dwóch Polaków. Na swoich ranczach w Kalifornii Paderewski sadził migdałowce i był znanym producentem win. Ten biznes przynosił dochody, a kompozytor mógł dalej wspierać polską drogę do niepodległości.- Paderewski rzuca się w wir tego, ma zdolność sceniczną, ma zdolność takiej mowy i nie boi się tego tak naprawdę. Jeździł po Polonii, jest jednym z twórców Błękitnej Armii, jeździł do Niagara Camp, gdzie oni się szkolili. To była armia opłacana przez Francję, w tym czasie Ameryka nie była w stanie wojny, także nie wolno było namawiać Amerykanów do wojny, ale Amerykanów polskiego pochodzenia, dlatego też sporo czasu Paderewski spędzał w Chicago i w Nowym Jorku, Pittsburghu i Detroit, gdzie było dużo polonii drugiego i pierwszego pokolenia. I ci ludzie odezwali się. Największą ilość ochotników w Błękitnej Armii było tak naprawdę z Chicago. Przyjęli to hasło Paderewskiego, żeby iść na pomoc – powiedział prelegent, dodając: - Ignacy Jan Paderewski poprzez swoje układy tyle osiągnął, że już nie będzie cofania się, że nie będzie Polski, że coś się tam stworzy, tylko ma być Polska. I to jest naprawdę jego udział, nie Piłsudskiego, nie tych wszystkich Polaków, bo gdyby Ameryka powiedziała, że nie chce, to by może powstało jakieś pseudopaństewko, ale to Ameryka miała decydujący głos i ten głos Paderewskiego, który powiedział, że będzie Polska – usłyszano.

Reklama

W Wielkopolsce pamięć o Ignacym Janie Paderewskim jest wciąż żywa, bo to właśnie on był owacyjnie witany 26 grudnia 1918 r. na stacji w Poznaniu, a jego wizyta przyczyniła się do rozpoczęcia Powstania Wielkopolskiego. Zawirowania polityczne sprawiły, że Paderewski w 1922 r. ponownie wyjechał do Ameryki i powrócił do koncertowania. - Bardzo dobrze zrobił, że wyjechał, bo nie był rutynowym politykiem i właściwie by się zmarnował. Więcej jeszcze zrobił przez te następne 20 lat niż jakby się użerał w tej Polsce, z tymi wszystkimi frakcjami i z tym wszystkim. To, że przyjechał tutaj i wybuchło to Powstanie Wielkopolskie, to jest wspaniałe. Bo to było takie płomienne mówienie, bo on czuł, że ta Wielkopolska jest ważna. Bo jak się bada historię, to nie ma Polski bez Wielkopolski. Taka jest zasada, bo to jest ten rdzeń polskości, tu jest to, co było najważniejsze. Także bardzo dobrze, że wyczuł ten moment i przyjechał, nie z gołymi rękami, ale przyjechał z pomocą. Na okręcie też przyjechał sprzęt wojskowy do Gdańska. I to Paderewski otworzył też tą drogę, żeby Niemcy nie blokowali rozładunku tego sprzętu – powiedział prelegent.

Ignacy Jan Paderewski zmarł 29 czerwca 1941 r. w Nowym Jorku, ale Amerykanie też wciąż o nim pamiętają. - Paderewski nie tworzył sztucznych problemów jak wiedział, że coś może poczekać. I to właśnie doprowadziło go do tego, do czego doszedł na końcu czyli tej wielkości jak my to oceniamy. Ale czy on by to tak ocenił, to nie wiem, bo to nie był typ człowieka, który uważał, że jest wielki – podsumował Bogdan Goc.

Reklama

Barbara Filipiak

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/05/2024 16:29
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości