Reklama

To nie składy opałowe muszą być zastąpione przez gminy, tylko węgla brak

Rząd Polski chciałby, aby samorządy wzięły na siebie ciężar handlowania węglem. Właściciele składów opałowych na Pałukach nie boją się jednak takiej konkurencji. Zresztą wątpliwe jest dla nich, że jakikolwiek, rozsądnie gospodarujący publicznymi pieniędzmi samorząd zdecyduje się wejść w ten handel.

Kilka dni temu wicepremier rządu Jacek Sasin przedstawił pomysł, w którym zachęcał samorządy do prowadzenia handlu węglem w obecnym kryzysie energetycznym. Samorządy są do tego przez rząd zachęcane, ale prowadzenie tego handlu przez gminy nie jest obowiązkowe. Ma to być określone jako zadanie fakultatywne z zakresu administracji rządowej

Gminy miałyby najpierw zebrać od mieszkańców informacje o zapotrzebowaniu na węgiel, następnie kupić surowiec od importera wskazanego przez rząd, a na koniec dostarczyć go kupującym mieszkańcom. Wyłączone ma być stosowanie trybu zamówień publicznych przy zakupie i transporcie węgla.

Reklama

Zapytaliśmy przedsiębiorców prowadzących składy opałowe w gminie Żnin, Barcin i Łabiszyn, co sądzą o tym pomyśle i czy nie obawiają się konkurencji w handlu węglem ze strony gmin.

PRZEDSIĘBIORCY GOTOWI, GMINY NIE

Robert Okrój podkreślił, że właściciele składów węgla nie mają żadnego wpływu na to, jakie są zapowiedzi polityków. Właściciel składu węgla w Krotoszynie uważa, że pomysł, aby samorządy sprowadzały i dystrybuowały węgiel jest zupełnie chybiony. Zdaniem przedsiębiorcy spod Barcina, to właśnie firmy prywatne powinny się tym zajmować, tymczasem nie są one dopuszczane do żadnych transportów, które przypłynęły do polskich portów.

Reklama

Według Roberta Okrója samorządy technicznie nie są przygotowane do dystrybucji węgla. Owszem, teoretycznie mogą się do tego przygotować, choć byłoby to bardzo trudne w jego ocenie, a w niektórych przypadkach wręcz niewykonalne. To oznacza bowiem - jak wskazuje Robert Okrój - że gminy musiałyby zorganizować profesjonalne, utwardzone place, zakupić wagi, maszyny do workowania, zatrudnić pracowników, których obecnie nie mają, wynająć lub zakupić wielkie samochody (do większości gmin na Pałukach nie dociera towarowy transport kolejowy), także zakupić mniejsze samochody do rozwózki węgla bezpośrednio do klientów, zaopatrzyć się w oprogramowanie, wzory druczków na faktury, uzyskać zezwolenia na odprowadzanie akcyzy. Takie bowiem zezwolenia mają obowiązek posiadać przedsiębiorcy i w maju br. były one przez nich aktualizowane. Jeśli taki obowiązek ustawowo ciąży na sprzedawcach, to gminy również musiałyby go spełnić.

Robert Okrój uważa, że jeśli gminy zaczną handlować węglem, to koszty wzrosną. Owszem, ceny węgla rząd może sztucznie regulować, ale podatnik i tak zapłaci za inwestycje w zakup samochodów, maszyn, budowę placów do handlowania, które musiałyby przeprowadzić samorządy.

Reklama

JAWNE CENY

- To są wszystko rzeczy nie tylko wymagające czasu, ale przede wszystkim znacznie podwyższające koszty. Tymczasem właściciele składów opałowych tym wszystkim już dysponują i gdyby tylko otrzymali możliwość sprowadzenia, to mogliby od razu to realizować taniej, niż gminy. I zaznaczam, że to nie jest tak, że my wszyscy chcielibyśmy mieć takie możliwości, by swobodnie sobie dyktować ceny. Ludzie narzekają na sprzedawców, że węgiel jest drogi, bo my windujemy jego ceny. To zupełnie nie tak. Przecież nasze ceny są jawne i my przed ich publikowaniem nie uciekamy. Można to kontrolować. Zresztą od 1 października dostaliśmy nakaz podawania aktualnych cen na naszych składach. Jest on ogólnie dostępny na www.cieplo.gov.pl. Tam jest stworzony aktualny ranking cen. To wszystko można sprawdzać - podkreśla Robert Okrój.

Reklama

Dodaje, że teraz węgla brakuje w składach opałowych, bo przedsiębiorcy nie są dopuszczani do importowanego węgla. Jedynie handlują tym, co uda im się nabyć w Polsce. Może to być nawet węgiel rosyjski, który był zakupiony przez importerów jeszcze przed wojną w Ukrainie i wprowadzeniem embarga, a dopiero teraz został uwolniony w kontrolowanych przez władzę ilościach.

WĘGLA NIE DA SIĘ NADRUKOWAĆ

Firma skupująca złom i surowce wtórne, którą prowadzi Andrzej Nowicki przy ul. Składowej w Żninie zajmuje się również sprzedażą węgla. W ocenie tego przedsiębiorcy pomysł prowadzenia sprzedaży węgla przez samorządy jest praktycznie niewykonalny. Dodał, że na szczęście jest to dobrowolne, a nie obowiązkowe dla samorządów. W ocenie przedsiębiorcy ze Żnina nie będzie dużego zainteresowania gmin, aby zająć się tym zadaniem.

Reklama

Andrzej Nowicki przypomniał, że kilka miesięcy wcześniej rząd próbował zrzucić problem, z którym sobie nie radzi na przedsiębiorców, próbując narzucić sprzedaż węgla po 996 zł i sprzedawcy nie chcieli się tego podjąć. Andrzej Nowicki uważa, że najnowszy pomysł rządu to powrót do gminnych spółdzielni z poprzedniej epoki. Według niego to nierealne. - Jak to ktoś mądrze ujął - węgla nie da się nadrukować, w przeciwieństwie do pieniędzy - ocenił przedsiębiorca ze Żnina.

Zapytaliśmy go również, czy według niego w momencie, gdy pieniądze z dopłat do węgla trafią na konta mieszkańców, ceny tego towaru wzrosną? Odrzekł, że jeśli rynek zadziała normalnie, według reguł ekonomii, to tak - wzrosną. Jeśli teraz można kupić za te 3.000 zł jakieś 700 kg węgla, to za chwilę może to być tylko pół tony, może 600 kg.

Reklama

Przedsiębiorca ze Żnina przyznał, że nie ma czym handlować, węgla jest mało. Sam nie miał żadnych ofert o możliwości sprzedaży uwolnionego węgla rosyjskiego zakupionego przed embargiem. Niemniej jednak wiadomym jest, że taki węgiel jest w Polsce. Co więcej, są przypadki importerów, którzy węgiel rosyjski zakupili i opłacili przed embargiem, ale nie zdążył on zostać wwieziony do Polski.

 

Wspomnienie lepszych czasów - hałda węgla na sezon 2017/2018 w Barcinie fot. Karol Gapiński

 

WUEFIŚCI NIE BĘDĄ PRZESIEWAĆ WĘGLA

Równie krytyczny wobec pomysłu rządowego jest Krzysztof Krystosiak, właściciel składu węgla w Łabiszynie. Konkurencji ze strony samorządów nie obawia się, ponieważ nie wierzy w to, aby wiele gmin się tego podjęło. Podkreśla, że samo przygotowanie utwardzonego placu do handlu z urządzeniami, to koszt minimum 300.000 zł: waga 60-tonowa kosztuje 80.000 zł brutto, a jedna płyta betonowa o powierzchni 3 mx1,20 m - 420 zł. Ile tych płyt byłoby potrzeba, to zależy oczywiście od powierzchni przygotowywanego placu. Do tego trzeba zakupić boksy na różny asortyment węgla, oczywiście maszynę do workowania i zszywarkę. Potrzebna będzie też przesiewarka, bo jak przypuszcza Krzysztof Krystosiak, węgiel przywieziony ze statków będzie niesortowany lub posortowany tylko pobieżnie.

Reklama

Przedsiębiorca z Łabiszyna zaznaczył, że plac to jedno. Potrzebna gminie będzie również wywrotka oraz mniejsze samochody, którymi da się rozwozić węgiel po ulicach do indywidualnych odbiorców. - Słuchałem też dzisiaj w radio wypowiedzi jakiegoś burmistrza z miasteczka na Śląsku. Pytał retorycznie, czy on miałby przypadkiem nauczycieli wychowania fizycznego przerzucić do pracy przy przesiewaniu węgla? Biorąc to wszystko pod uwagę powiem tylko, że jeśli jakaś gmina się tego podejmie, to ja życzę powodzenia, zwłaszcza że potrzebny będzie jeszcze informatyk, który będzie zajmował się wydawaniem certyfikatów i faktur - skwitował Krzysztof Krystosiak.

BURMISTRZ ŁABISZYNA UWAŻA POMYSŁ ZA ZUPEŁNIE NIETRAFIONY

Reklama

Zapytaliśmy więc burmistrza Łabiszyna, Jacka Idziego Kaczmarka, czy ma w budżecie gminy 300.000 zł na plac do handlu węglem i czy ogłosi wkrótce przetarg na zakup wywrotki? Włodarz Łabiszyna odrzekł, że gmina ta nie będzie sprzedawała węgla. - Tym bardziej, że mamy u nas kilka profesjonalnych składów z opałem, w tym dwa w Łabiszynie. Natomiast jako gmina nie posiadamy ani wystarczających środków, ani kadr, by się tym zajmować. Do tego nie posiadamy żadnej spółki prawa handlowego, a to oznacza, że ktoś z Urzędu musiałby wykonywać niezbędną procedurę związaną z handlem opałem. Dlatego uważam ten pomysł, aby to gminy handlowały węglem, za zupełnie nietrafiony - ocenił Jacek Idzi Kaczmarek.

Burmistrz zaznaczył ponadto, że akurat w jego gminie węgiel nie jest podstawowym paliwem grzewczym. Najludniejsze miejscowości, jak miasto Łabiszyn i osiedle w Lubostroniu opierają się przede wszystkim na ogrzewaniu gazowym. Ponadto wielu mieszkańców w ostatnich latach skorzystało z programów wspierających wymianę źródeł ciepła na ekologiczne. Jest sporo gospodarstw domowych, ale także bloków ogrzewających się na pellet. Gazem ogrzewane są budynki użyteczności publicznej.

Reklama

Karol Gapiński, 6 X 2022

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości