Runda wiosenna w klasie okręgowej dla Pałuczanki Żnin zaczęła się od spotkania teoretycznie domowego, ale ze względu na rozpoczętą budowę Stadionu Miejskiego im. Michała Joachimowskiego w stolicy Pałuk, mecz ze Spójnią Białe Błota odbył się w Barcinie.
Piłkarze Pałuczanki Żnin teoretycznie byli lekkimi faworytami sobotniej inauguracji rundy wiosennej, bo w sierpniu, w pierwszym spotkaniu sezonu wygrali na boisku w Białych Błotach ze Spójnią 2:1. Teraz zagrali jako gospodarze, ale....na stadionie w Barcinie. Pałuczanka co najmniej całą rundę wiosenną rozegra właśnie na tym obiekcie w roli gospodarza ze względu na trwającą przebudowę własnego stadionu, przy ul. Gnieźnieńskiej w Żninie.
Gospodarze dobrze zaczęli to spotkanie. W 7 minucie gry prowadzenie dla Pałuczanki zdobył Janusz Judek. W kolejnych minutach Żninianie kontrolowali grę, ale w minucie 17 doszło do sytuacji, która ostatecznie zaważyła na porażce podopiecznych trenera Marcina Tarnowskiego. Otóż czerwoną kartkę za interwencję ręką poza polem karnym zobaczył bramkarz Pałuczanki, Tomasz Kozłowski. Rozmawialiśmy później z podłamanym golkiperem, który z daleka, zza drzwi obiektu z zapleczem stadionu oglądał poczynania kolegów. Powiedział nam, że podjął w tej interwencji ryzyko. Wiedział, że jest już poza polem karnym, ale miał nadzieję, że zdąży wybić piłkę nogą. Niestety, przeciwnik go uprzedził i w zasadzie piłkę nabił na rękę bramkarza. Czerwona kartka była prawidłowa.

Kluczowy moment dla wyniku, 17 minuta gry i czerwona kartka dla bramkarza Pałuczanki Żnin fot. Karol Gapiński
Kolejnym ciosem dla Pałuczanki 2 minuty później był gol wyrównujący z rzutu wolnego podyktowanego za wspomniane zagranie ręką bramkarza poza polem karnym. Zmiennik Tomasza Kozłowskiego nie do końca był rozgrzany, można było tez mieć wątpliwości, czy optymalnie ustawił on swoich kolegów w murze.
Wbrew przewidywaniom kibiców piłkarze Spójni po wyrównaniu nie osiągnęli znaczącej przewagi. To grający w dziesięciu Żninianie mieli lepsze okazje bramkowe. Po przerwie natomiast nastąpiło kilka błędów w defensywie Pałuczanki i padły kolejne 3 gole dla Spójni, Trzeba jednak zaznaczyć, że jeszcze przy stanie 1:2 Żninianie po ładnym rajdzie lewą stroną Alana Pierzyńskiego i inteligentnym obsłużeniu kolegi, mogli mieć rzut karny. Po strzale bowiem obrońca gości został trafiony w rękę. Sędzia uznał, że zawodnik Spójni nie powiększał obrysu ciała i przewinienia nie odgwizdał.
Kiedy goście wyszli już na prowadzenie trzema golami wydawało się, że jest już po emocjach. Ambitnie grająca Pałuczanka zdołała jednak strzelić w 85 minucie gola na 2:4. Później zabrakło gospodarzom i trochę czasu i przede wszystkim sił, by powalczyć choćby o remis. Z boiska Żninianie schodzili smutni, ale z podniesionymi głowami, bo pokazali prawdziwe serce do gry, mierząc się przez ponad 70 minut z przeciwnikiem będącym w liczebnej przewadze.
Pałuczanka Żnin - Spójnia Białe Błota 2:4 (1:1)
Bramki dla Pałuczanki: Jacek Judek 7 minuta i Kacper Rymer 85 minuta. Czerwona kartka: Tomasz Kozłowski 85 minuta.
Pałuczanka: Tomasz Kozłowski, Eryk Kowalik, Michał Marczyński, Wiktor Chutek, Janusz Judek, Jacek Judek (kpt.), Jan Czerwiński, Mikołaj Kruczyński, Sebastian Rymarkiewicz, Patryk Paluszkiewicz, Alan Pierzyński; rezerwowi: Filip Utecht, Jakub Bagrowski, Jakub Małecki, Kewin Lebert, Michał Margas, Kacper Rymer, Bartłomiej Aleksandrowicz, Marcel Wieczorek, Hubert Głowski; trener: Marcin Tarnowski; kierownik drużyny: Maciej Jamróg.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze