Reklama

Parzy i pełznie na północ

    Parzy i pełznie na północ
    Legenda mówi, że pojawiał się wszędzie, gdzie splunął czy załatwił swoje potrzeby fizjologiczne Józef Stalin. W Polsce pojawił się na początku lat siedemdziesiątych. Przyjechał ze Związku Radzieckiego, gdzie próbowano go ujarzmić w kołchozach. Tak naprawdę, na Kaukazie rósł po lasach od niepamiętnych czasów i pewnie pozostałby dzikim oryginalnym zielskiem, gdyby radzieccy naukowcy nie spróbowali uprodukcyjnić olbrzymiej, wysokobiałkowej rośliny jaką jest barszcz Sosnowskiego.

    Barszcz w stacjach badawczych rósł jak na drożdżach, dawał bardzo wysokie plony, ale na tym praktycznie kończyły się jego zalety. Był zbyt wysoki i trudny do ścinania. Miał służyć jako pasza dla krów, ale zwierzęta nie chciały go jeść. Miał służyć jako kiszonka, ale mleko miało wtedy ostry zapach i smak. Nie przeszkodziło to, by rośliną - produktem bratniego mocarstwa zachwycił się Edward Gierek. Względy polityczne wystarczyły. Promocja barszczu doprowadziła do tego, że z nasionami obchodzono się z niemal religijną czcią.
    Heracleum sosnowskii wydawał nader obfite plony, a jego populacją trudno było sterować, szybko więc wymknął się spod kontroli.
    Sytuację pogarszał jeszcze fakt, że monstrum jest prawie niezniszczalne. Który z rolników posiał raz barszcz na swoim polu, ma gwarantowane zbiory do dziś. Na roślinę nie działa ani obłamywanie, ani obcinanie siekierą, ani nawet polewanie korzeni kwasem siarkowym. Stosunkowo najlepsze efekty daje głęboka orka.
    Barszcz jest nieśmiertelny, ale sam ma wielką siłę niszczącą. Tam, gdzie się rozpleni, nie wyrośnie już inna roślina; w Radzikowie koło Warszawy rozciąga się apokaliptyczny obraz: wycieki z silosów, w których kisił się barszcz, spowodowały uschnięcie okolicznych drzew.
    Jest niebezpieczny nie tylko dla innych roślin, ale i dla ludzi. Już na początku, w latach siedemdziesiątych, zdarzały się poparzenia przy żniwach (ścinano go kosą lub sierpem). W tym roku jednak zrobiło się bardzo głośno w mediach na temat działania Heracleum na skórę ludzką. Przyczyniła się do tego słoneczna aura, bowiem sok wydzielany przez liście i łodygę tej rośliny zawiera związek, który w zetknięciu z promieniami słonecznymi wywołuje oparzenia nawet III stopnia. Każda osoba, która uległa takiemu poparzeniu winna zgłosić się po pomoc do dermatologa, by uniknąć niebezpiecznych infekcji bakteryjnych. 
    Ekspansywność tego zielska jest równie duża, co jego wydajność i szkodliwość. Jeszcze w zeszłym roku mało kto w północnej Polsce słyszał o barszczu Sosnowskiego. Dzisiaj co kilka dni nadchodzą sygnały o pojawieniu się tego dziwoląga na Pomorzu i Kujawach. 
    Przez pewien czas problem nie był traktowany poważnie. Podejrzewano nawet, że jest to kaczka dziennikarska: plotki, fotomontaże...
    Tymczasem okazało się, że alarm wcale nie jest fałszywy. Barszcz Sosnowskiego został znaleziony i na Pałukach: w okolicy Lubostronia i Obudna. Zdjęcie z pierwszej strony zostało zrobione na drodze prowadzącej od skrzyżowania przy kaplicy w Laskach Wielkich w stronę Obudna. Kępki podobne do tej sfotografowanej znajdują się na odcinku około 1,5 kilometra. Rośliny są wysokie - wyrastają do 4 metrów, łodygi mają średnicę spodka, liście natomiast (na zdjęciu są już uschnięte) osiągają wielkość 1,5 metra. 
    Na razie jest ich tu niezbyt wiele. Można się jednak spodziewać rozplenienia. W każdej z kul tworzących baldachy (kwiatostany) przypominające kwiat kopru, znajduje się kilkadziesiąt nasion, które w przyszłym roku rozsieją się po okolicy. Jak dotąd udaje się opanować przemieszczanie się barszczu, gdyż z jednej strony rowu, w  którym on rośnie znajduje się ulica, z drugiej zaś rokrocznie zaorywane pole. Mieszkańcy jednak obawiają się, że roślina może wtargnąć do ogródków, z których niezmiernie trudno będzie się jej pozbyć.
    Barszcz Sosnowskiego kończy swój okres kwitnienia we wrześniu. Wtedy przestaje być groźny. Jednak tylko do czerwca, kiedy znów zacznie wypuszczać kwiaty i liście.

Maciej Potulny
Pałuki nr 133 (35/1994)

    Podczas pisania artykułu wykorzystano materiały z Gazety Wyborczej z 19 lipca br. (Aneta Augustyn Zemsta Stalina) i Gazety Pomorskiej z 23 lipca br. (Pola Parzące parasole).

Reklama

 

Podobne teksty:
Parzy i pełznie na północ

Barszcz Sosnowskiego w Kamionku

Tego barszczu nie próbuj

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości