W miejscu kuchni dwie poradnie
Pensje głodowe, a posiłki za drogie
Kuchnia szubińskiego szpitala, prowadzona przez firmę Sodexho, została zamknięta. Dziesięć osób straciło pracę, dwie tuż przed emeryturą. Posiłki dostarczać będzie żnińska firma Martina.
Kiedy na początku ubiegłego roku przedstawiciele warszawskiej firmy Sodexho oglądali kuchnię szubińskiego szpitala, przecierali oczy ze zdumienia.
Kuchnia w szubińskiej lecznicy mogłaby produkować trzysta posiłków dziennie, a przygotowuje ok. 65. Teraz będzie zamknięta. Ostatnie dni w pracy były dla pań gorzkim przeżyciem. Od lewej Krystyna Holec, Lidia Masiakowska, Halina Tomaszewska, Anna Konowalska, Alina Zadworna i Dorota Głowacka. Przestrzenne, jasne pomieszczenia, połyskujące kafelki i nowoczesne urządzenia. To mogło robić wrażenie. Sodexho bez przetargu wydzierżawiło kuchnię od Centrum Medycznego i zatrudniło osoby tam pracujące. Szpitalem kierowali wówczas prezes Mateusz Nowak i pełnomocnik ds. restrukturyzacji Jacek Świątkiewicz. Panowie podpisali wyjątkowo niekorzystną dla szpitala umowę - przez trzy lata Centrum miało płacić Sodexho za posiłki stawkę dwukrotnie wyższą od ceny rynkowej. Transakcja była później jednym z wątków prowadzonego przez prokuraturę w Bydgoszczy śledztwa w sprawie działania na szkodę Centrum Medycznego przez jej zarządców. Nikomu nie postawiono zarzutów.
Po wyborach samorządowych w powiecie nakielskim zmieniła się władza.
Cały zarząd szpitala wraz z radą nadzorczą wyleciał z hukiem. Działając od stycznia 2006 r. zadłużyli spółkę na ponad 1,5 mln zł. Dla ratowania szubińskiej lecznicy przed bankructwem, a także będącego w głębokiej zapaści finansowej szpitala w Nakle, powiat oddał obie placówki szczecińskiej firmie Know How. Ta sama spółka prowadzi szpital w Świeciu.
Know How zaczęło ciąć wydatki. Oszczędzano m.in. na tańszych zakupach i zmniejszano zatrudnienie. W pierwszym rzucie pracę w szubińskim szpitalu straciło sześć osób.
Kolejnym sposobem na zmniejszenie wydatków szpitala jest zrezygnowanie z usług kuchni prowadzonej przez Sodexho.
- Przyczyną tej decyzji było niepodpisanie umowy z firmą „Sodexho” - wyjaśnia Marcin Szulwiński, szef działu zarządzania Know How.
- Koszta posiłków były horrendalne. W tej chwili za posiłki dostarczane przez żnińską firmę „Martina” płacimy o połowę mniej - dodaje.
Dziesięciu pracowników kuchni jest rozgoryczonych. Do końca nie wierzyli, że kuchnia zostanie zamknięta. Uspokajał ich także szef działu technicznego, który dokonywał oględzin budynku przed planowaną przebudową. W pomieszczeniach na parterze mają mieścić się dwie poradnie: chirurgiczna i ginekologiczno-położnicza.
- Kiedy przejmowało nas „Sodexho” byłyśmy zmuszone do zwolnienia się z pracy, żeby Centrum Medyczne nie musiało płacić odpraw. Wszystkim zajmowałyśmy się tutaj same, pilnowałyśmy i dbałyśmy o tę kuchnię. Wszystko za głodowe pensje. A teraz jeszcze nas wyrzucają - żali się Anna Konowalska.
Do emerytury, podobnie jak Dorocie Głowackiej, brakuje jej osiem miesięcy.
- Serce się rozdziera, nie tylko dlatego, że tracimy pracę, ale również dlatego, że taki piękny obiekt będzie niszczał - dodaje Alina Zadworna. Nad losem pracowników ubolewa były dyrektor szpitala Marek Domżała. W 2002 r., za jego kadencji w sejmiku wojewódzkim, Urząd Marszałkowski przeznaczył na budowę kuchni pół miliona złotych. - Szkoda tego naszego wspólnego wysiłku. Dobrze by było, żeby ktoś tam gotował - stwierdza z żalem.
W poniedziałek pracownicy szukali pomocy u włodarzy powiatu nakielskiego. - Mogę ubolewać, że taka sytuacja ma miejsce - mówi Zbigniew Sabaciński, członek zarządu powiatu. - Proces restrukturyzacji oparty jest na twardych regułach ekonomicznych. Wszystkie działania zmierzają do tego, aby szpital nie tylko nie generował strat, ale przynosił zysk, który można będzie przeznaczyć na inwestycje - tłumaczy.
Z usług kuchni korzystali nie tylko pacjenci szpitala. W jadalni stołowali się również starsi mieszkańcy Szubina. Wszyscy chwalili jakość posiłków i obsługi. W jednym z listów od pacjentów adresowanych do pracowników kuchni czytamy: „Jesteście wspaniali. Zupka rosołowa w waszym wykonaniu uzdrawia, krzepi chorych, goi rany (...) Dziękuję wam za dobro, za uśmiech i estetycznie jedzonko podane (...) Gdy powrócę na szpitalną salę, proszę was kochani, podajcie zupkę mleczną na śniadanie”.
Na razie nikt ciepłej zupki z kuchni nie dostanie. Zbigniew Sabaciński zdradził jednak, że sprawa z kuchnią nie jest jeszcze do końca rozstrzygnięta.
- Były koncepcje, że przyjmie to ktoś z zewnątrz lub pracownicy utworzą własną spółkę. Szansa na wznowienie działalności będzie też po połączeniu szpitala nakielskiego z szubińskim. W tej chwili lecznica w Nakle ma podpisaną umowę na dostarczanie posiłków do końca roku. Poźniej kuchnia w Szubinie mogłaby gotować dla obu placówek. Będziemy takie rozwiązanie sugerować szefom „Know How” - zapowiada Sabaciński. - Jednak to musi być realne i potwierdzone ekonomicznie - zaznacza.
Szef zarządzania „Know How” Marcin Szulwiński potwierdza taką możliwość. - Myślę, że po połączeniu lecznic odtworzenie tej kuchni będzie sensowne - uważa. - Bo dla 65 posiłków utrzymywanie własnej kuchni jest całkowicie nieopłacalne.
Na razie pracownicy kuchni rejestrują się w Powiatowym Urzędzie Pracy. Starosta obiecał im pomoc w przekwalifikowaniu zawodowym.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze