Wilczkowo, zabójstwo, Zenon S., Łukasz L., wyrok
Piętnaście lat więzienia za zabójstwo
Sąd wziął pod uwagę czynniki łagodzące w postaci trudnego dzieciństwa oskarżonego, braku wzorców, współpracy podczas śledztwa, ale także to, że sprawca działał w tym celu, by zabić.
Łukasz L. podczas ostatniego dnia przewodu sądowego ze spuszczoną głową słuchał mowy prokuratora. Przeprosił rodzinę ofiary za to co zrobił i poprosił sąd o najniższy wymiar kary. fot. Remigiusz Konieczka Ostatnim świadkiem w procesie Łukasza L. był jego znajomy Adrian S. Sąd starał się dowiedzieć, kiedy świadek widział oskarżonego, jak ten się zachowywał i co robił. Adrian S. powiedział, że widział swojego kolegę 16 sierpnia 2015 roku na przystanku, jak jechał skuterem. Łukasz L. wyglądał na smutnego, przybitego. Podjechał i zapytał, co się stało. Ten odpowiedział, że odj**ał coś złego, za co psy będą go ścigać. - Ale to nie twoja sprawa - miał dodać. W tej rozmowie uczestniczył potem brat oskarżonego Andrzej, który zabrał oskarżonego z przystanku, a świadek odjechał. Umówili się na spotkanie i spotkali się potem na zabawie dożynkowej w Januszkowie. Znajomi wypili alkohol. Świadek pytał oskarżonego, czy wszystko w porządku, ten machnął ręką na znak, że jest dobrze, i się nawet uśmiechnął. Zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Adrian S. o tym, co stało się w Wilczkowie, dowiedział się nie od Łukasza L., ale od innego kolegi - Karola Z. To on powiedział, że Zenon S. nie żyje. Dopiero po kilku dniach, jak policja zatrzymała Łukasza L., świadek skojarzył fakty: to że widział go załamanego na przystanku 16 sierpnia 2015 r., z tym, że tego samego dnia zginął Zenon S. Sędzia Tomasz Pietrzak chciał się dowiedzieć, czy świadek widział kiedyś oskarżonego pijanego bądź agresywnego. Zeznający powiedział, że pił, ale jak każdy facet, który wypije sobie parę piw. Sam z oskarżonym problemów nie miał.
Po przesłuchaniu ostatniego świadka sędzia zakończył przewód sądowy, by po chwili oddać głos prokuraturze, a następnie obronie.
W mowie końcowej prokurator Wojciech Jabłoński przypomniał, jak wyglądało całe zdarzenie z udziałem Łukasza L., który 16 sierpnia ubiegłego roku udał się do domu Zenona S., by pożyczyć pieniądze na zabawę. Poszedł raz, dostał pieniądze, poszedł drugi raz, a kiedy żądanej sumy 50 zł nie otrzymał, podjął działania, które miały na celu pozbawienie życia ofiary. Zdenerwowany taką sytuacją zaczął okładać pięściami ofiarę. Pięści okazały się nieskuteczne i przewagę zdobył siedząc okrakiem nad ofiarą i uciskając szyję trzonkiem od siekiery. Powstałe obrażenia (złamanie rogów górnych chrząstki tarczowatej oraz złamanie kości gnykowej po stronie prawej) nie spowodowały śmierci Zenona S. Oskarżony wyszedł na zewnątrz by ochłonąć i wtedy - jak podkreślił prokurator - miał czas by się zreflektować. Mógł zaniechać dalszych działań wobec pokrzywdzonego, ale ten stanowił zagrożenie dla jego bezkarności. Dlatego postanowił ukryć ciało dające jeszcze oznaki życia. Po zwolnieniu uścisku w okolicach szyi, pokrzywdzony odzyskał przytomność i mógł się przemieszczać. Łukasz L. wybrał na ukrycie ofiary studnię. Mimo tego, że słyszał jak pokrzywdzony mówił Nie, pchnął go w głąb studni. Tam ofiara poniosła śmierć poprzez utonięcie.
- Wysoki sądzie, zamiar oskarżonego jest zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia - podkreślił prokurator, który wniósł o karę 25 lat pozbawienia wolności.
Obrońca Andrzej Lehmann zwrócił uwagę na współpracę oskarżonego podczas procesu przygotowawczego, że przyznał się do winy, odpowiadał na pytania prokuratora, uczestniczył w eksperymencie procesowym i szczegółowo opisywał to, co zaszło 16 sierpnia 2015 r. Podczas rozprawy oskarżony również podtrzymał swoje zeznania i wyraził skruchę.
- Wysoki sądzie, to oczywiste, że skrucha nie przywróci życia S., ale życia nie przywróci surowy wyrok - powiedział adwokat, który poprosił o uwzględnienie wymienionych czynników i wydanie sprawiedliwego wyroku.
Łukasz L. przeprosił rodzinę Zenona S. Powiedział, że po wyjściu z więzienia chciałby wrócić do pracy i poprosił o najniższy wymiar kary.
Sąd uznał Łukasza L. za winnego pozbawienia życia Zenona S. i skazał go na 15 lat pozbawienia wolności. Sędzia uzasadnił swój wyrok kilkoma argumentami. Sąd nie miał wątpliwości, jaki był zamiar oskarżonego. Jednak przyjeżdżając na posesję nie miał zamiaru zabić, okraść, a zamiar pozbawienia życia powziął dopiero później, ale jak już go podjął, to działał tak, by pozbawić ofiarę życia. Sąd podkreślił, że w toku procesu udało się udowodnić, że oskarżony działał pod wpływem chwili, że miał taki a nie innych charakter osobowości, że miał trudne dzieciństwo, nie miał wzorca do naśladowania (ojciec alkoholik, wczesna śmierć matki), a także to, iż przyznał się do winy, współpracował, odpowiadał na pytania, które obciążały go i wyraził skruchę. Te czynniki spowodowały, że nie jest to kara 25 lat pozbawienia wolności. Jednocześnie sąd nie mógł skazać Łukasza S. na 8 lat, ponieważ kiedy oskarżony powziął zamiar pozbawienia życia ofiary, od tego zamiaru nie odstąpił, choć miał taką możliwość. Wyrok nie może być niski, bo oskarżony pozbawił życia człowieka, który nikomu nic złego nie zrobił.
Wyrok nie jest prawomocny. Obrońca zapytany przez Pałuki, czy będzie odwołanie, odpowiedział, że prawdopodobnie tak, ale decyzja zapadnie po rozmowie ze skazanym.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1272 (26/2016)
Inne teksty na ten temat:
Zabił, bo nie dostał pieniędzy na alkohol
Nie myślałem wtedy, że odbieram życie człowiekowi
Potrzebna pogłębiona opinia biegłych
Działał tu i teraz
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze