Wejście na plażę w Pturku jest zamknięte na kłódkę
fot. Karol Gapiński
Ośrodek wypoczynkowy, Pturek, budynek, plaża
Plażę zagrodził, bo budynek zagraża ludziom
Dostęp do brzegów Jeziora Wolickiego wzdłuż granicy z ośrodkiem wypoczynkowym jest zamknięty przez właściciela tegoż ośrodka. Wprawdzie plaża nie należy do niego, ale zapewnia, że jak tylko otworzy ośrodek po remoncie, to dostęp do jeziora też przywróci. Na razie prosi o cierpliwość, a brak dostępu uzasadnia tym, że są nad brzegiem obiekty, w sąsiedztwie których przebywanie stanowi niebezpieczeństwo, są bowiem w złym stanie technicznym.
Jezioro Wolickie w całości znajduje się na obszarze gminy Barcin. Jest to jeden z najpiękniejszych i najbardziej dogodnych do uprawiania różnych dyscyplin żeglarstwa akwen na Pałukach. Dodatkowym jego atutem jest fakt, iż nie jest jeziorem zamkniętym i znajduje się na Wielkiej Pętli Wielkopolski. Przez akwen przepływa Noteć. Niecka jeziora znajduje się między Wolicami, Kierzkowem, Knieją i Pturkiem. Ta ostatnia miejscowość leży na zachodnim brzegu Jeziora Wolickiego. Na tym też brzegu znajduje się ośrodek wypoczynkowy, który przed kilkudziesięcioma laty był ośrodkiem zakładowym. Później przeszedł w posiadanie gminy Barcin, następnie został sprzedany nabywcy z Holandii. Tenże zdołał wyremontować domki i obiekty gastronomiczne oraz socjalne, ale nie potrafił zabezpieczyć całej nieruchomości przed wandalami i złodziejami. Szybko też popadł w tarapaty finansowe. Wkrótce ośrodek został zlicytowany przez komornika sądowego, który w ten sposób starał się uzyskać pieniądze na zaspokojenie wszystkich wierzycieli Roelofa B., byłego właściciela ośrodka nazwanego Zagrodą zdrowia w Pturku. Nieruchomość, która ma około 5 hektarów powierzchni i niegdyś było na jej terenie ponad 20 domków letniskowych, bar, stołówka i sala weselna oraz restauracja, hangary, plac zabaw, została zlicytowana za 1.000.000 zł w 2008 r. nabywcy z Torunia, a w 2012 r. odkupił ją Włodzimierz Sudowski ze Złotnik Kujawskich.
Dwa lata temu cały ośrodek nie przypominał rekreacyjnego raju, jakim był jeszcze w latach osiemdziesiątych ub.w. Domki uległy dewastacji, skradziono większą część infrastruktury. Obiekty przy samej plaży też już nie nadawały się do wykorzystania bez remontu. Z kolei część restauracyjna w obiekcie w głębi ośrodka, pośród lasu została niemal całkowicie rozebrana. W pewnym momencie kilka lat temu musieli ten obiekt zabezpieczać taśmami nawet policjanci, bo groziło, że na bawiące się tam dzieci posypią się elementy dachu czy ścian.
Włodzimierz Sudowski zaraz przystąpił do remontu domków letniskowych, ogrodzenia i obiektów socjalnych przy bramie wjazdowej. Początkowo myślał, że ośrodek uda się nawet - może nie w takim stanie, jak sobie ostatecznie wymarzył - otworzyć w 2014 r. To się nie udało, mimo że domki letniskowe są już wyremontowane. Pozostają bowiem jeszcze prace polegające na odrestaurowaniu obiektu stanowiącego niegdyś hangar na sprzęt wodny i sanitariaty W obiekcie można również wygospodarować pomieszczenie na bar. Jest on położony vis a vis pozostałości po pomoście. Właściciel ośrodka powiedział nam, że ze względów finansowych nie był w stanie zrealizować całej inwestycji od razu. Skupił się na odrestaurowaniu domków. Wydatki są duże i dlatego całe zadanie trzeba wykonywać etapami. W rezultacie Włodzimierz Sudowski podjął decyzję, że nie będzie jeszcze w tym roku otwierał ośrodka. Planuje uczynić to za rok, w kolejnym sezonie letnim.
Jednak w czasie trwania prac jedną z pierwszych czynności było odnowienie ogrodzenia. Od północy znajduje się dojazd do granic ośrodka. Inwestor postawił nowe ogrodzenie wzdłuż skarpy brzegu (ośrodek jest położony w lasku na wzniesieniu), aż do linii trzcin i wodnej roślinności. Oznacza to, że obecnie nie ma swobodnego dojścia na plażę. W ogrodzeniu jest też brama zamknięta na kłódkę. Według jednego z mieszkańców, jest to zagrodzenie dojścia do samego jeziora. Mieszkaniec ów spotkał się z nami, ale nie chciał, aby ujawniać jego nazwisko. Na geoportalu odszukał granice działek i stwierdził, że pas nad samym jeziorem nie należy do ośrodka wypoczynkowego, tylko do Skarbu Państwa, a zarządza nim ten sam podmiot, który administruje zarówno Jeziorem Wolickim, jak i innymi jeziorami na Pałukach, czyli Gospodarstwo Rybackie w Łysininie.
- Dobrze, niech właściciel ośrodka w spokoju sobie pracuje nad restauracją wszystkich obiektów, ale niech nie grodzi dojścia do plaży. Teraz wodą jedynie mogą dopłynąć tutaj ci, którzy np. chcieliby się wykąpać. A przecież są też żeglarze, w tym windsurfingowcy, dla których to jezioro jest mekką. Oni nie mogą normalnie przyjechać samochodem i przywieźć swój sprzęt, a później go zwodować, bo brama jest zamknięta, a jeśli nawet kawałek dalej jest jakaś furtka, to też niekoniecznie otwarta. Poza tym nawet jeśli, to sprzętu tamtędy nad wodę nie przetransportują. Teraz to zdesperowane dzieci, które chcą się dostać na plażę, skaczą przez to ogrodzenie. Może im się stać krzywda. Wędkarze też bez łódki nie mogą się tutaj dostać, a skoro kupują zezwolenie na wędkowanie, to chyba powinni mieć prawo dostępu do wody? Obecnie tylko od Kniei jest dostęp, czyli na brzegu północnym jeziora. Interweniowałem kilka razy, albo i kilkanaście u dyrektora gospodarstwa rybackiego. Mimo to, nie podjął on żadnych działań - opowiadał nam zgłaszający problem mężczyzna.
Dyrektor Gospodarstwa Rybackiego w Łysininie Henryk Sobolewski potwierdza, że ten mężczyzna wydzwaniał do niego i do sekretarki w gabinecie. - Straszył mnie dziennikarzami, ale niby co ja mogę? Tak naprawdę to jesteśmy tylko administratorami terenów, a nie właścicielami. Brzeg należy do Skarbu Państwa - mówi dyrektor. Szef gospodarstwa rybackiego uważa przy tym, że dostęp do wody jest, tylko z innego brzegu, czyli choćby w Kniei. Tam nawet do samej linii brzegowej można zjechać od drogi wojewódzkiej Żnin - Barcin - Inowrocław polną drogą. Natomiast nie wiadomo, czy postawione ogrodzenie jest zgodne z faktycznymi granicami. Kamienie graniczne gdzieś muszą być, ale trzeba wezwać geodetę, który na nowo dokona pomiarów i wytyczy te granice, jak w rzeczywistości biegną.
- Wynajęcie geodety jednak kosztuje i to nie do nas należy, byśmy go wzywali i opłacali. A mi skądinąd wiadomo, że tam się rozchodzi o to, że gdy było otwarte dojście, to ludzie psy wypuszczali i była też możliwość dostania się złodziei. Nie byłem tam jeszcze na miejscu, ale się wybieram. Będę też rozmawiał z właścicielem, myślę, że ta sprawa jest przy dobrej woli do dogadania. Ale problem jest szerszy, bo dotyczy wielu jezior i prywatnych ośrodków oraz indywidualnych działek nad brzegami. A choćby w Żninie nad Małym Jeziorem to jest inaczej? Podług przepisów to zwykły turysta tam nawet nie ma jak dojść z kajakiem, by go zwodować, bo z jednej strony tory, a z drugiej plaża gminna, a porządnego pomostu nie ma. Wracając zaś do jeziora w Pturku, to bardzo szkoda, bo jest to jedno z najpiękniejszych naszych jezior i prawda jest taka, że dzięki tej pętli wielkopolskiej, jak ktoś w Pturku się zwoduje, to dopłynąć może choćby do Lichenia nawet - powiedział Henryk Sobolewski.
Włodzimierz Sudowski oznajmił, że nie ma zamiaru na stałe zamykać dostępu do plaży. Po prostu teraz czynione są jeszcze prace w związku z koniecznością odrestaurowania obiektów.
- Interweniujący sąsiad niech się uzbroi w cierpliwość. Oczywiście, że dostęp do plaży będzie otwarty, jak udostępniony dla wypoczywających zostanie wreszcie cały ośrodek. Jest chyba rzeczą oczywistą, że nie będę zamykał dojścia do plaży. Po pierwsze nie jest ona moja, po drugie w moim interesie jest, aby oprócz wypoczywających w domkach, pojawiali się tutaj jednodniowi plażowicze czy wodniacy. Oni przecież będą też moimi potencjalnymi klientami, więc nie byłoby sensu blokować im wejścia. Zresztą w sierpniu planuję wynająć geodetę, który dokona pomiarów, pokaże kamienie graniczne i będzie wiadomo, czy rzeczywiście ogrodzenie wykracza poza teren ośrodka. Wydaje mi się bowiem, że jest ono mniej więcej tak samo długie, jak było przed laty. Tak wynika z map. Ale - jak mówię - zweryfikują to pomiary. Samo zaś ogrodzenie postawiliśmy, bo przede wszystkim wchodził tutaj kto chciał, a obiekty są w trakcie lub przed remontem. Nie chcieliśmy, by dochodziło do dewastacji czy kradzieży, o co byłoby łatwo na otwartym terenie. Przede wszystkim jednak obiekt naprzeciwko plaży, na którego remont nie mogłem sobie jeszcze teraz pozwolić, znajduje się w złym stanie technicznym. Mógłby grozić nawet katastrofą, a bawiły się tam - przy otwartym dostępie - dzieci. Nie mogłem na to pozwolić. Konsekwencje prawne spadłyby na mnie w momencie jakiegoś nieszczęśliwego zdarzenia. Poza tym nie ukrywam też, że spacerowali tutaj ludzie z zewnątrz z pieskami. Już pomijam fakt, że taki piesek wykąpał się w jeziorze, ale później na terenie ośrodka załatwiał potrzeby fizjologiczne, a jak zwracałem ludziom uwagę, że na to pozwalają, to tylko spotykałem się z niewybrednymi odpowiedziami - tłumaczy Włodzimierz Sudowski.
Dla pana, który zgłosił nam całą sprawę, to nieprzekonująca argumentacja. - Ogrodzenie mógł założyć wzdłuż całej skarpy stanowiącej granice ośrodka i wtedy dostęp do plaży i samego brzegu byłby możliwy - stwierdził nasz rozmówca.
Tymczasem w najbliższy weekend na Jeziorze Wolickim będą się odbywać regaty. Zapytaliśmy zatem właściciela ośrodka wypoczynkowego, czy otworzy bramę na plażę dla żeglarzy? Włodzimierz Sudowski zapewnił, że tak. Zresztą tak samo było podczas zeszłorocznych regat. - Na odpowiedzialność organizatora, czyli klubu żeglarskiego z Barcina, dostęp w czasie regat będzie otwarty - zapewnił przedsiębiorca.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1170 (29/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze