Reklama

Płynna ścieżka rowerowa

Dyrektor Jacek Mazany tłumaczył Krzysztofowi Florczakowi, że powodem podmywania skarpy, na której wybudowano chodnik na ul. Wilczkowskiej, jest bliska odległość skarpy od linii brzegowej. Krzysztof Florczak uważa, że to wody gruntowe i opadowe spływające z wyżej położonych pól niszczą ścieżkę.

      fot. Karol Gapiński

Żnin, ul. Wilczkowska, ścieżka rowerowa, woda opadowa, woda gruntowa
     Płynna ścieżka rowerowa
      - Pieniądze podatnika spłyną do jeziora, jeśli nie zostanie prawidłowo wykonane odprowadzenie wód opadowych i gruntowych z wyżej położonych pól - uważa Krzysztof Florczak. Dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych ta teoria nie przekonuje: - Niech pan tutaj nie filozofuje - mówi, oglądając ścieżkę rowerową na ul. Wilczkowskiej, która po raz kolejny obsuwa się po skarpie w dół.

     Ponad rok temu Krzysztof Florczak, który na ul. Wilczkowskiej w Żninie wychowywał się, przedstawił nam swoją teorię, że jeśli nie będą na tej ulicy prawidłowo wykonane przepusty i nie stworzy się warunków do prawidłowego przepływu wód podskórnych oraz opadowych ze wzniesień do jeziora, to prędzej czy później ścieżka rowerowa znów zacznie się obsuwać po skarpie. Wiosną ubiegłego roku miały miejsce pierwsze obsunięcia się skarpy i chodnika. Chodnik służy nie tylko pieszym, również rowerzystom. Zaprojektowana przez projektantkę Krystynę Gołaszewską (pracuje jako naczelnik wydziału inwestycji, dróg i remontów w żnińskim ratuszu) inwestycja była realizowana przez Zarząd Dróg Powiatowych w Żninie z siedzibą w Podgórzynie. Ulica Wilczkowska stanowi bowiem odcinek drogi powiatowej Żnin - Chomętowo. Inwestycja kosztowała 8 milionów złotych. Około 1.200 m przebiega w granicach miasta i wzdłuż tego odcinka wybudowano ścieżkę rowerową.
     Jacek Mazany, dyrektor ZDP, oznajmił rok temu, gdy pierwszy raz zgłaszaliśmy problem, że ta ścieżka rowerowa została wykonana na podbudowie betonowej i nie ma możliwości osiadania. Problem stanowi użytkowanie barier ochronnych. W miejscu osiadania uzupełniono nasyp ziemią, która została zagęszczona mechanicznie. Penetracja wody (najwyższy punkt) powoduje osiadanie gruntu. Wykonawca pogwarancyjnie wykonał regulację barier. Zarząd Dróg w miejscu osiadania zlecił wzmocnienie skarpy płytami ażurowymi.
     Kilka dni temu okazało się, że te wzmocnienia nie rozwiązały problemu. Chodnik i barierki znów zaczęły się obsuwać. Krzysztof Florczak kolejny raz zgłosił nam konieczność interwencji. Jest zwolennikiem radykalnych rozwiązań. Stwierdził, że trzeba zdjęć fragment nawierzchni chodnika, założyć drenaż i zrekonstruować drogę. - Fale jeziora skarpy na pewno nie podmywają, bo to nie jest ocean i fale nie mają kilka metrów, a co najwyżej kilkadziesiąt centymetrów, a linia brzegowa jest jednak w pewnej odległości. Jeśli drenaż nie zostanie wykonany prawidłowo, to cała ścieżka rowerowa obsunie się z czasem na dół i żadne płyty ażurowe tego nie powstrzymają - tłumaczył Krzysztof Florczak.
     W zeszły czwartek spotkał się on w naszej obecności z dyrektorem Jackiem Mazanym, który przyjechał na ul. Wilczkowską na wieść o kolejnym obsuwaniu się chodnika. Dyrektor wysłuchał argumentów mieszkańca, ale się z nimi nie zgodził. - Niech pan tutaj nie filozofuje, bo pan głosi swoje teorie, a przyczyna jest inna - stwierdził Jacek Mazany.
     Dyrektor tłumaczył Krzysztofowi Florczakowi, że powodem podmywania skarpy, na której wybudowano chodnik na ul. Wilczkowskiej, jest bliska odległość skarpy od linii brzegowej. Inaczej się tego chodnika nie dało zaplanować, bo między nim a jezdnią rosną okazałe lipy, które trzeba było oszczędzić.
     Krzysztof Florczak nadal uważa, że to nie jezioro podmywa skarpę, lecz wody gruntowe i opadowe spływające z wyżej położonych pól, a dyrektor podtrzymuje swoje zdanie, że wpływ mają wody jeziora. Jacek Mazany przyznał jednak, że sytuacja jest niepokojąca. Problem dotyczy dość długiego odcinka.
     Wykonawcą inwestycji była firma Drogi i Mosty Henryka Boczka z Inowrocławia. Firma ta zatrudniała wprawdzie podwykonawców, ale to dla zamawiającego realizację zadania nie ma znaczenia. Za wszystko w ramach gwarancji odpowiada główny wykonawca i on zostanie powiadomiony o konieczności naprawy kostki chodnikowej, krawężników i barierek, które się obsunęły. Gwarancja obowiązuje jeszcze 2 lata. - W dłuższej perspektywie nic nie będę tutaj robił, bo uważam, że to powinno stanąć. Trzeba tylko założyć opornik na ławie betonowej - podsumował Jacek Mazany.
     Krzysztof Florczak nie został przekonany. - Jeśli nie zostanie tutaj wykonane prawidłowe odwodnienie, to pieniądze podatnika spłyną do jeziora - ostrzegł na zakończenie.
     Film w zakładce Filmy.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1164 (23/2014)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości