Reklama

Po kolczykach do żywotów i śmierci cieląt

We wtorek (7 marca) przed Sądem Rejonowym w sprawie przeciwko hodowcy cieląt, oskarżonemu o znęcanie się nad nimi ze szczególnym okrucieństwem, zeznania składali przedstawiciele służb weterynaryjnych.

Jedna z czaszek znalezionych w gospodarstwie Sylwiusza C. kilka miesięcy po ujawnieniu gehenny, która spotkała jego stadko cieląt fot. imię i nazwisko autora do wiadomości redakcji

     Przedwczoraj (7 marca) w wydziale karnym Sądu Rejonowego w Żninie odbyło się posiedzenie w sprawie Sylwiusza C., oskarżonego o znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem, za co grozi mu kara do 3 lat więzienia. Jest to pokłosiem wydarzeń, które rozgrywały się w gospodarstwie Sylwiusza C. w Zrazimiu. Mężczyzna trudnił się tam hodowlą i obrotem zwierzętami. Konkretnie było to młode bydło.
     6 września ub.r. w Zrazimiu zjawił się z ojcem brat oskarżonego, Dariusz C. Ich oczom ukazał się dramatyczny widok. Przed wejściem do obory, w oborze, także w obejściu pod trampoliną dla dzieci znajdowały się ciała padłych cielaków. Na ziemi walały się kości zwierząt. Inne, jeszcze żywe cielaki były wygłodzone, a jedno z nich na tyle, że nie mogło już nawet wstać na nogi. W powietrzu nad obejściem unosił się fetor, który potęgowała jeszcze upalna, bezwietrzna pogoda.
     Dariusz C. zdecydował się wtedy wezwać inspekcję weterynaryjną i policjantów. Po przeprowadzonym śledztwie i postępowaniu przygotowawczym akt oskarżenia przeciwko Sylwiuszowi C. trafił do sądu. Przed miesiącem Dariusz C. złożył zeznania, w których nie tylko przypomniał sytuację zastaną w gospodarstwie brata na początku września. Informował również o ostatnich znaleziskach kolejnych kości i czaszek zwierząt oraz kolczyków służących do znakowania bydła.
     W miniony wtorek swoje zeznania przed sędzią Robertem Tuchcińskim złożyli dwaj kolejni świadkowie. Byli to: pracownik Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej w Żninie Grzegorz N. oraz Krzysztof W., technik weterynaryjny. Ten drugi pełni dla gminy Janowiec usługi w zakresie opieki nad zwierzętami bezpańskimi i poszkodowanymi w wypadkach komunikacyjnych. Z racji stałej z nim współpracy, policjanci obecni 6 września podczas interwencji w gospodarstwie Sylwiusza C. zdecydowali się wezwać w to miejsce również Krzysztofa W.
     Jednak, jak zeznał przed sądem Krzysztof W., w rzeczywistości niewiele wie o tej sprawie, gdyż osobiście nie interweniował i nie lustrował gospodarstwa przy ustalaniu liczby ofiar wśród pogłowia cieląt, które powinien mieć u siebie hodowca ze Zrazimia. Dodajmy, że Sylwiusz C. w tamtym czasie nie przebywał na stałe w Zrazimiu, gdyż mieszka w oddalonym o kilka kilometrów Kaczkowie (gm. Żnin).
     Krzysztof W. zeznał również, że w przeszłości był tylko kilka razy w gospodarstwie Sylwiusza C. w Zrazimiu: w miesiącach letnich 2014 r. i jeden raz w kwietniu 2015 roku. Były to wizyty związane z wykonywaniem pewnych czynności weterynaryjnych ze względu na zaburzenia oddechowe albo jelitowe u niektórych cieląt. Podczas tamtych wizyt Krzysztof W. nie widział na terenie gospodarstwa żadnych kości padłych cieląt.
     Grzegorz N. zeznał, że inspekcja weterynaryjna odebrała 6 września telefon od brata oskarżonego. Zgłaszający sygnalizował, że na terenie gospodarstwa w Zrazimiu biegają psy roznoszące kości i padlinę. Po przybyciu na miejsce Grzegorz N. potwierdził, że w gospodarstwie znajdowały się liczne kości. Nie tylko bydlęce, ale i świńskie. Widział m.in. łopatkę świńską. W tym miejscu zaznaczmy, że Sylwiusz C. nie hodował w Zrazimiu trzody chlewnej. Z drugiej strony tłumaczył jednak, również w rozmowie z nami, że świeże kości kupował z zakładu masarskiego na pokarm dla swoich psów.
     Jak przypomniał sobie składając we wtorek zeznania Grzegorz N., w gospodarstwie odnaleziono 6 września jeszcze 5 żywych cielaków i 3 psy. Wezwany został powiatowy inspektor weterynaryjny. Lekarze weterynarii podjęli decyzję o uśpieniu jednego cielaka, gdyż był on w takim stanie, że nie było rokowań na jego przeżycie. Cielak był tak wygłodzony, że nie potrafił już wstawać o własnych siłach. - To zwierzę już by nie przeżyło. Chodziło o to, by skrócić jego cierpienie - powiedział Grzegorz N.
     Pracownik Inspekcji Weterynaryjnej potwierdził, że padłe cielaki odnalezione zostały przed wejściem do budynku gospodarczego, wewnątrz obiektu, a także pod trampoliną w obejściu. Ciało jednego z padłych zwierząt zostało zabrane do Zakładu Higieny Weterynaryjnej w Bydgoszczy, aby oficjalnie ustalić przyczynę zgonu zwierzęcia. Grzegorz N. nie zna wyniku autopsji przeprowadzonej w ZHW w Bydgoszczy. Przyznał jednak, że cielęta żyjące, które mógł obejrzeć 6 września w gospodarstwie w Zrazimiu, nie były w dobrej kondycji. Byczek chodził w gnoju do głębokości pół metra, który miał w oborze zamiast ściółki. Cielę, które trzeba było uśpić, nie mogło już normalnie oddychać i było odwodnione. Wnosząc po rozmiarach szkieletów i skór, wiek cieląt zastanych w gospodarstwie Sylwiusza C., Grzegorz N. ocenił na około rok - podobnie, jak wiek cielaka, który został uśpiony. Były to zwierzęta, które same mogły jeść i pić, pod warunkiem, że pokarm i woda byłyby im dostarczone przez człowieka. Jeśli chodzi o stopień rozkładu ciał zwierząt już padłych, to Grzegorz N. zeznał, iż były to tylko skóry i kości, a w niektórych przypadkach resztki mięsa, ewentualnie już tylko mięśnie i ścięgna na kościach.
     Grzegorz N. potwierdził, że oskarżony Sylwiusz C. miał zezwolenie na prowadzenie hodowli i obrotu zwierzętami. Na pytanie prokuratora, czy inspekcja czyniła kontrole w gospodarstwie Sylwiusza C., Grzegorz N. odpowiedział, że kontrole polegały tylko na sprawdzeniu dokumentacji dotyczącej obrotu zwierzętami. Dzień wcześniej inspekcja informuje o takiej kontroli hodowcę i nakazuje mu stawienie się z dokumentacją, celem jej sprawdzenia. W tym miejscu wyjaśnijmy, że jeśli dokumentacja nie budzi wątpliwości, to Inspekcja Weterynaryjna nie musi wizytować samego gospodarstwa.
     Grzegorz N. zeznał, że wcześniej Sylwiusz C. chciał też w Zrazimiu prowadzić punkt skupu żywca, ale na taką działalność nie dostał pozwolenia, gdyż gospodarstwo nie spełniało wymogów w tym zakresie. Prokurator próbowała dociekać, czy kolczyki, którymi znakowane są cielaki w hodowli, są niepowtarzalne dla każdej sztuki. Jest to istotna sprawa, ponieważ na terenie gospodarstwa Sylwiusza C. odnaleziono sporo kolczyków identyfikacyjnych zwierząt hodowlanych. Być może na tej podstawie można będzie ustalić, ile w rzeczywistości zwierząt mogło paść na terenie gospodarstwa.
     Krzysztof W. wyjaśnił, że kolczyki są indywidualne i jedyne dla konkretnego zwierzęcia. Mogą wprawdzie ulec zniszczeniu czy zerwaniu ze zwierzęcia, ale wtedy wydawany jest duplikat takiego kolczyka, z tymi samymi numerami. Po zgonie zwierzęcia taki kolczyk w rzeczywistości powinien zniknąć, a konkretnie zostać zutylizowany wraz z ciałem zwierzęcia przez firmę, która się tym zajmuje. Może być jednak i tak, że wiele miesięcy po wydaniu duplikatu, jeszcze oryginalny kolczyk z tym samym numerem może nagle zostać odnaleziony w gnoju czy gdzie indziej w obejściu albo w oborze.
     Hodowcy, w których stadzie znajdują się jałówki i cielęta przychodzą na świat, od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa otrzymują pulę kolczyków. Po narodzinach cielęcia hodowca zakłada kolczyk zwierzęciu i ma obowiązek w ciągu 7 dni zarejestrować ten fakt w ARiMR. Sylwiusz C. kupował cielaki już w takim wieku, w którym nie były one karmione mlekiem matki, a mogły być hodowane w oderwaniu od niej. Takie cielęta mają już swoje kolczyki, a po ich numerach później będzie można ustalić, jaką drogę przebyło zwierzę.
     Kolejna rozprawa odbędzie się w kwietniu.
     Na wniosek prokuratury zostaną wezwani następni świadkowie: krewni oskarżonego i kolejny lekarz Inspekcji Weterynaryjnej. Sąd zwróci się również do Inspekcji Weterynaryjnej o przedstawienie historii zwierząt z numerami kolczyków, które w materiale dowodowym zebranym z gospodarstwa Sylwiusza C. przedstawiła policja.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1308 (10/2017)

Reklama

Inne teksty na ten temat:

Oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem

Bydła nie ma, pozostały tylko psy

Brat oskarżonego wciąż znajduje kości

Wyjeżdżał na całe dnie, a zwierzęta ryczały i kwiczały

Zagłodził cielaki, odpracuje społecznie

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości