Koncern prasowy rodziny Krzyckich po wkroczeniu niemieckiej armii do Żnina we wrześniu 1939 roku trafił pod zarząd hitlerowskich władz. Okupanci nie wstrzymali działalności żnińskiego wydawnictwa, wykorzystali je do własnych celów propagandowych i wywieźli najnowocześniejsze urządzenia techniczne do Rzeszy. Polakom, którzy nie stracili pracy w drukarni, niemieccy zarządcy przydzielili zadanie tworzenia map.

Siedziba wydawnictwa Alfreda Krzyckiego w Żninie przy ulicy Śniadeckich 15 (w czasie wojny Hermann-Goering Strasse) przekształcona w redakcję hitlerowskiej „Ostdeutscher Beobachter“ fot. za „Żnin na dawnych pocztówkach“
Wymuszenie przez Niemców na Alfredzie Krzyckim w grudniu 1939 r., w zamian za uzyskanie wolności, zrzeczenia się całego majątku na rzecz okupanta nie było przypadkowe i miało swoje jasno określone cele. Dobrze prosperujący zakład z wyspecjalizowaną i doświadczoną kadrą był dla Niemców łakomym kąskiem i wkrótce po przejęciu został wprzęgnięty w tryby hitlerowskiej propagandy, której siłę oddziaływania na ludzkie umysły przywódcy III Rzeszy potrafili wykorzystywać jak mało kto.
Zasięg działalności i szybki rozwój żnińskiego wydawnictwa były Niemcom zapewne znane już przed wojną, chociażby z racji kupowanych przez żniński koncern niemieckich maszyn drukarskich. Zaopatrywanie zakładu w urządzenia konstruowane w III Rzeszy było dla myślącego o rozwoju firmy Alfreda Krzyckiego czymś normalnym, gdyż produkowano je tam według najnowszych wówczas technologii, a to zwiększało wydajność pracy i jakość drukowanych gazet.
Spis wywiezionych przez Niemców w czasie II wojny światowej urządzeń z Wydawnictwa Alfreda Krzyckiego w Żninie. Z lewej strony podpis Alfreda Krzyckiego.

Polacy w czasie okupacji w Zakładach Wydawniczych Alfreda Krzyckiego byli zatrudnieni przy tworzeniu map fot. archiwum „Pałuk“
Wydawnictwo, jako zakład o szczególnym charakterze, mogący służyć hitlerowskiej machinie propagandowej, zostało przejęte przez Niemców natychmiast po wkroczeniu do Żnina we wrześniu 1939 r. Oficjalnie trafiło ono pod nadzór niemieckiego landrata (starosty) 10 października 1939 r., o czym informuje zapis Anny Krzyckiej na zachowanej w rodzinnych pamiątkach teczce, w której po wojnie gromadziła dokumenty dotyczące drukarni. Wymieniła w tym kontekście dr. Klöne, który prawdopodobnie był osobą przejmującą żnińskie wydawnictwo w imieniu niemieckich władz okupacyjnych.
Pierwszym niemieckim zarządcą komisarycznym drukarni przy ul. Śniadeckich 15 (w czasie wojny przemianowana przez władze okupacyjne na ul. Hermanna-Göringa 15) został Willi Wibing.
Wraz z nastaniem niemieckiego kierownictwa wydawany był orędownik urzędowy dla landratury, czyli niemieckiego starostwa ustanowionego w Żninie. Poza tym w okresie wojny mieścił się tutaj oddział niemieckiej gazety Ostdeutscher Beobachter, w której ukazywały się wiadomości lokalne. Codziennie dwóch kurierów odbierało ją około 10:00 rano z dworca kolejowego i rozprowadzało wśród 800-1.000 prenumeratorów w Żninie. Tytuł tego czasopisma został umieszczony na kamienicy Krzyckich, co wskazywało na siedzibę redakcji.
Jednocześnie powiatowe struktury hitlerowskiej Narodowo-Socjalistycznej Partii Robotniczej Niemiec (NSDAP) drukowały propagandowy periodyk Heimatskunde, w którym zamieszczane były informacje z miasta i powiatu, przedstawiające sprawy rodzinne, aktualne zdjęcia, sprawozdania z zebrań i imprez. Była to gazeta, którą wysyłano na front z przeznaczeniem dla niemieckich żołnierzy pochodzących z powiatu żnińskiego.
W czasie wojny większość zatrudnionych w wydawnictwie stanowiły kobiety. Okupant zdawał sobie sprawę z faktu, iż Alfred Krzycki posiadał doświadczoną i dobrze wykwalifikowaną kadrę, dlatego część polskich pracowniczek i pracowników, którzy byli zatrudnieni przed wojną, utrzymało się w dotychczasowym miejscu pracy. Zmienili tylko stanowiska i zakres wykonywanych obowiązków. Tak było zwłaszcza w początkowym okresie okupacji, gdy drukarnią zarządzał Willi Wibing, który nie był wrogo nastawiony do Polaków.
W tym czasie w wydawnictwie pracowali: Stanisława Harmata, Jadwiga Springer, Helena Waszak, Kazimiera Chrzanowska, Halina Płocka, Barbara Zarada, Kazimiera Rożek, Stanisława Kamińska, Barbara Kornet, Cyryla Opiełka, Feliks Klouse, Zbigniew Zwadziszewski, pani Kaźmierczak.
Nie uczestniczyli oni bezpośrednio w przygotowywaniu niemieckich gazet, a wydawanie polskich zostało z oczywistych względów wstrzymane. Pracowali natomiast przy druku książek w języku niemieckim, kopert, atlasów oraz naklejaniu obrazów i map. Były to mapy świata z przeznaczeniem dla wojska, wielkości ściennych map szkolnych. Mapy z Niemiec dostarczano w kilku częściach do żnińskiej drukarni, gdzie były składane i naklejane na płótno. Do map przygotowywano ramy, a do przypinania płótna służyły klamry. Po przypięciu płótno moczono i następnie naklejano wydrukowaną mapę. Gdy mapy były większych rozmiarów, płótno zszywano. Wykonane w Żninie mapy trafiały do Gery w Niemczech.
Z czasem, gdy pojawiali się kolejni zarządcy niemieccy, położenie polskich pracowników ulegało zmianie na niekorzyść. Najpierw Wibinga zastąpił Schoyer, a po nim nastał mający typowo faszystowskie poglądy Diesterhöft. Dlatego w kolejnych latach okupacji w drukarni pracowało coraz więcej Niemek.
Oprócz działalności wydawniczej, pomieszczenia drukarni posłużyły Niemcom także do innych celów, można powiedzieć wojennych. W założonym tu zakładzie krawieckim były wykonywane czapki i futra, w które zaopatrywano żołnierzy Wehrmachtu walczących na froncie wschodnim.
Rodzina Krzyckich po powrocie do stolicy Pałuk w lutym 1945 r. zastała drukarnię znacznie zubożoną, jeśli chodzi o nowoczesne maszyny i urządzenia, zakupione przez Alfreda Krzyckiego tuż przed wojną.
Według spisu z 1950 r., będącego częścią dokumentacji sporządzonej w związku z upaństwowieniem Zakładów Wydawniczych Alfreda Krzyckiego w Żninie, po przejęciu przedsiębiorstwa okupanci wywieźli ze Żnina chemigrafię z najnowocześniejszym wyposażeniem wraz z frezarką, półautomatyczny aparat do falcowania, utrząsarkę i typograf. Z dołączonej informacji wynika, iż w 1950 r. urządzenia te były na terenie kraju, z czego można wnioskować, że w czasie wojny nie były prawdopodobnie wywiezione z Polski, a jedynie zmieniły drukarnię.
Z kraju wywieziona została natomiast nowoczesna i bardzo wydajna maszyna Duplex niemieckiej firmy Planeta, drukująca z roli i umożliwiająca dwustronny druk. Trafiła ona do drukarni w Berlinie, w której drukowano organ prasowy hitlerowskiej Narodowo-Socjalistycznej Partii Niemiec - dziennik Voelkischer Beobachter (Ludowy Obserwator), a także propagandowy tygodnik Das Reich (Rzesza).
Z drugiej strony Niemcy zarządzający wydawnictwem Krzyckich sprowadzili do Żnina inne maszyny, o czym dowiadujemy się także ze spisu z 1950 r. Były to między innymi: maszyna drukarska - automat Ariston-Elka, maszyna do szycia książek, maszyna do wykrawania, maszyna do gumowania, prasa do książek, prasa do tłoczenia.
Niemieccy zarządcy komisaryczni wydawnictwa w Żninie prowadzili intensywną korespondencję z różnymi firmami produkującymi maszyny drukarskie w Niemczech. Potwierdzają to zachowane listy, które trafiały do żnińskiej drukarni.
W ciągu kilkunastu dni na przełomie listopada i grudnia 1941 r. przyszło ich do Żnina z różnych fabryk 8, a pewnie to nie wszystko. Adresowane do żnińskiego wydawnictwa listy są odpowiedziami na zapytania niemieckich zarządców. Z treści odpowiedzi można wnioskować, iż zapytania miały na celu przede wszystkim uzyskanie informacji o aktualnej cenie maszyn i urządzeń, zakupionych jeszcze przed wojną przez Alfreda Krzyckiego. Z racji tego, iż producenci - sprzedawcy nie mogli na odległość określić obecnego stanu technicznego poszczególnych maszyn, informowali tylko o potencjalnej ich wartości bądź cenach rynkowych nowych urządzeń.
Zawarte w listach informacje o wyposażeniu żnińskiej drukarni dowodzą, iż Niemcy na bieżąco sprzedawali, wymieniali i uzupełniali maszyny. Jednocześnie w oparciu o tę korespondencję możemy się dowiedzieć przynajmniej o części nakładów, jakie Alfred Krzycki ponosił, aby rozwijać swoje wydawnictwo, a były one niemałe.
Niemieccy zarządcy komisaryczni w okresie okupacji kontaktowali się z następującymi firmami funkcjonującymi w przemyśle drukarskim: Johne-Werk w Bautzen, Fabryka Maszyn Płaskich w Heidelbergu, Fabryka Maszyn Drukarskich Planeta w Coswig-Drezno, Fabryka Maszyn Krause w Lipsku, Preusse w Lipsku, Bracia Brehmer - Maszyny do przemysłu księgarskiego w Lipsku (wszystkie z Niemiec), Fabryka Maszyn i Zakład Budowy Młynów w Uzwil (Szwajcaria).
Powyższa lista, zapewne niepełna, daje nam obraz zasięgu przedwojennych kontaktów wydawnictwa Alfreda Krzyckiego, które jak się okazuje były bardzo szerokie i sięgały poza granice kraju.
Jak wspomniano wyżej, rodzina Krzyckich zastała swoje przedsiębiorstwo uszczuplone, zwłaszcza jeśli chodzi o najnowocześniejsze urządzenia drukarskie, które Niemcy potraktowali jak swoje i wywieźli. Nie wpłynęło to jednak na plany żnińskich wydawców, którzy zamierzali powrócić do przedwojennej działalności i odbudować potęgę swojego koncernu, na którego stworzenie poświęcili wiele lat życia.
Wydawało się to tym bardziej możliwe, że Niemcy nie pozostawili po sobie spalonej ziemi, gdyż drukarnia, mimo trwającej wojny, funkcjonowała pod okupacyjnym zarządem bez zakłóceń. Część urządzeń drukarskich pozostała na swoim miejscu w Żninie.
W zaistniałej sytuacji Alfred Krzycki mógł patrzeć w przyszłość z optymizmem. Jego największym atutem było wieloletnie doświadczenie, wsparte dodatkowo pracą w drukarni na stanowisku kierownika w okupowanej Warszawie, co oznaczało, że lat okupacji, mimo wszystko, nie zmarnował i nie wypadł z zawodowego obiegu. Uruchomienie wydawnictwa nie mogło zatem stanowić poważniejszego problemu.
Okazało się jednak, że wraz z końcem wojny kłopoty Anny i Alfreda Krzyckich, jeśli chodzi o prowadzenie własnego koncernu prasowego, się nie skończyły. Kolejną przeszkodą, która stanęła na ich drodze, okazała się polityka komunistycznych władz w powojennej Polsce, które nie mając demokratycznego mandatu od społeczeństwa, poprzez wprowadzenie kontroli wszystkiego i wszystkich postanowiła położyć rękę także na żnińskim wydawnictwie. Na froncie walki o rząd dusz prasa była bowiem traktowana przez komunistów jako jedno z kluczowych narzędzi prowadzących do zwycięstwa nad ich przeciwnikami.
BIBLIOGRAFIA
Kłyszyński A., Od drukarni do muzeum, [w:] Ilustrowany Kurier Polski, nr 36 z 12 czerwca 1986 r.;
Księski D., Żnińskie media [w:] Żnin. Dzieje najnowsze, t. II, Żnin 2013;
Nowicka U., Gdy w żnińskiej drukarni robiono mapy, Pałuki nr 19/1993.
„PLANETA“ Fabryka Maszyn Drukarskich, spółka akcyjna, Radebeul 2
Do: Drukarni i Wydawnictwa Żnińskiego - Zarządca komisaryczny
Państwa list z dnia 27.11.1941 do „Fabryki pras drukarskich, spółka akcyjna, Coswig - Drezno dotarł w nasze ręce i zauważyliśmy, że dawna firma Alfreda Krzyckiego przeszła w ręce zarządcy komisarycznego.
Zgadza się, że dostarczyliśmy firmie Alfreda Krzyckiego maszynę drukarską numer 7268. Jest to maszyna typu FD 2a, rozmiar papieru 515x730 mm z dwoma walcami nośnymi. Przed paroma laty dostarczona została bez opłaty za transport z jednoczesnym bezpłatnym montażem w cenie 8.155 marek rzeszy. Wyposażona była w podajnik papieru i wyposażenie elektryczne. Obecna cena nowej maszyny z identycznym wyposażeniem oraz identycznymi warunkami dostawy wynosi 10.800 marek rzeszy. Mamy nadzieję, że tymi informacjami mogliśmy Państwu pomóc.
Temu samemu klientowi dostarczyliśmy także maszynę/prasę dwuobrotową.
Czy mógłby nas Pan poinformować, czy ta maszyna znajduje się nadal w tym samym zakładzie lub dokąd została przekazana? Chcielibyśmy tylko uzupełnić nasze zapisy.
Za Pańskie zaangażowanie z góry dziękujemy.
Podpisano:
„PLANETA“
Fabryka maszyn drukarskich, spółka akcyjna
(tłumaczenie z niemieckiego - db)
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1208 (14/2015)
Przejdź do forum.
52UFLADA
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze