Punkt na skraju lasu, w dalekim planie zdjęcia to położona około 250 m od Gąsawki ambona w Skarbienicach, która została zdewastowana przez nieznanego sprawcę lub sprawców; z lewej Leszek Siejkowski, prezes Koła Łowieckiego „Szarak“, z prawej Grzegorz Janicki, właściciel pola, na którym stoi ambona fot. Karol Gapiński
Skarbienice, ambona, wandalizm, zniszczenie, myśliwi, dziki
Podnieśli rękę na ambonę
Nieznani sprawcy - choć mógł to być również tylko jeden wandal - zniszczyli wyposażenie myśliwskiej ambony w Skarbienicach.
Od mniej więcej 5-7 lat wzrasta na Pałukach populacja dzików, co jest związane z większym areałem upraw kukurydzy. Jest to ulubiona pasza dzików, które chętnie wyruszają po nią nocami z lasów czy też przybrzeżnych trzcinowisk.
Z problemem wzrostu populacji dzików borykają się nie tylko rolnicy, ale też myśliwi. Koło łowieckie Szarak ma siedzibę w Biskupinie. Wąski, ale długi obwód łowiecki Szaraka obejmuje m.in. obszar w sąsiedztwie południowych granic Żnina, w okolicach jeziora Czaple oraz jezior Skarbienickiego i Weneckiego. Koło Szarak zresztą jest bardzo nietypowe, jeśli chodzi o obszar. Praktycznie w obwodzie łowieckim tego koła nie ma żadnych lasów.
- Są to Skarbienice i Rydlewo oraz Podgórzyn i Wenecja. Jestem myśliwym od 40 lat. Wtedy pod Żninem w ogóle nie pojawiały się dziki. Teraz w obszarze, o którym mówię, jest siedlisko dzików. Ja to mówię, że jest to ekotyp dzika trzcinowego. Tutaj bowiem nie ma praktycznie lasów, a te dziki gnieżdżą się w trzcinach przy jeziorach i Gąsawce. Gnieżdżą się też od strony Żnina, za ul. Powstańców Wielkopolskich, tam, gdzie kiedyś znajdowało się wysypisko śmieci dla Żnina. Dziki żerują również na terenie za ogródkami działkowymi na ul. Szkolnej. W sąsiedztwie trzcinowisk są jednak przede wszystkim pola uprawne, które te dziki wykorzystują jako idealne miejsca do żerowania - mówi Leszek Siejkowski, prezes Szaraka. Opowiada również historię, która zdarzyła się niedawno. Dziki żerowały w ogródku Sióstr Służebniczek, między wąskimi torami a ul. 700-lecia. Wtedy jeden z myśliwych zdołał wypłoszyć dziki z ogrodu sióstr i na otwartym terenie, gdzie można było już strzelać, zabił dwa wyrośnięte warchlaki. - To już dawna historia, ale ten przykład po prostu pokazuje, że dziki wchodzą już do miasta - mówi prezes. W ostatnim roku myśliwi upolowali na tym obszarze czterech wsi 20 dzików, co oznaczało aż połowę limitu, który miał do wykonania Szarak w całym swoim obwodzie łowieckim na terenie gmin Gąsawa i Żnin.
Leszek Siejkowski podkreśla, że zwiększa się liczebność dzików nie tylko dlatego, że kukurydza na polach jest łatwym i bogatym źródłem jedzenia dla tych zwierząt. - Kukurydza też powoduje, że młode lochy szybciej uzyskują dojrzałość płciową. Kiedyś dopiero trzyletnia mogła mieć młode, a teraz samice zostają matkami już w wieku jednego roku. Poza tym kiedyś w miocie było do 6 młodych, a teraz jest bardzo często 8 sztuk. Oczywiście my mamy obowiązek rekompensować rolnikom straty uczynione przez dziki. Jednak nie zawsze jest to takie proste. Na uprawach roślin ulubionych przez dziki straty są większe - opowiada Leszek Siejkowski. Myśliwi pomagają też w ten sposób, że kupują rolnikom pastuchy elektryczne dla zabezpieczenia fragmentów pól.
Myśliwy Bogdan Lewandowski z Gogółkowa usłyszał od zięcia, że ten widział w chaszczach nad torfowiskiem drabinę. Poszedł we wskazanym kierunku za zabudowaniami Gogółkowa i odnalazł ten element zdewastowanej ambony w Skarbienicach. fot. Karol Gapiński Oprócz tego myśliwi dokonują odstrzałów dzików, a poza tym przepłaszają je podczas swoich dyżurów nocnych. Te najczęściej pełnią na ambonach. Szarak w dużej mierze posiada ambony mobilne, na kołach. Ma jednak również tradycyjne, drewniane wieżyczki stacjonarne. Jedna z takowych stoi na polu Grzegorza Janickiego w Skarbienicach. Rolnik ten jest też właścicielem lasku. Właśnie na jego skraju posadowiona została ostatniej jesieni przez myśliwych wspomniana ambona.
Wykonali ją własnym sumptem. Wartość takiej ambony to około 1.000 zł. Była wyposażona w obrotowy fotel, choć oczywiście nie nowy, ale już używany. Inaczej byłaby jeszcze droższa. Myśliwi również pomyśleli o oszkleniu w ambonie okien. Po to, aby nie dokuczał im podczas nocnych dyżurów zimny wiatr. Ambona ma 4 metry wysokości. Z jej perspektywy myśliwy ma lepszą widoczność. Nawet jeśli nie ma okazji do odstrzelenia dzika, to może te zwierzęta odstraszyć, tak ażeby nie niszczyły upraw.
Ambona w Skarbienicach została ustawiona za zgodą i przy pełnej współpracy z właścicielem pola.
- Miłośników dzikiej zwierzyny oczywiście rozumiem, ale to wszystko musi być pod kontrolą i jest potrzebna pełna współpraca rolników z myśliwymi. Ja osobiście od kilku lat nie sadzę na swoich polach kukurydzy, ziemniaków czy buraków. Jeśli już, to tylko symbolicznie. To są bowiem ulubione przez dziki uprawy. Pola obsiewam przeważnie zbożem. Choć tutaj dziki nie robią aż tak wielkich strat, to jednak i na tych uprawach nie da się ich uniknąć. Myśliwi nam, rolnikom, pomagają i dlatego zdziwiło mnie, że ambona na moim polu została ostatnio zdewastowana - opowiada Grzegorz Janicki.
Jeden z myśliwych, który sam ma pole w tych okolicach, robił pewnego dnia objazd po terenie i dostrzegł, że zniknęła drabina wiodąca na ambonę. Podszedł bliżej i stwierdził, że wyrwany został również fotel obrotowy i zrzucony na ziemię. W ten sposób uległ rozbiciu. Na konstrukcji były ślady piły, którą sprawca lub sprawcy odcięli drabinę. Tej w pobliżu nie było. Wszystko więc wskazywało na to, że nie był to efekt przypadkowego aktu wandalizmu, a rezultat planowanego działania.
Później Grzegorz Janicki obszedł całą okolicę, aż do brzegów Gąsawki od strony swoich pól. Dostrzegł na rzece, na lodzie ślady. Początkowo myślał, że to może ślady nart. Jednak zaraz wzbudziło to jego wątpliwości, bo kto by jeździł w szczerym polu na nartach? Zmierzył ślady na lodzie i przekonał się, że rozstaw jest taki sam, jaki miała drabina wiodąca na ambonę.
Tymczasem w niedzielę na drugim brzegu Gąsawki, od strony Gogółkowa, postanowił pospacerować Bogdan Lewandowski, mieszkaniec tej miejscowości, i jednocześnie myśliwy z koła Szarak. - Już jakiś czas temu zięć mi opowiadał, że był na spacerze z psami i widział na lodzie drabinę. Nie myślałem wcale, że to może być drabina z naszej nowiutkiej, jeszcze nieużywanej ambony. Jednak później dowiedziałem się, że w Skarbienicach tę drabinę odcięto i teraz się przekonałem, że ona została dociągnięta przez sprawców aż tutaj - powiedział Bogdan Lewandowski.
Myśliwi zabezpieczyli odnalezioną drabinę i zamierzają naprawić zniszczoną ambonę. Jednak Leszek Siejkowski zapowiedział też złożenie w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie wniosku o wszczęcie dochodzenia w tej sprawie. Motywy sprawców są zarówno dla myśliwych, jak i dla rolnika, na którego polu znajduje się ambona, zupełnie niejasne.
- Przecież kontrola nad tymi dzikami jest w interesie rolników. Jeśli to było działanie jakiegoś miłośnika dzikiej zwierzyny, to proszę pamiętać, że oprócz tych zwierząt są też ludzie pracujący na roli - zaapelował Leszek Siejkowski.
Film do obejrzenia w zakładce filmy.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1250 (4/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze