Reklama

Popłynęły mi łzy

Brat tego uniknął
     Popłynęły mi łzy
     Próbowaliśmy ustalić żyjące jeszcze w Barcinie osoby, które są potomkami zamordowanych w 1940 r. polskich oficerów zamordowanych przez NKWD.

Jadwiga Leszczyńska paradoksalnie jest zadowolona z tego, że brat zmarł kilkanaście miesięcy wcześniej i nie stał się bezimienną ofiarą zbrodni, jak jego koledzy, oficerowie Wojska Polskiego w Katyniu
              fot. Karol Gapiński

    Na liście katyńskiej jest kilku mieszkańców wywodzących się z gminy Barcin: urodzony w Barcinie nauczyciel w Bydgoszczy Edward Hoppe, Florian Nowicki - też nauczyciel, Bronisław Gerth, urodzony w Barcinie pracownik PKP w Bydgoszczy i Kazimierz Kaczmarek, urodzony w Barcinie nauczyciel w Strzelcach pod Strzelnem.
    Jadwiga Leszczyńska pamięta kolegów swojego brata - Stanisława Marciniaka - podporucznika Wojska Polskiego (1912 rocznik), którzy zginęli w Katyniu.
    Stanisław Marciniak wywodził się z Krotoszyna. Po ukończeniu szkoły w Barcinie i liceum w Inowrocławiu znalazł się na uczelni w Bydgoszczy. Było to studium nauczycielskie. Od lat dziecinnych znał się z Florianem Nowickim, który obecnie widnieje na liście ofiar Katynia 1940 r. Florian Nowicki mieszkał na tzw. Rydzku w Barcinie, w kamienicy, której los na łamach Pałuk opisywaliśmy w ostatnim nr. z 2006 r. w artykule Melina w sercu miasta. Nie ma już tej kamienicy, gdyż po zdewastowaniu jej po śmierci ostatniej mieszkanki przez grupę koczujących tam alkoholików, została rozebrana.
    Florian Nowicki, Stanisław Marciniak i jeszcze jeden ich kolega z Barcina o nazwisku prawdopodobnie Garlicki (którego imienia już sobie Jadwiga Leszczyńska, młodsza od nich o 12 lat, sobie nie przypomina) po zakończeniu studiów w Bydgoszczy zostali jako nauczyciele skierowani w II Rzeczpospolitej na kresy wschodnie. Dwaj koledzy Stanisława Marciniaka trafili na teren dzisiejszej Białorusi i od tamtej pory z bratem Jadwigi Leszczyńskiej nie mieli już kontaktu. On sam zaś znalazł się w Zambrowie w województwie białostockim, gdzie w szkole podstawowej pełnił normalną funkcję dla przedwojennego nauczyciela, czyli bez specjalizacji nauczał dzieci wszystkich przedmiotów.
    W grudniu 1936 r. był w Krotoszynie u rodziców i rodzeństwa na świętach Bożego Narodzenia. W Wielki Poniedziałek 1937 r. dotarł do państwa Marciniaków list od Stanisława, w którym tłumaczył, że na Wielkanoc nie przyjedzie, bo to tylko 2 dni wolne, a dojazd jest trudny. Obiecywał, że przyjedzie w rodzinne strony w wakacje letnie i wtedy dłużej pobędzie z bliskimi. W Wielki Czwartek przyszła kartka ze szpitala w Zambrowie, że Stanisław Marciniak jest ciężko chory i prosi o odwiedziny. Zaraz też jego tata, Franciszek wybrał się z Krotoszyna do Zambrowa. Zanim jednak przybył na miejsce, okazało się, że jego syn po przeziębieniu i nagłym zapaleniu opon mózgowych w Wielki Piątek już nie żył.
    - Kiedy oglądam filmy dokumentalne o zbrodni katyńskiej, to płakać mi się chce i szczerze mówiąc teraz nawet cieszę się, że mój brat tak szybko i bezboleśnie zmarł. Przynajmniej moja rodzina wiedziała, gdzie jest pochowany (na cmentarzu w Zambrowie, gdzie zdecydował się pochować syna Franciszek Marciniak - przypis kg) i teraz znów popłynęły mi łzy. Nie podzielił losów swych kolegów z Barcina, czyli tego Garlickiego i Floriana Nowickiego, którzy leżą w bezimiennych grobach gdzieś w lesie katyńskim. O tragedii w Smoleńsku dowiedziałam się w sobotę od córki. Rozpłakałam się. Przypomniało mi to wszystko mojego brata i jego kolegów - powiedziała Jadwiga Leszczyńska.

Karol Gapiński
Pałuki nr 948 (15/2010)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości