Mieszkańcy Dziewierzewa i miejscowości sąsiednich domagają się uprzątnięcia ogromnej hałdy śmieci w centrum wsi. W związku z bezpośrednim sąsiedztwem zalegających śmieci z ujęciem wody mieszkańcy obawiają się jej zatrucia i negatywnych skutków dla swojego zdrowia.
Hałdy odpadów zalegające w Dziewierzewie fot. Sylwia Wysocka Odpady zlokalizowane zostały na terenie po dawnej bazie Spółdzielni Kółka Rolniczego, który obecnie jest w posiadaniu Roberta Kozioła. Jak się okazuje, komornik nie jest w stanie z właściciela firmy Ambre, która zwiozła odpady do Dziewierzewa, wyegzekwować środków ani też majątku, celem zabezpieczenia utylizacji nagromadzonych odpadów, gdyż nie wykazuje on żadnego majątku.
MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE
Przypomnijmy, że firma pojawiła się w Dziewierzewie w 2012 roku. Pracę miało dostać nawet kilkadziesiąt osób. Jak dziś mówią mieszkańcy, raptem pracowało tam kilka osób i to nie do końca legalnie i nie za stawkę, o jakiej mówiono na początku, a która miała dać tylko lokalne przyzwolenie na start działalności. W planach, oprócz tymczasowego składowiska odpadów, było też ich przetwórstwo i co za tym idzie zapowiadane kolejne miejsca pracy.
Teraz śmieci zalegają w centrum wsi, mieszkańcy obawiają się pożaru, stwierdzając, że nie chcą kolejnej Karmelity i powtórki ponad tygodniowego pożaru, jaki miał miejsce na tamtejszym składowisku. Nie chcą ewakuacji, dymu, smrodu, gryzoni. Boją się też o inną istotną kwestię, którą jest bezpośrednie sąsiedztwo hałdy śmieci z ujęciem wody, zasilającym nie tylko Dziewierzewo, ale i wsie sąsiednie. Temat ten budzi duży niepokój. Poruszali go na sesji Rady Miejskiej w Kcyni nie tylko radna Dorota Czerwińska i radny Barłomiej Muzolf, ale i sołtys Żarczyna Romuald Łasut.
Całej tej sprawie pikanterii dodają opowieści mieszkańców o tym, że odpady zwożone były po nocach czy wczesnym rankiem, w ukryciu przed mieszkańcami, którzy próbowali dociekać, co jest zwożone i dlaczego w godzinach nocnych zamykano bramy, blokując im dostęp na teren składowiska. Działania mieszkańców prowadzone od kilku lat w celu wywozu odpadów nie dają rezultatów. Odpady wciąż zalegają i nie tylko stanowią negatywny element estetyczny, ale stwarzają zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia.
SKŁADOWISKO DZIAŁAŁO LEGALNIE
W lipcu 2012 r. firma Amber otrzymała od starosty nakielskiego zezwolenie na składowanie odpadów w Dziewierzewie. Tam też wskazane zostały odpady, jakie można było na tym terenie składować, a między innymi: ścinki drewna, makulaturę, opakowania.
Jednak przeprowadzona kontrola wykazała, że gromadzone odpady są niezgodne ze wskazanymi w zezwoleniu. Znalazły się tam bowiem m.in. plastiki, materiały syntetyczne, płótna, włókna. Dodatkowo, zamiast w kontenerach czy pod plandeką ochronną, odpady magazynowane były na odkrytych hałdach. Stało się to przyczyną cofnięcia zezwolenia na zbieranie odpadów w styczniu 2014 roku, po bezskutecznych wezwaniach do usunięcia nieprawidłowości. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska nałożył za to na firmę Ambre mandat, starostwo cofnęło zezwolenie na zbieranie odpadów, a od właściciela firmy domagało się zaliczki na działania polegające na usunięciu odpadów.
NIESKUTECZNA DROGA KOMORNICZA
Starostwo Powiatowe w Nakle nadaremnie wyczekując zaliczki zwróciło się do Urzędu Skarbowego w Koszalinie, gdzie zameldowany był właściciel firmy.
Celem tego działania miało być wyegzekwowanie należności od właściciela Ambre.
Jednak także droga komornicza nie przyniosła starostwu środków na posprzątanie, czyli wywóz i utylizację odpadów.
WŁAŚCICIEL ZAŁAMUJE RĘCE
Robert Kozioł, w którego posiadaniu jest baza SKR, zdaje sobie sprawę, że zapowiadająca się dobrze firma narobiła ogromnych problemów, a na ich rozwiązanie nie ma środków ani on, ani starostwo. Pozostały ogromne hałdy śmieci i jeszcze większy problem, bo utylizacja tego składowiska to - jak mówi - kilkaset tysięcy złotych.
Burmistrz Marek Szaruga (z lewej) poinformował, że ze wstępnych wyliczeń koszt wywozu śmieci z Dziewierzewa, to ponad 3 miliony złotych fot. Sylwia Wysocka Według wiedzy kcyńskiego ratusza, nawet kilka milionów.
Właściciel nieruchomości otrzymał ze starostwa informację, że w części ponosi on odpowiedzialność za nagromadzone na jego nieruchomości odpady, co wymaga partycypacji w kosztach oczyszczenia terenu z odpadów. Starostwo powołuje się tu na postanowienie Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Bydgoszczy w podobnej sprawie, które mówi, że właściciel nieruchomości nie może zostać całkowicie zwolniony z odpowiedzialności i obowiązku partycypowania w kosztach wywozu i utylizacji odpadów, jakie na jego posesji zalegają.
Właściciel nieruchomości w umowie z firmą winien zabezpieczyć się przed niezgodnymi z prawem działaniami najemcy jego terenu, w tym przypadku firmą Ambre. Jednak ma możliwość uzyskania pomocy na wywóz i utylizację odpadów.
MOŻE MEDIA POMOGĄ
Sołtys Dziewierzewa Dorota Czerwińska, zarazem radna kcyńskiej Rady Miejskiej z tego terenu, wsparta postawą radnego sąsiedniej wsi Bartłomieja Muzolfa, który również wnioskował do radnego powiatowego Ryszarda Bagnerowskiego o lobbowanie i konkretne działania starostwa w sprawie uporządkowania odpadów, postanowiła zaprosić do rozmów lokalne media. Zorganizowała spotkanie z mieszkańcami wsi, na które przybyły również przedstawicielki Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska z Małgorzatą Witkowską, przedstawiciel PSP Nakło, burmistrz Marek Szaruga wraz z urzędnikiem Adamem Kaczmarkiem i radcą prawnym, dotarł też właściciel terenu Robert Kozioł.
Kilka dni wcześniej odbyło się podobne spotkanie dla jednej ze stacji radiowych z Bydgoszczy. Wówczas w spotkaniu udział brali przedstawiciele Starostwa Powiatowego w Nakle, którzy wyjaśnili obecny stan zaawansowania działań w tej sprawie.
WIOŚ ZAUWAŻYŁ PROBLEM
Małgorzata Witkowska zapewniła, że na firmę Ambre nałożona została kara pieniężna po kontroli WIOŚ, która wykazała naruszenia. O nieprawidłowościach poinformowany zostało również starostwo nakielskie.
- W uprawnieniu starosty jest nadanie, jak i cofnięcie pozwolenia na prowadzenie działalności i takie zostało cofnięte. Cofnięcie pozwolenia wiąże się z tym, że obowiązek usunięcia odpadów nagromadzonych na gruncie ciąży na podmiocie, który te odpady zgromadził. Żaden inny organ państwowy czy samorządowy, oprócz starosty, co mówią wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego, nie ma uprawnień do prowadzenia wykonania zastępczego - zapewniła Małgorzata Witkowska.
Podkreślała, że to w gestii starosty, zgodnie z postanowieniem NSA, jest wyegzekwowanie usunięcia odpadów przez jego właściciela albo wykonanie zastępcze. Oczekiwania wobec WIOŚ są bezzasadne, bo nie ma on ani możliwości, ani żadnych uprawnień prawnych w sprawie wywozu i utylizacji nagromadzonych odpadów.
Bartłomiej Muzolf pytał, czy w chwili wydawania pozwolenia na prowadzenie działalności na gromadzenie odpadów, WIOŚ nie musiał wyrażać opinii, co do zamierzonej działalności. Otrzymał zapewnienie, że w tej kwestii WIOŚ nie wydaje opinii. Dopiero gdyby starostwa wydawał opinię w sprawie pozwolenia na przetwarzanie odpadów, to WIOŚ opiniowałby, czy firma posiada urządzenia, którymi może przetwarzać. Opinia ta dotyczyłaby jednak tylko kwestii urządzeń, a nie lokalizacji.
WŁAŚCICIEL CZYNIŁ KROKI
Robert Kozioł zapewnił, że jako właściciel nieruchomości wystąpił do starosty o cofnięcie pozwolenia na działalność i otrzymał zapewnienie, że zostało ono cofnięte. - Wystąpiłem też do sądu z powództwa cywilnego i właściciel tej firmy otrzymał wyrokiem zakaz prowadzenia działalności przez dziesięć lat. Kontaktowałem się w tej sprawie z prokuratorem, który stwierdził, że trudno będzie udowodnić właścicielowi firmy złą wolę i działanie celowe. Rozmawiałem ze starostą w ubiegłym roku, obiecał coś w tej sprawie zrobić, ale jak do tej pory nic się nie dzieje - mówił Robert Kozioł.
Właściciel nieruchomości poinformował zebranych na spotkaniu, że tę firmę poleciło mu Ogólnopolskie Biuro Pośrednictwa. - Wiem, że po kilku miesiącach prowadzenia działalności firma zwróciła się do starostwa o wydanie zgody na przetwarzanie odpadów, ale jej nie uzyskała. Burmistrz Piotr Hemmerling najpierw był zadowolony, że powstaje firma, powstają miejsca pracy i obiecał, że nie będzie robił przeszkód, jednak szybko zmienił zdanie i w konsekwencji starostwo nie wydało zgody na przetwarzanie odpadów - mówił Robert Kozioł.
Informację, co do zmiany zdania i złej woli poprzedniego włodarza Kcyni, sprostował Adam Kaczmarek, zajmujący się ochroną środowiska w kcyńskim ratuszu. - W momencie gdy firma „Amber” występowała do starosty o pozwolenie na zbieranie odpadów i taką decyzję w 2012 roku uzyskała, nie była wymagana decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach. Na przetwarzanie odpadów wymagana jest odrębna decyzja, która uwarunkowana jest posiadaniem przez przedsiębiorcę decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Przedsiębiorca wystąpił o wydanie takiej decyzji przez burmistrza Kcyni, natomiast nie została ona nigdy wydana, bo przedsiębiorca nie uzupełnił karty informacyjnej przedsięwzięcia i procedura nie została nigdy zakończona - mówił Adam Kaczmarek.
Robert Kozioł podkreślał, że po tych wydarzeniach Ambre przeniosło się do Łabiszyna, gdzie w Starostwie Powiatowym w Żninie otrzymało pozwolenie na gromadzenie i przetwarzanie odpadów. - W Żninie nie było problemów, mimo że byłem w starostwie i przestrzegałem, by nie wydawać pozwolenia, wiedząc jak to się zakończy. Burmistrz Łabiszyna wydał zgodę, a u nas nie. Tam było można, a tu nie było można? - pytał właściciel terenu, który podkreślał, że jasnym było to, że w przypadku braku zgody na przetwarzanie, te odpady pozostaną.
Małgorzata Witkowska wyjaśniała, że jeśli przedsiębiorca przedłożył wszystkie wymagane dokumenty, to decyzja mogła zostać wydana. - Jest to indywidualna decyzja burmistrza i nie godzę się z tym, że brak zgody na przetwarzanie upoważnia właściciela odpadów do ich porzucenia - mówiła Małgorzata Witkowska, wnioskując by zaistniałej sytuacji nie uzależniać od wydania zgody na przetwarzanie odpadów, bo są to dwie oddzielne decyzje i dwa różne zadania.
Robert Kozioł podkreślał, że w świetle prawa nie ma on nawet tytułu prawnego do tych odpadów. Przedstawicielka WIOŚ zapewniła, że prawo broni właścicieli nieruchomości, którzy wynajmując teren na prowadzenie działalności, która wymaga zgody na zbieranie i przetwarzanie, nie stają się właścicielami odpadów. - Prawo ustawy o odpadach zwalnia z odpowiedzialności za te odpady - mówiła Małgorzata Witkowska. Wyjaśniała, że gdyby nie było decyzji starosty na prowadzenie owej działalności, a śmieci zostałyby podrzucone, to wówczas obowiązek ich uprzątnięcia ciążyłby na właścicielu terenu.
Właściciel dawnej bazy SKR oświadczył zebranym, że na wydzierżawieniu tego terenu, wbrew temu co się mówi, nie zarobił żadnych dużych pieniędzy, a wręcz przeciwnie z ledwością starczyły one na zapłacenie rocznego, bardzo wysokiego podatku za tę działkę.
NSA: SPRZĄTA STAROSTWO
Dorota Czerwińska zapewniała, że po raz pierwszy z ust przedstawicielek WIOŚ usłyszała, że w świetle prawa, to na starostwie ciąży obowiązek uprzątnięcia terenu. Do tej pory starostwo zapierało się przed takim rozwiązaniem.
Przedstawicielka WIOŚ wskazała na analogiczne orzeczenie NSA, że starostwo jest podmiotem, który jest upoważniony do wykonania zastępczego. Twierdziła, że starostwo nakielskie ma podobną sytuację w Potulicach i dlatego ma wiedzę, iż to na nim ciąży obowiązek, bo z tego co zostało powiedziane na poprzednim spotkaniu, to pierwsze kroki już w tej sprawie wykonało. Był tytuł wykonawczy, wszczęta została egzekucja, tylko komornik odpowiedział, że nie ma środków do ściągnięcia.
Robert Kozioł zapewniał, że na własną rękę próbował poszukać firmę, która zabrałaby te odpady, ale koszty takiego przedsięwzięcia są ogromne. - Pisałam pisma wszędzie, do różnych instytucji, organów, samorządów, które uważałam, że są w stanie czy też powinny nam pomóc. Pozwoliłam sobie sięgnąć po siłę mediów, licząc, że ktoś usłyszy to nasze wołanie, bo mam poczucie, że zostaliśmy z tym problemem sami. Wysłałam też pismo do Urzędu Marszałkowskiego i otrzymałam odpowiedź, że nie wydawali decyzji i nie są sprawą w stronie. Smutne jest to, że instytucje zastawiają się lukami w przepisach i dziwnym prawem, ktoś zarobił bardzo duże pieniądze, a zwykły człowiek pozostaje z problemem. Jeśli dojdzie do tragedii, jak w Karmelicie, to koszty będą wielokrotnie wyższe niż dziś wspólne działanie celem uprzątnięcia tego bałaganu - mówiła Dorota Czerwińska, obawiając się, że kolejne spotkanie nic do sprawy nie wniesie.
Robert Kozioł (w niebieskiej koszuli) zapewniał mieszkańców, że opowieści o dużych pieniądzach, jakie zarobił na wydzierżawieniu gruntu, to totalna bzdura fot. Sylwia Wysocka GMINA SIĘ NIE UCHYLA
Burmistrz Marek Szaruga odniósł się do uwag sołtysa Romualda Łasuta, że gmina powinna poczuwać się do odpowiedzialności i pomocy w tej sprawie, z uwagi chociażby na fakt, że właściciel gruntu płaci do gminy podatki i że cierpią na zdrowiu mieszkańcy.
Burmistrz zapewnił, że gmina nie uchyla się od pomocy, biorąc pod uwagę fakt, że pożar w Karmelicie kosztował ogromne pieniądze, a zwłaszcza zdrowie strażaków. Włodarz poinformował, że ze wstępnych wyliczeń koszt wywozu śmieci z Dziewierzewa to ponad 3 miliony złotych.
ZBIOROWO DO PROKURATURY
Maria Łyszczarz, odnosząc się do Karmelity i 8-dniowych działań strażaków, zaznaczyła, że tam sytuacja była o tyle lepsza, że teren był duży i była możliwość rozciągania tych śmieci przez ciężki sprzęt i lania wodą. W Dziewierzewie nie ma takiej możliwości, bo nawet nie da się wjechać w zwartą zabudowę z blokiem mieszkalnym, garażami i wtłoczoną między budynki hałdę śmieci.
- Tu nikt niczym nie wjedzie, będzie się fajczyć, a my będziemy to wdychać. Jeśli starostwo ponosi odpowiedzialność, to może jako wieś zbiorowo oddajmy sprawę do prokuratury, by starostwo przygotowało się na to, że będziemy jako wieś domagać się wywiezienia tych odpadów - mówiła Maria Łyszczarz.
Andrzej Maćkowski, mieszkaniec Dziewierzewa ze zdziwieniem przyjął informację, iż starostwo powinno pomóc w tej sprawie, bo na wcześniejszym zebraniu od pracowników starostwa tego nie usłyszał. Podkreślał, że działania powinny zostać podjęte chociażby z uwagi na fakt, że jest tam ujęcie wody. - Musimy się zastanowić, jak dogadać się ze starostwem, żeby ten problem rozwiązać - mówił Andrzej Maćkowski. Pytał, czy ktoś dziś wyobraża sobie gospodarstwa hodowlane bez wody, unoszące się kilka dni dymy i zaapelował do wyobraźni.
PETYCJA DO STAROSTY
Romuald Łasut wnioskował, by burmistrz pomógł jako instytucja przy pełnym poparciu mieszkańców. Wspólne działanie będzie miało większą moc, niż pisma mieszkańców, bo czas zacząć działać.
- Po to tu jestem, aby państwu pomóc i gotowi jesteśmy do podjęcia działań, ale obawiam się, że może to odbywać się na wymianie pism. My od działań i pomocy się nie uchylamy. Szły pisma do starostwa, do RDOŚ, do wojewody - mówił Marek Szaruga.
Maria Łyszczarz wnioskowała, by burmistrz rozmawiał z firmą, która prowadzi działalność w zakresie przetwarzania śmieci, która działa w Łabiszynie. - Może jest taka możliwość, że zajmą się też naszymi odpadami. Przecież mówi się, że na śmieciach robi się największe pieniądze. Zaproponujmy to tej firmie i pomóżmy właścicielowi terenu, pokazując firmie, że za tym wnioskiem stoi urząd, stoją mieszkańcy, a nie sam właściciel terenu - mówiła Maria Łyszczarz. Zaznaczyła, że radni powiatowi z gminy Kcynia nie są w stanie wywalczyć w budżecie powiatu środków na to zadanie.
Włodarz Kcyni, odnosząc się do siły nacisku zaproponował organizację spotkania mieszkańców wsi ze starostą nakielskim Tomaszem Miłowskim. Andrzej Maćkowski wnioskował, by stworzyć listy i rzetelnie zebrać podpisy wszystkich niezadowolonych mieszkańców z numerem PESEL i w treści odnieść się do orzeczenia NSA mówiącego, że odpowiedzialność spoczywa teraz na starostwie. Burmistrz zapewnił, że pismo sformułuje radca prawny Urzędu, sołtys zbierze podpisy i wówczas zwołane zostanie spotkanie ze starostą. Zapewnił, że spełni wolę mieszkańców i będzie też rozmawiał z firmą zajmującą się utylizacją odpadów. Ostatecznie ustalono, że podpisy zostaną zebrane w sąsiednich wsiach, które korzystają z wodociągu w Dziewierzewie. Padła też propozycja, by część śmieci zabrać przed starostwo w drodze na spotkanie ze starostą.
Film na www.palukitv.pl
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1324 (26/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze