Reklama

Posesja wysprzątana, odpady w boksach

Jarosław Witkowski nie pozwala już sobie na zbieranie zmieszanych odpadów. Teraz poszczególne frakcje są w odpowiednich boksach. Chce kontynuować swoją działalność w Sadłogoszczy.

    fot. Magdalena Kruszka

Sadłogoszcz, posesja, Jarosław Witkowski, odpady
     Posesja wysprzątana, odpady w boksach
     Jarosław Witkowski teraz woli się trzy razy upewnić, czy coś mu wolno zrobić, zanim znów podejmie w Sadłogoszczy działania, które mogą okazać się niezgodne z prawem. Nadal jednak chce prowadzić punkt składowania odpadów. Myśli nawet o rozwoju swojej firmy.

     O działalności prowadzonej w Sadłogoszczy przez Jarosława Witkowskiego, mieszkańca Krotoszyna, pisaliśmy kilka tygodni temu, tuż po tym, jak przez jego firmę przetoczyła się fala kontroli wywołana protestami mieszkańców, którzy skarżyli się, że mają wysypisko śmieci w centrum wsi. Zwracali uwagę na to, że działalność mężczyzny wykracza poza przyznane mu uprawnienia. Widzieli, że na posesji rosną stosy zmieszanych śmieci. Informowali o swoich obawach co do zagrożenia dla środowiska, sanitarnego oraz epidemiologicznego, jakie stwarza firma funkcjonująca na terenie ich miejscowości. W petycji skierowanej do burmistrza Barcina pisali, że tego typu działalność sprzyja rozwojowi insektów i gryzoni. Informowali ponadto, że w miejscu składowania odpadów widziane były szczury, a wśród śmieci znajdowały się zużyte strzykawki oraz podpaski. Po tym proteście firmę Wirpol Jarosława Witkowskiego odwiedziły kontrole z sanepidu, ze Starostwa Powiatowego w Żninie i z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. Dwie ostatnie instytucje dostrzegły nieprawidłowości w działalności.
     - Kontrola wykazała, że podmiot nierzetelnie prowadzi ewidencję ilościowo-jakościową zbieranych odpadów, nie przekazał Marszałkowi Województwa Kujawsko-Pomorskiego zbiorczego zestawienia danych o odpadach za rok 2012 oraz naruszył warunki posiadanej decyzji starosty żnińskiego z dnia 16 marca 2013 roku, zezwalającej na zbieranie i transport odpadów, prowadząc zbieranie odpadów nieujętych w posiadanej decyzji oraz prowadząc proces przetwarzania odpadów polegający na poddawaniu odpadów procesowi dodatkowej segregacji, w wyniku której powstawały odpady przeznaczone do dalszego odzysku lub unieszkodliwienia - poinformowała Barbara Gurzyńska, zastępca wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska. Jednocześnie kontrola z WIOŚ nie wykazała zbierania odpadów medycznych oraz odpadów niebezpiecznych.
     Nieprawidłowości wykazała także kontrola z wydziału ochrony środowiska, leśnictwa i rolnictwa Starostwa Powiatowego w Żninie. Nieprawidłowości dotyczyły między innymi nieprawidłowego magazynowania odpadów. Śmieci zalegały na ziemi, nie były zabezpieczone przed działaniem warunków atmosferycznych.
Jarosław Witkowski został wezwany do zlikwidowania wszelkich naruszeń. Miał na to czas do 21 października. 14 listopada jego posesję ponownie odwiedzili pracownicy Starostwa Powiatowego w Żninie z kierownikiem wydziału Wiesławem Rumlem na czele. Kontrola nie była zapowiedziana i miała wykazać, czy przedsiębiorca dostosował swoją działalność do decyzji, jaką wydał starosta.
     - Odbyła się kontrola wyjaśniająca, podczas której sprawdziliśmy, czy przedsiębiorca zaniechał naruszeń ujawnionych podczas wcześniejszej kontroli - powiedział Wiesław Rumel. - Widzimy, że na posesji jest folia po sianokiszonce biała, folia czarna i big bagi po nawozach. Znajdują się one na utwardzonym terenie, w boksach, przy których znajdują się tabliczki z nazwami frakcji. Przedsiębiorca doprowadził swoją działalność do porządku.
     Teraz na swojej posesji Jarosław Witkowski gromadzi tylko folie i plastiki pozyskiwane od rolników. Zrezygnował ze współpracy ze żnińską firmą USKOM, z której poprzednio pozyskiwał odpady, choć przyznaje, że mógłby z USKOM-u nadal brać odpady, pod warunkiem, że byłby to czysty złom. W tej chwili poprzestaje na współpracy z rolnikami, którzy często sami przywożą mu folię. Na wszystko posiada odpowiednie dokumenty.
     Jarosław Witkowski chciałby rozwinąć swoją firmę. Będzie się starał o pozwolenie na przetwarzanie odpadów. Najpierw musi uzyskać decyzję o uwarunkowaniach środowiskowych od burmistrza Barcina, a potem decyzję starosty żnińskiego. Przetwarzanie odpadów miałoby polegać na zmniejszaniu ich objętości. Do tego potrzeba jest odpowiednia prasa. Umożliwiłoby mu to zmniejszenie kosztów transportu odpadów przeznaczonych do recyklingu.
     - W tej chwili, jak zamówię tira, to zapakujemy na niego jedną tonę, a gdyby to było sprasowane, weszłoby więcej, a płacę przecież za transport za kilometr, a nie za tonę - wyjaśnia Jarosław Witkowski. Żeby jednak móc prowadzić tego typu działalność, nie wystarczy pozwolenie i kupno prasy. Przedsiębiorca będzie musiał także przystosować budynek do tego typu działalności. W tej chwili Jarosław Witkowski nie zatrudnia pracowników, a wszystkie prace wykonuje sam z małżonką.
     Wiesław Rumel podkreśla, że przedsiębiorca jest częstym gościem jego wydziału w starostwie i upewnia się, co mu wolno, a czego nie oraz z kim może współpracować, a co wykracza już poza decyzję.
     - Dziś wygląda to tak, jakby dopiero rozpoczynał działalność - mówi Wiesław Rumel. - Jest utwardzone miejsce, gdzie przywożone są odpady. Nie ma tu odpadów niebezpiecznych, żadnych strzykawek. Nie ma też gryzoni i szczurów. Nie ma tu żywności, więc nie miałyby tu czego szukać. Nie ma też możliwości, żeby składowana folia była rozwiewana po polach, bo teren jest zabezpieczony. Bez wątpienia jednak działalność będzie przez nas sukcesywnie w miarę możliwości monitorowana.
     Jarosław Witkowski zauważa, że z sąsiadami żyje dobrze. Nie słyszy już głosów protestów. Podkreśla, że od początku był nastawiony na współpracę, dążył do spotkania z tymi, którzy byli niezadowoleni z jego działalności. Nie zgadza się z niektórymi zarzutami kierowanymi pod swoim adresem, jak choćby z tym, że tiry z odpadami przyjeżdżały do niego w nocy. Zapewnia, że ma wszelkie dokumenty, które świadczą, że żadnych nocnych transportów nie było. Chce nadal prowadzić swoją działalność. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że musi to robić zgodnie z prawem. Deklaruje, że taka właśnie będzie jego działalność.
    W tej chwili mieszkańcy Sadłogoszczy nie zgłaszają już żadnych uwag do jego działalności. Widzą, że na posesji panuje porządek i są spokojniejsi. Jednak zapowiadają, że nadal będą czujni. Deklarują jednocześnie współpracę z przedsiębiorcą. Marlena Korgul, przedstawiciel Stowarzyszenia Nad rozlewiskiem, które zajęło się sprawą niewłaściwej działalności prowadzonej przez Jarosława Witkowskiego podkreśla, że wcześniej nie zwrócił się on nigdy do niej ani nie przyszedł na zebranie członkiń stowarzyszenia, żeby rozmawiać o oczekiwaniach. Jeśli jednak będzie taka potrzeba, to stowarzyszenie podejmie z nim współpracę.
     - Jesteśmy bardzo zadowolone, że wszelkie organy podjęły działania i spowodowały, że na posesji panuje porządek oraz uświadomiły tego pana, jak ma prowadzić swoją działalność - powiedziała Marlena Korgul. - Uspokaja nas, że ta działalność będzie monitorowana. My też będziemy czujne i nie pozwolimy na to, czego ten pan dopuszczał się wcześniej. Jeżeli kontrole wykazały, że uchybienia zostały zlikwidowane, to jesteśmy spokojniejsze. To nasze miejsce zamieszkania i jeżeli będą się tu działy rzeczy, które nam nie odpowiadają, to liczymy, że ten pan też będzie skłonny się do nas dostosować.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1136 (47/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości